Rozdział 1: Znowu na ostatnią chwilę
Wakacje pachniały nagrzanym chodnikiem, malinami i kremem do opalania. Przez uchylone okno wpadało ciepłe powietrze, a w pokoju Kuby leżały porozrzucane skarpetki, klocki i piłka.
„Kuba! Za pięć minut wychodzimy na rowery!” zawołała Zosia spod drzwi.
Kuba miał siedem lat i jedną bardzo znaną cechę: zawsze robił wszystko na ostatnią chwilę. Teraz też. Najpierw szukał bidonu. Potem kasku. Potem… nie pamiętał, gdzie położył krótkie spodenki.
„Już idę!” krzyknął, choć stał w samych podkoszulku i jednej skarpecie.
Do pokoju zajrzał Staś, też prawie siedem lat, z fryzurą jak po burzy. Uśmiechnął się szeroko.
„Wiesz, że jak będziesz tak długo szukał, to rower sam ucieknie na wycieczkę?”
„Rower nie ma nóg” mruknął Kuba, grzebiąc w szufladzie.
„Ma pedały. To prawie jak nogi!” zaśmiał się Staś.
Na korytarzu czekała jeszcze Maja, siedmioletnia, z warkoczem i plecakiem. Kołysała się z pięty na palce.
„Kuba, my chcemy już jechać. W parku jest cień i lody. A lody nie będą na nas czekać wiecznie.”
Kuba w końcu znalazł spodenki… pod poduszką. Wciągnął je tak szybko, że prawie usiadł na podłodze.
„Dobra! Tylko… gdzie jest mój notes?”
„Jaki notes?” zapytała Zosia, marszcząc brwi. Zosia była najstarsza z czwórki, miała osiem lat i mówiła spokojnie, jakby w jej głowie był zegar z bardzo równymi tik-tak.
Kuba wyjął mały, zielony zeszyt z szuflady biurka.
„Notes wakacyjny. Będę zapisywał trzy rzeczy, które mi się dziś spodobały. Mama mówi, że to pomaga pamiętać dobre chwile.”
Staś gwizdnął.
„Trzy rzeczy? Ja bym zapisał jedną: lody. I koniec.”
„To mają być różne rzeczy” wyjaśniła Zosia. „A najlepiej takie, które czujesz: smak, zapach, coś miłego.”
Maja spojrzała na Kubę łagodnie.
„Tylko nie zgub go w parku.”
Kuba przycisnął notes do piersi.
„Nie zgubię! Chyba.”
Wyszli na dwór. Słońce świeciło jasno, ale przy drzewach było chłodniej. Rowery stały pod klatką, oparte o mur. Kuba wsunął kask… i nagle przypomniał sobie o bidonie.
„O nie. Bidon!” jęknął.
Zosia westchnęła, ale w jej oczach było coś ciepłego.
„Dobra. Podział zadań. Staś, ty pilnuj rowerów. Maja, ty przygotuj dzwonek w swoim rowerze, bo zawsze się zacina. A ja pójdę z Kubą po bidon. Razem szybciej.”
Kuba poczuł w brzuchu mały wstyd, ale też ulgę. Nie był sam ze swoją „ostatnią chwilą”.
„Dzięki” szepnął.
„Dzięki mówi się głośno” mruknął Staś, udając poważnego.
„Dzięęęki!” zawołał Kuba i pobiegł z Zosią po schodach, czując, że wakacje potrafią być jak wiatr: raz popychają, raz łaskoczą w nos.
Rozdział 2: Kuchnia pachnie latem
Kiedy wrócili, okazało się, że i tak nigdzie nie jadą. W mieszkaniu Zosi i Stasia mama zawołała z kuchni:
„Dzieci, zanim park, robimy lekki obiad. Pomożecie? Zrobimy letnie kanapki i chłodną lemoniadę.”
„Lemoniadę!” Staś od razu był w kuchni, jakby go ktoś przyciągnął magnesem.
Kuchnia była jasna. Na blacie leżały ogórki, pomidory, sałata i miska truskawek. W powietrzu mieszał się zapach cytryny i świeżego chleba. Kuba aż poczuł, jak ślinka robi mu się w ustach.
„Tylko nie rób wszystkiego na ostatnią chwilę, Kuba” zażartowała Maja, myjąc ręce.
„Ja? Nigdy!” odpowiedział Kuba i od razu… zapomniał, że też ma umyć ręce. Zosia szturchnęła go delikatnie łokciem.
„O, racja.” Kuba zawrócił do zlewu. „Widzicie? Prawie.”
Mama podała zadania:
„Zosia kroi pomidory. Staś miesza lemoniadę. Maja układa sałatę na talerzu. Kuba… ty posmarujesz chleb i dopilnujesz, żeby każdy dostał po równo.”
Kuba wyprostował się dumnie.
