Trwa ładowanie...
Opowieść o komiksowych superbohaterach 11-12 lat Czytanie 13 min.

Tramwaj widmo i peleryna na dwa humory

Lena, zwana Kapitaną Przełączką, otrzymuje odwracalną pelerynę i trafia do tajemniczego Tramwaju Widma, który przeskakuje między czasami — musi rozwiązać zagadkę przełącznika i zjednoczyć pasażerów, by opanować sytuację.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Młoda bohaterka, entuzjastyczna i nieco zawstydzona, z kucykiem kasztanowych włosów, z peleryną dwustronną — matowy błękit z jednej strony, szerokie czarno-białe paski z drugiej — ociera pelerynę okrywającą jej głowę, pędząc po schodach na półprzezroczysty tramwaj. Około 14-letni chłopiec z aparatem, krótkie włosy i szary T‑shirt, stoi w tramwaju przy lewych drzwiach i celuje w bohaterkę, zaskoczony, ale rozbawiony. Dziesięcioletnia dziewczynka w bluzie z dinozaurem śmieje się i macha, siedząc na ławce obok siostry (~12 lat) trzymającej frytkę i dumnie się uśmiechającej. Spektralny mężczyzna w starym płaszczu, „Pan Tramwajowy”, półprzezroczysty i delikatnie złocisty, stoi przy starym kasowniku na środku wagonu, o poważnym, życzliwym spojrzeniu. Miejsce: miejski peron tramwajowy, mokra kostka, retro latarnie, półparowy, neonowy, półprzezroczysty tramwaj z napisem TRASA TURYSTYCZNA, stare plakaty w środku, miękkie refleksy i plamy światła na ziemi. Sytuacja: komiczno‑ciepły moment, gdy bohaterka uśmiechem „rozwiązuje” sytuację — tramwaj‑duch waha się między przeszłością a teraźniejszością, pasażerowie dzielą dumę, atmosfera zabawna, delikatne kolory i akwarelowe nuty emocji. zgłoś problem z tym obrazem

1. Peleryna, która ma dwa humory

W Nowym Mieście nawet kioski sprzedawały powerbanki obok gum do żucia, a sygnalizatory na przejściach potrafiły piszczeć melodie, które wpadały w ucho bardziej niż reklamy w internecie. Właśnie tu mieszkała Lena, superbohaterka o pseudonimie Kapitana Przełączka—bo jej moce działały najlepiej, gdy coś… przełączała.

Tego popołudnia stała na dachu centrum handlowego, trzymając w rękach nowiutką pelerynę. Z jednej strony była błękitna jak niebo po deszczu, z drugiej—w paski jak zebra, która wpadła do sklepu z farbami.

—No dobra, peleryno. Pokaż, co umiesz — mruknęła.

Lena miała dość nietypową moc: potrafiła „przestawiać” zwykłe rzeczy na tryb przydatny. Latarka świeciła jak reflektor stadionowy, popcorn przestawał przypalać się w mikrofalówce, a skarpetki… przestawały ginąć w pralce. Niestety, działało to też w drugą stronę. Przypadkowo włączyła kiedyś „tryb dramatyczny” w czajniku i ten gwizdał jak operowy tenor.

Peleryna była prezentem od cioci-badaczki, która twierdziła, że „odwracalność to przyszłość garderoby”. Lena podejrzewała, że to także przyszłość kłopotów.

Założyła pelerynę stroną błękitną, stanęła na krawędzi dachu i zrobiła heroiczny krok… po czym wiatr dmuchnął tak, że peleryna owinęła jej głowę jak zasłona.

—Ekhm! Bohaterka, nie duch prania! — kaszlnęła, odwijając się.

Z dołu dobiegł śmiech. Na przystanku tramwajowym grupka turystów wskazywała coś w górę. Lena udawała, że to nie ona.

—Spokojnie, test kontrolowany — szepnęła. — Teraz tryb zebra.

