Trwa ładowanie...
Opowieść o ukrytym skarbie 11-12 lat Czytanie 19 min.

Wilczek Borys i skarb uważności

Wilczek Borys i Myszka Łucja podążają za tajemniczą mapą, używając magnesu i sprytu, by odkrywać ukryte wskazówki i uczyć się uważności podczas poszukiwań skarbu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główny bohater: mały antropomorficzny wilk jasnoszary o miękkim futrze i czujnych oczach, zdeterminowany i ciekawy, kuca i trzyma w prawej łapie czerwony magnes w kształcie podkowy, wyciągając z pęknięcia u podstawy dużego, uśmiechniętego głazu mały zardzewiały kluczyk; postać druga: mała ruda mysz antropomorficzna w dużej czapce z liścia, zaskoczona i radosna, stoi tuż za wilkiem i wyciąga pogniecioną mapę pergaminową z prostymi rysunkami; postać trzecia: stara sowa kremowo-brązowa o mądrych oczach, siedzi w oknie oddalonego młyna i obserwuje scenę jak opiekuńcza bibliotekarka; miejsce: polana leśna po deszczu, mokra błyszcząca trawa, porośnięty mchem głaz z wyrytym uśmiechem, pochylony drewniany młyn w tle, różowe chmury i miękkie światło przebijające przez pnie drzew; sytuacja: chwila odkrycia — magnes przyciąga kluczyk z szczeliny, drobne iskierki kurzu i krople wody migoczą, atmosfera łagodnej przygody, ciepłe barwy i wyraźne kontury tuszem. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Wilczek i magnes po dziadku

Wilczek o imieniu Borys nie był ani największy w stadzie, ani najszybszy. Za to miał coś, co czasem okazywało się cenniejsze niż ostre kły: uważne oczy i głowę pełną pomysłów.

Tego popołudnia deszcz bębnił w liście, a w starej dziupli po borsuku pachniało mokrą korą. Borys grzebał w skrytce, w której trzymał swoje skarby: błyszczący guzik, piórko sójki i… magnes. Prawdziwy, czerwony podkowiasty magnes, ciężki i chłodny w łapach.

— Dziadek mówił, że magnes przyciąga to, co ukryte — mruknął do siebie, przypominając sobie niski, chrapliwy głos wilczego staruszka.

Wtedy usłyszał szelest u wejścia. To była Myszka Łucja, w zbyt dużej czapce z liścia łopianu, która zawsze wyglądała, jakby właśnie spadła z półki.

— Borys! — pisnęła. — Wiesz, co znalazłam pod zwalonym mostkiem? Coś, co wygląda jak… mapa!

Borys podszedł bliżej. Łucja rozwinęła kawałek pergaminu, który pachniał dymem i ziołami. Na środku widniał rysunek starego młyna, a obok krzyżyk i dopisek: „Klucz śpi tam, gdzie śmieje się kamień”.

— Klucz? — Borys zmrużył oczy. — Do czego?

Łucja wzruszyła ramionami tak energicznie, że czapka przekrzywiła się na jedno ucho.

— A do skarbu, oczywiście! Tak jest w każdej porządnej mapie.

Borys parsknął śmiechem.

— W każdej porządnej mapie jest też ktoś, kto wpada do kałuży.

— To ty? — Łucja spojrzała na niego z udawaną powagą.

— Ja tylko obserwuję, gdzie są kałuże — odparł, a jego ogon zadrżał z ekscytacji.

Zwinął mapę, schował magnes do małej torby z kory i spojrzał na ciemniejący las.

— Jeśli jest klucz, to go znajdziemy. A jeśli jest ukryty… — podniósł magnes. — To mam coś, co lubi rzeczy ukryte.

Łucja uśmiechnęła się szeroko.

— No to w drogę, kapitanie Kałużo-Omijaczu!

Borys ruszył pierwszy. Krople deszczu spadały mu na nos, ale w środku czuł gorąco, jakby w sercu zapaliła się mała latarnia. Tajemnica czekała.

Rozdział 2: Młyn, który szeptał

Stary młyn stał na skraju polany, przechylony jak zmęczony olbrzym. Jego skrzypiące skrzydła poruszał wiatr, choć w środku nikt nie mielił zboża od lat. Deszcz ustał, a z mokrych traw unosiła się mgiełka.

