W domu pachniało ciastem. Była Wielkanoc. Cztery małe dziewczynki miały po roczku: Ala, Ela, Iga i Ula. Siedziały na miękkim dywanie. Na stole stały farbki i jajka.
„Hop, hop!” mówi Ala i klaszcze.
„Kle, kle!” śmieje się Ela.
Iga dotyka pędzla: „Pyk!”
Ula trzyma jajko i mówi: „Bum-bum”, ale bardzo cicho.
Mama daje im fartuszki. „Malujemy”. Dziewczynki maczają pędzle. „Chlap!” Zielony, „plum!” Żółty, „kap!” Czerwony. Jajka robią się jak cukierki. Na jednym jest kropka, na drugim pasek, na trzecim małe serduszko.
Nagle jedno jajko toczy się z talerza. „Toc-toc… pluf!” spada na poduszkę. Nic się nie stało. Mama podnosi jajko. „Jest całe” mówi. Ula się uśmiecha. „Uff” mówi tata i też się śmieje.
Potem idą do koszyczka. Wkładają jajka, mały chlebek i baranka z cukru. W oknie świeci słońce. Na parapecie stoi zielona rzeżucha.
Za chwilę słychać cichutkie „tuptuptup”. To Zajączek. Zostawia pod stołem cztery małe czekoladki. „Mniam!” mówią dziewczynki. Tata pokazuje palcem. „O, tu!” Dziewczynki robią „hop!” i znajdują je razem.
Wieczorem przytulają się na kanapie. Kolory migają w ich głowach jak lampki.
Morale: Razem łatwiej się cieszyć i dzielić w świąteczny dzień.