Trwa ładowanie...
Opowieść o ukrytym skarbie 11-12 lat Czytanie 15 min.

Skarb, który słychać po ciszy

Trójka przyjaciół znajduje tajemniczą mapę i wyrusza do Wichrowej Latarnia, rozwiązując zagadki i pokonując strach, by odkryć, co naprawdę kryje się za starymi skrzyniami. Po drodze uczą się, że skarb bywa ukryty w ciszy i odpowiedzialności.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziewczynka ok. 12 lat, okrągła twarz z piegami, kasztanowe włosy w dwóch warkoczach, zdeterminowana i ciekawa, w praktycznym stroju (kurtka khaki, dżinsy, buty trekkingowe), klęczy przed trzema skrzyniami na piasku trzymając zmiętą starą mapę; chłopak ok. 12 lat (Kuba), wysoki i szczupły, brązowe rozczochrane włosy, nieco nerwowy lecz odważny, trzyma dużą latarkę po lewej; dziewczynka ok. 12 lat (Zosia), niższa, blond koczkiem, uspokajający uśmiech, plecak wypchany, przyciska małą pozytywkę i kamień, by utrzymać mapę po prawej; miejsce: szczyt złotej wydmy przy wysokich klifach, rozczochrana trawa, w tle stara biała, popękana latarnia na tle bladoniebieskiego nieba z kilkoma chmurami; scena: trzy skrzynie w piasku (czerwona lakierowana, żelazna z łańcuchem, prosta drewniana z kotwicą), dziewczynka pochylona nad drewnianą skrzynią, przyjaciele napięci wokół, atmosfera tajemnicy i przygody, ostre cienie, widoczne ziarenka piasku, wiatr unoszący kosmyki włosów. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Mapa, która pachniała dymem

Maja miała dwanaście lat i spokój w oczach, jakby w kieszeni nosiła mały kawałek ciszy. Kiedy inni w jej klasie potrafili wybuchnąć jak petardy, ona raczej oddychała głęboko i myślała dwa kroki do przodu.

Tego popołudnia padał drobny deszcz, a mokre liście na chodniku wyglądały jak przyklejone zielone znaczki. Maja weszła do starej biblioteki, gdzie zawsze pachniało papierem, kurzem i… czymś jeszcze, jakby dalekim ogniskiem.

— Cześć, panie Błażeju — przywitała bibliotekarza, który miał wąsy jak miotła i okulary wiecznie zsuwające się na czubek nosa.

— Maju, mam coś, co cię zainteresuje — szepnął, jakby książki mogły się obrazić. — Ktoś zostawił to w skrzynce na zwroty.

Podał jej cienką kopertę. Była szorstka, z plamką wosku i narysowaną małą kotwicą. Maja rozerwała ją ostrożnie. W środku znalazła pożółkłą mapę, posklejaną w kilku miejscach, i karteczkę z krótkim zdaniem:

„Prawdziwy skarb nie świeci najjaśniej. Rozpoznasz go po ciszy.”

Maja przejechała palcem po linii brzegowej narysowanej na mapie. Papier był chropowaty, a tusz lekko wypukły, jakby ktoś pisał z uporem. Na rogu widniał znak: trzy skrzynie obok siebie, a nad nimi litera „W”.

„W” jak… Wydma? — mruknęła do siebie.

Za oknem wiatr zaszeleścił gałęziami. Maja poczuła znajome mrowienie w brzuchu: to nie był strach, tylko ciekawość, która pchała ją do przodu.

— Jeśli to żart, to bardzo pracowity — powiedziała.

— W tej bibliotece żarty zwykle mają brodę — odparł pan Błażej. — Albo są bardzo stare.

Maja uśmiechnęła się krótko, schowała mapę do plecaka i pomyślała o czymś ważnym: skoro ktoś zostawił mapę w bibliotece, to znaczy, że chciał, żeby znalazła ją właśnie osoba, która lubi czytać i szukać.

A Maja lubiła szukać.

Rozdział 2: Drużyna z latarką i kanapką

Następnego dnia Maja spotkała się z dwójką przyjaciół pod starym zegarem na rynku. Zegar zawsze spóźniał się o trzy minuty, jakby miał własne, leniwe zasady.

