Dawno, dawno temu, kiedy pierwszy śnieg cicho tańczył wokół domów, a dzwoneczki dzwoniły jak śmiech wiatru, w małym miasteczku mieszkał chłopiec o imieniu Staś. Staś miał trzy lata i bardzo lubił święta Bożego Narodzenia. Jego oczka świeciły jak małe gwiazdki, a policzki były rumiane jak czerwone jabłuszka wiszące na choince.
Staś miał jedno wielkie marzenie: zebrać w świąteczne dni jak najwięcej uśmiechów. Wiedział, że uśmiech to jak ciepły płomyczek świecy, który rozprasza zimowy chłód, więc postanowił zebrać całą choinkę pełną śmiechu.
Pewnego ranka, kiedy śnieg był biały jak mleko, Staś założył mięciutki szalik i ciepłe rękawiczki. Wyszedł na podwórko, mrucząc pod nosem zimowy refren: „Pachnie choinka, świecą się świece, dzwonią dzwonki, a śnieg wciąż leci.”
Najpierw spotkał sąsiadkę, panią Zosię, która niosła ciężką torbę. „Dzień dobry, pani Zosiu! Pomogę pani!” – powiedział Staś. Pani Zosia się uśmiechnęła, a ten uśmiech był jak pierwszy promyk słońca na śniegu. Staś schował uśmiech do swojego niewidzialnego woreczka.
Potem spotkał kotka Mruczka, który siedział pod choinką. Staś pogłaskał kotka, a ten zamruczał i spojrzał na chłopca błyszczącymi oczami. Staś się uśmiechnął, a Mruczek odwzajemnił to najpiękniejszym kocim uśmiechem. I ten uśmiech wskoczył do woreczka Stasia.
W drodze powrotnej do domu Staś zobaczył starszego pana siedzącego na ławce. Chłopiec pomachał mu radośnie. „Dobrych świąt, proszę pana!” – zawołał Staś. A pan uśmiechnął się szeroko, jego uśmiech był jak cicha kolęda, która ogrzewa serce. Staś schował ten uśmiech do swojego woreczka.
Kiedy wrócił do domu, mama zapytała: „Stasiu, co zebrałeś dzisiaj?” Staś odpowiedział: „Mam pełny worek uśmiechów!” Mama przytuliła go mocno, jak ciepły kocyk, i szepnęła: „To najpiękniejszy świąteczny prezent.”
I tak, przy blasku świec, pod pachnącą choinką, Staś poczuł, że jego serduszko świeci jak gwiazdka na niebie. Bo w Święta, gdy dzielisz się uśmiechem, świat staje się cieplejszy, a dobro wraca jak dźwięk dzwoneczków.
I wtedy śnieg cicho padał, świece mrugały, a Staś i jego rodzina byli razem, otuleni ciepłem i spokojem. Święta były magiczne, a uśmiechy tańczyły wśród śniegu jak małe jasne iskierki.