„Po równo? To ja umiem.”
Staś mieszał w dzbanku, a woda dzwoniła o łyżkę. Dodał plasterki cytryny i kilka listków mięty.
„Patrzcie, jak pływają! Jak małe łódeczki!”
Maja układała sałatę, zieloną i chrupiącą. Zosia kroiła pomidory w równe plastry.
Kuba smarował chleb masłem. Masło było miękkie, łatwo się rozprowadzało i zostawiało jasne ślady.
„Kuba, nie za grubo” powiedziała Zosia, ale uśmiechała się.
„To nie grubo. To… szczodrze” bronił się Kuba.
Nagle usłyszeli „plask!” i wszyscy spojrzeli na podłogę. Jeden plaster pomidora spadł i przykleił się do kafelka.
Staś wskazał palcem.
„Pomidorek chce być dywanem.”
Maja parsknęła śmiechem.
„Dywanem w czerwone kropki!”
Kuba poczuł, że to jego wina, bo przestawił talerz zbyt blisko krawędzi. Przez chwilę chciał udawać, że nic się nie stało, ale Zosia powiedziała spokojnie:
„Nic strasznego. Sprzątamy razem.”
Wzięli papier, przetarli podłogę, a mama podała nowego pomidora.
„W kuchni zawsze coś spada. Najważniejsze, co robimy potem.”
Kuba odetchnął. To było szybkie i bez kłótni. Razem było łatwiej.
Kiedy kanapki były gotowe, usiedli przy stole. Słychać było brzęczenie muchy za oknem i dalekie śmiechy z podwórka. Lemonada była chłodna, aż zęby lekko drżały.
Kuba wyjął swój zielony notes.
„Dobra, zapisuję pierwszą rzecz, którą lubię dzisiaj.”
„Już? A dopiero obiad” zdziwił się Staś.
„Właśnie. Bo inaczej zapomnę. Ja zawsze… no wiecie” powiedział Kuba i sam się uśmiechnął.
Napisał starannie:
1) „Zapach cytryny w kuchni.”
„To fajne” przyznała Maja. „Można to prawie zobaczyć.”
Zosia dodała:
„I pamiętaj, że te trzy rzeczy mogą być małe. Małe rzeczy są ważne.”
Kuba spojrzał na nich i poczuł w środku ciepło, jakby ktoś położył mu kocyk na sercu.
Rozdział 3: Park, lody i małe spóźnienie
W końcu wyruszyli. Słońce było wysoko, a na asfalcie migotały jasne plamy. W parku pachniało trawą i suchymi liśćmi. Rowery turkotały cicho po ścieżce.
„Kto ostatni do ławki przy fontannie, ten…” zaczął Staś.
„Ten nie wygrywa, bo tu nie wyścig” przerwała Zosia. „Jedziemy spokojnie.”
Staś udał, że się przewraca z nudów.
„Ojej, umieram z nudy. Ratunku.”
Maja zadzwoniła dzwonkiem: „Dryń-dryń! Uwaga, nuda jedzie na rowerze!”
Kuba śmiał się tak, że aż prawie zjechał z alejki. Zatrzymał się.
„Czekajcie! Muszę poprawić… sznurówkę.”
„Kuba, ty masz rzepy” zauważyła Maja.
Kuba spojrzał na but.
„Aha. To… muszę poprawić rzep. Na ostatnią chwilę.”
Zosia podjechała bliżej.
„Chcesz, żebym ci pomogła? Trzymasz rower i poprawiasz. Raz-dwa.”
„Sam dam radę” powiedział Kuba, ale ręce trochę mu się trzęsły, bo spieszył się w głowie.
Staś zeskoczył z roweru i przytrzymał kierownicę Kuby.
„Masz. Ja trzymam, ty rzepujesz.”
Kuba poprawił zapięcie i poczuł ulgę, jakby wszystko wreszcie pasowało.
„Dzięki, Staś.”
„Nie ma sprawy. Wiesz, ja też czasem robię na ostatnią chwilę. Tylko udaję, że nie” szepnął Staś i puścił oczko.
Po chwili dotarli do lodziarni przy parku. W środku było chłodno i pachniało waflem.
„Poproszę truskawkowe” powiedziała Maja.
„Cytrynowe!” zawołał Staś.
Zosia wybrała waniliowe z posypką.
Kuba stał najdłużej, bo nie mógł się zdecydować.
„Kuba, wybieraj” mruknął Staś, ale nie złośliwie.
Kuba poczuł, jak znów robi mu się gorąco. „Zaraz, zaraz…”
W końcu wypalił:
„Poproszę… dwa smaki. Czekolada i mango.”
Usiedli na ławce. Lody topiły się szybko, robiły małe strużki, które trzeba było łapać językiem.
„To jest najlepsza część wakacji” westchnęła Maja.