Kuba, wysoki i wiecznie rozczochrany, przybiegł pierwszy, wymachując latarką.

— Mam sprzęt! — oznajmił dumnie. — I baterie. Prawdziwe, nie te, co umierają od patrzenia.

Zosia przyszła chwilę później, z plecakiem tak wypchanym, że wyglądał jakby połknął poduszkę.

— Kanapki, woda, plastry, gwizdek i… — pochwaliła się, grzebiąc w środku — czekolada na sytuacje krytyczne.

— Czekolada to zawsze sytuacja krytyczna — stwierdził Kuba.

Maja rozłożyła mapę na ławce. Wiatr próbował ją porwać, więc Zosia przycisnęła rogi kamykami.

Na mapie widać było ścieżkę przez las, potem linię wydm i coś, co wyglądało jak stara latarnia morska. Pod latarnią ktoś dopisał: „Wichrowa”.

— Wichrowa Latarnia! — Zosia aż klasnęła. — Przecież to ta opuszczona na klifie, gdzie podobno słychać gwizd w nocy.

Kuba zrobił minę, jakby nagle połknął cały wiatr.

„Podobno”. To słowo, które lubi robić ludziom psikusy.

— Dlatego idziemy w dzień — spokojnie powiedziała Maja. — I dlatego bierzemy rozsądek. Zosia, ty masz plastry. Kuba, ty masz latarkę. Ja mam mapę i… cierpliwość.

— A ja mam odwagę w kieszeni! — Kuba poklepał się po kurtce.

— To uważaj, żeby ci nie wypadła przy schodach — odparła Zosia.

Śmiali się, ale w śmiechu było coś napiętego, jak struna. Tajemnica smakowała jak mięta: świeża i lekko szczypiąca.

Ruszyli jeszcze tego samego popołudnia, gdy niebo było stalowe, a powietrze pachniało mokrą ziemią.

Rozdział 3: Las, który gadał szeptem

Ścieżka w lesie była wąska i śliska. Maja stawiała kroki równo, jakby liczyła w myślach. Wokół drzewa skrzypiały, a krople spadały z liści prosto na kaptury, robiąc ciche „plip, plip”.

— Czuję się, jakby ktoś nas obserwował — szepnął Kuba.

— To tylko wiewiórki — odpowiedziała Maja. — One zawsze wyglądają, jakby miały ważne sprawy i plotki do przekazania.

Zosia nagle zatrzymała się i wskazała na pień. Był na nim wypalony znak kotwicy, dokładnie taki sam jak na kopercie.

— To nie jest przypadek — powiedziała.

Maja przyłożyła dłoń do znaku. Kora była chropowata, a wypalone miejsce gładkie i ciepłe od słońca, które na moment przebiło się przez chmury.

Z mapy wynikało, że muszą zejść z głównej ścieżki i iść za trzema kamieniami ułożonymi jak schody. Znaleźli je przy strumyku. Woda była zimna i przejrzysta, a jej szum brzmiał jak szept: „dalej, dalej”.

W pewnej chwili usłyszeli trzask.

Kuba błyskawicznie uniósł latarkę, jakby to mogło odstraszyć wszystko, co nieznane. Z krzaków wysunął się… jeż. Spojrzał na nich z miną człowieka, którego obudzono w środku ważnego snu, i potoczył się w bok.

— Widocznie nie jesteśmy mile widziani przez strażnika lasu — zażartowała Zosia, ale jej głos drżał od śmiechu.

Maja odetchnęła.

— Strach jest jak mgła — powiedziała. — Gęstnieje, kiedy stoisz w miejscu. Idźmy.

Szli dalej, aż las zaczął rzednąć. Zamiast cieni pojawił się piasek, a powietrze stało się słone. Słychać było morze, choć jeszcze go nie widzieli: głęboki, równy oddech świata.

Rozdział 4: Wydmy i trzy skrzynie z literą „W”

Wydmy wyglądały jak zamarznięte fale, tylko że z piasku. Wiatr śpiewał między trawami, a piasek wciskał się do butów z bezczelną radością.

