Rozdział 1: Niespodziewana sprawa
Nina Zielińska, detektywka specjalizująca się w sprawach nietypowych, przyjechała do małego miasteczka, żeby odwiedzić swoją przyjaciółkę z czasów studenckich. Miała zamiar odpocząć, napić się herbaty na werandzie i posłuchać śpiewu ptaków. Jednak już pierwszego ranka, kiedy wyszła po świeże bułki, zauważyła dziwne poruszenie na rynku.
— Co się dzieje? — zapytała panią Celinę, właścicielkę piekarni, która nerwowo poprawiała fartuch.
Pani Celina spojrzała na Ninę z niepokojem.
— Zniknął zegar z wieży ratuszowej! — wyszeptała. — Zniknął w nocy. Nikt niczego nie widział, nikt niczego nie słyszał.
Nina uniosła brwi. Zegar z wieży był symbolem miasteczka. Każdy znał jego bicie. Bez niego rynek wydawał się nagle cichy i pusty.
— Kto zawiadomił burmistrza? — spytała spokojnie Nina.
— Strażnik nocny. Ale on nic nie zauważył. Burmistrz już wezwał policję, ale... może pani, pani Nino, spojrzy na to swoim okiem?
Nina uśmiechnęła się lekko. Odpoczynek musiał poczekać.
Rozdział 2: Trop wśród ciszy
Nina zaczęła od ratusza. Wieża była wysoka, ceglasta, a na jej szczycie widać było tylko okrągłą plamę po zegarze. Wokół kręciło się kilku mieszkańców, którzy szeptali między sobą.
— Dzień dobry. — Nina zatrzymała się przy strażniku nocnym, panu Ryszardzie. — Może mi pan opowiedzieć, jak wyglądała noc?
Pan Ryszard był blady i wyraźnie przejęty.
— Nic nie widziałem, pani detektyw. Przechodziłem co godzinę, jak zwykle. Słyszałem tylko kota, który miauczał na podwórku.
— A czy ktoś przebywał w okolicy po północy? — dopytała Nina.
— Nie widziałem nikogo, tylko... — Strażnik zawahał się. — W oknie naprzeciwko wieży mignęło mi światło. Mieszka tam pan Leszek, ale on rzadko wychodzi.
Nina spojrzała w stronę domu pana Leszka. Niewielki, szary domek wyglądał na opuszczony, ale coś w nim przyciągało uwagę.
— Dziękuję, panie Ryszardzie. To ważna informacja.
Detektywka rozejrzała się po rynku. Pod wieżą, tuż przy murze, dostrzegła ślady błota. Odciski butów były nieregularne, jakby ktoś się śpieszył.
— Ktoś tu był, i to nie jeden raz — mruknęła do siebie Nina.
Rozdział 3: Sąsiedzkie sekrety
Nina postanowiła porozmawiać z panem Leszkiem. Domek był cichy, ale na parapecie stała doniczka z kwiatami, a w oknie poruszyła się firanka.
Zapukała delikatnie.
— Dzień dobry, panie Leszku. Nazywam się Nina Zielińska. Chciałabym zadać panu kilka pytań.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypieniem. Starszy mężczyzna, z siwą brodą i nieco nieśmiałym spojrzeniem, skinął głową.
— Słyszałem, co się stało — powiedział cicho. — Ale nie widziałem nikogo podejrzanego. Całą noc czytałem książkę, miałem zapaloną lampkę.
Nina zauważyła, że pan Leszek mówi prawdę, ale coś jeszcze go trapi.
— Może zauważył pan coś nietypowego? Nawet drobny szczegół może być ważny.
Pan Leszek zawahał się.
— Wczoraj wieczorem ktoś próbował do mnie zadzwonić z nieznanego numeru. Nie odebrałem, bo nie lubię nieznanych połączeń. Rano znalazłem kartkę pod drzwiami: „Niech pan spojrzy przez okno po północy”. Nie wyszedłem, bo... nie lubię się mieszać.
Nina notowała wszystko w notesie. Zastanowiła się, kto i dlaczego mógł chcieć, by pan Leszek obserwował wieżę. Czy to był sygnał dla niego, czy dla kogoś innego?
Rozdział 4: Zgubiony ślad
Nina wróciła na rynek. Policjanci przesłuchiwali mieszkańców, ale nikt nie widział podejrzanych osób. Detektywka postanowiła sprawdzić podwórko za ratuszem. Tam zauważyła rower oparty o płot. Był stary, ale miał świeże ślady błota na oponach.
Obok roweru leżał klucz francuski i kawałek liny. Nina przyklękła i dokładnie obejrzała narzędzia.
— Ktoś musiał się tu wspinać — pomyślała. — Ale kto?
Nagle zza rogu wybiegł chłopiec.
— Proszę pani! — zawołał. — Widziałem wczoraj wieczorem, jak ktoś chodził po dachu ratusza!
— Jak wyglądał? — zapytała Nina.
— Był w ciemnej kurtce i miał kaptur na głowie. Nie widziałem twarzy. Ale upuścił coś — dodał chłopiec, wyciągając metalowy guziczek z literą „K”.
— Dziękuję, to bardzo ważne — powiedziała Nina, chowając guziczek do kieszeni.
Detektywka poczuła, że jest coraz bliżej rozwiązania zagadki. Kto w miasteczku nosił ubrania z takimi guzikami?
Rozdział 5: Przypadkowy sąsiad
Nina postanowiła odwiedzić sklep krawiecki na rogu rynku. Pani Jola, która prowadziła sklep, znała wszystkich i wszystko.
