Trwa ładowanie...
Opowieść o sylwestrze 7-8 lat Czytanie 13 min.

Srebrna czapka i dwanaście iskier Nowego Roku

Tymek i Kuba śledzą magiczną, kichającą srebrną czapkę, która prowadzi ich do poszukiwań Dwunastu Iskier — małych życzeń i niespodzianek przygotowanych na Nowy Rok.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są cztery postacie: chłopiec 8 lat Tymek — krótkie brązowe włosy, ciekawskie okrągłe oczy, srebrna czapeczka z pomponem, przykucnięty po prawej w salonie, sięga ręką do toczącej się czapeczki; chłopiec 8 lat Kuba — rozczochrane blond włosy, rumiane policzki, złota czapka, stoi po lewej od Tymka na palcach, śmieje się i wskazuje uciekającą czapeczkę; mama ~35 lat — spięte kasztanowe włosy, sukienka w proste wzory, uśmiechnięta przy kuchni w tle, trzyma tacę z mandarynkami; tata ~36 lat — lekki zarost, wygodny sweter, z tyłu po lewej trzyma migoczące girlandy świetlne i obserwuje scenę z rozbawieniem. Miejsce: przytulny kompaktowy salon z miękkim pomarańczowym dywanem, jasnym stolikiem z mandarynkami, kolorową girlandą na dużym oknie, małą udekorowaną choinką po prawej i konfetti na podłodze. Główna sytuacja: srebrna czapeczka z pomponem toczy się jak żywa w stronę korytarza, zostawiając ślad z trzech mandarynek; chłopcy ją gonią śmiejąc się, mama podaje tacę z mandarynkami, tata trzyma migające lampki. Atmosfera świąteczna i świetlista, ciepłe kolory (pomarańcz, złoto, srebro), radosne wyrazy twarzy, kompozycja skupiona na ruchu czapeczki i porozumiewawczych spojrzeniach dzieci. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Plan odkrywcy i czapka, która ucieka

Tymek miał prawie osiem lat i uważał się za odkrywcę. Nie takiego z dżungli (bo w zimie dżungla jest głównie w kaloszach), tylko takiego od odkrywania tajemnic w zwykłych rzeczach: w szufladzie z guzikami, w skrzypiącej windzie i w tym, czemu skarpetki znikają w praniu.

Tego dnia odkrywał Nowy Rok.

„Mikołaj? Nie, już po pracy” — mruknął do siebie, wkładając do plecaka latarkę.„Ale Sylwester… Sylwester to jest dopiero wyprawa!”

Do pokoju wpadł jego najlepszy kolega Kuba, też prawie ośmiolatek, z policzkami czerwonymi jak jabłka.

„Tymek! Mama powiedziała, że o północy będą fajerwerki!” — zawołał Kuba. — „I że można zjeść dwanaście winogron… no dobra, u nas będą dwanaście mandarynek, bo winogrona są śliskie.”

Tymek uniósł brwi jak prawdziwy badacz.

„Dwanaście mandarynek? To brzmi jak rytuał plemienia Mandaryniaków” — powiedział poważnie. — „Musimy to zbadać.”

W kuchni pachniało piernikami i pomarańczą. Mama Tymka mieszała coś w misce, a tata przynosił z balkonu pudełko z lampkami.

„Tylko żadnych wypraw na dach” — ostrzegł tata, jakby czytał w myślach odkrywcy.

„Spokojnie, tato” — Tymek uśmiechnął się niewinnie. — „Dach jest… bardzo wysoki.”

Kuba już kręcił się przy stole, gdzie leżały serpentyny, papierowe czapeczki i małe trąbki.

„Patrz, jaka czapka!” — zachwycił się Kuba, zakładając złotą czapeczkę. — „Wyglądam jak król sałaty!”

„Jak król Nowego Roku” — poprawił go Tymek i też sięgnął po czapkę, srebrną, z pomponem.

W tej samej chwili wydarzyło się coś dziwnego, ale nie strasznego — raczej śmiesznego. Srebrna czapka… kichnęła.

„A-psiik!” — zabrzmiało cichutko, jakby ktoś kichnął w kieszeni.

Tymek zamarł.

„Czy to… moja czapka?” — spytał szeptem.

Kuba zrobił wielkie oczy.

„Może ma alergię na brokat?” — szepnął z powagą lekarza.

Czapka znów kichnęła, a potem— hop! — zsunęła się z dłoni Tymka, poturlała po stole jak naleśnik i wylądowała na podłodze. Zanim chłopcy zdążyli ją złapać, czapka podskoczyła i pomknęła w stronę korytarza.

„Ona ucieka!” — pisnął Kuba, a potem dodał szybciutko: — „Ale wesoło!”

