Rozgrzewka
Był wieczór. Pokój robił się miękko szary. Na dywanie siedziały trzy dzieci: Maja, Kacper i Zosia. Wszystkie miały po pięć lat. Zosia siedziała w wózku, ale bawiła się tak samo jak inni. Maja trzymała pluszaka — małego misia. Kacper miał na głowie czerwoną czapkę.
— Już ciemno — powiedziała Maja cicho. — Boję się trochę.
Do pokoju weszła pani Ania, dorosła o ciepłym głosie. Zabrała z półki małą latarkę i lampkę nocną z miękkim światłem.
— Zrobimy zabawę — uśmiechnęła się pani Ania. — Pójdziemy na mały spacer po półmroku. Tylko razem.
Dzieci spojrzały na siebie. Trochę niepewne, trochę ciekawe.
Wędrówka po półmroku
Pani Ania zgasiła duże światło. Zostały lampka i latarka. Światło lampki było jak złota kropla. Latarka dawała małą ścieżkę.
— Najpierw turlamy oczami jak sowy — zaproponowała Maja i zaczęła się śmiać. — Nie straszne sówki!
Kacper i Zosia zaczęli turlanie oczu. Śmiali się. Ciemność nie była już tylko czarna. Miała kształty.
Pani Ania prowadziła ich dłonią. Trzymała dłoń każdego po kolei. Dzieci czuły ciepło jej palców. To było ważne. Ciepło mówiło: jesteśmy razem.
Przeszli żółtą zasłonę, która w półmroku wyglądała jak wodospad. Pani Ania zapaliła latarkę i skierowała ją na dywan. Pojawił się jasny promień.
— To jest nasza ścieżka — szepnęła. — Możemy iść tylko po niej.
Kacper tupnął i zrobił "tu-tu". Zosia dotknęła promienia palcem i śmiała się, bo latarka robiła mały, ciepły gwizd w jej dłoni (oczywiście nie był to prawdziwy dźwięk, tylko malutka wyobraźnia).
Nagle promień latarki na chwilę zgasł. Dzieci zrobiły "ojej". Serduszka zabiły szybciej.
— Spokojnie — powiedziała pani Ania. — Latarka czasem mruga. To nic strasznego. Weźmy trzy głębokie oddechy.
Wzięli oddech razem. Powoli. Nos, buzia, wdech... i wydech. Oddechy były duże jak balony. Balony w brzuchu zrobiły "pom". Trochę śmiechu znowu w pokoju.
Pani Ania zapaliła lampkę. Promień wrócił. Dzieci pokiwały głowami, jakby pokonały małą przeszkodę.
— Ciemność ma także dźwięki — powiedziała pani Ania. — Posłuchajmy.
Zamknęli oczy. Słychać było ciche tykanie zegara, odległy szum samochodu, oddychające drzewa za oknem. Wszystko to było przyjazne. Dzieci rozpoznały dźwięki i uśmiechnęły się. To pomagało znać świat.
Mali odkrywcy
Teraz zabawa zmieniła się. Pani Ania zrobiła tunel z koca. Tunel był miękki i ciemny. Dzieci miały przejść przez tunel trzymając się za ręce. Kacper prowadził, Maja była druga, Zosia ostatnia.
— Kto pierwszy? — zapytał Kacper z udawaną powagą.
— Ja! — krzyknęła Maja i wskoczyła. W tunelu było trochę chłodniej. Czuć było zapach prania i troszkę perfum pani Ani. To było bezpieczne.
W środku każdy krok był malutkim zwycięstwem. Śmiech szeptał się jak motylek. Kiedy wyszli, wszyscy klasnęli. Zdobyli ciemność razem.
Pani Ania przyniosła małe kolorowe światełka. Każde miało inny kolor: niebieskie, zielone, różowe. Rozdała po jednym. Światełka mrugały wolno.
— To są nasze przyjazne gwiazdki — powiedziała. — Możemy je nosić albo położyć obok łóżka.
Zosia przytuliła niebieskie światełko do policzka. Było chłodne i delikatne. Kacper przyczepił zielone do czapki. Maja uśmiechnęła się szeroko. Kolory robiły ciemność bardziej jak zabawę.
Nocna pewność
Gdy zabawa powoli się kończyła, pani Ania poprosiła, by usiedli na dużym kocu jak pączki na talerzu. Każde dziecko leżało wygodnie. Lampka świeciła miękko jak marchewkowe światło.
— Teraz zrobimy coś ważnego — powiedziała pani Ania łagodnie. — Wyobraźcie sobie, że ciemność to duży, miękki koc. Możemy go dotykać i na nim leżeć. Nic nam nie zrobi. Jesteśmy razem.
Maja przytuliła misia. Kacper położył czapkę obok. Zosia przytuliła światełko. Pani Ania położyła rękę na ich ramionach. To była ciepła ręka, która zostawała.
— Gdy poczujecie strach — powiedziała — możecie policzyć do trzech. Albo wziąć trzy głębokie oddechy. Albo zapalić swoją gwiazdkę.
Dzieci wyszeptały, że spróbują. Pani Ania podała każdemu kartkę z rysunkiem księżyca i małym serduszkiem. Każdy mógł dotknąć serca, gdy będzie tęsknił za światłem.
Na koniec pani Ania poprosiła o jeden wspólny oddech. Wszyscy wzięli powoli powietrze. Wdech... i długi wydech. Powietrze wyszło cicho jak list.
— Czuję się bezpiecznie — wyszeptała Maja.
— Ja też — dodał Kacper.
Zosia uśmiechnęła się szeroko.
Pani Ania położyła się obok nich, patrzyła na ich twarze i szepnęła:
— Jesteście odważni. Nie musicie się spieszyć. Ciemność jest tylko inna. Zawsze tu będę.
Dzieci zamknęły oczy. Światełka mrugały spokojnie. Powoli zasypiali z uśmiechem. I wszyscy razem zrobili jeszcze jeden długi oddech.