Rozgrzany chodnik i plan na dzień
Słońce stało wysoko i robiło na chodniku jasne plamy, jakby ktoś rozsypał złote okruszki. Ola szła w sandałach i czuła, jak ciepło przechodzi przez podeszwę. Lubiła takie dni. Wszystko pachniało latem: trawą po koszeniu, kremem z filtrem i malinami z osiedlowego warzywniaka.
Przed blokiem czekały już jej dwie przyjaciółki: Maja i Lena. Wszystkie miały po dwanaście lat i wszystkie wyglądały, jakby dopiero co wypadły z wakacyjnych planów. Maja machała butelką wody, a Lena siedziała na ławce i przytrzymywała czapkę, żeby nie spadła jej na oczy. Obok ławki stała jej lekka hulajnoga; Lena czasem korzystała też z małego wózka, ale dziś wybrała hulajnogę, bo chciała jechać wolno i spokojnie.
— Dzisiaj trzeba coś wymyślić, bo inaczej stopimy się jak lody — powiedziała Maja i zrobiła dramatyczną minę.
— Ja się nie roztapiam, ja błyszczę — odparła Ola i parsknęła śmiechem.
Lena uśmiechnęła się cicho.
— Możemy iść na boisko, ale tam jest patelnia — zauważyła.
Ola spojrzała na niebo. Ani jednej chmurki.
— To może… medioteka? — zaproponowała. — Jest klimatyzacja. I te fotele, w których można się zapaść jak w hamaku.
— W bibliotece? W wakacje? — Maja udawała, że jest oburzona, ale oczy jej zabłysły. — Brzmi jak plan dla tajnych agentek.
— Tajne agentki od chłodu — dodała Lena.
Ruszyły razem. Ola miała w plecaku cienką bluzę „na klimę”, notes i długopis, bo w wakacje lubiła zapisywać różne małe rzeczy: śmieszne rozmowy, zapachy, kolory.
Na klatce schodowej minęły panią Halinę z trzeciego piętra. Starsza pani niosła dwie siatki i wyglądała, jakby walczyła z nimi jak z upartymi zwierzętami.
— Dzień dobry! — Ola zatrzymała się od razu. — Pomożemy?
— Oj, dziewczynki, to ciężkie… — Pani Halina zawahała się.
— To tym bardziej — powiedziała Maja i już przejęła jedną siatkę.
Lena złapała drugą, tak, żeby jej było wygodnie, i ruszyły powoli do windy. Pani Halina odetchnęła.
— Dziękuję. Macie dobre serca. A i tak wszyscy mówią, że młodzież tylko w telefony patrzy.
— My też patrzymy — przyznała Ola uczciwie. — Ale czasem widać, że komuś się ręce kończą.
Pani Halina roześmiała się ciepło.
— Mądrze powiedziane.
Gdy zostawiły siatki pod drzwiami na trzecim piętrze, Ola poczuła w środku przyjemne ciepło, inne niż to z chodnika. Takie, które nie parzy, tylko uspokaja.
Gra na skwerze i mała zmiana zasad
Po drodze do medioteki dziewczyny przeszły przez skwer. Drzewa dawały cień, a z krzaków słychać było cykanie jak z małych zegarków. Maja wyciągnęła z kieszeni gumową piłkę.
— Pięć minut „dwa ognie”, zanim wejdziemy do królestwa klimatyzacji? — zaproponowała.
— Pięć minut może być — zgodziła się Ola. — Tylko bez rzucania jak katapulta.
Zaczęły grać na kawałku trawnika. Piłka odbijała się miękko, a śmiech mieszał się z szumem liści. Po chwili Lena przystanęła, oparła dłonie na kolanach i wciągnęła powietrze.
— Wszystko okej? — Ola od razu podeszła bliżej.
— Trochę zakręciło mi się w głowie. To chyba od słońca — przyznała Lena i poprawiła czapkę.
Maja spojrzała na nią z niepokojem.
— To co, idziemy do wody? Kupić coś zimnego?
Ola pokręciła głową i wskazała na cień pod drzewem.
— Najpierw siadamy. I zmieniamy grę. Jeśli komuś jest nie dobrze, to nie ciągniemy dalej na siłę. — Uklękła przy Lenie. — Możemy teraz pograć w „zgadnij dźwięk”. Bez biegania.
— Zgadnij dźwięk? — Maja uniosła brwi.
— No. Słuchamy. Co słyszysz? — Ola usiadła w cieniu, a Lena obok niej.
Przez chwilę były cicho. Ola usłyszała odległy autobus, trzepot skrzydeł gołębia i szelest papierka, który wiatr ciągnął po chodniku.
— Ja słyszę… rower, który piszczy — powiedziała Maja i parsknęła. — Jakby prosił o oliwę.
