Trwa ładowanie...
Opowieść o wakacjach letnich 11-12 lat Czytanie 10 min.

Słoik pełen letniego światła

Lena spędza dzień na basenie z przyjaciółmi, znajduje ogłoszenie o warsztatach i bierze w nich udział, malując słoik ze świetlikami. Podczas zajęć zmaga się z własnymi oczekiwaniami wobec rysunku.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziewczynka ok. 12 lat, okrągła twarz i piegi, jasnobrązowe włosy związane w niechlujny kucyk, radosny, zamyślony wyraz, pochyla się trzymając przy piersi rysunek słoika ze światłem; druga dziewczynka Nadia ok. 12 lat, długie ciemnobrązowe włosy, figlarne uśmiech, trzyma malinowe lody, stoi po lewej i patrzy na rysunek; chłopiec Kuba ok. 12 lat, krótkie blond włosy, okulary do pływania na głowie, trzyma dmuchane ramię w kształcie arbuza, siedzi na ręczniku po prawej i się śmieje; miejsce: brzeg zewnętrznego basenu, błękitno-zielona woda ze śladami światła, trawnik, kolorowy plakat na drewnianym ogrodzeniu, rysunki brzozowych cieni w tle; scena: dzieci właśnie wyszły z basenu, protagonista dumnie pokazuje rysunek słoika świetlnego, letnia atmosfera, nasycone kolory i miękkie popołudniowe światło, ślady kremu przeciwsłonecznego na nosie i krople wody na skórze. zgłoś problem z tym obrazem

Rozpakowywanie lata

W sobotę rano Lena obudziła się bez dźwięku budzika. To było nowe i trochę śmieszne, jakby ktoś wyłączył w jej głowie mały szkolny dzwonek. Przez uchylone okno wpadało ciepłe powietrze pachnące lipą i asfaltem po nocnym deszczu.

— Naprawdę nie muszę się spieszyć — szepnęła do siebie i przeciągnęła się tak mocno, że aż trzasnęły jej palce.

W kuchni mama kroiła truskawki do miski. Tata szukał łyżeczki, zaglądając do szuflady jak do tajemniczej jaskini.

— Plan na dziś? — zapytał, wreszcie znajdując łyżeczkę w miejscu, w którym zawsze była.

— Basen! — Lena powiedziała to z takim entuzjazmem, że niemal zrobiła falę w misce z mlekiem.

Mama uśmiechnęła się ciepło.

— Tylko pamiętaj o kremie z filtrem. I o tym, żeby pić wodę, nie tylko lemoniadę.

Lena przytaknęła. Wakacje dopiero się zaczęły, a ona już czuła, jak znika z niej szkolna sztywność. Włożyła do plecaka ręcznik, klapki, książkę, butelkę wody i jabłko. Na koniec wrzuciła drobne — na lody, bo przecież lody na basenie smakują inaczej, jakby były częścią regulaminu.

Chlor i śmiech

Basen odkryty mienił się w słońcu. Woda była błękitna, a na jej powierzchni drżały jasne plamy światła, jakby ktoś rozsypał tam garść szkła, tylko bezpiecznego. W powietrzu unosił się zapach chloru, kremu przeciwsłonecznego i gofrów.

— Lena! — zawołała Nadia, jej koleżanka z klasy, machając ręką tak wysoko, że wyglądała jak sygnalizator na lotnisku.

Obok Nadii stał Kuba z sąsiedztwa, trzymając dmuchane kółko w kształcie arbuza.

— Patrz, jaki mam sprzęt — pochwalił się. — Jestem oficjalnie owocem.

— Uważaj, bo ktoś cię zje — odparła Lena i parsknęła śmiechem.

Rozłożyli ręczniki na trawie. Trawa była gorąca i miękka, a w cieniu brzóz chłodniejsza. Lena poczuła, jak wszystko w niej zwalnia. Nie musiała myśleć o sprawdzianach, o zadaniach domowych ani o tym, czy ma dobrze podpisany zeszyt.

Weszli do wody. Była chłodna na początku, aż skóra na ramionach Lena zrobiła gęsią skórkę, ale po chwili chłód zamienił się w przyjemne orzeźwienie.