— Czujesz? — szepnęła Łucja. — Jakby ktoś tu… oddychał.

— To tylko drewno nasiąknięte wodą — odpowiedział Borys, ale sam poczuł dreszcz. Młyn wydawał się patrzeć na nich ciemnymi oknami.

Na mapie był narysowany kamień z uśmiechem. Rozejrzeli się. Przy młynie leżał ogromny głaz, porośnięty mchem. Gdy Borys podszedł bliżej, zobaczył, że na kamieniu ktoś wyrył krzywy uśmiech i dwa okrągłe oczka. Wyglądał, jakby kpił z całego świata.

„Tam, gdzie śmieje się kamień”… — Borys dotknął wyrytego uśmiechu. Pod palcami poczuł płytkie nacięcie, a potem… delikatny opór, jakby linia była częścią mechanizmu.

— To nie jest zwykły rysunek — powiedział. — To wskazówka.

Łucja wspięła się na głaz i przyłożyła ucho.

— Słyszę… ciszę — oznajmiła z dumą, jakby to było wielkie odkrycie.

Borys roześmiał się krótko.

— Cisza też jest informacją. Znaczy, że nic tu nie stuka… czyli klucz nie leży na wierzchu.

Zaczął obserwować: szczeliny pod kamieniem, ślady łap, miejsca, gdzie mech był zdarty. Zauważył wąską szparę między głazem a ziemią, a w niej coś błysnęło.

— O! — Łucja niemal wpadła mu na pysk. — To na pewno złoto!

— Spokojnie — Borys przyklęknął. — Najpierw myślimy, potem skaczemy.

Wyciągnął magnes. Przyłożył go do szpary i powoli przesuwał wzdłuż krawędzi. Coś w środku drgnęło. Magnes szarpnął, jakby złapał niewidzialną rybę.

— Jest! — wyszeptał Borys.

— Wędkarzu od kluczy! — Łucja pisnęła z zachwytu.

Borys ciągnął ostrożnie. Z szpary wyślizgnął się metalowy kluczyk, cały w ziemi i rdzawym nalocie. Był niewielki, ale ciężki, z wyciętym na główce symbolem: małą gwiazdą.

— Mamy klucz… ale do czego? — Łucja podrapała się po głowie, aż czapka z łopianu opadła jej na oczy.

Borys podniósł mapę. Pod młynem narysowana była strzałka prowadząca do lasu i dalej do czegoś, co wyglądało jak wieża albo… komin.

— To dopiero początek — powiedział. — Skarb nie leży pod pierwszym kamieniem, bo inaczej każdy bóbr byłby milionerem.

W tej chwili wiatr zaszurał w deskach młyna. Z wnętrza dobiegło skrzypnięcie, jakby ktoś przesunął krzesło.

Łucja zamarła.

— Powiedz, że to drewno…

Borys wciągnął powietrze.

— To drewno. Ale… drewno też potrafi płatać figle.

Zrobili krok w tył, a młyn znów zamilkł. Tylko uśmiechnięty kamień patrzył na nich tak, jakby znał dalszą część historii i bardzo go to bawiło.

Rozdział 3: Bagno, które udawało dywan

Droga do komina z mapy prowadziła przez niższy fragment lasu. Tam ziemia była miękka, a powietrze pachniało błotem i miętą. Borys szedł przodem, stawiając łapy ostrożnie, jakby każdy krok był pytaniem do ziemi.

— Bagno to taki dywan, który nie lubi gości — mruknął.

— Dywan, który zjada buty — dopowiedziała Łucja i dla pewności uniosła ogon, jakby to miało pomóc.

W pewnym miejscu trawa wyglądała zbyt idealnie: równo zielona, gęsta, bez gałązek. Borys przystanął.

— Widzisz to? — zapytał.

— Piękne! — Łucja zrobiła krok… i natychmiast zapadła się po kostki.

— Dywan! — pisnęła. — Kłamca!

Borys złapał ją za czapkę z łopianu i pociągnął delikatnie.

— Nie szarp! — pisnęła Łucja. — To moja najbardziej elegancka czapka!

— Twoja czapka jest teraz kotwicą — odparł Borys z wysiłkiem. — I to bardzo dzielną.

Rozejrzał się. Na brzegu leżała długa gałąź. Podsunął ją Łucji.

— Trzymaj. Powoli. I oddychaj.

