Trwa ładowanie...
Opowieść o komiksowych superbohaterach 11-12 lat Czytanie 13 min.

Misja prawie pilna: ucieczka znaku zapytania

Kapitan Konfetti staje do pogoni za rozbrykanym balonem‑znakiem zapytania, który wprowadza chaos w mieście, i trafia do warsztatu wynalazców, gdzie wspólnie szukają sposobu, by go opanować.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Bohaterką jest Kapitan Konfetti — radosna, figlarna kobieta o okrągłej twarzy i wielkich błyszczących oczach, w czerwono-białej pelerynie w kropki i opasce we włosach, która z estrady sypie kolorowe konfetti tworząc wielką strzałę w powietrzu; na pierwszym planie z lewej biegnie zachwycony chłopiec (ok. 10 lat) w niebieskiej czapce z daszkiem, wyciąga rękę ku strzale; nieco na prawo i do przodu stoi dziewczynka (ok. 9 lat) w żółtej sukience z warkoczem, trzyma wstążkę i klaszcze; po prawej na chodniku przy ławce stoi starsza kobieta (ok. 70 lat) z siwym kokiem, trzyma małego brązowego psa, jest zdziwiona, lecz uspokojona; nad sceną unosi się duży różowy balon w kształcie znaku zapytania z migającymi mini wykrzyknikami; cała akcja rozgrywa się na brukowanym placu przed biblioteką: okrągła fontanna pryska perłowymi kroplami, stoją żeliwne latarnie, kolorowe fasady i w tle widoczna witryna warsztatu z napisem Pstryk i Błysk; scena dynamiczna, kolorowa, w stylu chibi, komiczna i pocieszająca. zgłoś problem z tym obrazem

Rozkaz: „prawie pilne!”

W Samomigu, mieście wieżowców, hulajnóg i kawy „na wynos nawet w deszczu”, syreny nie zawsze oznaczały katastrofę. Czasem oznaczały, że ktoś włączył blender w oknie na dziesiątym piętrze i pomylił go z alarmem.

Właśnie wtedy na dach centrum handlowego wpadła ona — Kapitan Konfetti. Dorosła kobieta, pełna energii, w pelerynie w groszki, z opaską na włosach i miną, jakby właśnie wygrała wyścig na śmiech.

— Misja prawie pilna! — ogłosiła do kamery swojego zegarka. Zegarek piknął tak poważnie, jakby miał na sobie krawat.

Jej supermoce były… niecodzienne. Potrafiła sprawić, że z powietrza pojawiały się konfetti, kolorowe wstążki i małe, papierowe karteczki z motywującymi hasłami. Nie raniło to nikogo, ale potrafiło doprowadzić do szału osoby, które nie cierpiały sprzątania.

Kapitan Konfetti spojrzała na miasto. Z okna biblioteki miejskiej wyleciał wielki, różowy balon w kształcie jednego wielkiego znaku zapytania.

— Oho. To wygląda jak kłopot… albo jak urodziny matematyka — mruknęła. — Sprawdzamy!

Zsunęła się po szybie wieżowca, zostawiając za sobą dyskretną smugę brokatu. Na chodniku ludzie przystawali, ale bardziej z ciekawości niż strachu.

— Proszę się nie martwić! — zawołała. — To tylko prawie pilne!

Balon, który nie znał hamulca

Przed biblioteką panował przedziwny chaos: trzy dzieci próbowały złapać sznurek balonu, ale balon robił uniki jak ryba w mydle. Starsza pani z pieskiem krzyczała:

— On mi porwał gazetę! A ja jeszcze nie rozwiązałam krzyżówki!

Piesek wyglądał na zachwyconego. Gazeta fruwała jak wielki motyl.

Kapitan Konfetti podeszła i spróbowała przemówić do balonu, bo dlaczego nie?

— Hej, balonie! Wiem, że latanie jest super, ale… może trochę wolniej?

Balon odpowiedział… piskiem. Taki cienki „piii!”, jakby śmiał się z jej propozycji.

— Okej. Plan B — powiedziała Kapitan Konfetti i klasnęła w dłonie.

Z powietrza posypało się konfetti w kształcie małych serduszek. Balon na moment zamarł, jakby zachwycił się widokiem, po czym… przyspieszył.

— Serio? Nie lubisz serduszek? — zdziwiła się. — Twardziel.

Dzieci podbiegły bliżej.