Tymek natychmiast włączył tryb odkrywcy.

„Wyprawa ratunkowa” — ogłosił. — „Cel: złapać czapkę, zanim zrobi się północ i ktoś pomyśli, że to nowa moda.”

Mama odwróciła się znad miski, ale zamiast się zdenerwować, uśmiechnęła się.

„Jeśli czapka postanowiła pobiegać, to niech pobiega. Tylko uważajcie na wazon” — powiedziała.

Tata podniósł brwi.

„To ja będę udawał, że nic nie widzę, bo mam ręce w lampkach” — mruknął.

Chłopcy ruszyli za czapką, która zniknęła za rogiem. A w domu, jakby na znak, że przygoda jest dozwolona, lampki w pudełku mrugnęły dwa razy.

Rozdział 2: Mapa z mandarynek i tajemnica północy

W korytarzu było cicho, tylko zegar tykał jak mały bębenek: tik-tak, tik-tak. Czapka nie była już na widoku.

„Zniknęła jak skarpeta” — westchnął Tymek.

Kuba przykucnął i spojrzał pod szafkę na buty.

„Hej, odkrywco, użyj supermocy: latarki!” — przypomniał.

Tymek włączył latarkę. Snop światła przejechał po podłodze i zatrzymał się na czymś pomarańczowym.

„Mandarynka?” — zdziwił się Kuba.

Na dywanie leżała mandarynka. A obok niej druga. I trzecia. Układały się w linię, jakby ktoś rozsypał je celowo.

„To ślady!” — szepnął Tymek z zachwytem. — „Czapka zostawia trop mandarynkowy.”

„Albo to ja zgubiłem przekąskę” — powiedział Kuba, po czym szybko dodał: — „Ale wolę wersję z tropem!”

Mandarynki prowadziły do salonu. Tam stała choinka, migająca jak małe kosmiczne miasto. A pod choinką leżał papier do pakowania i pudełko z konfetti.

Wtedy czapka wyskoczyła zza fotela i stanęła… na czubku odkurzacza.

„Stój!” — zawołał Tymek. — „W imieniu odkrywców, państwa Mandaryniaków i wszystkich zgubionych skarpet!”

Czapka zachwiała się i… znowu kichnęła.

„A-psiik!”

Z jej pompona wyleciał maleńki skrawek papieru. Upadł na dywan jak listek.

Kuba podniósł go ostrożnie.

„To… wiadomość!” — powiedział i przeczytał na głos: — „Żeby Nowy Rok był niezapomniany, trzeba znaleźć Dwanaście Iskier.”

Tymek aż przysiadł z emocji.

„Dwanaście Iskier? To brzmi jak legenda!” — szepnął. — „Gdzie są?”

Czapka wykonała mały obrót, jakby wskazywała kierunek: w stronę kuchni.

Chłopcy pobiegli tam, a mama akurat układała na talerzu mandarynki.

„Mamo, mamy misję!” — zawołał Kuba. — „Dwanaście Iskier!”

Mama spojrzała na nich tak, jakby wiedziała o wszystkim od początku, ale udawała, że się dziwi.

„Iskry? To brzmi… błyszcząco” — powiedziała. — „Może są w rzeczach, które już macie?”

Tata, który przyszedł z lampkami w rękach jak z wielkim wężem, dodał:

„Iskry bywają w oczach, kiedy ktoś się śmieje.”

Tymek zmrużył oczy.

„To zagadka dorosłych. Trzeba ją przetłumaczyć na język odkrywców” — mruknął.

Czapka znów kichnęła, jakby się niecierpliwiła.

„A-psiik! A-psiik!”

Kuba zachichotał.

„Ona mówi: ‘Szybciej, bo północ się zbliża!'”

Na stole stało dwanaście mandarynek. Tymek spojrzał na nie uważnie.

„Dwanaście… jak dwanaście miesięcy” — powiedział powoli. — „Może Iskry to małe niespodzianki na każdy miesiąc?”

„Albo dwanaście powodów, żeby się cieszyć!” — dodał Kuba.

Mama podała im małe karteczki i kredki.

„Jeśli chcecie, możecie stworzyć własne Iskry. Kreatywność działa szybciej niż zegar” — powiedziała.

Tymek uśmiechnął się szeroko. To było zadanie w sam raz dla odkrywcy.

„Zrobimy Iskry z życzeń!” — ogłosił. — „Ale muszą być ukryte, żeby była prawdziwa przygoda.”

Kuba klasnął w dłonie.

„I muszą być śmieszne!”

Czapka podskoczyła na odkurzaczu, jakby przyklasnęła pomponem.

Rozdział 3: Polowanie na Iskry w mieszkaniu pełnym śmiechu

Chłopcy usiedli na dywanie w salonie. Zegarek taty tykał, choinka mrugała, a z kuchni dobiegał zapach ciepłych pierników. Tymek rozłożył karteczki jak mapy.

