Rozdział 1: Wielka zapomniana niespodzianka
W samym środku gwarnego miasta, gdzie tramwaje dzwonią głośno, a gołębie chodzą jakby były najważniejsze na świecie, mieszkał siedmioletni Kuba. Kuba miał mnóstwo pomysłów na minutę i zawsze śmiał się najgłośniej na podwórku. Mieszkał w wysokim bloku razem z mamą, tatą i swoim najlepszym przyjacielem – psem Pimpkiem, który czasem myślał, że jest lwem.
Kuba miał też najlepszego kumpla – Antka, który mieszkał kilka pięter niżej. Antek był trochę niższy od Kuby, ale szybciej biegał i zawsze miał kieszenie pełne różnych skarbów: guziki, sznurki, a nawet gumę do żucia znalezioną pod ławką (ale nie polecamy tego próbować w domu!).
Pewnego czerwcowego poranka Kuba obudził się z szerokim uśmiechem i poczuł zapach świeżych bułeczek z pobliskiej piekarni. Mama krzątała się w kuchni, a tata jeszcze spał, chrapiąc tak głośno, że Pimpek uciekł pod kanapę.
Kuba przeciągnął się i nagle… coś mu się przypomniało. „O nie! Dzisiaj jest Dzień Ojca!” – krzyknął tak głośno, że Pimpek wyskoczył spod kanapy jak z procy. Mama spojrzała na Kubę z szerokimi oczami.
– Nie przygotowałem NIC dla taty! Ani laurki, ani prezentu! – jęknął Kuba, patrząc na mamę jak na czarodzieja, który zaraz wyciągnie z kapelusza gotowy prezent.
Mama tylko się uśmiechnęła i podała Kubie kromkę chleba z dżemem.
– Kuba, najważniejsze to pamiętać i okazywać miłość. Ale jeśli chcesz coś zrobić, zawsze możesz wymyślić coś wyjątkowego, nawet na ostatnią chwilę – powiedziała spokojnie.
Kuba zjadł śniadanie w tempie światła i pobiegł do Antka. Po drodze minął sklep, gdzie wielki plakat głosił: "Niespodzianki dla tatusiów! Dziś każdy tata dostaje balona!" Kuba myślał intensywnie, aż para leciała mu z uszu.
Antek już czekał pod drzwiami, trzymając w ręce kawałek sznurka i zbitą z patyków procę.
– Kuba, też zapomniałem o Dniu Ojca! – wykrzyknął Antek. – Może wymyślimy coś razem?
Dwaj chłopcy spojrzeli na siebie, a potem na miasto, pełne kolorowych plakatów i ludzi z balonami. Pomysł zaczął kiełkować w ich głowach jak fasolka w słoiku.
Rozdział 2: Misja Tata
Kuba i Antek usiedli na ławce przy placu zabaw i zaczęli planować. Obaj wiedzieli, że nie mają czasu na kupowanie prezentów, a nawet na rysowanie laurki, bo kredki Kuby zjadł Pimpek (albo przynajmniej je dobrze schował).
– Zróbmy coś, czego nikt jeszcze nie zrobił! – zaproponował Antek, drapiąc się po głowie.
– Może… napiszemy wierszyk? – zastanawiał się Kuba.
– Ale ja nie umiem rymować! – jęknął Antek.
– To może… zrobimy dla naszych tatusiów pokaz specjalnych umiejętności? – zapalił się Kuba. – Ja potrafię stanąć na jednej nodze przez minutę!
– A ja umiem przewrócić się trzy razy pod rząd i nie zgubić okularów! – dodał Antek z dumą.
Chłopcy pokiwali głowami. To był plan! Ale czy to wystarczy?
Nagle obok przechodziła sąsiadka, pani Jadzia, niosąc torbę pełną bułek i śmiejąc się do swojego telefonu.
– Chłopcy, idziecie na festyn dla tatusiów na rynku? – zapytała.
– Jaki festyn? – zdziwił się Kuba.
– Dziś w centrum jest wielka impreza! Będą konkursy, balony, a każdy tata dostanie ogromnego lizaka! – powiedziała pani Jadzia i zniknęła w windzie.
Kuba i Antek spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Festyn to idealne miejsce, żeby zrobić coś wyjątkowego! Pobiegli do domów po swoich tatusiów, po drodze przewracając się o własne buty ze zdenerwowania.
Tata Kuby był jeszcze w piżamie, gdy Kuba zawołał:
– Tato, szybciej, bo przegapimy niespodziankę!
Tata, nie wiedząc, o co chodzi, ubrał się w pośpiechu (dwie różne skarpetki, ale kto by patrzył na skarpetki w taki dzień!) i wyszedł z Kubą na dwór.
Antek już czekał z tatą pod blokiem. Obaj tatusiowie patrzyli na siebie rozbawieni, a chłopcy prowadzili ich przez miasto jak wielcy odkrywcy.
Po drodze minęli sklep z balonami, gdzie ekspedientka rozdawała balony w kształcie serca. Kuba poprosił o dwa największe i wręczył jeden swojemu tacie.