— Pani Kapitan! — zawołał chłopak w czapce z daszkiem. — To przez te nowe gadżety! W warsztacie „Pstryk i Błysk” robią takie rzeczy. Mój wujek tam sprząta i mówi, że coś im „pufnęło”!

„Pufnęło” to bardzo naukowe słowo — odparła Kapitan Konfetti. — W sam raz na misję prawie pilną.

Balon w kształcie znaku zapytania przeleciał tuż nad ich głowami i zawadził o latarnię. Latarnię. A właściwie o ozdobną kulę na latarni, która teraz wyglądała jak… znak wykrzyknika.

— Oho! — Kapitan Konfetti wskazała palcem. — Znak zapytania zmienia wszystko w interpunkcję. To już robi się gramatycznie niebezpieczne.

Piesek szczeknął, jakby popierał troskę o język.

— Ruszam do warsztatu! — oznajmiła. — Ktoś musi tu przywrócić kropki na swoje miejsca.

Warsztat „Pstryk i Błysk” i podejrzany zapach tostu

Warsztat „Pstryk i Błysk” mieścił się w bocznej uliczce, gdzie nawet gołębie wyglądały na wynalazców: jeden nosił nakrętkę na szyi jak medal.

W drzwiach wisiała tabliczka: „Wchodzisz na własną odpowiedzialność i z własnym uśmiechem”.

W środku było jak w jaskini skarbów, tylko zamiast złota — śrubki, sprężyny, przewody i pudełka opisane: „NIE OTWIERAĆ (SERIO)”.

Za ladą stał właściciel, pan Błysk — łysy, w okularach, z wąsem tak ostrym, że mógłby kroić ser.

— Kapitan Konfetti! — ucieszył się, ale ucieszył się nerwowo. — Co sprowadza superbohaterkę do mojego… skromnego laboratorium?

— Misja prawie pilna — odpowiedziała ona i rozejrzała się. — Pytajnikowy balon robi miasto w interpunkcję. To od was?

— Absolutnie nie! — pan Błysk machnął ręką tak gwałtownie, że z półki spadł mały robot i zaczął śpiewać „Sto lat” w wersji techno.

— A to? — Kapitan wskazała na robota.

— To prezent… testowy. — Pan Błysk zasłonił robota kartonem. Robot śpiewał dalej spod kartonu, trochę ciszej, ale z większym zaangażowaniem.

Z zaplecza wyszła pani Pstryk, współwłaścicielka, w fartuchu w plamy po farbie i z miernikiem w dłoni.

— O, Kapitan! — powiedziała. — Dobrze, że jesteś. Mamy… drobny incydent.

— Drobny? — Kapitan uniosła brew. — Balon porywa gazety i robi z latarni wykrzykniki.

— To był prototyp „Balonu Motywacyjnego” — wyznała pani Pstryk. — Miał unosić w powietrze trudne pytania i zamieniać je w… inspirację.

— Aha — Kapitan przytaknęła. — I zamiast inspiracji mamy interpunkcję w wersji turbo.

— Właśnie. — Pani Pstryk westchnęła. — Wpadł do wentylacji, wciągnął magnesy z szuflady i… teraz jest bardziej pewny siebie niż my.

Kapitan Konfetti zaśmiała się krótko.

— Brzmi jak ja w poniedziałek. Dobrze. Macie tu jakiś gadżet, który go uspokoi?

Pan Błysk wyciągnął pudełko. Na nim napis: „Uspokajacz 3000 (działa na wszystko oprócz teściowej)”.

— To żart? — Kapitan spojrzała podejrzliwie.

— U nas wszystko jest trochę żartem, dopóki nie zacznie latać — odparł pan Błysk.

Kapitan wzięła pudełko, po czym zatrzymała się i spojrzała na własne ręce.

— Wiecie co? Ja to zrobię po swojemu. Gadżety są super, ale… ja też jestem super.

— No jasne! — pani Pstryk uśmiechnęła się szeroko. — Tylko… uważaj, bo ten balon ma ego jak billboard.

Pościg za znakiem zapytania

Kapitan Konfetti wybiegła na ulicę. Nad miastem balon robił akrobacje: przeleciał nad fontanną, a krople wody zamieniły się na chwilę w małe przecinki. Ludzie patrzyli w górę jak na pokaz.

— Dobra, pytajniku — mruknęła Kapitan. — Czas na rozmowę wychowawczą.