Łucja, choć trzęsła się z oburzenia i strachu jednocześnie, zrobiła, jak powiedział. Wspólnymi siłami wyciągnęli ją na suchszy grunt. Błoto trzymało jak lep, ale w końcu puściło z niechętnym „plask”.

Łucja stała ociekająca brązową breją.

— Wyglądam jak… — zaczęła.

— Jak bohaterka, która przeżyła — dokończył Borys. — I to się liczy.

Myszka prychnęła, ale w oczach miała wdzięczność.

— Dobra. Obserwacja numer jeden: ładna trawa bywa podejrzana.

— Właśnie — Borys uśmiechnął się. — Obserwacja ratuje ogony.

Ruszyli dalej, omijając zdradliwe plamy. Borys wypatrywał drobiazgów: miejsca, gdzie nad wodą krążyły ważki (tam było głębiej), gdzie rosły turzyce (tam grunt bywał twardszy). Łucja szła za nim, mrucząc:

— Kapitan, dywan po lewej? Dywan po prawej? A może dywan prosto w paszczę?

— Ciszej, bo bagna się obrażą — odparł Borys. — I zaczną śpiewać.

— Bagno śpiewające… — Łucja udawała zachwyt. — „Oda do Skarpetki, która utonęła”.

Borys parsknął śmiechem, aż para poszła mu z pyska. Humor był jak kij: pomagał utrzymać równowagę.

Kiedy wyszli na suchy pagórek, przed nimi pojawiła się stara ceglana konstrukcja — samotny komin, pęknięty i porośnięty bluszczem. Wyglądał jak palec wskazujący niebo.

Na dole, między cegłami, była metalowa klapka.

— Tu! — Łucja aż podskoczyła. — Klucz! Klucz!

Borys wytarł kluczyk o trawę i wsunął go w zardzewiały zamek. Przekręcił. Coś chrupnęło, jakby zamek nie lubił się budzić. Klapka ustąpiła z jękiem.

Z wnętrza uderzył chłód i zapach starego papieru.

— Skarb…? — Łucja wstrzymała oddech.

Borys nachylił się i zajrzał. W środku nie było złota ani klejnotów. Leżała mała, drewniana skrzynka, a na niej przywiązana karteczka.

Borys przeczytał na głos:

„Jeśli chcesz znaleźć to, co błyszczy naprawdę, idź za gwiazdą, ale nie patrz tylko w niebo. Patrz pod nogi.”

Łucja spojrzała na niego.

— To brzmi… jak zagadka, która udaje mądrość.

— Albo mądrość, która udaje zagadkę — odparł Borys. — Bierzemy skrzynkę.

Skrzynka była lekka. Gdy potrząsnęli nią, w środku coś cicho zadźwięczało.

— Monety! — szepnęła Łucja.

— Albo guziki — odpowiedział Borys. — W każdym razie idziemy dalej. Za gwiazdą.

Na główce klucza gwiazda lśniła w słabym świetle, jakby też chciała prowadzić.

Rozdział 4: Biblioteka sowy i mapa w mapie

Za kominem ścieżka wspinała się w stronę starego dębu. W jego pniu znajdowało się okno — prawdziwe, z ramą z gałęzi i szybą z wygładzonej żywicy. Tam mieszkała Sowa Pelagia, która zbierała historie tak, jak inni zbierają orzechy.

Borys zapukał ostrożnie. Po chwili okno uchyliło się i ukazały się wielkie, bursztynowe oczy.

— Kto zakłóca mój… bardzo ważny kurz? — zapytała Pelagia.

— Borys i Łucja — odpowiedział wilczek. — Szukamy skarbu. I mamy… skrzynkę i klucz.

— Skarb — powtórzyła sowa, jakby smakowała słowo. — Większość szuka skarbu, patrząc tylko na to, co błyszczy. Wejdźcie.

W środku pachniało pergaminem, suszonymi ziołami i atramentem. Na półkach stały książki z kory, stosy map, a także dziwne przedmioty: kompas z żołędzia, luneta z trzciny, a nawet kamień z narysowanym wąsem.

Łucja patrzyła na wszystko z taką miną, jakby zaraz miała kichnąć z zachwytu.

Borys otworzył skrzynkę. W środku, zamiast monet, leżała zwinięta cienka blaszka i mały woreczek z metalowymi opiłkami.