— Zakład, że przepłynę do końca szybciej niż ty! — rzucił Kuba.

— Tylko bez oszukiwania, arbuzie — Nadia uniosła brwi.

— Ja? Nigdy — powiedział Kuba, po czym od razu spróbował odbić się od brzegu wcześniej niż inni.

Lena zanurkowała. Pod wodą świat był cichy, jakby basen miał własny sekret. Widziała falujące cienie i stopy poruszające się jak ryby. Wynurzyła się, łapiąc oddech.

— Remis! — krzyknęła, ociekając wodą.

Śmiali się. Woda chlapała. Słońce grzało plecy. To był zwyczajny dzień, a jednocześnie coś w nim było wyjątkowego — jak pierwsza strona nowego zeszytu, która pachnie obietnicą.

Odkrycie przy ogrodzeniu

Po kilku rundach pływania Lena położyła się na ręczniku i patrzyła na niebo. Chmury płynęły wolno, jak leniwe statki. Nadia poszła po lody, Kuba walczył z arbuzowym kółkiem, które uparcie uciekało w stronę dziecięcego brodzika.

Lena wstała, bo poczuła lekkie ssanie w brzuchu — nie głód, raczej ciekawość. Przeszła w stronę ogrodzenia, gdzie rzadziej ktoś siadał. Tam, obok tablicy z regulaminem, wisiała nowa rzecz: duża plansza, jakby fragment płotu zamienił się w galerię.

Na planszy było zdjęcie muralu i podpis: „Letnie Warsztaty: Zobacz, jak sztuka rośnie w mieście. Zapraszamy dziś o 16:00, dom kultury obok basenu”.

Lena przybliżyła twarz. Na zdjęciu widać było ścianę pełną kolorów: ogromne dłonie trzymały słoik, a w słoiku pływały małe, świecące punkty, jak świetliki. Tło było niebiesko-zielone, ale nie jak zwykłe morze — bardziej jak sen o wodzie.

Coś w tym obrazie ją zatrzymało. Dłonie były realistyczne, z drobnymi pęknięciami skóry i paznokciami, a jednak trzymały coś niemożliwego. Lena poczuła dreszcz, choć było gorąco.

— Co tak oglądasz? — Nadia wróciła z lodami. Jedna gałka malinowa, druga waniliowa, a na wierzchu wafel z czekoladą.

— Spójrz… — Lena wskazała planszę. — To jest… takie prawdziwe i takie nieprawdziwe naraz.

Kuba podszedł, z arbuzem pod pachą.

— Dłonie jak mojej babci, tylko babcia nie łapie świetlików do słoika, bo by się złościła — stwierdził.

Nadia zmrużyła oczy.

— Może to o tym, żeby nie zamykać rzeczy, które powinny latać.

Lena przełknęła ślinę. Nagle to, co powiedziała Nadia, zabrzmiało jak coś ważnego, a nie tylko przypadkowa myśl przy lodach.

— Idziemy na te warsztaty? — zapytała Lena, czując w sercu małe „klik”, jakby coś się dopasowało.

Kuba wzruszył ramionami.

— O szesnastej? Jeśli nie każą mi rysować arbuza, to mogę.

Nadia uśmiechnęła się.

— Idziemy. Po kąpieli. I po gofrze, bo ja tak pracuję nad sztuką.

Warsztaty i drobne rozczarowanie

O piętnastej czterdzieści pięć Lena czuła się już trochę zmęczona, ale przyjemnie. Skóra pachniała kremem, włosy miała posklejane od wody, a w uszach szumiało jej od śmiechu i plusku.

Dom kultury był rzeczywiście obok basenu, niski budynek z szerokimi drzwiami. W środku było chłodniej. Na ścianach wisiały plakaty, a w sali stały stoły z papierem, farbami i kubkami z wodą.

Pani prowadząca warsztaty miała krótko obcięte włosy i koszulkę poplamioną jak tęcza po burzy.

— Cześć, artyści — powiedziała, jakby znała ich od dawna. — Dziś spróbujemy stworzyć własne „słoiki ze światłem”. Nie muszą być idealne. Mają być wasze.