Wskoczyła na hulajnogę stojącą przy przejściu. Ktoś zostawił ją z kluczykiem, jakby przeczuwał bohaterkę.

— Pożyczam! Oddam z wdziękiem! — krzyknęła.

Hulajnoga ruszyła. Kapitan goniła balon, a balon unosił się nad ulicą jak kapryśna chmurka. Z każdą sekundą robił się większy. Na jego powierzchni pojawiały się malutkie, migające znaki interpunkcyjne.

— On się karmi uwagą! — zorientowała się Kapitan. — No dobrze. To ja też mam uwagę. I konfetti.

Zatrzymała się na placu, gdzie stał ekran reklamowy. Na ekranie wyświetlała się reklama batonika: „BĄDŹ PEWNY SIEBIE — CHRUP!”

Kapitan uśmiechnęła się.

— Idealnie.

Wskoczyła na ławkę jak na scenę.

— Uwaga, Samomig! — zawołała. — Potrzebuję sekundki ciszy! To prawie pilne!

Ludzie, zaintrygowani, zaczęli milkąć. Ktoś nawet przestał gryźć hot-doga w połowie. Piesek z biblioteki też się pojawił, tym razem z gazetą złożoną jak harmonijka.

Balon zawisł wyżej, jakby czuł, że dzieje się coś ważnego.

Kapitan Konfetti wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić do miasta, ale tak naprawdę do siebie:

— Słuchajcie. Nie jestem od siły, która wygina latarnie. Nie jestem od laserów i wybuchów. Ja mam konfetti. I wiecie co? To wystarcza. Bo czasem najtrudniejsze jest nie pokonać potwora, tylko uwierzyć, że można działać po swojemu.

Ktoś przytaknął. Ktoś inny szepnął: „To ma sens”. Hot-dog zniknął, bo właściciel wreszcie dokończył gryzienie.

Balon zadrżał. Jakby… słuchał.

— A ty, znaku zapytania — dodała Kapitan, unosząc rękę — możesz zostać pytaniem. Ale nie musisz robić z całego miasta egzaminu.

Balon wydał cichutkie „piii…”, tym razem mniej zadziorne.

Kapitan klasnęła w dłonie jeszcze raz. Konfetti nie spadło chaotycznie. Ułożyło się w powietrzu w wielką strzałkę, która pokazywała… drogę powrotną do warsztatu.

— O, proszę. Nawigacja z papieru — mruknęła. — Działa lepiej niż moja aplikacja.

Balon, jak zahipnotyzowany, ruszył za strzałką.

— Działa! — krzyknęła jedna z dziewczynek z tłumu.

— Działa, bo ty w to uwierzyłaś! — odkrzyknęła Kapitan. — Ja też. I balon chyba też.

Wielki finał w laboratorium i mała lekcja odwagi

W warsztacie „Pstryk i Błysk” panował popłoch. Pan Błysk biegał w kółko, a robot pod kartonem przerzucił się na „Sto lat” w wersji operowej.

— On wraca?! — pisnęła pani Pstryk, gdy balon wleciał przez otwarte okno jak nieproszony gość na imprezę.

Kapitan Konfetti weszła spokojnie za nim.

— Spokojnie. To teraz część „prawie” w misji. Najważniejsze: nie panikujemy i nie karmimy go uwagą jak gołębia frytkami.

Balon zaczął kręcić się w powietrzu, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić, kiedy nikt nie krzyczał.

— Dobra, pytajniku — powiedziała Kapitan miękko. — Masz wybór. Możesz dalej latać i robić bałagan. Albo możesz pomóc nam robić fajne rzeczy. Co wybierasz?

Balon zawisł. Na jego powierzchni znak zapytania zamigotał, po czym na chwilę zamienił się w… uśmiech.

— On… rozumie? — szepnął pan Błysk.

— Każdy rozumie, kiedy się do niego mówi normalnie — odparła Kapitan. — Nawet robot od „Sto lat”.

Spod kartonu dobiegło dumne „STO LAAAT!”

Pani Pstryk podsunęła urządzenie przypominające pilot.

— To „Przełącznik Trybu Skromności”. Miał być do dmuchanych maskotek, ale… może zadziała.

Kapitan wzięła pilot. Popatrzyła na niego, potem na balon.

— Mogę to zrobić — powiedziała do siebie, trochę ciszej. — Nie dlatego, że mam pilot. Tylko dlatego, że mam głowę.

Nacisnęła przycisk.

