Rozdział 1: Koperta pachnąca mandarynką
Kuba miał osiem lat i jedną wielką myśl, która skakała mu po głowie jak ping-pong: „W tym roku Nowy Rok musi być wyjątkowy!”. Bo niby jak inaczej? W końcu zmienia się cyfra w kalendarzu, a to brzmi bardzo poważnie, nawet jeśli człowiek je w tym czasie sałatkę jarzynową.
W mieszkaniu pachniało mandarynkami i herbatą z malinami. Mama krzątała się w kuchni, tata sprawdzał, czy na balkonie nie zaplątała się gdzieś sztuczna girlanda, a babcia wyjmowała z szuflady małą miseczkę z monetami.
– Babciu, po co te monety? – zapytał Kuba, wsuwając nos do szuflady tak głęboko, jakby szukał w niej tajnego przejścia do stycznia.
– Na szczęście – odparła babcia. – Wkłada się do portfela pierwszego dnia roku. Żeby pieniędzy było… no, żeby nie uciekały jak kot, kiedy mu powiesz „kąpiel”.
Kuba się uśmiechnął. Lubił takie zwyczaje. Były jak małe zaklęcia, tylko bez różdżek i bez konieczności chodzenia do szkoły magii w kapciach.
Ale Kuba miał jeszcze jeden plan. Na biurku leżała kartka, koperta i długopis z główką w kształcie pingwina. Kuba korespondował z przyjacielem z zagranicy – z Tomem, który mieszkał w Hiszpanii. Poznali się latem na obozie językowym. Tom mówił po polsku trochę jak robot uczący się wierszyków, ale zawsze bardzo się starał, a to Kubę rozczulało.
Kuba pisał list i co chwilę podnosił długopis, jakby sprawdzał, czy pingwin też myśli.
„Cześć Tom!
U nas na Nowy Rok ogląda się fajerwerki i składa życzenia. Babcia wkłada monety do portfela. Ja planuję zrobić super śmieszny rytuał: o północy podskoczyć, żeby w nowy rok wejść z energią! A u was co się robi?”
Potem dorysował mały zegar z wielkimi wskazówkami i uśmiechniętą mandarynkę. Koperta rzeczywiście pachniała mandarynką, bo Kuba niechcący położył ją na obierkach.
Wieczorem, kiedy list był już gotowy, Kuba usłyszał dźwięk powiadomienia z komputera taty.
– Kuba! – zawołał tata. – Chyba masz wiadomość.
Kuba podbiegł tak szybko, że dywan prawie się obraził. Na ekranie było: „Od: Tom”.
„Cześć Kuba!
U nas w Hiszpanii w Sylwestra je się 12 winogron, jedno na każde uderzenie zegara! To trudne, bo trzeba żuć szybko i nie śmiać się, bo winogrono ucieka. I zakłada się czerwone majtki na szczęście. Nie wiem czemu czerwone. Może bo czerwony jest jak superbohater.
Chcę zrobić z tobą mieszany Nowy Rok! Napisz, co jeszcze robicie.
Tom”
Kuba zakrztusił się śmiechem.
– Czerwone majtki? – powtórzył. – Tato, a my mamy czerwone?
Tata spojrzał na Kubę z miną człowieka, który właśnie zobaczył, jak jego kanapka sama idzie do lodówki.
– Kuba… my mamy różne kolory – odparł ostrożnie. – Ale wiesz, tradycje tradycjami, a komfort to komfort.
Mama wysunęła głowę z kuchni.
– Jakie czerwone? – zapytała podejrzliwie.
– Hiszpańskie! – zawołał Kuba. – I winogrona!
Babcia klasnęła w dłonie.
– Winogrona to ja rozumiem! – ucieszyła się. – Tylko niech Kuba się nie zadławi, bo ja w Nowy Rok nie mam ochoty na bieganie po apteki.
– Nie zadławię się – obiecał Kuba, choć w duchu wiedział, że potrafi zadławić się nawet własnym śmiechem.
W jego głowie zapaliła się lampka: w tym roku zrobią świętowanie mieszane, polsko-hiszpańskie. Jak sałatka jarzynowa, tylko z winogronami i monetami.
