Trwa ładowanie...
Opowieść o ukrytym skarbie 11-12 lat Czytanie 18 min.

Tajemnica zegara z Pachnących Lip

Czworo przyjaciół znajduje tajemniczy dysk w ratuszowej wieży i podąża za wskazówkami przez Starą Przystań, Kamienny Ogród i Wzgórze Szeptów, rozwiązując zagadki i ucząc się odwagi oraz odpowiedzialności.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Cztery dzieci: Lena (12) z kasztanowymi półdługimi włosami, klęczy przed otwartą drewnianą skrzynią z ręką na jej krawędzi; Bartek (12) z potarganymi brązowymi włosami, stoi lekko za Leną po lewej i oświetla wnętrze małą latarką; Maja (11) z blond warkoczem, uśmiecha się z rękami przy ustach w geście zaskoczenia, przysiadła po prawej; Olek (11) w okrągłych okularach i z krótką laską, stoi po prawej za skrzynią i dotyka miedzianej bransoletki. Miejsce: mały kamienny tunel pod wieżą zegarową, wilgotne stare mury i kamienne płyty, częściowo uchylna metalowa właz, narzędzia na ścianie. Sytuacja: dzieci odkrywają starą drewnianą skrzynię z dawnym notesem, matowymi monetami i czterema miedzianymi bransoletkami z wygrawerowanymi symbolami; atmosfera cicha i uroczysta, twarze oświetlone bursztynową poświatą, widoczne usłojenie drewna, postarzała skóra notesu i miedziane refleksy bransoletek. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Dysk z ratuszowej wieży

W miasteczku Pachnących Lip zegary zawsze tykały trochę głośniej, jakby chciały wszystkim przypominać, że przygoda nie lubi spóźnień. W sobotnie popołudnie cztery osoby wcisnęły się na skrzypiące schody ratuszowej wieży: Lena, Bartek, Maja i Olek.

Lena miała prawie dwanaście lat i oczy, które umiały zauważyć smutek nawet w kałuży po deszczu. Bartek, rówieśnik, zawsze nosił w kieszeni scyzoryk i pięć pomysłów na minutę. Maja miała jedenaście lat, uśmiech od ucha do ucha i śmiech, który brzmiał jak rozsypane guziki. Olek też miał jedenaście, był spokojny, uważny i poruszał się o lasce — ale nikt nie robił z tego wielkiej sprawy. Jeśli trzeba było wspiąć się po schodach, po prostu robili przerwy i opowiadali głupie dowcipy, żeby nogom było lżej.

— Mówisz, że to tu? — szepnął Bartek, przykładając nos do zimnego metalu.

W samym sercu wieży stała stara szafa zegarowa. Pachniało tam kurzem, smarem i czymś jeszcze: jakby starym papierem, który pamięta dłonie sprzed stu lat. Z tyłu mechanizmu, schowany za kołem zębatym, wystawał okrągły dysk z symbolami. Był wielkości talerza, z brązu, a na nim wyryto drobne znaki: gwiazdę, rybę, klucz, drzewo, słońce, księżyc i… małą skrzynkę z literą „X” — symbol skarbu.

Lena dotknęła dysku. Metal był chłodny i chropowaty, jak kora starego dębu.

— Chcę go przekręcić aż do skarbu — powiedziała cicho. — Nie wiem czemu, ale czuję, że muszę.

— Każdy chce skarb — parsknęła Maja. — Ja chcę skarb, w którym są… skarby.

— A ja chcę skarb, w którym jest skarb z czekolady — dodał Bartek.

Olek przyklęknął, przyglądając się uważnie szczelinie pod dyskiem.

— Tylko uważajmy. To wygląda jak coś, co… uruchamia coś innego.

Lena przekręciła dysk o jeden ząbek. Zamek w mechanizmie kliknął jak język zamka w drzwiach. Wtedy, z boku szafy, wysunęła się cienka metalowa szufladka, której wcześniej nie było.

— No proszę — Maja aż klasnęła. — Zegar wypluł kieszeń!

W szufladce leżała mapa narysowana atramentem. Pachniała mokrą piwnicą i przygodą. Na dole widniał napis: „Nie wszystko złoto, co się świeci. Mądre serce widzi więcej.”

— To brzmi jak zadanie domowe, tylko groźniejsze — mruknął Bartek.

Na mapie były trzy miejsca zaznaczone czerwonymi kropkami: Stara Przystań, Kamienny Ogród i Wzgórze Szeptów. W rogu narysowano ten sam dysk z symbolami.

