Rozdział 1 — Znikający kask
Maks miał dziesięć lat i lupa w kieszeni plecaka. Był cichy, uprzejmy i bardzo ciekawy. Mieszkał w kamienicy przy Starym Rynku. Codziennie po szkole siadał na tarasie widokowym na dachu kamienicy, skąd widać było całe miasto. To było jego ulubione miejsce do myślenia.
Pewnego popołudnia sąsiadka, pani Hela, zapukała do drzwi zaniepokojona. "Maks, zniknął mój kask rowerowy. Był tu wczoraj na ławce na podwórku, a dziś nie ma!" — powiedziała i pokazała zdjęcie kasku na telefonie. Kask był czerwony z małą naklejką gwiazdki.
Maks od razu zaproponował pomoc. "Sprawdzę. Pani Hela, czy ktoś mógł wziąć go przypadkowo?" — zapytał. Pani Hela zmarszczyła brwi. "Może dzieci bawiły się, a ktoś go zabrał do siebie. Nie chcę oskarżać." Maks skłonił się uprzejmie i obiecał zrobić małe śledztwo.
Zanim wyszedł, spytał czy pani Hela nie pamięta czasu. "Widziałaś kask ostatnio wieczorem?" — "Tak, około siódmej. Potem było ciemno." Maks schował lupę i ruszył na taras, bo tam zawsze miał swoje notatki i plan.
Na tarasie spojrzał na miasto. Wiatr szeleścił gazetami. Maks rozwinął notatnik. Zadzwonił do czytelnika: "Jeśli chcesz, pomagać w śledztwie, patrz uważnie. Szukamy czerwonego kasku z gwiazdką. Zastanów się: kto mógł go zabrać i po co?"
Rozdział 2 — Trop na trampolinie
Pierwszym miejscem do odwiedzenia było podwórko. Ławka, na której stał kask, była pusta. Była zaśnieżona cienką warstwą liści i kilku zaschniętych kwiatów. Maks robił zdjęcia telefonem i notował odciski na sobie — znaczy, nie dosłownie odciski, bo policja prosiła, żeby ich nie brać, ale opisał wszystkie ślady.
Na placu zabaw spotkał Janka i Zosię. "Hej, widzieliście czerwony kask?" — zapytał Maks. Janek wzruszył ramionami. "Ja skakałem na trampolinie wczoraj. Ktoś niósł coś czerwonego i rzucił to na dach garażu." Zosia dodała: "Był też pies. Miał na imię Rufi. Gonił coś i szczekał."
Maks zapisał: trampolina — dach garażu — pies Rufi. "Czy ktoś widział, kto nosił kask?" — "Tylko cień," powiedział Janek. "Było ciemno..." Maks spojrzał na czytelnika: "Czy myślisz, że ktoś go zabrał przypadkiem? A może chciał się nim opiekować?" Podał czytelnikowi dwie możliwości i zachęcił do wyboru.
Maks poszedł pod dach garażu. Był tam mały zrzut liści i kilka czerwonych włókien. Wyglądały jak od taśmy plecakowej. "A więc ktoś przemieszczał się z kaskiem" — mruknął Maks.
Rozdział 3 — Na tarasie widokowym
Ślad zaprowadził Maksa dokładnie tam, gdzie zwykle myślał — na taras widokowy. Wejście od tyłu balkonu było lekko uchylone. Na podłodze leżała mała smycz. Była zrobiona z czerwonego materiału, podobnego do włókien znalezionych przy garażu.
Na tarasie było cicho. Wysokie krzewy przy barierce chroniły przed wiatrem. Maks zauważył też drobne ślady błota przy donicach i odcisk buta w kształcie piłki. Przy barierce stała torba. W torbie znajdował się… czerwony kask! Ale był pognieciony i miał rysę na boku.
Maks usiadł i delikatnie wziął kask. Na środku naklejki z gwiazdką ktoś przyłożył kawałek taśmy z napisem "TOMEK". Maks zrobił notatkę: naklejka + taśma "TOMEK". "Czy to znaczy, że Tomek go wziął?" — zastanowił się na głos.
