Trwa ładowanie...
Opowieść o zabawnej kreaturze 5-6 lat Czytanie 10 min.

Wózek w konfetti i jarmark chichotów

Przezorny Błażej z wózkiem i psotny skrzat przemierzają Krainę Migoczących Grzybów, napotykając zabawne przeszkody i magiczne niespodzianki w drodze na Wesoły Jarmark Chichotów.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Uśmiechnięty, zachwycony chłopiec-elf o okrągłej twarzy, dużych spiczastych uszach, jasnej cerze z piegami, w czerwonym spiczastym czepku, zielonej kamizelce i żółtych butach pcha mały drewniany wózek ozdobiony kolorowym konfetti i świecącymi gwiazdkami; obok, lekko za lewą stroną, figlarny chłopiec-krasnal z potarganą brodą i niebieską czapką stożkową wskazuje na niebieską klamerkę do bielizny przypiętą do nosa elfa; wokół wesoły tłum dzieci i dorosłych, sprzedawcy przy budkach, plac jarmarczny z pomarańczowymi lampionami, pasiastymi namiotami, tunelem z dużych błyszczących baniek mydlanych i drewnianą sceną, konfetti w powietrzu; główna scena — elf wjeżdża na rynek w przystrojonym wózku, ma śmieszną czapkę „puff!”, klamerka jak mały dzióbek, wszyscy się śmieją; ciepłe światło, żywe kolory, przytulna, świąteczna atmosfera, prosty, zaokrąglony styl, wesoła paleta (żółć, czerwień, zieleń, błękit), miękkie tekstury i zabawne detale (małe fioletowe śliwki w koszyku, kołyszący się indyk przy wózku). zgłoś problem z tym obrazem

Początek: Wózek, który lubił przygody

Poranek w Krainie Migoczących Grzybów pachniał malinami i mydłem. Ścieżki były tu z cukrowych kamyków, a kałuże czasem odbijały niebo, a czasem… własne miny. Nad krzakami fruwały motyle wielkie jak rękawiczki, a wiatr gwizdał melodię, jakby ćwiczył do występu.

W tym całym błyszczącym zamieszaniu szedł Błażej. Był bardzo przezorny. Zanim postawił krok, patrzył, czy kamyk nie jest śliski, czy gałązka nie udaje węża i czy chmura nie wygląda podejrzanie jak wielka śmietanka, która może chlapnąć deszczem.

Pchał też swój ulubiony wózek. Wózek miał czerwone kółka, zieloną rączkę i koszyk pełen drobiazgów: kocyk w żółte kropki, zapasową sznurówkę, trzy guziki „na wszelki wypadek”, małą miarkę do mierzenia kałuż oraz dzwoneczek, który dzwonił tylko wtedy, gdy ktoś się uśmiechał.

Błażej szedł na Wesoły Jarmark Chichotów, gdzie wszyscy wymieniali się śmiesznymi rzeczami: pierniczkami o kształcie skarpetek, mydłem, które pachniało jak śmiech, i kapeluszami, które same robiły „puff!” przy podskoku.

Nagle na ścieżkę wturlała się puchata kula. Zatrzymała się tuż przed wózkiem i kichnęła tak mocno, że z trawy posypały się iskierki.

To nie była kula. To był skrzat. Miał czapkę spiczastą jak rożek lodowy i brodę tak rozczochraną, jakby spał w kieszeni.

Skrzat otrzepał się, spojrzał na Błażeja i zrobił minę, która mówiła: „Ups, znowu!”

Błażej, jak to Błażej, od razu był ostrożny. Zatrzymał wózek, postawił go równo na dwóch kamykach i sprawdził, czy kółka stoją prosto. Dopiero potem przyjrzał się skrzatowi.

Skrzat miał na nosie coś bardzo dziwnego: małą, gumową klamerkę do prania.

Błażej zmarszczył czoło, ale zaraz je rozprostował, bo w Krainie Migoczących Grzybów nawet klamerki potrafiły być zabawne.

Skrzat próbował zdjąć klamerkę, ale ta sprytnie przeskakiwała z jednego palca na drugi, jakby bawiła się w berka. W końcu wylądowała na uchu skrzata i wyglądała jak małe niebieskie ucho-antenka.

Błażej wyciągnął z wózka miękką chustkę. Przezornie podszedł powoli, żeby nie spłoszyć ani skrzata, ani klamerki. Delikatnie pomógł zdjąć psotną rzecz i schował ją do kieszeni wózka, tej z napisem „Nie dotykaj, może gryźć”.

Skrzat odetchnął i pokazał Błażejowi mały zwój papieru. Zwój był zwinięty w rulonik i pachniał miętą. Na wierzchu widniała pieczątka: uśmiechnięty księżyc w kapeluszu.

Błażej nie musiał nawet czytać, żeby poczuć, że dziś wydarzy się coś śmiesznego.