— Opiłki? — zdziwiła się Łucja. — Kto trzyma skarb w formie… brudu?

Pelagia pochyliła głowę.

— To nie brud. To wskazówka. Magnes i opiłki to bardzo rozmowne towarzystwo.

Borys rozwinął blaszkę. Była gładka, ale gdy przyłożył do niej magnes, opiłki z woreczka ustawiły się w cienkie linie, tworząc wzór. Pojawiła się kolejna mapa — jakby ukryta pod niewidzialnym tuszem.

— Ha! — Łucja klasnęła. — Skarb, który lubi fizykę!

Borys uśmiechnął się, dumny, że magnes ma wreszcie swoją wielką rolę.

Na „mapie w mapie” widać było zarys starego domu na skraju wsi, a obok dopisek: „Tam, gdzie zegar nie tyka, a okno pamięta wiatr.”

— To brzmi jak miejsce, które powinno mieć ducha — szepnęła Łucja.

— Duchy też mają swoje nawyki — odpowiedziała Pelagia. — A nawyki można obserwować.

— Czy znasz ten dom? — zapytał Borys.

Sowa zmrużyła oczy.

— Nazywają go Domem Pana Nikt. Kiedyś mieszkał tam zegarmistrz, który chował rzeczy w najmniej oczywistych miejscach. Ludzie mówili, że klucze uciekały mu z kieszeni. Ja mówię: on je wysyłał na przygodę.

Łucja przełknęła ślinę.

— A my jesteśmy… listonoszami kluczy?

— Raczej czytelnikami wskazówek — poprawił ją Borys. — I musimy być uważni.

Pelagia podała im mały woreczek.

— Weźcie jeszcze te opiłki. I pamiętajcie: patrzcie nie tylko na to, co jest, ale też na to, czego brakuje. Brak bywa głośny.

Borys skinął głową. To brzmiało dziwnie, ale mądrze.

— Dziękujemy — powiedział.

— I nie kłóćcie się o to, kto jest kapitanem — dodała sowa z suchym humorem. — Kapitan, który nie słucha, wprowadza statek na bagno.

Łucja uniosła brudną jeszcze trochę czapkę w geście salutowania.

— Rozkaz! Słuchać i nie tonąć!

Wyszli na zewnątrz, a wiatr natychmiast wplótł się w ich futra. Przed nimi była droga do domu, w którym zegar nie tyka.

Rozdział 5: Dom Pana Nikt i zegar bez serca

Dom stał samotnie, lekko przekrzywiony, jakby podsłuchiwał ziemię. Okna były przykurzone, a drzwi miały odrapaną farbę. Na dachu siedziała wrona i udawała, że ich nie widzi.

— Jeśli ktoś tu mieszka, to na pewno ma dziwne hobby — szepnęła Łucja.

— My też mamy — odparł Borys. — Na przykład wchodzenie tam, gdzie nie powinniśmy.

Podeszli do drzwi. Nie były zamknięte na klucz, tylko na zardzewiały haczyk. Borys delikatnie go odsunął. Drzwi skrzypnęły jak stary żart.

W środku panował półmrok. Na ścianie wisiał zegar z wielką tarczą, ale wskazówki stały nieruchomo. Cisza była tak gęsta, że Łucja przestała nawet szeleścić czapką.

„Tam, gdzie zegar nie tyka”… — Borys podszedł do zegara. — Może w nim jest skrytka.

Zajrzał za tarczę. Kurz, pajęczyny, ale nic błyszczącego. Za to na podłodze, pod zegarem, zauważył jaśniejszy prostokąt, jakby ktoś często przesuwał tu dywanik.

— Brak bywa głośny — przypomniał sobie słowa Pelagii.

— Łucja, widzisz? Tu coś było. Dywanik. A teraz go nie ma.

Łucja uklękła i dotknęła desek.

— Są rysy. Coś ciężkiego przesuwano… w stronę ściany.

Przy ścianie stała szafka z szufladami. Borys spróbował ją przesunąć. Ani drgnęła.

— Za ciężka — sapnął.

— A może… — Łucja wyciągnęła z kieszonki mały, płaski kamyk. — Dźwignia! Uczyłam się od mrówek. One zawsze coś podważają.

Borys spojrzał na nią z uznaniem.

— Sprytna. Wkładaj.

Podważyli szafkę. Z jękiem odsunęła się o kilka centymetrów. W ścianie zobaczyli metalową płytkę z małym otworem w kształcie gwiazdy.