Balon lekko się skurczył, jakby przypomniał sobie, że nie musi zajmować całego nieba. Znaki interpunkcyjne zgasły, a sznurek opadł w dół, grzecznie, jak po dzwonku na lekcję.

Pan Błysk złapał sznurek i aż usiadł z ulgą na stołku.

— Uratowałaś mi warsztat i reputację — powiedział. — I… moje magnesy.

— I moją gazetę! — dodała starsza pani, która jakimś cudem też dotarła do warsztatu, wciąż z pieskiem. — A piesek oddał tylko połowę.

Piesek spojrzał niewinnie, jakby papier był częścią diety.

Kapitan Konfetti uśmiechnęła się szeroko.

— Widzicie? — powiedziała do wszystkich. — Czasem wystarczy spokojnie stanąć i powiedzieć: „Umiem”. Nawet jeśli ktoś w środku krzyczy: „Nie umiem!”. To krzyk da się zagłuszyć… konfetti.

Pan Błysk chrząknął.

— Czy mogę zrobić dla ciebie gadżet w podziękowaniu? Może… „Pelerynę Antywiatr”? Albo „Buty, co nie skrzypią”?

Kapitan uniosła palec.

— Poproszę coś ważniejszego. Kącik czytelniczy. Tu, w warsztacie. Żeby każdy mógł usiąść, odpocząć i nabrać odwagi, zanim coś zbuduje.

Pani Pstryk rozpromieniła się.

— W warsztacie? Między sprężynami?

— Właśnie! — Kapitan roześmiała się. — Nic tak nie buduje pewności siebie jak książka i fakt, że obok leży młotek, ale nikt nim nie macha.

Kącik czytelniczy, gdzie nawet pytajnik odpoczywa

Jeszcze tego samego popołudnia w rogu warsztatu stanęła mała półka z książkami. Obok — dwa pufy: jeden w kropki, drugi w paski, jakby się pokłóciły i postanowiły żyć obok siebie.

Na ścianie zawisła kartka: „Tu czytamy. Tu wymyślamy. Tu można się pomylić”.

Balon, już zwykły, biały i spokojny, został przywiązany do pufy w kropki. Nie był już znakiem zapytania. Teraz miał na sobie małą naklejkę z uśmiechem.

Kapitan Konfetti usiadła na pufie w paski i otworzyła książkę o wynalazcach, którzy zaczynali od głupich pomysłów.

Do kącika podeszły dzieci z biblioteki, pan Błysk, pani Pstryk i nawet starsza pani z pieskiem (piesek dostał gumową kość, żeby nie czytać gazet zębami).

— Można? — zapytała dziewczynka.

— Pewnie — odparła Kapitan. — Kącik czytelniczy jest dla wszystkich. Nawet dla tych, co się wahają.

Chłopak w czapce z daszkiem usiadł i wskazał na naklejkę na balonie.

— A jeśli znowu mu odbije?

Kapitan Konfetti mrugnęła.

— To mu przypomnimy, że pewność siebie nie polega na tym, żeby zajmować całe niebo. Tylko żeby nie bać się być sobą, nawet jeśli jest się… trochę nadmuchanym.

Wszyscy zachichotali. Robot spod kartonu zagrał cichutkie „Sto lat” jak kołysankę.

Za oknem miasto wróciło do normalności: latarnie znowu były latarniami, fontanna przestała robić przecinki, a ludzie ruszyli dalej, trochę lżejsi, jakby ktoś posypał ich dzień odrobiną kolorowego papieru.

Kapitan Konfetti przewróciła stronę.

— Misja zakończona — szepnęła. — Prawie pilnie. Idealnie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pelerynie
Rodzaj płaszcza bez rękawów, który nosi się na ramionach lub plecach
Konfetti
Małe, kolorowe kawałki papieru rzucane podczas zabaw lub świąt
Interpunkcję
Znaki w tekście, jak kropki, przecinki i znaki zapytania
Prototyp
Pierwsza wersja wynalazku lub zabawki, do testów i poprawek
Wentylacji
System kanałów, przez które w pomieszczeniu krąży powietrze
Sprężyny
Metalowe zwoje, które rozciągają się i wracają do formy
Magnesy
Przedmioty, które przyciągają metal i trzymają go razem
Incydent
Krótkie, nieoczekiwane zdarzenie, które sprawia kłopot
Nawigacja
Sposób znajdowania drogi lub kierunku, tu pokazanie trasy

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o komiksowych superbohaterach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.