Środek: Psikusy na trasie do Jarmarku

Błażej ruszył dalej, a skrzat dreptał obok, czasem podskakując, jakby stopy miały sprężynki. Wózek turkotał miło, a dzwoneczek cichutko brzęczał, bo Błażej już się uśmiechał.

Pierwszy mini-kłopot pojawił się przy Moście z Lukrecji. Most był czarny, błyszczący i pachniał słodko. Zwykle był twardy, ale dziś… był trochę gumowy. Kiedy Błażej postawił na nim wózek, most zrobił „boing!” i uniósł jedno kółko w górę.

Błażej od razu przyklęknął i sprawdził, czy nic nie wypadło. Skrzat z przejęciem dmuchnął w most, jakby to miało pomóc, i wtedy most rozbujał się jeszcze bardziej. Wózek przechylił się, a z koszyka wyskoczyły trzy guziki „na wszelki wypadek”. Potoczyły się jak małe cukierki i zniknęły między deskami.

Błażej był przezorny, więc miał jeszcze inne guziki… ale tych było szkoda. Skrzat popatrzył w dół, pogmerał palcem w brodzie i wyjął spod mostu coś zupełnie nieoczekiwanego: nie guziki, tylko trzy małe fioletowe śliwki.

Śliwki wyglądały jak guziki, tylko bardziej pysznie.

Błażej uznał, że to uczciwa zamiana. Włożył śliwki do koszyka i ruszył dalej, a most, jakby zadowolony z żartu, przestał sprężynować.

Za mostem czekała Łąka Śmiechotek. Rosły tam kwiaty, które łaskotały nos, gdy się do nich zbliżyć. Błażej, przewidując kłopoty, zasłonił usta chustką. Skrzat zrobił to samo… ale zapomniał o swoim nosie.

Kwiaty łaskotały skrzata tak, że skrzat kichnął. Kichnął raz, drugi, trzeci… a przy czwartym kichnięciu z jego czapki wyskoczyła mała chmurka konfetti. Konfetti poleciało prosto na wózek i przykleiło się do rączki, do kocyka, do miarki i nawet do dzwoneczka.

Dzwoneczek zaczął dzwonić trochę głośniej, jakby cieszył się z kolorów.

Błażej próbował strzepnąć konfetti, ale ono uparcie trzymało się jak rzep. Wyglądało to tak, jakby wózek dostał futerko z tęczy.

Skrzat podrapał się po głowie i wyciągnął ze swojego kieszonkowego worka… szczoteczkę do zębów. Małą. Żółtą. Z wygiętym włoskiem.

Błażej nie pytał, skąd skrzat ma szczoteczkę. W Krainie Migoczących Grzybów takie pytania tylko spowalniały zabawę.

Wspólnie wyszorowali rączkę wózka. Konfetti nie zeszło, ale zaczęło układać się w śmieszne wzory: spiralki, serduszka i jedną rybę, która wyglądała jakby mrugała.

Błażej stwierdził, że tak jest nawet lepiej. Przezorność nie zabraniała śmieszności.

Potem trafili na Skrzyżowanie Trzech Znaków. Stały tam tabliczki: „Jarmark Chichotów — prosto”, „Jarmark Chichotów — w lewo” i „Jarmark Chichotów — w prawo”. Wszystkie mówiły to samo. Wszystkie były pewne siebie.

Błażej podrapał się po policzku. To wyglądało podejrzanie. Skrzat wyciągnął zwój z pieczątką księżyca i rozwinął go troszkę. Na papierze była mapka narysowana kredką. Widać było kropkę „Tu jesteś” i strzałkę, która… kręciła się w kółko.

Błażej westchnął, ale zaraz parsknął śmiechem. Nawet mapa robiła psikusy.

Przezorny Błażej postanowił zrobić coś mądrego: rzucił przed siebie mały patyczek. Patyczek potoczył się i zatrzymał przy prawej tabliczce. Jakby wybierał drogę.

Błażej uznał, że patyczki też mogą mieć zdanie. Skrzat przybił patyczkowi powietrzną piątkę i ruszyli w prawo.

I wtedy okazało się, że to była dobra decyzja, bo po chwili dotarli do tunelu zrobionego z wielkich baniek mydlanych. Tunel lśnił, mienił się i pachniał jak świeże pranie.

Wózek wjechał do środka i… zaczął skrzypieć, ale wesoło. Każde kółko robiło „piiiip!”, jakby było małą trąbką. Błażej aż przystanął, bo bał się, że wózek się zepsuł, ale skrzat pokazał mu, że to tylko bańkowy dźwięk.

Gdy wyszli z tunelu, Błażej zobaczył, że jego wózek nie jest już zwykłym wózkiem. Miał na bokach błyszczące bąbelkowe plamy, które układały się w kształt gwiazdek. A na rączce konfetti tworzyło teraz coś jak… kołnierzyk.

Skrzat wyglądał dumnie, jakby to on był projektantem mody dla wózków.