— Czyli dysk to nie tylko ozdoba — powiedział Olek. — To jak… klucz do kolejnych kroków.

Lena ścisnęła mapę tak, że papier zaszeleścił.

— To idziemy. Ale razem. I bez popisywania się.

— O, to akurat uderza prosto w Bartka — zaśmiała się Maja.

Bartek udawał oburzonego.

— Ja? Popisywać się? Ja tylko… wprowadzam element dramatyczny.

Zeszli z wieży, a wiatr uderzył ich w twarze zapachem lip i pieczonych bułek z piekarni. Nad miastem krążyły jaskółki, jakby też chciały zobaczyć, gdzie ukryto skarb.

Rozdział 2: Stara Przystań i rybi znak

Stara Przystań leżała nad rzeką, tam gdzie kiedyś cumowały łodzie, a dziś cumowały głównie kacze plotki. Deski pomostu były spracowane, szorstkie i lekko śliskie od zielonego nalotu. Woda pluskała leniwie, pachniała mułem i miętą rosnącą na brzegu.

— Pierwsza kropka. I co teraz? — Bartek rozglądał się, jakby spodziewał się, że skarb wyskoczy z krzaków z okrzykiem „Buu!”.

Lena rozwinęła mapę. Był tam dopisek: „Gdzie woda mówi, szukaj ryby.”

Maja zmrużyła oczy.

— Woda mówi… to brzmi jak… pluskanie? Albo ktoś, kto głośno pije?

— Albo jak ten stary młyn, co zawsze skrzypi — podsunął Olek. — Ale tu nie ma młyna.

Nagle usłyszeli: klap-klap-klap. To nie była woda. To był dźwięk, jakby coś uderzało o drewno.

Na końcu pomostu stał rdzawej barwy dzwonek ratunkowy. Wiatr poruszał jego językiem, który rytmicznie stukał w metal.

— Woda mówi przez dzwonek — stwierdziła Lena. — A „szukaj ryby”… może tu?

Pod dzwonkiem była przymocowana tabliczka, z wyrytym symbolem ryby. Bartek od razu wsunął palce pod krawędź.

— Ooo, sprytne. To jest luźne.

Tabliczka odchyliła się jak wieczko. W środku tkwił mały, okrągły krążek z brązu — identyczny wzorem jak dysk z wieży, tylko mniejszy. Na krążku ryba była wyraźnie wytarta, jakby ktoś często ją dotykał.

— To chyba „ustawia” dysk — powiedział Olek. — Jak część układanki.

Lena wzięła krążek. Poczuła pod palcami wypukłe linie, a w brzuchu coś jej zadrżało — nie strach, raczej ekscytacja wymieszana z odpowiedzialnością.

— Jeśli źle to zrobimy, nic się nie otworzy — powiedziała. — Albo otworzy się coś, co nie powinno.

— Na przykład budka z karasiami — rzuciła Maja. — I będziemy musieli je wszystkie adoptować.

Bartek parsknął, ale zaraz spoważniał.

— Dobra. Ustalamy zasady. Nie wciskamy nic na siłę. I słuchamy Leny, bo ona ma tę… empatyczną antenę.

Lena zerknęła na niego zaskoczona.

— Dzięki… chyba.

Pod pomostem, przy samej wodzie, zauważyli jeszcze jedno: w deskach był wycięty okrągły otwór z rowkami, pasujący do krążka.

— To tu — stwierdził Olek.

Lena wsunęła krążek w rowki i przekręciła. Drewno zapiszczało, jakby pomost miał coś do powiedzenia. Zatrzeszczał mechanizm, a z boku wysunęła się ukryta skrytka z kolejną wskazówką: kawałek pergaminu.

„Ryba prowadzi do kamienia. Tam, gdzie cień liścia tańczy, znajdziesz drogę.”

— Kamienny Ogród — odczytała Maja. — Brzmi jak miejsce, gdzie rośliny się poddały.

— Albo jak miejsce, gdzie rośliny są z kamienia — poprawił ją Bartek. — I wtedy… nawet kaktus nie ma szans.

Olek uśmiechnął się lekko.

— Chodźmy, zanim ktoś pomyśli, że rozkręcamy pomost.

Gdy odchodzili, dzwonek zadzwonił raz mocniej, jakby życzył im powodzenia.

Rozdział 3: Kamienny Ogród i klucz z mchu

Kamienny Ogród był starym parkiem, który wyglądał, jakby ktoś zamroził go w czasie. Stały tam rzeźby: anioły z obtłuczonymi nosami, lwy z wykruszonymi zębami i fontanna, w której woda już nie płynęła. W powietrzu unosił się zapach mokrego kamienia i mchu, a gdzieś w oddali pohukiwała sowa, choć było jeszcze jasno.