„Iskra numer jeden: ‘W styczniu będę umiał gwizdać tak, że kot pomyśli, że to ptak'” — przeczytał Kuba i parsknął śmiechem. — „Ale my nie mamy kota.”

„To tym lepiej, nikt się nie obrazi” — stwierdził Tymek i napisał kolejną: — „Iskra numer dwa: ‘W lutym zrobię najfajniejszy zamek z poduszek'.”

Kuba dopisał:

„Iskra numer trzy: ‘W marcu nauczę się robić naleśniki, które nie wyglądają jak mapy świata'.”

„Mapy świata są przydatne!” — oburzył się Tymek, ale zaraz się roześmiał.

Zrobili dwanaście karteczek. Na każdej było proste życzenie, pomysł albo śmieszny plan: o budowaniu szałasu, o nauczeniu się nowej piosenki, o wymyśleniu tańca „Galareta Wygibasa”, o byciu miłym nawet wtedy, gdy ktoś zabierze ostatni piernik (trudne, ale możliwe).

Potem przyszła najlepsza część: ukrywanie Iskier.

„Ja chowam, ty szukasz!” — zaproponował Kuba.

„Nie, odkrywcy działają w parach” — powiedział Tymek. — „Chowamy razem, a potem wszyscy szukają: my i dorośli!”

Czapka najwyraźniej była szefem wyprawy. Kiedy chłopcy wahali się, gdzie schować karteczkę, czapka robiła „hop” w stronę miejsca, które wyglądało na idealne: pod poduszkę, za książkę, do pustej rolki po ręczniku papierowym, pod doniczkę (tylko nie pod sam kwiatek, bo kwiatek też ma swoje sprawy).

„Czapka jest jak nawigacja” — zachwycił się Kuba. — „Jak GPS, tylko… Głupio-Pomponowy System.”

„To nie jest głupie!” — bronił czapki Tymek. — „To jest Pomponowo Strategiczne.”

W końcu wszystkie dwanaście Iskier było schowane. Mama i tata dostali po małej latarce.

„Uwaga!” — ogłosił Tymek, stając na krześle jak kapitan. — „Rozpoczynamy Polowanie na Iskry Nowego Roku! Zasady: kto znajdzie Iskrę, czyta ją głośno i robi minę, jakby zobaczył pingwina na hulajnodze.”

„A co, jeśli naprawdę zobaczę pingwina na hulajnodze?” — spytał tata.

„Wtedy robisz podwójną minę” — odpowiedział Kuba.

Zaczęło się szukanie. Mama znalazła pierwszą Iskrę w pudełku z herbatą.

„‘W kwietniu posadzę coś zielonego i będę pamiętać, żeby to podlewać'” — przeczytała i zrobiła minę pingwina na hulajnodze, taką bardzo uroczą.

Tata znalazł Iskrę w kieszeni swojego swetra, choć twierdził, że to sweter sam ją połknął.

„‘W maju zrobię komuś niespodziankę bez okazji'” — przeczytał i dodał: — „O! To może być dla was.”

„Tak, ale nie w formie brokułu” — zastrzegł Kuba szybko.

Śmiech odbijał się od ścian jak piłeczka. Nawet choinka mrugała szybciej, jakby chciała nadążyć.

Została ostatnia Iskra. Nikt nie mógł jej znaleźć.

„To jest Iskra Tajemnicza” — szepnął Tymek. — „Najważniejsza.”

Czapka kichnęła bardzo cicho.

„A-psiik…”

I zsunęła się z odkurzacza, potoczyła do okna i zatrzymała się przy parapecie. Tam, między doniczką a lampką, leżała ostatnia karteczka.

Kuba podniósł ją i przeczytał:

„‘W grudniu powiem: dziękuję za cały rok'.”

Na chwilę zrobiło się ciepło w środku, tak jakby ktoś zapalił małą świeczkę, tylko bez ognia, za to z uśmiechem.

„To jest dobra Iskra” — powiedział Tymek cicho.

„Najbardziej błyszcząca” — dodała mama.

Zegar w salonie zaczął tykać głośniej, jakby przypominał: już prawie czas.

Rozdział 4: Północ, konfetti i porozumiewawczy uśmiech

Wszyscy ubrali czapeczki. Kuba włożył złotą, Tymek tę srebrną — teraz już grzeczną, choć od czasu do czasu pompon drgał, jakby w środku mieszkał mały chichot.

Na stole czekały mandarynki, kieliszki z sokiem i miseczka z konfetti. Tata zgasił duże światło, zostawiając tylko lampki choinkowe. Pokój wyglądał jak mała, przytulna galaktyka.

