Był sobie raz zimowy wieczór. Śnieg padał jak białe piórka. Noc była miękka jak koc. Dzwonki kościoła brzmiały daleko. Dzwonki śpiewały: śnieg, dzwonki, choinka, świeczki. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki.
Czterech chłopców miało prawie cztery lata. Byli to Kuba, Tomek, Jaś i Oli. Mieli czerwone noski i ciepłe czapki. Trzymali się za ręce. Trzymali się mocno, bo lubili się bardzo i byli odważni razem.
W wiosce stała mała choinka przy drodze. Była bardzo skromna. Gałązki miały kropelki śniegu jak perełki. Choinka drżała i szeptała: „Jestem sama. Boję się nocy.” Noc była duża i cicha. Ale chłopcy nie lubili, gdy ktoś się boi.
„Pójdźmy do choinki” — powiedział Kuba. „Tak” — powiedzieli wszyscy. I ruszyli przez śnieg, który skrzypiał pod butami. Śnieg świecił jak cukier. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki.
Przy choince było ciemno. Zima miała miękkie ręce i przytulała wszystko. Chłopcy poczuli mały strach. Był to taki strach, który cicho szeleści. Ale spojrzeli na siebie. Trzymali ręce. To był ich sposób na odwagę.
„Nie bój się, choinko” — powiedział Tomek i przytulił gałązkę. „Nie bój się” — powiedzieli inni. Jaś miał w kieszeni starą zapałkę. Oli miał kawałek wstążki. Kuba miał świecę zebrana od babci. Zapalili świeczkę razem. Mały płomyk zaświecił jak mały przyjaciel.
Świeczka świeciła ciepłem. Była jak mała latarnia. Świeczka mówiła: „Jestem tu dla ciebie.” Choinka poczuła ciepło. Gałązki przestały drżeć. Śnieg tańczył wokół jak biały balet. Dzwonki zadzwoniły: śnieg, dzwonki, choinka, świeczki. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki.
Chłopcy śpiewali cicho. Mieli proste słowa. „Gwiazdka, bądź z nami, choinko, nie płacz.” Śpiewali razem jak małe ptaki. Ich głosy były miękkie jak puch. Ludzie w domach wyjrzały przez okna i uśmiechnęli się. Pies w stodole zaszczekał cicho. Świat pachniał cynamonem i piernikiem.
Wtedy do choiny przyleciała mała iskierka. Była to zagubiona gwiazdka, która spadła z nieba i zgubiła drogę do wieczornego świtu. Była malutka i drżała. „Boję się” — szepnęła. Chłopcy pochyli się nad nią. „Nie bój się” — powiedział Jaś. „Zostaniesz z nami” — dodał Oli.
Ułożyli gwiazdkę na gałązce. Świeczka świeciła obok. Gwiazdka poczuła przyjaźń i zaczęła migotać. Migotała jak serce. Choinka uśmiechnęła się zielonym światełkiem. Noc zrobiła się mniej ciemna. Noc była teraz ciepła jak herbata z miodem.
Babcia chłopców podeszła z wielkim kocem i przykryła ich ramiona. „Jesteście odważni” — powiedziała. „Odważni sercem.” Chłopcy spojrzeli na siebie i wiedzieli, że odwaga nie musi być głośna. Odwaga to trzymanie się za ręce. Odwaga to dzielenie świeczki. Odwaga to mówienie: „Nie bój się.”
Dzwonki zagrały jeszcze raz. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki. Cała wioska poczuła ciepło. Gwiazdka odzyskała blask. Choinka stała prosto i spokojnie. Chłopcy usiedli na śniegu i patrzyli na migotanie. Ich serca były małe i pełne światła.
Kiedy nadszedł czas spania, babcia wzięła chłopców do domu. Włożyła im podusie i przykryła kocykiem. „Dziś byliście dzielni” — wyszeptała. Dzieci zamknęły oczy. W ich snach tańczyły śnieżynki i dzwonki. W ich snach choinka śpiewała: śnieg, dzwonki, choinka, świeczki.
I tak zasnęli spokojni. Noc była miękka jak koc. Światło świeczki było daleko, ale ciepłe. I w tej cichej, świątecznej nocy każdy czuł, że gdy trzyma się przyjaciół za rękę, nie trzeba się bać. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki. Śnieg, dzwonki, choinka, świeczki.