Na szczycie największej wydmy stała tabliczka z wyblakłym napisem: „WICHROWA — UWAGA NA KLIF”.

— Super, tabliczka, która mówi „uważaj”, zanim coś zrobi ci krzywdę — mruknął Kuba.

Zeszli ostrożnie na stronę, gdzie piach był twardszy. W zagłębieniu, jak w misce, leżały trzy drewniane skrzynie. Wyglądały na stare, ale nie rozpadały się. Każda miała metalowe okucia i inny znak:

Pierwsza: namalowana złota gwiazda, świecąca nawet w szarym świetle.

Druga: srebrny księżyc, lekko zarysowany.

Trzecia: zwykła, bez ozdób, tylko mała literka „w” wyryta przy zamku.

— Trzy skrzynie — szepnęła Zosia. — Jak na mapie.

Kuba podszedł do tej z gwiazdą.

— Ta na pewno! Gwiazda to luksus. Skarb lubi luksus.

Maja nie ruszyła się od razu. Kucnęła, dotknęła każdej skrzyni. Drewno pierwszej było gładkie, aż śliskie, jakby ktoś je świeżo polakierował. Druga pachniała metalem i wilgocią. Trzecia była szorstka i sucha. Kiedy dotknęła zamka, poczuła lekkie drżenie, jakby sprężyna w środku oddychała.

— Pamiętajcie wiadomość — przypomniała spokojnie. — „Prawdziwy skarb nie świeci najjaśniej.”

— Czyli nie gwiazda — powiedziała Zosia, robiąc minę, jakby musiała pożegnać się z marzeniem o złocie.

— A „rozpoznasz go po ciszy” — dodała Maja. — Posłuchajmy.

Przyłożyli ucho do każdej skrzyni. Zosia chichotała, bo wyglądało to, jakby skrzynie opowiadały im bajki.

W pierwszej coś cicho brzęczało, jak luźne monety albo… szkło.

W drugiej słychać było delikatne stukanie, jakby coś w środku przeskakiwało.

W trzeciej — nic. Tylko wiatr za plecami i własny oddech.

— Cisza — powiedziała Maja. — Ta trzecia.

— A jeśli to pułapka? — Kuba przełknął ślinę.

Maja spojrzała na klif, na szare morze, na ich ślady w piasku.

— Odwaga nie polega na tym, że nie boisz się wcale — powiedziała. — Tylko że robisz to mądrze mimo strachu. Zrobimy to razem.

Zosia wyciągnęła z plecaka mały śrubokręt.

— Na wszelki wypadek. Mój tata mówi, że przygoda bez narzędzi to tylko spacer.

Rozdział 5: Latarnia, która nie chciała zdradzić sekretu

Z mapy wynikało, że skrzynie to dopiero wskazówka. Pod nimi, w piasku, znaleźli kamień z wyrytym strzałką. Strzałka prowadziła w stronę Wichrowej Latarni.

Latarnia stała na klifie jak stary strażnik. Jej ściany były popękane, a drzwi miały ślady po soli i deszczu. Kiedy podeszli bliżej, usłyszeli dźwięk: ciche, długie „uuu”, jakby ktoś dmuchał w butelkę. To wiatr przechodził przez szczelinę.

— No pięknie — Kuba przytulił latarkę do piersi. — Latarnia robi „uuu”. To na pewno przyjacielskie.

— Może próbuje nas przestraszyć, żebyśmy się wynieśli — odpowiedziała Zosia. — Jak kot, który syczy, bo nie chce oddać kanapy.

Drzwi były zamknięte. Maja znalazła jednak obok nich małą wnękę w murze. W środku leżała metalowa płytka z trzema symbolami: gwiazdą, księżycem i małym „w”. Pod spodem ktoś wydrapał słowo: „KOLEJNOŚĆ”.

Maja spojrzała na przyjaciół.

— To zagadka. Jeśli wybierzemy złą kolejność, może się zatrzasnąć coś w środku.

— Albo wyskoczy stado nietoperzy i zaśmieje się z nas — mruknął Kuba.

Maja zamknęła oczy na chwilę i przypomniała sobie dźwięki skrzyń. Brzęczenie, stukanie, cisza.