Rozdział 2: Plan mieszany, czyli jak winogrona spotkały się z portfelem
Następnego dnia Kuba zrobił „Sztab Sylwestrowy”. To brzmiało tak poważnie, że nawet kot Mruczek usiadł przy stole i udawał, że jest doradcą.
Kuba rozłożył kartki i narysował tabelę. Po lewej napisał: „Polska”, po prawej: „Hiszpania”, a po środku: „MIX”.
– Dobrze – powiedział do rodziny, bo wszyscy przyszli popatrzeć. – Polska: życzenia, fajerwerki, monety, podskok o północy. Hiszpania: 12 winogron, czerwone majtki, też życzenia. Mix: winogrona w portfelu?
– Absolutnie nie – przerwała mama, śmiejąc się. – Portfel ma być suchy i szczęśliwy.
Tata podrapał się po głowie.
– Możemy zrobić tak: monety do portfela, a winogrona na talerzyku. A podskok zrobimy po ostatnim winogronie.
– I czerwone… – zaczął Kuba.
– …skarpetki! – wtrąciła babcia szybko. – Czerwone skarpetki są bardzo bezpieczne i nie zaskakują sąsiadów.
Kuba spojrzał na Tomową wiadomość jeszcze raz.
– Tom mówił „czerwone majtki”, ale skarpetki też są czerwone i też mają szczęście – uznał Kuba. – W końcu szczęście nie czyta metek.
Mruczek zamiauczał, jakby potwierdzał.
Kuba napisał do Toma odpowiedź.
„Tom!
Super! Zrobimy 12 winogron. U nas dodamy monety do portfela na szczęście i skok o północy. A czerwone… skarpetki! Babcia mówi, że to bezpieczniejsze. Możesz też mieć skarpetki. Zrobimy świętowanie MIX.
Kuba”
Potem zaczął przygotowania. W sklepie wybrał winogrona jak prawdziwy ekspert. Wąchał je, oglądał i w końcu powiedział do mamy:
– Te wyglądają, jakby miały dobre pomysły.
Mama udawała, że się zastanawia.
– A tamte?
– Tamte wyglądają, jakby zaraz zasnęły – stwierdził Kuba. – A my potrzebujemy winogron, które nie zasną w trakcie żucia.
W domu zrobił „pudełko na życzenia”. To było zwykłe pudełko po butach, ale Kuba okleił je kolorowym papierem i przykleił gwiazdki wycięte z błyszczącej folii. W środku wylądowały małe karteczki.
– Każdy napisze jedno życzenie na nowy rok – wyjaśnił. – I wrzuci do pudełka. A potem, jak będzie nam smutno albo nudno, otworzymy i przypomnimy sobie, że potrafimy wymyślać rzeczy.
– Kreatywnie – dodała mama, całując go w czoło. – Bardzo pięknie.
Kuba napisał swoje życzenie: „Chcę robić rzeczy, których jeszcze nie umiem, i się nie bać, że wyjdą krzywo”. Złożył karteczkę w miniaturową łódeczkę, bo uznał, że życzenia powinny umieć pływać.
Tata napisał: „Chcę mieć więcej czasu na wspólne wygłupy”. Babcia: „Żeby wszystkim było ciepło w sercach”. Mama: „Żebyśmy się częściej śmiali przy stole”.
Nawet Mruczek dostał karteczkę, na której Kuba napisał w jego imieniu: „Więcej smakołyków i mniej odkurzacza”.
Wieczorem Kuba spojrzał przez okno. Na niebie nie było jeszcze fajerwerków, ale było coś innego: cicha obietnica, że zaraz wydarzy się coś radosnego. Jakby miasto wstrzymywało oddech przed śmiechem.
Rozdział 3: Dwanaście uderzeń i winogronowy poślizg
W Sylwestra mieszkanie wyglądało jak mała stacja kosmiczna do startu w Nowy Rok. Na stole stały talerzyki: jeden z dwunastoma winogronami dla każdego, drugi z mandarynkami, a obok pudełko na życzenia błyszczało jak mała skrzynia skarbów.