Wtem wystąpił hałas. Na taras wyszedł Tomek — chłopiec z sąsiedniego bloku. Wyglądał zawstydzony. "To mój," powiedział cicho. "Dostałem go od brata, ale rano nie mogłem znaleźć. Myślałem, że go ktoś ukradł. Wziąłem go stąd, bo wyglądał jak nowy i myślałem, że właściciel nie będzie obrażony. Chciałem tylko to sprawdzić i odkleić starą naklejkę." Jego oczy błyszczały nerwowo.
Maks spojrzał na czytelnika: "Co ty na to? Czy Tomek zrobił źle? Czy miał prawo chcieć naprawić kask?" Maks był uprzejmy, ale pewny reguł. "Pani Hela może się martwić. Nie można brać cudzych rzeczy bez pytania."
Tomek spuścił głowę. "Przepraszam. Chciałem, żeby kask wyglądał ładniej, bo mój brat był smutny. Nie pomyślałem o pani Heli." Maks poczuł ciepło w piersi. To był moment na coś ważnego.
Rozdział 4 — Wiadomość, która łata
Maks zaproponował rozwiązanie. "Oddamy kask i naprawimy błąd. Najpierw porozmawiamy z panią Helą i wytłumaczymy wszystko. Potem założymy nową naklejkę razem." Tomek skinął szybko głową i widać było ulgę.
W drodze powrotnej Maks opowiedział sprawę pani Heli spokojnie i rzeczowo. Tomek powiedział szeptem przeprosiny. Pani Hela spojrzała na kask i na chłopca. Najpierw była milcząca. Potem uśmiechnęła się smutno. "Dziękuję, że przyprowadziliście kask. Scenka z naklejką? Cóż, byłam trochę przywiązana do tej gwiazdki. Ale widzę, że Tomek miał dobre intencje." Jej głos był ciepły.
Maks poprosił wszystkich, żeby usiedli na ławce. "Proponuję małą naprawę." Wyjął z plecaka kilka naklejek gwiazdek. "Jeśli każdy doda jedną gwiazdkę, kask będzie miał teraz więcej przyjaciół niż jedna." Wszyscy się zaśmiali. Tomek przykleił wielką świecącą gwiazdkę obok tej starej naklejki. Pani Hela dotknęła delikatnie kasku i podała Tomkowi herbatę. Rekoncyliacja — po polsku: pojednanie — miała smak ciepłego naparu i uśmiechu.
Zanim się rozeszli, Maks podszedł do telefonu. "Pomyślałem, że wyślę wiadomość, żeby wszystko było jasne." Napisał krótką wiadomość i poprosił, by Tomek ją przeczytał: "Przeprosiny przyjęte. Kask wrócony. Razem naprawiliśmy. Jesteśmy przyjaciółmi. — Pani Hela, Tomek i Maks". Tomek i pani Hela przytaknęli.
Maks poprosił czytelnika o pomoc przy ostatnim zadaniu: "Zastanów się, co byś napisał w takiej wiadomości? Czy dodałbyś coś jeszcze?" Potem nacisnął wyślij.
W świetle zachodu słońca taras wyglądał jak scena z małego kina. Ludzie rozchodzili się po domach. Tomek odprowadził panią Helę do drzwi i powiedział jeszcze raz: "Przepraszam." Pani Hela uśmiechnęła się szeroko. "Ważne, że zrozumiałeś. I że przyniosłeś kask z powrotem."
Maks schował lupę do plecaka. Jego serce biło spokojnie. Rozwiązał zagadkę, pomógł w pojednaniu i nauczył kogoś, że pytanie jest ważniejsze niż działanie w pośpiechu. Na tarasie została tylko jedna rzecz — cicha wiadomość wysłana z telefonu. Na ekranie pojawiło się: "Wysłano".
Maks spojrzał na miasto. Kiedy ktoś potrzebował pomocy, wystarczyła dobra rozmowa i odrobina odwagi, by naprawić to, co złamane.