Dawno, dawno temu, kiedy na Ziemi rosły ogromne drzewa, a słońce było ciepłe i złote, żył sobie wielki, łagodny diplodok. Nazywał się Dipi. Miał długi ogon, miękki nos i bardzo, bardzo długą szyję. Jego skóra była zielona jak liście drzew, a oczy błyszczały jak dwa małe kamyczki.
Dipi lubił spacerować po lesie i zajadać liście z najwyższych gałęzi. Często szedł powoli, bo lubił rozglądać się na boki i słuchać śpiewu ptaków. Pewnego ranka, gdy słońce delikatnie grzało, Dipi zauważył na niebie ciemne, burzowe chmury. Wiatr zaczął mocniej dmuchać w liście, a w oddali słychać było grzmot.
Dipi poczuł, że zaczyna padać deszcz. Krople były duże i spadały na jego grzbiet. Zmartwił się, bo nie lubił moknąć. Rozejrzał się i zobaczył blisko siebie swojego przyjaciela, małego stegozaura o imieniu Stegi.
„Stegi, czy czujesz deszcz?” zapytał Dipi.
„Tak, Dipi! Deszcz już pada! Chodźmy się schować!” odpowiedział Stegi.
Dipi spojrzał jeszcze raz na niebo. „Potrzebujemy dużego drzewa. Tam będzie sucho.”
Razem ruszyli w stronę wielkiego drzewa z szerokimi liśćmi. Po drodze spotkali triceratopsa o imieniu Trisi. Trisi miał trzy rogi i promienisty uśmiech.
„Hej, przyjaciele! Widzę, że się śpieszycie. Czy mogę iść z wami?” zapytał Trisi.
„Oczywiście, Trisi! Im nas więcej, tym raźniej!” powiedział Dipi.
Cała trójka szła razem, stukając łapkami o wilgotną ziemię. Deszcz padał coraz mocniej. Gałęzie drzew szumiały, a kropelki deszczu tańczyły na liściach. Dipi czuł, że robi się coraz bardziej mokry, ale wiedział, że niedługo znajdą schronienie.
Wreszcie zobaczyli olbrzymie drzewo. Jego pień był gruby i mocny, a gałęzie rozciągały się szeroko. Pod drzewem było sucho i przytulnie. Dipi, Stegi i Trisi weszli pod wielkie liście. Usiadli blisko siebie.
„Tutaj jest ciepło i bezpiecznie” westchnął z ulgą Dipi.
„Lubię ten dźwięk deszczu” powiedział Stegi cicho.
Trisi uśmiechnął się szeroko. „Z wami nie boję się burzy!”
Dipi spojrzał na swoich przyjaciół. Byli razem. Słychać było krople stukające o liście i cichutki śpiew wiatru. Wszyscy poczuli się spokojnie i radośnie.
„Poczekajmy tu, aż deszcz przestanie padać” powiedział Dipi.
Czas płynął powoli. Diplodok opowiadał przyjaciołom zabawne historie o dalekich lasach i o tym, jak kiedyś próbował sięgnąć najwyższego liścia. Stegi śmiał się cichutko, a Trisi kiwał głową z podziwem.
W końcu burza minęła. Chmury odpłynęły, a na niebie pojawiła się tęcza. Kolorowa, piękna, jak malowana. Dipi, Stegi i Trisi wyszli spod drzewa. Poczuły ciepło słońca i radość znowu być na świeżym powietrzu.
„Patrzcie! Tęcza!” zawołał Stegi.
Dipi spojrzał do góry. „Jest piękna! To znak, że wszystko będzie dobrze.”
Trisi podskoczył z radości. „Ależ to był piękny dzień!”
Dipi odetchnął głęboko. Czuł się szczęśliwy i bezpieczny. Byli razem, a przyjaciele byli najważniejsi. Razem mogli przejść przez każdą burzę.
I tak Dipi, Stegi i Trisi ruszyli dalej przez zielony, spokojny las. Słońce świeciło, liście szeleściły, a na niebie świeciła kolorowa tęcza. Wszyscy wiedzieli, że razem zawsze będą bezpieczni i szczęśliwi.