„Cień liścia tańczy” — powtórzyła Lena, patrząc na drzewa. — Może chodzi o miejsce, gdzie liście rzucają cień na kamień.

Maja wskazała na fontannę.

— Tam! Widzicie? Słońce przechodzi przez gałęzie i robi takie plamy na dnie.

Zbliżyli się. Dno fontanny było suche, popękane, pokryte zielonym nalotem. Cienie liści naprawdę „tańczyły” na nim, przesuwając się jak wolne, ciemne rybki.

Bartek stuknął w pęknięcie scyzorykiem.

— Tu jest coś w środku. Ale jest ciasno.

Olek usiadł na krawędzi i pochylił się, badając szczelinę wzrokiem.

— Nie róbmy tego ostrzem. Możemy uszkodzić. Spróbujmy… czymś miękkim.

Maja wyciągnęła z kieszeni gumkę do mazania w kształcie truskawki.

— Mam miękkie! Zawsze mam miękkie.

— To brzmi dziwnie, ale niech będzie — Bartek podsunął jej szczelinę.

Maja wcisnęła gumkę i delikatnie podważyła coś w pęknięciu. Z wnętrza wysunęła się metalowa płytka, pokryta mchem jak futrem. Na niej był symbol klucza.

Lena delikatnie starła mech palcami. Pachniał świeżo, jak las po deszczu.

— Klucz. Czyli drugi symbol — powiedziała. — W wieży był też klucz na dysku.

Pod płytką znaleźli złożoną kartkę. Olek przeczytał na głos, powoli, wyraźnie:

„Nie biegnij, gdy możesz pomyśleć. Na Wzgórzu Szeptów nie słuchaj krzyku, słuchaj ciszy.”

— Czyli mamy iść tam, gdzie straszą? — Maja udawała odważną, ale przysunęła się bliżej Leny.

— Raczej tam, gdzie ludzie mówią, że straszą — odparł Bartek. — To zwykle znaczy: „Nie wchodź, bo nie chcemy, żebyś coś znalazł.”

Lena schowała płytkę z kluczem i krążek z rybą do plecaka. Materiał szurał, jakby w środku już zaczynała się kolekcja sekretów.

— Pamiętajcie — powiedziała — skarb jest kuszący. Ale mądrość to nie brać wszystkiego, co się da, tylko wiedzieć, co jest naprawdę ważne.

Bartek uniósł brwi.

— Czy to mądre, jeśli potem i tak weźmiemy skarb?

— Jeśli to będzie uczciwe — odpowiedziała spokojnie Lena. — I jeśli nikomu nie zrobimy krzywdy.

Olek skinął głową.

— I jeśli nie zniszczymy tych miejsc. One są jak… pamięć miasta.

Ruszyli alejką, a żwir chrzęścił pod butami jak drobne tajemnice pękające pod naciskiem.

Rozdział 4: Wzgórze Szeptów i próba odwagi

Wzgórze Szeptów było porośnięte wysoką trawą, która falowała jak zielone morze. Na szczycie stała stara altana z popękanymi schodkami. Gdy wiatr przechodził przez deski, brzmiało to jak ciche „szszsz”, jakby ktoś opowiadał historię bez używania słów.

— No dobra — mruknął Bartek. — Cisza, szept, altana. Wszystko się zgadza.

Maja przyłożyła dłoń do ucha.

— Ja słyszę… coś.

To „coś” było naprawdę: w oddali warczał silnik motocykla, a bliżej skrzeczała wrona. Ale pod tym wszystkim była jeszcze cienka warstwa dźwięku: delikatne stukanie, jak palec o szkło.

Olek wskazał na altanę.

— Stamtąd.

Schodki były nierówne. Olek szedł ostrożnie, a reszta dostosowała tempo, jakby ich kroki były zsynchronizowane. Na jednej z desek altany ktoś wyrzeźbił symbol… księżyca. Pod spodem była szczelina, jak w fontannie.

— Mamy rybę i klucz. A tu księżyc — zauważyła Lena. — Ale nie mamy płytki z księżycem.

Bartek przejechał dłonią po poręczy. Drewno było szorstkie, z drzazgami.

— Może księżyc to wskazówka, nie część.

Maja nagle się cofnęła.

— Hej, patrzcie! Tam pod altaną! Coś się rusza!