– Dla najlepszego taty na świecie! – powiedział z dumą.
– I dla najlepszego taty, który umie naprawić rower w pięć minut! – dodał Antek, wręczając balon swojemu tacie.
Tatusiowie śmiali się, a balony powiewały na wietrze jak kolorowe flagi.
Rozdział 3: Festyn pełen niespodzianek
Na rynku było tłoczno i wesoło. Wszędzie pachniało watą cukrową, a dźwięki muzyki mieszały się z okrzykami dzieci. Na scenie stał klaun w wielkich czerwonych butach i rozdawał lizaki większe niż głowa Kuby.
Chłopcy i ich tatusiowie zapisali się do konkursu na „Najzabawniejszy duet tata-dziecko”. Kuba poczuł motyle w brzuchu, ale tata uśmiechnął się szeroko.
– Damy radę, synku! – powiedział i mrugnął do Kuby.
Antek z tatą ćwiczyli śmieszne miny i wygłupy. Kuba postanowił, że pokaże wszystkim, jak potrafi stać na jednej nodze, a jego tata zrobi piruet (choć ostatni raz tańczył na studniówce mamy).
Na scenie było głośno i śmiesznie. Jeden tata śpiewał piosenkę o skarpetkach, inny żonglował jabłkami, a jeszcze inny próbował tańczyć breakdance, ale skończyło się to przewrotką i salwą śmiechu.
Kiedy przyszła kolej na Kubę i jego tatę, chłopiec wyprostował się dumnie i stanął na jednej nodze. Tata zrobił piruet, ale… zakręciło mu się w głowie i usiadł na scenie, śmiejąc się tak głośno, że Kuba ledwo mógł utrzymać równowagę.
Publiczność klaskała i śmiała się razem z nimi. Potem przyszła kolej na Antka i jego tatę. Antek przewrócił się trzy razy jak tornado, a tata próbował złapać okulary, które spadły mu z nosa. Wszyscy bili brawo, a nawet klaun przestał dmuchać balony, żeby popatrzeć na te wygłupy.
Na koniec wszyscy uczestnicy dostali dyplomy „Najzabawniejszy Tata” i ogromne lizaki. Chłopcy byli dumni jak pawie, a tatusiowie uśmiechali się od ucha do ucha.
– To była najlepsza niespodzianka na świecie! – powiedział tata Kuby, ściskając syna.
– I najśmieszniejsza! – dodał tata Antka, jeszcze łapiąc oddech po przewrotkach.
Kuba spojrzał na tatę i poczuł, że nawet bez kupionych prezentów, to był wyjątkowy dzień.
Rozdział 4: Małe gesty, wielka radość
Po festynie chłopcy i ich tatusiowie usiedli na ławce w parku z kolorowymi balonami i lizakami. Pimpek biegał dookoła, próbując złapać własny ogon, a gołębie podchodziły, licząc na okruszki.
Kuba wyciągnął z kieszeni kawałek papieru i długopis, który znalazł na dnie plecaka. Przypomniał sobie słowa mamy: „Najważniejsze to okazywać miłość”. Spojrzał na tatę i napisał kilka prostych słów:
„Tato, dziękuję, że jesteś. Kocham Cię najbardziej na świecie, nawet bardziej niż pizzę i lody razem!”
Antek też napisał coś swojemu tacie, choć jego list był trochę pokrzywiony i pełen śmiesznych rysunków.
Tatusiowie przeczytali listy i spojrzeli na chłopców z oczami pełnymi wzruszenia.
– Wiecie, chłopcy, takie słowa są cenniejsze niż najdroższe prezenty – powiedział tata Kuby.
– I są najsmaczniejsze, bo są od serca! – dodał tata Antka, udając, że zjada list jak kanapkę.
Chłopcy wybuchli śmiechem. Zjedli razem lody, a potem pobiegli jeszcze raz na rynek, żeby zobaczyć, czy nie zostały jakieś balony.
Tego dnia Kuba zrozumiał, że nawet jeśli nie przygotował prezentu wcześniej, najważniejsze są małe gesty i szczere słowa. Bo tata nie potrzebuje drogich rzeczy, tylko uśmiechu, przytulenia i kilku śmiesznych wspomnień.
Wieczorem Kuba i Antek siedzieli na schodach przed blokiem i patrzyli, jak balony unoszą się nad miastem.
– Wiesz, Antek, za rok przygotujemy coś jeszcze bardziej zwariowanego! – powiedział Kuba.
– Może zatańczymy poloneza na rynku? – zażartował Antek.
– Albo zaśpiewamy piosenkę o skarpetkach! – dodał Kuba.
Obaj śmiali się tak głośno, że Pimpek szczekał z okna, a sąsiadka Jadzia kiwała głową z uśmiechem.
I tak zakończył się Dzień Ojca pełen śmiechu, niespodzianek i najważniejszych słów na świecie: „Kocham Cię, Tato!”