Kuba założył czerwone skarpetki. Były tak czerwone, że aż wyglądały, jakby mogły grzać samym kolorem.
– Gotowy? – zapytała mama.
– Gotowy jak toster – odparł Kuba, choć nie do końca wiedział, czy toster bywa gotowy. Ale brzmiało odważnie.
Tata włączył wideorozmowę z Tomem. Na ekranie pojawiła się twarz Toma i za nim palma, która wyglądała, jakby też chciała świętować.
– Kuba! – zawołał Tom. – Mam winogrona! I… skarpetki czerwone! Patrz!
Podniósł nogę do kamery. Skarpetka prawie zasłoniła mu nos.
– Idealnie! – Kuba aż podskoczył. – U nas też.
– Moja mama śmieje się, bo mówi, że to „polsko-hiszpańska stopa” – powiedział Tom.
– To brzmi jak nazwa tańca – odparł Kuba. – „Polsko-hiszpańska stopa, raz, dwa, trzy!”
Zbliżała się północ. W telewizji pojawił się zegar, który wyglądał bardzo dostojnie, jakby wiedział, że zaraz wszyscy będą na niego patrzeć i przełykać winogrona w panice.
Babcia ustawiła portfele w rządku, jak małe łódki w porcie.
– Każdy po monecie – przypomniała. – I żadnego winogrona do środka!
– Obiecuję – powiedział Kuba.
Nagle: pierwsze uderzenie zegara.
– Raz! – krzyknął Kuba i włożył winogrono do buzi.
Drugie uderzenie.
– Dwa! – Tom w ekranie żuł tak szybko, że jego policzki wyglądały jak dwa wesołe baloniki.
Trzecie uderzenie.
– Trzy! – Kuba chciał się zaśmiać, ale winogrono było śliskie i zrobiło mu w buzi mały „poślizg”. Kuba zamachał rękami, jakby próbował złapać niewidzialną rybę.
Mama natychmiast podała mu łyczek wody.
– Spokojnie, oddychaj – szepnęła.
Kuba przełknął i parsknął śmiechem.
– Winogrono uciekło! – wysapał.
– U mnie też uciekło! – zawołał Tom. – To winogrono-ninja!
Uderzenia leciały dalej. Cztery, pięć, sześć… Wszyscy żuli, liczyli i śmiali się coraz bardziej, bo im bardziej człowiek stara się być poważny, tym łatwiej robi śmieszne miny.
Przy jedenastym uderzeniu Kuba spojrzał na Mruczka. Kot siedział przy stole i patrzył na winogrona jak na tajemnicę wszechświata.
– Mruczek, ty nie musisz – powiedział Kuba. – Dla ciebie jest specjalny rytuał: drzemka.
Dwunaste uderzenie.
– Dwanaście! – krzyknęli wszyscy naraz.
Kuba połknął ostatnie winogrono, a potem – zgodnie z planem – włożył monetę do portfela. Tom na ekranie też podniósł monetę i wrzucił ją do swojej kieszeni.
– Teraz skok! – zawołał Kuba.
Skoczyli. Kuba, mama, tata, babcia, a nawet Tom w ekranie podskoczył tak, że na chwilę widać było tylko jego sufit i kawałek palmy.
– Witamy Nowy Rok! – krzyknął tata.
Za oknem rozbłysły fajerwerki. Nie były straszne, tylko kolorowe jak rozsypane cukierki na niebie. Kuba poczuł, jak coś miękkiego i ciepłego rozlewa mu się w środku. To było szczęście zmieszane z dumą, że wymyślili coś nowego.
– Kuba, to działa! – zaśmiał się Tom. – Czuję się jak… jak naleśnik z dżemem i oliwą!
– To chyba dziwne, ale też interesujące – stwierdził Kuba. – Właśnie takie jak nasz MIX.
Rozdział 4: Pudełko życzeń i telefon położony cicho
Kiedy najgłośniejsze okrzyki ucichły, a fajerwerki zaczęły robić sobie przerwę, rodzina usiadła bliżej siebie. W pokoju było jasno od lampek i spokojnie jak w kocu.