Odwróciła pelerynę. Materiał zaszeleścił, jakby miał własne zdanie. Nagle wszystko wokół zrobiło się… bardziej wyraźne. Dźwięki miasta się wyostrzyły: dzwonki rowerów brzmiały jak małe fanfary, a odległe „proszę uważać na drzwi” z tramwaju było tak głośne, jakby stało obok.

Lena uśmiechnęła się szeroko.

—Okej. To działa. Teraz tylko nie zepsuć niczego w stylu… czasu, przestrzeni i rozkładu jazdy.

W tym samym momencie na przystanek wjechał tramwaj. Tylko że… nie wjechał.

On się wślizgnął. Cicho jak kot. I wyglądał, jakby był zrobiony z porannej mgły i starego lakieru: półprzezroczysty, z neonowym napisem „TRASA TURYSTYCZNA – DUCH HISTORII”.

—Żartujesz sobie — powiedziała Lena do peleryny.

Peleryna zaszeleściła, jakby odpowiadała: „A wygląda, że żartuję?”

2. Tramwaj, który nie lubi biletów

Lena zbiegła schodami na dół szybciej, niż człowiek powinien, gdy na nogach ma trampki z rozwiązaną sznurówką. Na przystanku turystów było coraz więcej. Jedni robili zdjęcia, inni sprawdzali w telefonach, czy to jakiś „event”.

Tramwaj stał z drzwiami otwartymi, ale w środku nie było motorniczego. Na szybie wisiała kartka: „BILETY: TYLKO UŚMIECHY”.

—To miłe i podejrzane — mruknęła Lena.

Podszedł do niej chłopak z aparatem.

—Przepraszam, pani jest częścią atrakcji? — zapytał.

—Jestem… częścią miasta — odparła Lena, odruchowo przybierając poważną minę. Wyszło jej coś pomiędzy „superbohaterką” a „ktoś, kto zgubił autobus”.

Z wnętrza tramwaju dobiegł dźwięk jak „ding-dong”, tylko bardziej… fosforyzujący. Lena poczuła lekkie mrowienie na karku. Peleryna zebra drgnęła.

—Nie podoba mi się to, że moja peleryna jest bardziej podekscytowana niż ja — szepnęła.

Turystka w kapeluszu z szerokim rondem weszła pierwsza.

—Och, jaki klimacik! — zachwyciła się. — Patrz, Zdzisiu, foteliki jak z dawnych lat!

—A ja widzę przez podłogę — odparł Zdzisiu z zupełnym spokojem.

Lena westchnęła. Jeśli to był tramwaj-duch, a ludzie wsiadali do niego jak do lodziarni, ktoś musiał dopilnować, żeby zabawa nie skończyła się w fontannie albo, gorzej, w urzędzie.

—Dobra, Kapitano Przełączko, wsiadasz. Kontrola sytuacji — powiedziała sama do siebie i weszła.

Drzwi zamknęły się miękko, jakby tramwaj bał się kogoś obudzić. W środku pachniało starym drewnem, miętą i… kurzem z muzeum. Na suficie wisiały reklamy sprzed stu lat: „Najlepsze pastylki na odwagę!” i „Gorset, który poprawia humor”.

—Czy gorset poprawia humor? — spytał ktoś.

—Jeśli jest na wieszaku, to tak — odparła Lena automatycznie.

Turyści parsknęli śmiechem. Atmosfera zrobiła się luźna. Prawie.

Tramwaj ruszył bez szarpnięcia. I bez torów. Za oknami Nowe Miasto przesuwało się jak zwykle, tylko czasem migały widoki, które nie pasowały: brukowana ulica zamiast asfaltu, dorożka zamiast samochodu, pan w cylindrze, który gubił wąsy i próbował je dogonić.

—To jest… filtr retro? — zapytał chłopak z aparatem.