Borys włożył klucz. Pasował idealnie. Przekręcił. Płytka kliknęła i odsunęła się, odsłaniając wnękę.

Łucja wstrzymała oddech.

W środku leżało coś, co wyglądało jak… miniaturowa szkatułka z mosiądzu, a obok list w kopercie.

Borys dotknął szkatułki. Była zimna. Na wieku miała metalową rączkę, ale zamek wyglądał na zepsuty — brakowało w nim małego elementu.

— Złamany — westchnęła Łucja. — Skarb się popsuł.

— Albo skarb chce, żebyśmy użyli głowy — odparł Borys.

Otworzył list. Pismo było staranne, z zakrętasami.

„Jeśli to czytasz, znaczy, że umiesz patrzeć. Zamek nie potrzebuje siły, tylko przyciągania. Klucz jest blisko, ale nie w twojej łapie. Użyj magnesu i cierpliwości.”

Łucja spojrzała na magnes w torbie Borysa.

— No to mamy. Przyciąganie!

Borys obejrzał zamek szkatułki. W szczelinie coś lekko błysnęło, jakby wpadła tam mała metalowa zapadka.

— To w środku — szepnął. — Wpadło głębiej. Nie wyciągnę tego palcem.

— A magnes… wyciągnie jak język mrówkojada! — Łucja aż podskoczyła.

Borys wsunął cienki koniec magnesu przy szczelinie. Czuł delikatne drganie. Coś w środku poruszyło się, ale nie chciało wyjść.

— Musimy ustawić szkatułkę pod kątem — zdecydował. — I nie trząść jak orzecha, bo zepsujemy.

— Czyli… powoli i mądrze. Nuda! — Łucja uśmiechnęła się, żeby pokazać, że żartuje.

Borys oparł szkatułkę o książkę leżącą na stole, przechylił ją i bardzo powoli przesuwał magnes wzdłuż szczeliny. Po chwili usłyszał ciche „tik”, jakby w środku obudził się maleńki zegarek. Metalowy element wysunął się i przykleił do magnesu.

— Mam! — powiedział triumfalnie.

— Kapitan Przyciąganie! — Łucja zakręciła się w kółko.

Borys ostrożnie włożył zapadkę na miejsce w zamku. Zamek kliknął. Wieko szkatułki uniosło się, a z wnętrza rozlało się ciepłe, złotawe światło… nie oślepiające, tylko miękkie, jak zachód słońca w kieszeni.

W środku nie było sterty monet. Leżał mały kryształ w kształcie kropli oraz notesik oprawiony w skórkę brzozy.

— To… skarb? — Łucja zmarszczyła nos. — Wygląda jak łza, która postanowiła zostać diamentem.

Borys wziął notesik. Na pierwszej stronie było napisane:

„Skarb Zegarmistrza: rzeczy, które uczą patrzeć. Kryształ pokaże ci to, co ukryte w świetle. A największym skarbem jest uważność — bo ona otwiera drzwi, których nie widać.”

Łucja milczała chwilę, co u niej było rzadkie jak cisza w stadzie srok.

— Czyli… to nie jest skarb do kupowania ciastek? — zapytała w końcu.

— Można kupić ciastka, ale nie można kupić umiejętności widzenia szczegółów — odpowiedział Borys. — A ta umiejętność uratowała cię dziś z bagna.

Łucja parsknęła.

— Uratuje mnie też przed kolejnym dywanem-kłamcą.

Nagle na górze coś stuknęło. Kroki? A może tylko gałąź uderzyła o dach. Mrok w domu zgęstniał, jakby nasłuchiwał.

— Wracamy? — szepnęła Łucja.

Borys schował kryształ i notesik.

— Jeszcze chwila. Zobaczę, czy jest tu jakieś wyjście. Zawsze warto wiedzieć, gdzie jest wyjście.

To też była obserwacja.

Rozdział 6: Okno, które pamięta wiatr

Borys przeszedł wzdłuż ściany, licząc deski, wypatrując nieszczelności, ukrytych drzwi, czegokolwiek. Kryształ w jego łapie łapał resztki światła i rzucał je na podłogę w cienkich smugach.

I wtedy zauważył coś dziwnego: jedna ze smug zatrzymała się na kurzu na parapecie, tworząc wyraźny kształt strzałki. Jakby kurz układał się w znak.