Kuba wziął pudełko na życzenia i postawił na środku stołu.
– Teraz? – zapytała mama.
– Teraz – powiedział Kuba. – Ale tylko jedno na osobę. Reszta później, w jakimś zwykłym dniu, żeby zwykły dzień zrobił się trochę niezwykły.
Babcia pokiwała głową.
– Mądrze – szepnęła.
Kuba wylosował pierwszą karteczkę. Rozwinął ostrożnie, jakby w środku było maleńkie pisklę.
– „Więcej smakołyków i mniej odkurzacza” – przeczytał.
– Mruczek! – roześmiał się tata.
Kot przeciągnął się leniwie, jakby mówił: „Wreszcie ktoś mnie rozumie”.
Tom na ekranie też się śmiał.
– U nas kot też nie lubi odkurzacz. On myśli, że to wielki wąż, który je okruszki – powiedział.
– To prawda – stwierdził Kuba. – Odkurzacz ma w środku brzuch pełen tajemnic.
Potem mama wylosowała karteczkę babci: „Żeby wszystkim było ciepło w sercach”.
– To jest jak herbata w środku człowieka – powiedziała mama cicho.
Kuba wylosował karteczkę taty: „Więcej czasu na wspólne wygłupy”.
– O tak – ucieszył się Kuba. – Wygłupy są ważne, bo od nich nie rdzewieje wyobraźnia.
– A to? – Tom pokazał swoją kartkę do kamery. Miał narysowane słońce i napis: „Więcej odwagi do nowych rzeczy”.
Kuba aż zamarł.
– Hej, to jak moje! – powiedział.
– Może nasze życzenia się kolegują – odparł Tom. – Spotykają się w powietrzu i mówią: „Cześć, też chcesz być odważny?”.
Kuba wyobraził to sobie: życzenia latające jak papierowe samoloty nad miastami, przysiadające na dachach, zaglądające do okien i zostawiające po sobie małe iskierki pomysłów.
Za oknem było już ciszej. W kuchni stukały talerze, a zegar tykał spokojnie, jakby teraz miał czas na normalne tykanie, bez wielkich występów.
– Kuba – odezwała się babcia. – To było piękne świętowanie. Wymyśliłeś coś nowego i połączyłeś dwa światy.
Kuba poczuł, że robi mu się przyjemnie gorąco na policzkach.
– To nasza kreatywność – poprawił ją. – Bo wy też pomagaliście. I Tom.
– I czerwone skarpetki – dodał tata.
– Skarpetki są bardzo dzielne – przyznał Kuba.
Tom ziewnął na ekranie.
– U mnie już późno… znaczy u was też późno, ale ja mam wrażenie, że zjadłem dwanaście małych zegarów – powiedział.
– To idź spać – powiedział Kuba łagodnie. – Jutro jest nowy rok, trzeba go powitać wypoczętym.
– Dobranoc, Kuba. Dobranoc, rodzino Kuby – powiedział Tom. – Dziękuję za MIX.
– Dobranoc! – odpowiedzieli wszyscy.
Kuba pomachał do kamery.
– Dobranoc, Tom. Niech ci winogrona nie uciekają we śnie.
– Jak uciekną, to je złapię w skarpetkę – odparł Tom i się roześmiał.
Po chwili ekran zgasł. Tata wyłączył komputer.
Kuba spojrzał na telefon leżący na stole. Był cichy, zwyczajny, jak mały kamyk, który jednak pamięta rzekę. Kuba delikatnie wziął go do ręki. Przez sekundę czuł jeszcze w palcach śmiech Toma, dźwięk dwunastu uderzeń, szept mamy: „spokojnie”, i błysk fajerwerków.
Potem Kuba położył telefon na stoliku obok pudełka życzeń.
– Dobranoc, Nowy Roku – szepnął.
Mruczek zamruczał, jakby też życzył światu czegoś dobrego, a czerwone skarpetki Kuby grzały mu stopy, jakby mówiły: „Spokojnie. Dasz radę. W końcu to dopiero początek”.