—Powiedzmy, że miasto robi sobie przegląd wspomnień — odparła Lena, a w myślach dodała: „i potrzebuje kogoś, kto trzyma pilot”.

3. Przełącznik „turystyczny” i niesforne legendy

Z głośników popłynął głos. Brzmiał jak przewodnik, który połknął dzwoneczek.

—Szanowni pasażerowie! Witamy na przejażdżce Tramwajem Widmowym. Prosimy nie karmić legend.

—A co jedzą legendy? — spytało dziecko w bluzie z dinozaurem.

—Najczęściej… uwagę — odpowiedziała Lena i od razu poczuła, że to prawda.

W rogu wagonu stał stary kasownik. Zamiast czerwonego guzika miał mały, świecący przełącznik. Lena podeszła i dotknęła go ostrożnie.

Na przełączniku było napisane: „TRYB: TURYSTYCZNY / HISTORYCZNY”.

—Oho. To już moja liga — mruknęła.

Peleryna zebra zaszeleściła jak publiczność przed występem.

Lena spojrzała na turystów. Wszyscy wyglądali na zachwyconych, nikt nie panikował. To dobrze. Ale tramwaj robił dziwne przeskoki między „teraz” a „dawniej”, i to mogło skończyć się jak sałatka owocowa, kiedy ktoś pomyli miski.

—Proszę państwa! — Lena podniosła głos. — To jest bardzo nietypowa atrakcja. Proszę trzymać ręce, nogi i selfie-stick w środku wagonu.

—A pani to kto? — zapytał Zdzisiu.

Lena zawahała się tylko sekundę.

—Jestem… konsultantką od niespodzianek — powiedziała. — I mam pelerynę z funkcją „ogarnij to”.

Zdzisiu skinął z uznaniem, jakby to był normalny zawód.

Lena przełączyła kasownik na „TURYSTYCZNY”. Tramwaj zamruczał zadowolony. Widoki za oknami uspokoiły się. Nowe Miasto wróciło na swoje miejsce: asfalt, rowery, reklamowy balon w kształcie hot-doga.

—Uff — Lena odetchnęła.

W tym momencie kasownik sam przeskoczył na „HISTORYCZNY”.

—Ej! — Lena stuknęła w obudowę. — Nie było umawiane!

Z sufitu opadł kurz jak konfetti. Za oknami znowu pojawiły się dawne uliczki. A w wagonie, tuż obok dzieciaka z dinozaurem, materializowała się postać w płaszczu. Miała minę kogoś, kto od wieków czeka, aż wreszcie ktoś go zapyta o drogę.

—Czy to… przewodnik? — szepnęła turystka w kapeluszu.

—To wygląda na legendę z nadgodzinami — odpowiedziała Lena.

Postać ukłoniła się.

—Jestem Pan Tramwajowy, strażnik opowieści i… biletów, których nie ma — oznajmił z dumą. — Kto śmie przełączać mój pojazd?

—Ja. Lena. W sumie… Kapitana Przełączka — powiedziała i uniosła pelerynę jak dowód osobisty.

Pan Tramwajowy zmrużył oczy.

—Peleryna odwracalna? Sprytne. Ale mój tramwaj jest jeszcze sprytniejszy. On jeździ tam, gdzie ludzie chcą być… i tam, gdzie miasto chce, żeby pamiętali.

—Miasto chce, żeby pamiętali, okej. Ale czy musi to robić bez hamulców? — Lena skrzywiła się, bo tramwaj właśnie przejechał przez… własny dzwonek.

Zabrzmiało to jak „DING!” podane w galarecie.

Pan Tramwajowy wskazał kasownik.

—Przełącznik się psuje, kiedy pasażerowie nie dzielą się dumą. A dziś wszyscy tylko robią zdjęcia i mówią „ja, ja, ja”.

W wagonie zapadła cisza. Nawet chłopak z aparatem opuścił obiektyw.