W trawie rzeczywiście coś zaszurało. Wszyscy zamarli. Serce Leny zrobiło fikołka. Przez moment wyobraziła sobie najgorsze: dzikie zwierzę, węża, a może… coś, co według legend straszy.

Z trawy wychylił się jednak tylko… jeż. Mały, okrągły, z mordką jak czarny guzik. Czknął cichutko i potoczył się dalej, jakby przepraszał za zamieszanie.

Bartek odetchnął teatralnie.

— Uff. Potwór kolczasty. Najgroźniejszy, bo może się przytulić i zaboleć.

Maja parsknęła śmiechem, ale zaraz spoważniała, patrząc na Lenę.

— Trochę się bałam. Ale wiesz co? Dobrze, że byliśmy razem.

Lena poczuła ciepło w środku. Właśnie o to chodziło: odwaga to nie brak strachu, tylko ruch do przodu mimo niego.

W altanie znaleźli luźną deskę. Pod nią była mała skrzynka, a w niej… kolejny krążek, tym razem z symbolem drzewa, oraz kartka:

„Gdy masz rybę, klucz i drzewo, wróć tam, gdzie czas oddycha. Przekręć dysk do skarbu, ale tylko wtedy, gdy twoje serce nie jest chciwe.”

„Tam, gdzie czas oddycha”… czyli ratusz — powiedział Olek. — Zegar.

Bartek pogładził krążek z drzewem.

— Czyli finał. Tylko… skąd mamy wiedzieć, czy serce nie jest chciwe?

Lena spojrzała na przyjaciół.

— Możemy sobie zadać pytanie: po co to robimy? Jeśli tylko dla błyskotek, to… może lepiej nie. Ale jeśli chcemy odkryć tajemnicę i zrobić coś dobrego… to chyba możemy.

Maja przytaknęła.

— Ja chcę odkryć. I… może skarb to coś, co komuś pomoże.

Olek dodał cicho:

— Mądrość to umieć się zatrzymać, nawet na progu.

Ruszyli z powrotem do miasta. Wiatr szeptał za nimi, a trawa muskała łydki jak miękki pędzel.

Rozdział 5: Mechanizm czasu i ostatnie przekręcenie

W ratuszowej wieży było chłodniej niż na zewnątrz. Zegar tykał jak ogromne serce z metalu. Lena rozłożyła na podłodze trzy znaleziska: rybę, klucz i drzewo.

— Musimy je dopasować do dysku — powiedziała.

Dysk na mechanizmie miał małe gniazda przy niektórych symbolach. Rybę dało się włożyć przy rybie, klucz przy kluczu, drzewo przy drzewie. Każdy krążek wszedł z satysfakcjonującym „klik”, jak dobrze postawiony pionek w grze.

— No to… moment prawdy — mruknął Bartek, ale głos miał cichy.

Lena położyła dłoń na dysku. Metal był już nie taki zimny — albo to jej ręka była odważniejsza. Zamknęła na chwilę oczy i przypomniała sobie wszystkie miejsca: pomost, fontannę, altanę. Pamięć miasta. Ciszę. Jeża.

— Gotowi? — zapytała.

— Gotowi — odpowiedzieli zgodnie.

Lena zaczęła kręcić dyskiem. Najpierw przesunął się ciężko, potem płynniej, jakby mechanizm ją poznawał. Symbole mijały jeden po drugim: księżyc, słońce, gwiazda… aż wreszcie zbliżał się skarb — mała skrzynka z „X”.

Wtedy dysk nagle stężał. Zatrzymał się, jakby mówił: „Sprawdź siebie.”

Maja przełknęła ślinę.

— Może trzeba coś powiedzieć?

Bartek spojrzał na Lenę.

— Albo… może trzeba być szczerym.

Lena wzięła wdech. W powietrzu czuła olej do mechanizmów i stary kurz, ale też coś jak zapach papieru z mapy — obietnicę.

— Nie chcę tego skarbu, żeby się chwalić — powiedziała głośno, do zegara i do przyjaciół. — Chcę go znaleźć, bo to historia. I jeśli tam jest coś wartościowego, podzielimy się tym mądrze. Może oddamy to do muzeum, może komuś pomożemy. Nie chcę nikogo skrzywdzić.

Zapadła cisza tak gęsta, że słychać było, jak daleko na dole ktoś zamyka drzwi.

Dysk drgnął. Jakby zadowolony.

Lena przekręciła go jeszcze raz — i symbol skarbu ustawił się idealnie na małej kresce. Mechanizm zagrzechotał, koła zębate zakręciły się szybciej, a w ścianie obok szafy zegarowej uchyliła się wąska klapka.

