Rozdział 1. Przewodnik z ogonem
W samym środku szeleszczącego, zielonego lasu, gdzie liście szepczą sekrety, mieszkał ratmalin imieniem Szczurek Przebiegły. Był to ratmalin nie byle jaki. Mały, szary, z oczami jak dwa koraliki, biegał tak szybko, że czasem niektóre wiewiórki widziały tylko smugę i czuły delikatny powiew. Szczurek uwielbiał psocić, ale miał też dar prowadzenia innych po najdziwniejszych zakątkach lasu.
Pewnego ranka, kiedy słońce wpadło między konary i wyczarowało na mchu żółte plamki, Szczurek dostał ważne zadanie – został przewodnikiem gości specjalnych. Były to zwierzęta, które nigdy wcześniej nie odwiedzały tej części lasu. A Szczurek? Był tak dumny, że jego ogon podskakiwał z radości!
Przed nim ustawiła się cała gromadka: roześmiana sowa z okrągłymi okularami, królik z uszami dłuższymi niż pociąg dżdżownic, oraz jeż z kolcami postawionymi na jeża (oczywiście). Szczurek wykonał elegancki przysiad i powiedział: — Ruszamy na wycieczkę! Proszę nie dotykać pajęczyn, bo pająki są bardzo drażliwe o poranku!
Wszyscy ruszyli, a Szczurek prowadził ich przez kładki z patyków, przez liściaste tunele i podskakiwał przez kałuże pełne śmiechu, bo w każdej kałuży odbijał się kawałek nieba i trochę ratmalinowego noska.
Rozdział 2. Malarz od pasków
W połowie wycieczki, gdzie las zaczynał pachnieć miodem i czarnym bzem, Szczurek zauważył coś bardzo dziwnego. Na polanie siedziało zwierzę, którego nikt tutaj nie widywał. Był to Zygzak – zebra, ale nie całkiem zwyczajna. Zygzak nie miał jeszcze pasków! Obok niego leżało wiaderko z farbą i pędzel tak gruby, jak łapka niedźwiedzia.
Szczurek mrugnął oczami. Zebra chwyciła pędzel w zęby i próbowała namalować sobie paski, ale wyszły jej spirale, esy-floresy i nawet coś, co przypominało babcię dzięcioła.
— O rety! — pomyślał Szczurek. — Zebra w kręciołki to niezwykły widok. — Grupa wycieczkowa zatrzymała się i zaczęła chichotać. Jeż aż się potoczył z rozbawienia, a sowa przetarła okulary tak mocno, że zaczęły się świecić jak latarki.
Szczurek nie chciał, żeby zebra myślała, że się z niej śmieją. Szybko podszedł bliżej i zaproponował pomoc. Zebra kiwnęła głową z nadzieją. Gdy Szczurek zanurzył ogon w białej farbie i zaczął machać nim jak pędzelkiem, paski zaczęły wyrastać wszędzie! Niektóre były na nosie, inne na ogonie, a jedna, całkiem niechcący, znalazła się na uszach sowy.
— Ups! — pomyślał Szczurek, ale sowa była zachwycona i krzyknęła: — Teraz wyglądam jak sowa w piżamie!
Zebra, widząc swoje nowe paski – w różnych szerokościach, zygzakowate, czasem nawet faliste – była bardzo zadowolona. Wyglądała teraz tak śmiesznie, że śmiech rozległ się po całym lesie. Nawet najmłodsze mrówki wystawiły główki, żeby zobaczyć, co się dzieje.
Rozdział 3. Kłopoty z paskami i zwariowany bieg
Zebra, szczęśliwa i rozbawiona, postanowiła pokazać wszystkim swój nowy styl. Gdy zaczęła biegać wokół polany, paski jakby się poruszały razem z nią, robiąc śmieszne fale. Królik zaśmiał się tak mocno, że zaplątał się w swoje własne uszy, a jeż rozwinął się i turlał za zebrami z wyciągniętymi nóżkami. Nawet motyle zaczęły latać zygzakiem, bo zebra ich zainspirowała.
Szczurek Przebiegły stwierdził, że to idealny moment na wyścig w stylu „kto potrafi najdziwniej się poruszać”. Zebra ruszyła slalomem jak fala, królik skakał na jednej łapie, sowa próbowała kręcić głową dookoła, a jeż czołgał się tyłem, mrucząc pod nosem zabawne piosenki.
Co chwilę ktoś się przewracał, inny wpadał do mrowiska (i od razu dostawał mrówczego buziaka na szczęście), a Szczurek, jak przystało na przewodnika, biegał wszędzie, żeby nikt się nie zgubił i żeby każdemu było wesoło.
Rozdział 4. Śpiewający finał
Zmęczeni, ale szczęśliwi, wszyscy usiedli pod wielkim dębem. Zebra z nowymi paskami poprosiła o chwilę ciszy. Nagle z gęstwiny wyskoczyła wiewiórka perkusistka z orzeszkiem na głowie i zaczęła wybijać rytm.
Wszyscy podjęli melodię, a Szczurek, jako prawdziwy przewodnik, zaczął śpiewać szybkie, radosne „la la la”, a potem dołączyli : zebra śpiewała w zygzak, królik podskakiwał w rytm, sowa pohukiwała jak trąbka, a jeż podśpiewywał cienkim głosikiem.
A tekst piosenki był taki, jakby ktoś wymyślił go na poczekaniu:
„Kto dziś paski maluje,
temu radość nie zgnuśnieje!
Szczurek śmiga, zebra bryka,
każdy w lesie śmiechem ksyka!
Skacz, śpiewaj, dziarsko machaj,
paski, kropki – las rozgłaszaj!
Niech się kręci nasze kółko,
bo najlepsza jest tu hulka!”
Las rozbrzmiewał śmiechem jeszcze długo po tym, jak wycieczka się skończyła, a Szczurek Przebiegły wiedział, że nie ma lepszej nagrody niż śmiech przyjaciół i paski, które nie muszą być wcale równe, żeby wszystko było wspaniale.