— Guzik z literą „K”? — zamyśliła się pani Jola. — Takie guziki miały mundurki szkolne w naszej szkole, ale tylko klasy sportowe. W tym roku noszą je tylko chłopcy z szóstej i siódmej klasy.
Nina podziękowała i wyszła. Na ławce przed sklepem siedział sąsiad z domu obok ratusza, pan Witek, który zawsze wydawał się nieco z boku wszystkich wydarzeń. Był cichy, nigdy się nie wtrącał, a każdy wiedział, że jest majsterkowiczem.
Nina przyjrzała mu się uważniej. Na jego kurtce brakowało jednego guzika.
— Dzień dobry, panie Witku. Czy to pana rower stoi za ratuszem?
Pan Witek spojrzał zaskoczony.
— Tak, czasem dojeżdżam nim do pracy. Ale wczoraj nie byłem w mieście, byłem u siostry na wsi.
— A czy ktoś mógł pożyczyć pana rower?
Pan Witek wzruszył ramionami.
— Może mój bratanek, Krzyś. Często mi pomaga.
Nina zapisała sobie imię chłopca. Zrobiło się coraz ciekawiej.
Rozdział 6: Sygnał, który nie dotarł
Nina odnalazła Krzysia w parku, gdzie grał z kolegami w piłkę. Chłopiec, na widok detektywki, zaczerwienił się.
— Krzyś, musisz mi powiedzieć, co robiłeś wczoraj wieczorem.
Chłopiec spuścił głowę.
— Pożyczyłem rower od wujka, bo chciałem zobaczyć, jak działa mechanizm zegara na wieży. To na konkurs naukowy... Ale kiedy podszedłem, zobaczyłem, że ktoś już tam jest. Schowałem się i obserwowałem. Ktoś w ciemnej kurtce wszedł na wieżę i coś odkręcał.
— Czy widziałeś twarz tej osoby?
Krzyś pokręcił głową.
— Nie, ale miał dziwny telefon. Widziałem, jak próbował dzwonić do kogoś, ale chyba nie miał zasięgu.
Nina przypomniała sobie o nieodebranym połączeniu pana Leszka. Czy to była próba ostrzeżenia, czy sygnał dla wspólnika? Może sygnał nie dotarł na czas i sprawca musiał działać sam?
— Czy ktoś jeszcze był w pobliżu?
Krzyś zawahał się.
— Może... widziałem jeszcze pana z dostawą pizzy, ale on tylko przejeżdżał.
Nina miała już kilka tropów, ale brakowało jej najważniejszego: motywu.
Rozdział 7: Ostatnie elementy układanki
Nina wróciła na rynek. Przypomniała sobie o kartce, którą dostał pan Leszek. Postanowiła ją obejrzeć.
Pan Leszek podał jej kartkę. Była zapisana drukowanymi literami:
„SPÓJRZ NA WIEŻĘ O PÓŁNOCY. WAŻNE.”
Na odwrocie znajdował się odcisk palca.
Nina poprosiła policjantów o sprawdzenie odcisku w bazie danych. Po chwili wrócili z odpowiedzią.
— To odcisk Bartka, dostawcy pizzy — powiedział jeden z nich.
Nina natychmiast poszła do pizzerii.
Bartek nie wyglądał na zaskoczonego, kiedy zobaczył detektywkę.
— Wiedziałem, że pani przyjdzie — powiedział. — Znalazłem ogłoszenie o sprzedaży starego zegara. Pomyślałem, że to żart, ale w nocy zobaczyłem światło na wieży. Chciałem powiadomić pana Leszka, bo on zawsze wszystko widzi z okna, ale nie odebrał. Bałem się pójść na policję, bo nie miałem dowodów.
— Czy widziałeś, kto zabrał zegar?
Bartek pokiwał głową.
— To był pan Witek. Widziałem, jak znosił coś w worku. Myślałem, że to śmieci...
Nina podziękowała Bartkowi i wróciła na podwórko za ratuszem. Zajrzała do komórki pana Witka. W kącie stał wielki worek. W środku leżał... ratuszowy zegar.
Rozdział 8: Poranek pełen światła
Następnego ranka rynek tonął w słońcu. Mieszkańcy zgromadzili się pod wieżą, gdzie Nina, policjanci i burmistrz ustawiali z powrotem zegar na miejsce.
Pan Witek stał z boku, zawstydzony i milczący.
— Dlaczego to pan zrobił? — zapytała cicho Nina.
Mężczyzna spuścił głowę.
— Chciałem naprawić zegar. Od tygodnia się spóźniał. Bałem się, że nikt mi nie pozwoli go zabrać, więc postanowiłem działać w nocy. Nie chciałem nikogo martwić. Próbowałem zadzwonić do pana Leszka, ale nie odebrał. Kiedy zobaczyłem, że ktoś mnie obserwuje, pośpieszyłem się i upuściłem guzik...
Burmistrz tylko pokręcił głową, ale Nina uśmiechnęła się łagodnie.
— Trochę cierpliwości i rozmowy wystarczyłoby, by wszystko załatwić spokojnie — powiedziała.
Pan Witek przyznał się do winy, a mieszkańcy zgodzili się, by pomógł w naprawie zegara. Wszyscy zrozumieli, jak ważna jest powściągliwość i rozmowa, zanim podejmie się pochopne decyzje.
Nina spojrzała na jasne niebo. Miasteczko znowu było spokojne, a ona mogła w końcu napić się herbaty na werandzie, dumna z tego, że zagadka została rozwiązana dzięki cierpliwości, uważności i logicznemu myśleniu.