— Otwiera się! — wyszeptała Maja.

Za klapką był tunel, na tyle szeroki, by wejść pojedynczo. Pachniało tam wilgocią, gliną i czymś metalicznym, jak stare monety. Bartek zapalił małą latarkę, a snop światła przeciął ciemność.

— Kto pierwszy? — zapytał, ale tym razem bez zadziorności.

Lena spojrzała na Olka.

— Idziemy razem, ale ty decydujesz tempo. Jak trzeba, wracamy.

Olek skinął głową.

— Dobra. Tylko… nie dotykamy nieznanych rzeczy bez sprawdzenia.

Tunel prowadził w dół, a kroki dudniły cicho. Ściany były chłodne, miejscami gładkie, miejscami chropowate. W pewnym momencie dotarli do małej komory. Na środku stała skrzynia, nie złota, nie błyszcząca — zwykła, drewniana, z metalowymi okuciami. Ale w świetle latarki wyglądała jak coś, co czekało cierpliwie przez całe pokolenia.

Na wieku skrzyni był wygrawerowany ten sam dysk i napis: „Mądrość to skarb, którego nie da się ukraść.”

— To… piękne — szepnęła Lena.

Zamek nie miał klucza. Miał trzy małe przesuwki z symbolami. Bartek uśmiechnął się krzywo.

— Kolejna łamigłówka. No to jedziemy: ryba, klucz, drzewo?

Olek pochylił się.

— Nie. Zobaczcie ślady. Ta przesuwka jest bardziej wytarta. To znaczy, że często zaczynano od… drzewa.

Lena przypomniała sobie mapę i zdanie: „Nie biegnij, gdy możesz pomyśleć.”

— Drzewo, ryba, klucz — powiedziała. — Najpierw korzenie, potem woda, potem otwieranie.

Ustawili symbole. Coś kliknęło cicho, jak uśmiech zamka. Wieko poddało się.

W środku nie było góry monet. Była skórzana sakiewka z kilkoma starymi, matowymi monetami, mały notes z zapisanymi opowieściami o miasteczku oraz… cztery bransoletki z miedzianych drucików, każda z innym symbolem: rybą, kluczem, drzewem i… skarbem.

Maja wydała z siebie pisk, ale taki, który bardziej pasował do odkrycia tajemnicy niż do sklepu z zabawkami.

— To są bransoletki przygody!

Bartek wziął notes i przewrócił kartki. Papier szurał, a atramentowe litery były staranne.

— Tu są historie o ludziach, którzy pomagali innym. O piekarzu, co piekł chleb dla biednych. O lekarce, co leczyła za uśmiech. O dzieciach, co posadziły lipy…

Lena spojrzała na monety. Nie świeciły jak w bajkach. Wyglądały jak dowód, że przeszłość istniała naprawdę.

— Skarb to pamięć i wybór — powiedziała cicho. — Możemy zatrzymać bransoletki. A notes… oddamy do biblioteki albo muzeum. Monety… też. Niech wszyscy wiedzą.

Olek dotknął symbolu skarbu na swojej bransoletce.

— I nikt nie musi się kłócić, kto ma więcej, bo tu „więcej” jest w środku, nie w kieszeni.

Bartek westchnął, ale nie z żalem. Raczej z ulgą.

— Wiecie co? To jest… lepsze niż złoto. Złoto bym zgubił w tydzień.

Maja podniosła sakiewkę i potrząsnęła nią lekko. Monety zadźwięczały miękko, jak deszcz o parapet.

— To brzmi jak „mądry dzwonek”.

Wrócili tunelem, zamknęli klapkę i ustawili dysk z powrotem tak, jak był. Lena pogładziła metal, jakby dziękowała zegarowi za zaufanie.

Na dole, gdy wyszli na rynek, niebo miało kolor późnego popołudnia, a lipy pachniały jeszcze mocniej. Lena spojrzała na przyjaciół — zmęczonych, ubrudzonych, ale jakby trochę wyższych od rana.

— Dzięki — powiedziała po prostu. — Bez was bym nie dała rady.

Bartek wzruszył ramionami.

— To co, jutro oddajemy notes?

— Tak — odparła Lena.

Maja uśmiechnęła się szeroko.

— A dziś… lody?

Olek skinął.

— Lody to też część mądrości. Trzeba umieć świętować.

Lena roześmiała się, a potem dodała, patrząc każdemu w oczy:

— Dziękuję za pomoc.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o ukrytych skarbach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.