— A ja cykady… albo świerszcze, nie wiem — szepnęła Lena. Oddychała już spokojniej. — I czyjeś klapki: klap, klap.
— Super. A ja słyszę, jak mój brzuch mówi „czas na arbuza” — dodała Ola.
Maja roześmiała się tak głośno, że aż ptak poderwał się z gałęzi.
Po kilku minutach Lena wstała wolno.
— Już lepiej. Dzięki, że nie udawałyście, że nic się nie dzieje.
— Od tego jest ekipa — powiedziała Maja. — Dobra, agentki, do bazy chłodu.
Klimatyzowane królestwo i pani bibliotekarka
Drzwi medioteki otworzyły się cicho, a ze środka uderzył w nie przyjemny chłód. Ola od razu poczuła, jak skóra przestaje być lepka, jakby ktoś ją delikatnie osuszył. W środku pachniało papierem, plastikiem okładek i czymś jeszcze — może miętową gumą do żucia.
— Ojej — westchnęła Maja. — Tu jest jak w lodówce, tylko bez sera.
— Ciszej — przypomniała Lena, ale uśmiechała się.
Za ladą siedziała pani Irena, bibliotekarka z krótkimi siwymi włosami. Miała okulary na łańcuszku i spojrzenie, które potrafiło być i łagodne, i bardzo stanowcze.
— Dzień dobry — powiedziała Ola. — Możemy posiedzieć w strefie młodzieżowej?
— Oczywiście. Tylko pamiętajcie o ciszy i o szacunku do miejsca — odpowiedziała pani Irena. — I nie jedzcie nad książkami.
— Rozkaz — szepnęła Maja teatralnie i przyłożyła dwa palce do czoła jak salut.
Pani Irena uniosła kącik ust.
— Niech będzie. Ale bez dramatów.
W strefie młodzieżowej stały pufy, kilka komputerów i stolik z grami planszowymi. Na ścianie wisiał plakat: „Lato z czytaniem — zbierz pieczątki, odbierz nagrodę”. Ola podeszła bliżej.
— Pieczątki! — zawołała cicho. — Dziewczyny, możemy zrobić wyzwanie. Każda wybiera jedną książkę na tydzień. Nie musi być gruba. Ważne, żeby nas wciągnęła.
Maja skrzywiła się na niby.
— A nagroda?
— Satysfakcja — powiedziała Lena poważnie.
— O nie, to brzmi jak pułapka dla dorosłych — szepnęła Maja.
Ola roześmiała się bezgłośnie.
— Może być też wspólny arbuz po oddaniu książek.
— Okej. Arbuz jest uczciwy — przyznała Maja.
Wybrały książki. Ola wzięła reportaż dla młodych o morzu i ratownikach, bo lubiła wiedzieć, jak działają prawdziwe rzeczy. Maja wybrała kryminał dla nastolatków, bo „tam zawsze jest jakiś sekret”. Lena wzięła powieść obyczajową o dziewczynce, która przeprowadza się do nowego miasta.
Usiadły na pufach. Chłód przyjemnie otulał, a gdzieś w tle cicho mruczał wentylator. Ola czuła spokój, jakby ktoś ściszył świat.
Nieporozumienie przy komputerach
Po godzinie czytania Maja nie wytrzymała.
— Mogę sprawdzić coś w internecie? Muszę zobaczyć mapę, bo w mojej książce ktoś uciekł przez kanały i nie wiem, czy to ma sens — szepnęła.
— Ma sens, jeśli kanały są duże — odpowiedziała Ola. — Idź, tylko nie klikaj wszystkiego naraz, bo komputer dostanie czkawki.
Komputery stały przy oknie. Obok siedział starszy pan w lnianej koszuli. Miał siwe brwi i bardzo skupioną minę, jakby liczył w głowie gwiazdy. Maja usiadła przy stanowisku obok i zaczęła stukać w klawiaturę trochę za głośno. Kilka osób spojrzało w ich stronę.
Starszy pan odchrząknął.
— Młoda damo, to biblioteka, nie dworzec — powiedział cicho, ale twardo.
Maja zesztywniała, a potem przewróciła oczami. Ola zauważyła to od razu. Podniosła się i podeszła.
— Przepraszamy — powiedziała Ola spokojnie. — Maja się zapomniała. Już pisze ciszej.
Maja otworzyła usta, jakby chciała się bronić, ale Ola dotknęła jej łokcia. Delikatnie, jak znak: „poczekaj”.
Starszy pan spojrzał na Olę uważnie.
— Dziękuję. Każdemu się zdarza. Ja też czasem zapominam, że inni mają swoje sprawy — dodał po chwili i wrócił do ekranu.
Maja wypuściła powietrze.
— Myślałam, że mnie zje — szepnęła.
— Nie. Po prostu chciał ciszy. I ma do tego prawo — odpowiedziała Ola. — Starsi ludzie często są bardziej bezpośredni. To nie znaczy, że są niemili.
