W cichym lesie, w bajkowej polanie, mieszkał słoń Staś. Był duży jak dom, a serce miał miękkie jak kocyk. Szur-szur stąpał po mchu i nucił: „la-la”.
Pewnej nocy księżyc świecił jak lampka. Staś szedł do stawu, bo lubił „plouf”. Nagle zobaczył mały mostek z patyków. Skrzyp-skrzyp! Mostek drżał.
Na brzegu stała żabka Fifi. „Kwa-kwa… nie dam rady przejść” — powiedziała cicho.
Staś uśmiechnął się. „Ja pomogę” — powiedział. Usiadł przy wodzie, bardzo spokojnie. Wziął trąbą długi liść jak łódkę. „Hop, Fifi!” — dodał. Żabka wskoczyła na liść: „hop!”. Staś dmuchnął lekko: „fuu”. Liść popłynął. Plim-plim, woda śpiewała.
Po drugiej stronie czekał jeż Jeżyk. Niósł jabłko, ale jabłko mu spadło: „bum!”. Potoczyło się do stawu. Staś znów użył trąby. „Siuu” — i jabłko wróciło na brzeg.
„Jaki ty mądry!” — powiedział Jeżyk. „I dzielny” — dodała Fifi.
Staś zaśmiał się cicho: „Ha-ha, ja tylko pomagam”. Potem wszyscy usiedli blisko, słuchali świerszczy „cyk-cyk”, i było im miło.
\nMorał: Gdy pomagamy spokojnie i z sercem, odwaga rośnie, a przyjaźń świeci jak ciepła lampka.