Rozdział 1: Zagubione skarpetki i tajemniczy śmiech
Mała Zosia obudziła się wcześnie rano w Wigilię. Była bardzo podekscytowana, bo wiedziała, że dziś w nocy przyjdzie Mikołaj. Zosia szybko spojrzała na swój wielki czerwony skarpetkowy prezent, który zawiesiła przy kominku. Ale... coś tu nie pasowało!
Zamiast swojej czerwonej skarpetki w białe gwiazdki, zobaczyła malutką zieloną skarpetkę z żółtym dzwoneczkiem. Skarpetka była tak mała, że ledwo zmieściłby się tam cukierek. Ktoś podmienił skarpetki!
— Mamo! — zawołała Zosia. — Moja skarpetka zniknęła!
Mama przyszła szybko i spojrzała zaskoczona na zieloną skarpetkę.
— Ojej, Zosiu, to chyba nie twoja skarpetka! — zaśmiała się mama.
— Może to skarpetka jakiegoś małego elfika? — zastanowiła się Zosia głośno.
Nagle, zza kominka, rozległ się cichutki, chichoczący śmiech. „Hi, hi, hi!” Śmiech był jak dzwoneczki na sankach.
Zosia szeroko otworzyła oczy.
— Kto się tam śmieje? — zapytała.
— To na pewno wiatr! — mrugnęła mama, udając poważną minę.
Ale Zosia dobrze słyszała, że to nie był zwykły wiatr. Ktoś był za kominkiem. Ktoś mały, szybki i bardzo wesoły.
Rozdział 2: Gdzie są moje kapcie? Gdzie jest mój miś?
Zosia postanowiła poszukać swojej skarpetki. Szukała pod stołem. Szukała w szafce. Szukała pod łóżkiem. Nic! Tylko wszędzie leżały malutkie, zielone piórka i rozsypane brokatowe gwiazdeczki.
W kuchni Zosia znalazła swoje kapcie. Ale... były pełne kulek śniegu z waty!
— Oj, ktoś tu się ze mną bawi! — roześmiała się Zosia.
Nagle usłyszała znowu ten śmieszny śmiech: „Hi, hi, hi!”. Tym razem dochodził z pokoju.
Zosia pobiegła szybko. Jej ulubiony miś siedział na półce, a na uszach miał czapkę z dzwoneczkiem. Czapka była identyczna jak ta, którą miała zielona skarpetka!
— Misiu, czy ty coś wiesz o skarpetkach? — zapytała Zosia.
Miś nic nie odpowiedział, ale zrobił bardzo zabawną minkę.
Kiedy Zosia spojrzała na swoje łóżko, zobaczyła, że wszystkie poduszki były poukładane w piramidę. Na szczycie piramidy siedział mały, bardzo śmieszny ludziki. Był ubrany w zielony kubraczek, miał czerwone policzki i śmiał się do rozpuku.
— Hi, hi, hi! To ja, Lutek Psotek, świąteczny lutin! — krzyknął ludziki i skoczył na podłogę, robiąc fikołka.
Zosia zaniemówiła z wrażenia.
— Ty ukradłeś moją skarpetkę! — zawołała.
— Wymieniłem! Moja była za mała na prezent, a twoja taka piękna i wygodna! — śmiał się Lutek Psotek.
Rozdział 3: Deszcz cukierków i zamiana miejsc
Lutek Psotek był naprawdę pełen pomysłów. Każdy jego krok zostawiał ślad brokatu. Gdzie się pojawił, tam słychać było śmiech i figle.
— Zosiu, lubisz zabawy? — zapytał Lutek.
— Bardzo! — odpowiedziała Zosia.
Lutek zatańczył na jednej nodze i nagle z sufitu spadł deszcz kolorowych cukierków. Cukierki turlały się po całym pokoju, a Zosia chichotała radośnie.
— To twoja nowa niespodzianka! — krzyknął Lutek.
Zosia zebrała garść cukierków i podzieliła się z mamą.
— Lubisz śmieszne niespodzianki, Zosiu? — spytał Lutek.
— Tak, ale czasem się trochę martwię, czy Mikołaj mnie znajdzie, jak moje skarpetki gdzie indziej...
Lutek uśmiechnął się szeroko i pokazał język.
— Mikołaj znajdzie każdą skarpetkę! On zna nawet moje figle! — roześmiał się i zrobił fikołka.
Potem Lutek zamienił miejscami wszystkie bombki na choince. Czerwone bombki wisiały na dole, a złote na górze. Gwiazdka na czubku zamiast być na górze, była na środku drzewka.
— O nie! Moja choinka jest teraz taka dziwna! — Zosia nie wiedziała, czy się śmiać, czy płakać.
— To choinka na wspak! — krzyknął Lutek. — Z takim drzewkiem radość jest podwójna!
Mama weszła do pokoju i tylko się uśmiechnęła.
— Jaka piękna choinka. Taka śmieszna! — powiedziała.
Zosia się roześmiała. Choinka rzeczywiście wyglądała bardzo, bardzo wesoło.
Rozdział 4: Sekret Lutka i prawdziwa magia świąt
Wieczorem Zosia usiadła przy kominku ze swoim misiem i nową, zieloną skarpetką. Lutek Psotek usiadł obok niej i zamachał małymi nóżkami.
— Dlaczego robisz takie figle, Lutku? — zapytała szeptem.
Lutek zrobił poważną minę, ale w oczach nadal mu się śmiały iskierki.
— Bo święta to czas radości. Czasem ludzie myślą tylko o prezentach, a zapominają o uśmiechu i zabawie. Ja tu jestem, żeby przypominać, że śmiech to najlepszy prezent!
Zosia przytuliła Lutka.
— Zawsze będziesz się ze mną bawił w święta?
— Zawsze, kiedy tylko usłyszę twój śmiech! — obiecał Lutek i znowu zrobił fikołka.
Nocą, kiedy Zosia zasypiała, słyszała cichutkie „hi, hi, hi” i dźwięk dzwoneczków. Zielona skarpetka wisiała razem z jej własną, a na kominku pojawiła się jeszcze jedna — malutka, brokatowa, dla Lutka.
Rano Zosia zobaczyła, że w każdej skarpetce są prezenty: cukierki, kredki i list od Mikołaja.
W liście było napisane: „Zosiu, śmiej się zawsze, tak jak Lutek! Bo śmiech i radość to najpiękniejsza magia świąt.”
Zosia uśmiechnęła się szeroko i przytuliła skarpetki. Wiedziała, że odtąd w każde święta może liczyć na małe figle i wielką radość. I nawet jeśli jej skarpetki będą czasem zamienione — to znaczy tylko, że Lutek Psotek znów się bawi, a święta są pełne magii.
Hi, hi, hi!