—No dobra — Lena podrapała się po policzku. — To brzmi głupio, ale też brzmi jak zadanie. Jak się „dzieli dumą”?

—Wystarczy, że ktoś powie: „Jestem dumny z nas”. Nie z siebie. Z nas — powiedział Pan Tramwajowy i zniknął jak para znad herbaty.

Kasownik zatrzeszczał. Tramwaj lekko zadrżał. Jakby czekał.

4. Plan ratunkowy: wspólna duma

Lena stanęła na środku wagonu. Peleryna zebra falowała, jakby dopingowała.

—Dobra. Słuchajcie. Tramwaj-widmo ma… dziwną zasadę. Chce, żebyśmy się podzielili dumą. Wspólną. Bez żartów.

—Bez żartów? — jęknął Zdzisiu. — To po co ja tu jestem?

—Żarty mogą być, ale życzliwe — poprawiła Lena. — I nie o czyimś nosie.

Dzieciak z dinozaurem podniósł rękę.

—Ja jestem dumny, że moja siostra nie zjadła mi dziś frytek. To trudne.

Wszyscy się roześmiali, a siostra—dziewczyna w zielonej bluzie—zrobiła minę bohaterki.

—Jestem dumna, że umiem nie jeść cudzych frytek… czasem — powiedziała.

Kasownik piknął przyjaźnie. Przełącznik przestał drgać przez sekundę.

Chłopak z aparatem chrząknął.

—Jestem dumny, że pani… konsultantka od niespodzianek… nie uciekła, tylko weszła do tramwaju. Ja bym uciekł. W sensie… ja jestem szybki w uciekaniu.

—To też talent — przyznała Lena. — I dzięki.

Turystka w kapeluszu uśmiechnęła się.

—Jestem dumna, że potrafimy się śmiać, nawet kiedy nie rozumiemy, co się dzieje. To chyba odwaga.

—O! — ktoś przytaknął.

Zdzisiu wyprostował się jak na apelu.

—Ja jestem dumny, że Zdzisiu… to znaczy ja… nie próbowałem odkręcić tych przezroczystych śrubek — wskazał niewidoczne miejsce przy oknie. — Bardzo chciałem. Ale nie.

Wagon znowu wybuchł śmiechem. Kasownik zapiszczał radośnie.

Lena poczuła, jak w powietrzu robi się lżej. Jakby tramwaj przestał dźwigać ciężką walizkę „ja, ja, ja” i przerzucił ją na półkę „my”.

Teraz kolej na nią. Lena przełknęła ślinę.

—Jestem dumna z nas, że potrafimy działać razem w najdziwniejszej sytuacji w moim… bardzo dziwnym tygodniu — powiedziała. — I jestem dumna, że nikt nie panikuje. A to już prawie supermoc.

Kasownik rozbłysł. Przełącznik sam wskoczył na „TURYSTYCZNY” i tym razem został. Tramwaj przestał przeskakiwać w czasie. Za oknami znów pojawiły się współczesne światła, a na skrzyżowaniu mignął neon „Kawa i Kable”.

—Działa! — ucieszyło się dziecko.

—Czyli uratowaliśmy tramwaj… komplementami? — Zdzisiu wydawał się zawiedziony i zachwycony jednocześnie.

—Nie komplementami. Dumą, która jest wspólna — poprawiła Lena.

Wtedy peleryna sama z siebie odwróciła się z zebry na błękit. Cichutko. Jakby uznała, że misja „kontrast i dramat” jest zakończona.

—O, peleryna też się uspokoiła — zauważyła siostra od frytek.

—W końcu — mruknęła Lena. — Bo już myślałam, że będę musiała ją wysłać na terapię tkanin.

5. Ostatni przystanek i spokojna radość

Tramwaj zwolnił i podjechał na przystanek, którego nie było na żadnej mapie: „WSPÓLNY PLAC”. Wyglądał normalnie—ławki, drzewa, fontanna—tylko w powietrzu unosił się delikatny blask, jak po pokazie fajerwerków, które postanowiły być grzeczne.