Lena podjechała hulajnogą bardzo wolno, prowadząc ją przy sobie, jakby to był pies na smyczy.
— Wszystko okej? — zapytała.
— Tak. Uczę się być cicha jak kot — mruknęła Maja.
Lena uśmiechnęła się.
— Koty bywają głośne, jak chcą jeść.
— To ja jestem kotem od arbuza — szepnęła Maja.
Ola poczuła, że napięcie opada. Zrobiło jej się miło, że udało się załatwić sprawę bez kłótni. To było jak poprawienie krzywo zapiętego guzika: mała rzecz, a od razu wygodniej.
Warsztaty i mądrość w zwykłych słowach
Po południu pani Irena ogłosiła krótkie warsztaty: „Jak opowiadać historie z życia”. Przy stoliku zebrało się kilka osób, w tym ten starszy pan z komputera. Nazywał się pan Stefan.
— Historie nie muszą być o smokach — mówiła pani Irena. — Czasem największą przygodą jest upał, autobus, zgubiona drobna moneta i to, że ktoś poda ci wodę.
Ola od razu się wyprostowała, jakby te słowa były o niej.
Pani Irena rozdała kartki.
— Napiszcie krótką scenkę z wakacji. Prawdziwą. Z dialogiem. I z jednym uczuciem, które było wtedy najważniejsze.
Maja jęknęła szeptem:
— Czuję uczucie „nie chce mi się”.
— To też uczucie — szepnęła Lena.
Ola zaczęła pisać o dzisiejszym skwerze i o tym, jak zmieniły grę, gdy Lena poczuła się gorzej. Napisała krótko, konkretnie: cień, szum liści, zimna woda na nadgarstku. Dopisała uczucie: ulga.
Po kilku minutach pani Irena poprosiła chętnych o przeczytanie. Ola wahała się, ale Lena szturchnęła ją łagodnie.
— Czytaj. Masz dobry głos — szepnęła.
Ola podniosła rękę i przeczytała. Serce biło jej szybciej, ale głos miała spokojny.
Gdy skończyła, pan Stefan skinął głową.
— Dobrze, że umiałaś powiedzieć: „zmieniamy grę” — odezwał się. — W moich czasach chłopaki często udawali, że nic ich nie boli, a potem robił się kłopot. Mądrość to nie zaciskanie zębów. Mądrość to umieć zadbać o siebie i o innych.
Maja spojrzała na Olę z nowym podziwem.
— No proszę, nasza Ola filozofka od puf — szepnęła, ale bez złośliwości.
Ola poczuła na policzkach ciepło, tym razem nie od słońca.
Pani Irena podsumowała:
— I pamiętajcie o szacunku. Dla ludzi starszych, dla miejsca, dla siebie nawzajem. To się zawsze przydaje, nawet w największy upał.
Wieczorny powrót i spokój jak miękka chmura
Kiedy wyszły z medioteki, powietrze na zewnątrz nadal było ciepłe, ale już nie tak ostre. Słońce schodziło niżej, a światło robiło się bardziej miodowe. Na przystanku ktoś jadł lody, a ich słodki zapach mieszał się z kurzem.
— Czuję się, jakbym wróciła z innego klimatu — powiedziała Lena i przeciągnęła się.
— Ja też — przyznała Maja. — I… przepraszam za to stukanie. Trochę mnie poniosło.
— Każdemu się zdarza — powiedziała Ola, powtarzając słowa pana Stefana. — Ważne, co robisz potem.
W drodze do domu minęły panią Halinę, która podlewała kwiaty przed blokiem. Woda kapała z konewki i robiła ciemne kółka na ziemi.
— O, moje pomocnice! — zawołała pani Halina. — Jak tam wakacje?
— Chłodno w mediotece! — odpowiedziała Maja.
— I nauczyłyśmy się, że zmiana gry to też część zabawy — dodała Lena.
Ola spojrzała na kwiaty. Woda błyszczała na liściach jak małe szkiełka.
— I że warto słuchać starszych, nawet jak mówią prosto — powiedziała Ola.
Pani Halina uśmiechnęła się i pokiwała głową.
— To piękna myśl na lato.
Wieczorem Ola siedziała na balkonie z notesem. Z klatki obok dochodził cichy śmiech, gdzieś zaszczekał pies. Powietrze było miękkie, jakby dzień wreszcie ułożył się do snu. Ola zapisała jedno zdanie: „Spokój można znaleźć nawet w środku upału, jeśli jest się razem i umie się zmienić plan.”
Zamknęła notes. W środku czuła jasną, prostą pewność. Jutro też będzie lato. I też będą małe sprawy, które uczą, jak być uważnym człowiekiem. W tej myśli było dużo ciszy i dużo dobra. A to wystarczało, żeby zasnąć spokojnie.