Koniec: Przebranie, które rozśmieszyło wszystkich

W końcu rozległy się dźwięki Jarmarku Chichotów: fukanie kapeluszy, klapanie ciasteczek i śmiechy, które przeskakiwały z namiotu do namiotu jak piłeczki. Nad placem wisiały lampiony w kształcie pomarańczy, a na środku stała scena z desek pachnących cynamonem.

Błażej wjechał wózkiem na plac i od razu zrobiło się zamieszanie. Nie takie straszne, tylko wesołe. Dzieci przystawały, bo widziały wózek w konfetti i bąbelkowych gwiazdkach. Dorośli też się uśmiechali, bo wózek wyglądał jakby wrócił z balu.

Błażej chciał tylko spokojnie zaparkować przy stoisku z pierniczkami-skarpetkami, ale wtedy stało się coś jeszcze. Z kieszeni wózka, tej z napisem „Nie dotykaj, może gryźć”, wystawiła głowę klamerka do prania. Ta sama! Musiała się tam schować.

Klamerka skoczyła na nos Błażeja i usiadła jak śmieszny dziób. Błażej znieruchomiał. Był przezorny, więc nie chciał jej zrzucać gwałtownie. Ostrożnie sięgnął po chustkę… ale w tej samej chwili skrzat kichnął z radości.

Z czapki skrzata wyskoczyło kolejne konfetti, a obok przefrunął kapelusz z jarmarku, który robił „puff!” przy każdym podskoku. Kapelusz spadł prosto na głowę Błażeja.

Teraz Błażej wyglądał tak: na głowie kapelusz, który robił „puff!”, na nosie klamerka-dziób, a na wózku tęczowy kołnierzyk z konfetti. Do tego z koszyka wystawały trzy fioletowe śliwki jak ozdobne guziki.

Błażej spojrzał na swoje odbicie w bańkowej plamie na wózku i… nie wytrzymał. Roześmiał się tak, że dzwoneczek zadzwonił najgłośniej w życiu.

Ludzie wokół też zaczęli się śmiać. Najpierw cicho, potem coraz głośniej, aż cały plac brzmiał jak wielka, wesoła orkiestra. Nawet sprzedawca poważnych marchewek chichotał, choć bardzo się starał nie chichotać.

Błażej poczuł, jak robi mu się ciepło w środku. Przezorność zwykle kazała mu uważać na wszystko, ale teraz zrozumiał, że czasem można pozwolić, żeby świat zrobił mały psikus — jeśli nikomu nie dzieje się krzywda i wszyscy mają z tego radość.

Skrzat, żeby dopełnić żartu, podsunął Błażejowi mały szalik z cekinami. Błażej owinął go wokół szyi, a cekiny błysnęły jak cukrowe gwiazdki. Klamerkę zdjął powoli i, zamiast chować ją z powrotem, przypiął ją do kapelusza jak ozdobę.

Wtedy kapelusz zrobił „puff!” tak śmiesznie, że dzieci aż usiadły na ziemi ze śmiechu.

Błażej został zaproszony na scenę. Nie musiał nic mówić. Wystarczyło, że przeszedł z wózkiem w kółko, a wózek trąbił cichutko po bańkowym tunelu wspomnień: „piiiip, piiiip”. Konfetti falowało jak tęczowa grzywa, a śliwki-guziki dumnie sterczały.

Na koniec Błażej dostał od organizatora jarmarku nagrodę: medal z napisem „Mistrz Radości”. Medal był z czekolady, ale wyglądał poważnie.

Błażej zjechał z sceny, uklęknął przy wózku i pogłaskał jego rączkę. Był dumny, że mimo ostrożności potrafił dać się ponieść śmiechowi. Skrzat podskoczył obok i wyglądał, jakby właśnie znalazł najlepszą zabawę świata.

Kiedy wracali cukrową ścieżką, wieczór migotał lampionami, a Błażej pchał wózek jeszcze ostrożniej… ale już z szerokim uśmiechem. Bo teraz wiedział, że radość też może być planem. I że czasem najlepsze przebranie powstaje zupełnie przypadkiem, z klamerki, kapelusza i odrobiny psotnego konfetti.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Przezorny
Osoba, która myśli wcześniej i uważa, żeby nic złego się nie stało.
Dzwoneczek
Mały metalowy przedmiot, który wydaje dźwięk, gdy się nim potrząśnie.
Konfetti
Maleńkie, kolorowe kawałki papieru, które sypie się na imprezie.
Zwój
Papier lub tkanina zrolowana w kształt rurki.
Pieczątka
Obrazek lub znak stemplowany na papierze, jak pieczęć.
Sprężynować
Skakać lub odbijać się w górę i w dół jak sprężyna.
Mienił
Błyszczeć na różne kolory, zmieniać się w świetle.
Lśnił
Bardzo ładnie świecił i odbijał światło.
Cekinami
Małe, błyszczące płatki naszywane na ubrania, które świecą.
Tunelu
Długa, zamknięta droga, przez którą można przejechać lub przejść.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o zabawnych stworzeniach dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.