„Gotowi?” — spytała mama.

„Odkrywcy zawsze są gotowi” — odpowiedział Tymek, po czym szepnął do Kuby: — „Chyba że trzeba iść spać.”

Kuba zachichotał.

„Albo myć zęby.”

Z telewizora (albo z radia, bo dorośli lubią różne rzeczy) popłynęło odliczanie. Dziesięć… dziewięć…

Tymek ścisnął w kieszeni małą latarkę. Nie była już potrzebna, ale lubił mieć ją przy sobie, jak talizman wypraw.

„Trzy… dwa… jeden!”

„Szczęśliwego Nowego Roku!” — zawołali wszyscy jednocześnie.

Konfetti posypało się w górę jak kolorowy deszcz. Kuba próbował złapać płatek językiem, ale trafił w nos i prychnął.

„Kich…!” — zaczął.

Wtedy srebrna czapka kichnęła za niego.

„A-psiik!” — i z pompona wyskoczyło maleńkie, błyszczące konfetti w kształcie gwiazdki, które opadło prosto na dłoń Tymka.

„Widziałeś?” — szepnął Kuba. — „Ona robi własne fajerwerki!”

Za oknem było widać dalekie światła na niebie, ale w domu było najjaśniej. Mama podała mandarynki.

„Dwanaście, po jednej na każdy miesiąc” — powiedziała. — „A do każdej możecie pomyśleć jedną Iskrę.”

Tymek obrał pierwszą mandarynkę, a zapach był tak świeży, jakby ktoś otworzył nowy zeszyt.

„W styczniu… zaczynamy od zamku z poduszek” — powiedział.

„I od tańca Galareta Wygibasa!” — dodał Kuba i od razu zrobił dwa śmieszne kroki, aż tata musiał się oprzeć o ścianę ze śmiechu.

Kiedy zjedli ostatnią mandarynkę, tymek spojrzał na Kubę. Oboje mieli na policzkach trochę soku i trochę konfetti, jak piegi z radości.

„Wiesz co?” — szepnął Tymek. — „Ta czapka… ona chyba chciała, żebyśmy zrobili coś własnego.”

Kuba kiwnął głową i też ściszył głos, jakby zdradzał sekret.

„Bo najlepsze niespodzianki nie zawsze są w sklepie. Czasem są w głowie.”

Tymek spojrzał na czapkę. Pompon drgnął, jakby mrugnął.

„Odkrywco” — powiedziała mama, poprawiając mu czapeczkę — „jak oceniasz wyprawę?”

Tymek udawał, że myśli bardzo poważnie, jak naukowiec.

„Odkrycie numer jeden: Nowy Rok smakuje jak mandarynka. Odkrycie numer dwa: śmiech robi w domu więcej światła niż lampki. Odkrycie numer trzy…” — spojrzał na Kubę i uśmiechnął się porozumiewawczo. — „Najlepiej odkrywa się w duecie.”

Kuba odpowiedział takim samym uśmiechem, jakby obaj mieli niewidzialną mapę tylko dla siebie.

A srebrna czapka, jakby na koniec, kichnęła cichutko.

„A-psiik.”

I wszyscy uznali, że to najweselszy dźwięk na rozpoczęcie nowego roku.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Odkrywca
Osoba, która szuka nowych rzeczy i zabawnych tajemnic w świecie.
Dżungli
Gęsty las z wieloma roślinami, zwykle daleko i ciepło.
Dżungla
Gęsty las z dużą ilością drzew i roślin, często tropikalny.
Kaloszach
Wodoodporne buty, które nosi się, gdy jest błoto lub deszcz.
Plecak
Torba, którą nosisz na plecach, by zabrać swoje rzeczy.
Latarkę
Małe światło na baterie, które pomaga widzieć w ciemności.
Serpentyny
Długie, wąskie papierowe ozdoby, które puszcza się na przyjęciu.
Konfetti
Małe, kolorowe kawałki papieru rzucane podczas zabawy i świętowania.
Pomponem
Miękki lub ozdobny kłębek na końcu czapki.
Skrzypiącej
Coś, co wydaje piskliwy, trzaskający dźwięk przy ruchu.
Parapecie
Płaska część pod oknem, na której można postawić rzeczy.
Doniczkę
Naczynie, w którym rosną doniczkowe rośliny i kwiaty.
Talizman
Mały przedmiot, który ktoś trzyma, aby przynieść szczęście.
Iskry
Małe, symboliczne pomysły lub radości, które robią dzień jaśniejszy.
Iskra
Pojedynczy mały pomysł lub radość, która może kogoś ucieszyć.
A-psiik!
Dźwięk kichania zapisywany w zabawny sposób, jak w opowieści.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o sylwestrze dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.