— Brzęczenie jest najgłośniejsze. Stukanie jest pośrodku. Cisza jest na końcu — powiedziała. — „Nie świeci najjaśniej” — czyli gwiazda odpada jako pierwsza. A „po ciszy” — czyli „w” powinno być ostatnie.

— Czyli… księżyc, gwiazda, w? — zaproponowała Zosia.

Maja pokręciła głową.

— Księżyc też świeci, ale mniej niż gwiazda na skrzyni. Najmniej „świeci” zwykła literka. To nasz finał. A kolejność może być od najgłośniejszego do najcichszego. Gwiazda brzęczała, księżyc stukał, „w” milczało. Gwiazda, księżyc, w.

Kuba wyprostował się.

— Brzmi jak hasło do tajnego klubu.

Maja nacisnęła symbole na płytce w tej kolejności. Usłyszeli kliknięcie, a potem ciężki zamek w drzwiach puścił.

— Udało się! — Zosia aż podskoczyła.

Weszli do środka. W latarni pachniało mokrym kamieniem i starym drewnem. Ich kroki odbijały się echem, jakby budynek szeptał ich imiona.

Schody prowadziły spiralnie w dół, nie w górę.

— Latarnia z piwnicą… — Kuba przełknął ślinę. — To zdecydowanie mniej romantyczne niż widok na morze.

— Najlepsze skarby często są tam, gdzie nikt nie chce schodzić — odpowiedziała Maja i ruszyła pierwsza.

Rozdział 6: Prawdziwy kufer

W piwnicy było chłodno. Ściany były wilgotne, a w powietrzu unosił się zapach soli i rdzy. Latarka Kuby rzucała okrągłe światło na podłogę, gdzie leżały rozbite kawałki ceramiki.

Na końcu korytarza stały… kolejne trzy kufry. Większe niż skrzynie na wydmach. Jeden miał czerwony lakier i złote rogi. Drugi był żelazny, z grubym łańcuchem. Trzeci — drewniany, prosty, z zamkiem w kształcie małej kotwicy.

— Serio? — Zosia rozłożyła ręce. — Ktoś tu kocha liczbę trzy.

Maja podeszła do kufrów. Serce biło jej szybciej, ale twarz miała spokojną. Wiedziała, że jeśli zacznie działać w panice, pomyli tropy. A ona nie przyszła tu po błyskotkę. Przyszła, żeby rozpoznać prawdziwy kufer.

— Dotyk i dźwięk — powiedziała. — To nasza metoda.

Kuba uklęknął przy czerwonym kufrze.

— Ten wygląda jak z filmu o piratach!

— Właśnie dlatego może być przynętą — zauważyła Maja.

Zosia pogłaskała żelazny kufer. Łańcuch był zimny jak lód.

— Ten z kolei wygląda, jakby w środku siedział smok.

Maja dotknęła drewnianego. Był ciepły w dotyku, jakby drewno pamiętało słońce. Zamek-kotwica miał drobne rysy, ale był zadbany.

— Posłuchajmy — poprosiła.

Przy czerwonym kufrze słychać było coś jak ciche szuranie. Przy żelaznym — głuche „bum”, jakby coś ciężkiego przesuwało się w środku. Przy drewnianym — znów cisza. Nie pusta, tylko spokojna, jak pokój przed snem.

Kuba zmarszczył brwi.

— Może tam nic nie ma.

— Albo jest coś, co nie chce hałasować — odparła Maja. — Pamiętacie: „Rozpoznasz go po ciszy.”

Zosia przygryzła wargę.

— A jeśli te dwa głośne są niebezpieczne?

Maja spojrzała na nich oboje.

— Zrobimy to najbezpieczniej, jak się da. Kuba, stań z boku. Zosia, przygotuj gwizdek. Jeśli cokolwiek… dziwnego się stanie, wychodzimy.

Kuba zasalutował przesadnie.

— Kapitan Maja wydaje rozkazy!

Maja wzięła głęboki oddech, wsunęła klucz znaleziony wcześniej w trzeciej skrzyni (był przyklejony od spodu, sprytnie ukryty w piasku) i przekręciła go w zamku-kotwicy.