Drzwi otworzyły się. Pan Tramwajowy pojawił się jeszcze raz, tym razem z czapką motorniczego przekrzywioną na bok.

—Dziękuję, pasażerowie. Tramwaj znów pamięta, po co jeździ — powiedział. — A wy pamiętajcie, że duma smakuje lepiej, kiedy jest do podziału.

—Jak frytki! — krzyknęło dziecko.

—Dokładnie jak frytki — przyznał Pan Tramwajowy z powagą, po czym mrugnął i rozpłynął się w powietrzu.

Turyści wysiedli, jeszcze przez chwilę rozmawiając, jakby wracali z wycieczki szkolnej, a nie z przejażdżki przez pękniętą historię.

Chłopak z aparatem podszedł do Leny.

—Mogę zrobić pani zdjęcie? Takie… bohaterka, ale bez pozowania na pomnik.

Lena poprawiła pelerynę, która teraz była błękitna i zupełnie zwyczajna.

—Może lepiej… zrób nam wszystkim — zaproponowała. — Żeby było „my”.

Ustawili się przy fontannie: turystka w kapeluszu, Zdzisiu, rodzeństwo od frytek, chłopak z aparatem i Lena. Ktoś powiedział „ser”, ktoś inny „pierogi”, a Zdzisiu dodał „byle nie gorset”.

Migawka kliknęła. W tej samej chwili tramwaj-widmo zadzwonił cicho, jakby na pożegnanie, i odjechał, zostawiając po sobie tylko lekki zapach mięty i starego lakieru.

Lena usiadła na ławce. W mieście znowu było zwyczajnie: autobusy, hulajnogi, ktoś gonił psa, który ukradł bułkę. Ale w środku Leny wszystko było spokojne.

—Dziś uratowałam tramwaj dumą — powiedziała do siebie i parsknęła śmiechem. — Gdyby ktoś mi to rano powiedział, kazałabym mu wyłączyć internet.

Obok usiadła turystka w kapeluszu.

—Pani Leno… Kapitano Przełączko… jestem dumna, że trafiłam na tę przejażdżkę — powiedziała cicho. — I że mogliśmy być w tym razem.

Lena skinęła głową.

—Ja też. I wie pani co? To była najlepsza trasa turystyczna, jaką miasto mogło wymyślić.

Siedziały chwilę w ciszy, słuchając plusku fontanny. Lena czuła na ramionach ciężar peleryny—nie jak obowiązek, tylko jak przyjemne przypomnienie, że czasem najdziwniejsze przygody kończą się najprościej: wspólnym zdjęciem i cichą, spokojną radością.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Peleryna
Rodzaj długiego płaszcza, który nosi się na ramionach jak superbohater
Odwracalność
Właściwość rzeczy, którą można zmienić na przeciwną i potem cofnąć
Kasownik
Urządzenie w tramwaju lub autobusie do kasowania biletu lub rejestrowania przejazdu
Motorniczego
Forma od „motorniczy”, czyli osoba prowadząca tramwaj
Półprzezroczysty
Coś, przez co widać częściowo, ale nie całkiem wyraźnie
Materializowała się
Pojawiła się nagle w rzeczywistości, jakby z niczego
Konfetti
Małe kolorowe kawałki papieru wrzucane podczas zabawy lub świętowania
Przełącznik
Mały mechanizm do zmiany działania urządzenia z jednego trybu na inny
Niesforne
Opis kogoś lub czegoś, co nie słucha zasad i robi, co chce
Galarecie
Tu: porównanie dźwięku do miękkiej masy, jak zamrożony żel lub kisiel
Tramwajem Widmowym
Nazwa niezwykłego tramwaju w opowieści, który wygląda jak duch i pamięta historie

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o komiksowych superbohaterach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.