Kuba popatrzył na swoje ręce. Były trochę lepkie.
Wyjął notes i dopisał:
2) „Lody mango i śmiech przy ławce.”
Zosia zajrzała mu przez ramię.
„Bardzo dobrze. A trzecia rzecz?”
„Jeszcze nie wiem” powiedział Kuba. „Może coś z wieczora.”
Pojechali dalej, zatrzymali się przy placu zabaw. Staś próbował zrobić najdłuższy przejazd na hulajnodze, którą ktoś zostawił obok ławki, ale po chwili oddał ją właścicielowi.
Maja i Zosia usiadły na trawie w cieniu drzewa i układały z patyków mały domek dla biedronek.
Kuba też chciał pomóc, tylko znowu był… na ostatnią chwilę. Przyniósł za duży patyk i domek się rozsypał.
„Oj” powiedział cicho.
Maja spojrzała na rozsypane patyki i nie rozzłościła się.
„To może zrobimy większy domek. Dla dwóch biedronek.”
Staś dorzucił:
„Albo dla całej rodziny biedronek! Z garażem.”
Zosia zebrała patyki i podała Kubie te cieńsze.
„Widzisz? Te są lepsze na ściany. Ty masz oko do znajdowania, tylko czasem łapiesz pierwsze lepsze.”
Kuba uśmiechnął się nieśmiało.
„Bo ja zawsze się spieszę.”
„To się uczymy nie spieszyć” odpowiedziała Zosia. „Razem.”
Domek stanął. Mały, krzywy, ale ich. A Kuba poczuł dumę, bo jego patyki też były potrzebne.
Rozdział 4: Wieczorne uspokojenie i trzy dobre rzeczy
Po powrocie do domu powietrze było miękkie, jakby dzień robił się wolniejszy. W kuchni mama podgrzewała zupę pomidorową, a na blacie stała miska arbuza. Krople soku błyszczały jak małe rubiny.
„Pomóżcie nakryć do stołu” poprosiła.
Tym razem Kuba nie czekał do ostatniej chwili. Wziął talerze od razu. Staś niósł łyżki i udawał kelnera.
„Szanowni państwo, dziś w menu: zupa i… arbuz w wersji ślizgającej!”
Maja podała kubki, a Zosia ustawiła serwetki równo, jakby były żołnierzami, ale miłymi.
Kuba spojrzał na nich i poczuł, że lubi takie chwile: proste, domowe, spokojne.
Po kolacji usiedli na balkonie. Słońce już zachodziło, a niebo miało kolor brzoskwini. Z dołu dochodził cichy szum miasta i daleki śpiew ptaka.
Kuba otworzył notes. Zostało miejsce na trzeci punkt. Przez moment myślał: co wybrać? Lody? Kuchnię? Park? Ale już miał dwa. Teraz chciał czegoś, co zostanie z nim najdłużej.
Zosia usiadła obok.
„Wymyśliłeś trzecią rzecz?”
„Chyba tak” powiedział Kuba. „Ale nie wiem, czy to się liczy.”
Maja oparła brodę na dłoniach.
„Jak jest prawdziwe, to się liczy.”
Staś chrupnął kawałek arbuza.
„Jak jest smaczne, też się liczy.”
Kuba roześmiał się cicho i napisał:
3) „To, że pomagaliśmy sobie i nikt się nie złościł, kiedy coś mi nie wyszło.”
Przeczytał na głos. Zrobiło się bardzo ciepło, ale nie od słońca.
Zosia skinęła głową.
„To jest najważniejsze. Bo każdy ma coś, co mu czasem nie wychodzi.”
Maja dodała:
„A jak pomagamy, to wychodzi szybciej i milej.”
Staś oblizał palce.
„I zostaje więcej czasu na lody. To też ważne.”
Kuba spojrzał na swój notes, potem na przyjaciół. Czuł spokój. Jakby dzień ułożył się w równe klocki. Nawet to, że był na ostatnią chwilę, nie zepsuło niczego. Bo nie był sam, a oni nie śmiali się z niego złośliwie. Śmiali się razem z nim.
„Jutro spróbuję nie biegać po bidon w ostatniej sekundzie” powiedział Kuba.
Zosia uśmiechnęła się.
„Możesz spróbować przygotować rzeczy wieczorem.”
Kuba przytaknął.
„Tak zrobię. A jak zapomnę…”
„To my przypomnimy” powiedziała Maja.
„I przytrzymam ci rower” dodał Staś.
Siedzieli jeszcze chwilę w ciszy. Wiatr poruszał liśćmi, a w pokoju za nimi pachniało mydłem i arbuzem. Kuba zamknął notes i przytulił go lekko, jakby był małym skarbem.
Wakacje trwały dalej. A w tym momencie wszyscy czuli to samo: że razem jest spokojniej, jaśniej i po prostu dobrze.