Zamek kliknął miękko. Wieko uniosło się bez skrzypienia.

W środku nie było złota. Nie było też diamentów ani korony.

Była mała, drewniana szkatułka, a w niej: stara fotografia latarni z dawnych lat, list oraz drobny kompas w mosiężnej oprawie. Kompas pachniał olejkiem i metalem, a igła drżała, jakby była podekscytowana.

Maja rozwinęła list. Pismo było równe.

„Jeśli to czytasz, masz cierpliwość i odwagę. Wiele osób wybiera błysk. Ty wybrałaś ciszę. Ten kompas nie prowadzi do złota, tylko do drogi — zawsze wtedy, gdy nie wiesz, gdzie iść. Należał do latarniczki, która ratowała ludzi podczas burz. Prawdziwy skarb to umieć znaleźć właściwy kufer, a potem właściwe decyzje.”

Zosia otarła nos rękawem, jakby kurz nagle ją wzruszył.

— To… to jest piękne — powiedziała cicho.

Kuba parsknął, ale łagodnie.

— Czyli skarb to… odpowiedzialność? Trochę jak zadanie domowe, tylko z kompasem.

Maja uśmiechnęła się.

— Skarb to też historia. I to, że ktoś nam zaufał.

Wzięła kompas do dłoni. Był cięższy, niż wyglądał, i przyjemnie chłodny. Igła uspokoiła się, wskazując północ pewnie, bez wahania.

Wtedy z żelaznego kufra dobiegło głośne „TRACH!” i łańcuch zadrżał.

— Eee… — Kuba cofnął się o krok. — To nie był mój żołądek.

Zosia ścisnęła gwizdek.

Maja zamknęła drewniany kufer, powoli, bez paniki.

— Nie sprawdzamy pozostałych — zdecydowała. — Mamy to, po co przyszliśmy. Odwaga to także umieć powiedzieć: dość.

Wrócili po schodach szybko, ale ostrożnie. Drzwi latarni zatrzasnęli za sobą, a wiatr od razu wydał się mniej groźny, bardziej jak psotnik niż potwór.

Kiedy dotarli na wydmy, niebo rozjaśniło się na chwilę. Między chmurami pojawił się pasek słońca, a morze błysnęło jak srebrna moneta — ta prawdziwa, nie ta brzęcząca w pułapce.

Maja wypuściła powietrze, którego nawet nie zauważyła, że wstrzymywała.

To był długi, cichy oddech ulgi.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kopertę
Papierowy pokrowiec, w którym znajduje się list lub mapa.
Pożółkłą mapę
Mapa, która zrobiła się żółta od wieku lub kurzu.
Tusz
Ciemna ciecz używana do pisania lub rysowania na papierze.
Wypukły
Coś, co wystaje na zewnątrz, ma wybrzuszoną powierzchnię.
Wydmy
Wysokie pagórki z piasku, tworzone przez wiatr przy morzu.
Kotwicy
Metalowy przedmiot trzymający statek przy miejscu, tu symbol na zamku.
Cierpliwość
Umiejętność czekania spokojnie bez złości lub pośpiechu.
Mrowienie
Delikatne, przyjemne drżenie w brzuchu, gdy czujesz ciekawość lub dreszczyk.
Zagadka
Pytanie lub problem, które trzeba rozwiązać myśląc i uważnie obserwując.
Wnękę
Małe, zagłębione miejsce w ścianie lub innej powierzchni.
Płytka
Płaski kawałek metalu lub innego materiału z jakimś znakiem.
Kolejność
Ułożenie rzeczy jedna po drugiej, według określonego planu.
Klif
Strome urwisko nad morzem, gdzie ziemia gwałtownie opada w dół.
Latarnia
Wysoka budowla nad morzem, dająca światło dla statków.
Piwnica
Pomieszczenie pod domem, często chłodne i używane do przechowywania.
Kufer
Duże, drewniane lub metalowe pudełko do przechowywania rzeczy.
Kompas
Małe urządzenie z igłą, które pokazuje kierunek północy.
Kufry
Liczne duże skrzynie lub pudła do przechowywania lub podróży.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o ukrytych skarbach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.