— Łucja — zawołał cicho. — Chodź tu.

Podeszła, stąpając ostrożnie, jakby dom był wielkim śpiącym zwierzem.

Na końcu korytarza było okno. Zwykłe, a jednak… ramę miało startą, jakby ktoś często je otwierał i zamykał. „Okno pamięta wiatr” — przypomniał sobie Borys.

— To okno jest inne — powiedział. — Widzisz te ślady palców na ramie? Ktoś tu zaglądał.

Łucja przyłożyła nos do szyby.

— A ja widzę… ogród. I krzak, który wygląda jak brokuł.

— To bezcenne — mruknął Borys, ale uśmiechnął się.

Podszedł do okna i dotknął klamki. Nie była zimna jak reszta metalu. Jakby ktoś przed chwilą ją trzymał. Serce Borysa przyspieszyło, lecz nie uciekł. Odwaga nie polegała na braku strachu. Polegała na tym, że nie pozwalał strachowi prowadzić za ogon.

— Może to wyjście — powiedział. — Może też… wskazówka, że zegarmistrz nie chciał, żeby skarb był końcem. Chciał, żebyśmy wyszli i patrzyli uważniej na świat.

Łucja spojrzała na kryształ.

— A ten klejnot… pokaże nam ukryte rzeczy?

Borys uniósł kryształ do światła. Smugi na ścianach zadrżały i przez chwilę widać było delikatne błyski w drewnie, jakby w słojach kryły się maleńkie mapy.

— Może nie od razu skarby — powiedział. — Ale szczegóły. Ślady. Znaki. To, co inni omijają.

Łucja westchnęła, tym razem z czułością.

— Czyli będziemy… zawodowymi zauważaczami?

— Tak. I amatorami przygód — dodał Borys.

Za nimi znów coś zaszurało. Tym razem bliżej. Łucja zjeżyła futerko.

— Borys…

Wilczek podszedł do okna. Klamka ustąpiła z cichym kliknięciem. Pchnął skrzydło. Okno otworzyło się tylko trochę, jakby dom mówił: „Dość. Dalej już sami.”

Do środka wpadł powiew świeżego powietrza, pachnący mokrą ziemią i bzem. Zaszeleściły zasłony, choć ich prawie nie było.

Borys spojrzał na Łucję. W jej oczach odbijało się to wąskie, uchylone przejście.

— Uważnie — szepnął. — Najpierw patrzymy.

Łucja skinęła głową.

Za oknem świat wyglądał zwyczajnie… i przez to jeszcze bardziej tajemniczo. Bo teraz wiedzieli, że w zwyczajności też mogą kryć się skarby.

Weszli na parapet, a okno zostało za nimi uchylone, jak niedopowiedziane zdanie, które zaprasza do dalszej historii.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Dziupla
Puste miejsce w pniu drzewa, gdzie zwierzęta czasem mieszkają lub chowają skarby.
Podkowiasty
Mający kształt podkowy, czyli zaokrąglony z dwoma końcami wyginającymi się w górę.
Pergamin
Twardy papier zrobiony dawniej ze skóry, używany do pisania starych map i listów.
Nacięcie
Płytkie przecięcie lub kreska na powierzchni, jak małe nacięcie w kamieniu.
Mechanizmu
Część urządzenia, która sprawia, że coś się porusza lub działa.
Szparę
Wąska szczelina między dwoma przedmiotami, np. między kamieniem a ziemią.
Rdzawym nalocie
Cienka, pomarańczowa warstwa rdzy na metalu, powstająca od wilgoci.
Zardzewiały
Pokryty rdzawą warstwą, czyli stary metal, który się utleniał.
Wnękę
Mała, zagłębiona przestrzeń w ścianie lub meblu, gdzie można coś schować.
Atramentem
Ciemny płyn do pisania, którego używa się w piórach i starych długopisach.
Pajęczyny
Delikatne nitki, które robią pająki, często w kątach i na starych przedmiotach.
Przyciągania
Siła, która ściąga metalowe rzeczy do magnesu lub dwóch przedmiotów do siebie.
Zapadkę
Mały ruchomy kawałek metalu w zamku, który blokuje drzwi lub szkatułkę.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

współpraca odwaga dom zagadka biblioteka wilk młyn

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o ukrytych skarbach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.