Lena usiadła i dostała kartkę. Pędzel był miękki, aż łaskotał w palcach. Przez chwilę bała się pierwszego ruchu. Papier wyglądał zbyt czysto, jakby miał wysokie wymagania.

— Po prostu zacznij od tła — podpowiedziała pani. — Kolor, który kojarzy ci się z latem.

Lena wybrała błękit, ale dodała do niego odrobinę zieleni. Wyszedł kolor podobny do wody w basenie, gdy słońce jest wysoko. Potem namalowała słoik. Starała się, żeby szkło wyglądało jak szkło, a nie jak zwykły prostokąt.

— O, to jest fajne — szepnęła Nadia, malując swoje świetliki w kształcie małych gwiazd.

Kuba natomiast robił słoik, w którym pływały… kawałki arbuza.

— To moje światło — oznajmił poważnie. — Słodkie i czerwone.

Lena uśmiechnęła się, ale gdy próbowała namalować dłonie, coś jej nie wychodziło. Palce wyglądały jak parówki, a paznokcie jak małe kwadraty. Złość podeszła jej do gardła.

— Bez sensu — mruknęła, odkładając pędzel.

Pani prowadząca usiadła obok.

— Mogę zobaczyć?

Lena niechętnie przesunęła kartkę.

— Widzę, że umiesz obserwować — powiedziała pani spokojnie. — Masz świetne tło. A dłonie… wiesz, co jest najtrudniejsze? To, że każdy ma w głowie obraz „idealny”. A ręka na papierze jest prawdziwa, czasem krzywa, czasem niepewna. Spróbuj uprościć. Zamiast wszystkich szczegółów, pokaż gest.

— Gest? — Lena zmarszczyła czoło.

— To, że dłonie coś trzymają delikatnie. Jakby nie chciały zgnieść światła.

Lena wzięła pędzel z powrotem. Oddychała wolniej. Zamiast walczyć o idealne palce, namalowała dwa kształty, bardziej miękkie. Dodała cień pod słoikiem. I nagle… wyglądało to lepiej. Nie jak na zdjęciu, ale jak jej własna wersja.

Na koniec pani ogłosiła:

— Zrobimy małą wystawę. Każdy może przypiąć pracę na tablicy.

Lena poczuła dumę i jednocześnie lekkie ukłucie, bo jej kartka była trochę falująca od wody, a światło w słoiku nie świeciło tak mocno, jak chciała. W dodatku okazało się, że nie ma czasu, by obejrzeć prawdziwy mural w mieście — wycieczka miała być jutro, a Lena jutro jechała z rodzicami do cioci.

— Szkoda — powiedziała cicho do Nadii, kiedy wychodzili.

— Też chciałam go zobaczyć na żywo — Nadia westchnęła. — Ale wiesz co? Możemy pójść innym razem.

Kuba wzruszył ramionami.

— Mural nie ucieknie. A jeśli ucieknie, to znaczy, że to był naprawdę dobry mural.

Lena zaśmiała się mimo wszystko. To rozczarowanie było małe, jak kamyk w bucie. Dało się z nim iść dalej.

Wieczór z cichym blaskiem

Wracali powoli. Ulica była rozgrzana, a powietrze pachniało nagrzaną cegłą i skoszoną trawą. Lena niosła swoją pracę ostrożnie, jakby rzeczywiście trzymała w rękach słoik z czymś delikatnym.

W domu tata podlewał pomidory na balkonie. Krople wody spadały na liście z cichym „plip”.

— I jak było? — zapytał.

Lena usiadła przy stole i rozłożyła kartkę.

— Było super. Basen, lody, śmiech… i warsztaty. Zobaczyłam zdjęcie muralu. Chciałam go zobaczyć naprawdę, ale nie zdążę.

Mama podeszła i przyjrzała się rysunkowi.

— Te dłonie wyglądają, jakby naprawdę uważały — powiedziała. — To piękne.

Lena poczuła, jak coś mięknie jej w środku. Nie idealne, nie wielkie. Po prostu dobre.

Wieczorem wyszła na balkon. Niebo robiło się ciemniejsze, ale wciąż miało ciepły kolor, jak herbata z miodem. Gdzieś w krzakach przy bloku zapalił się jeden świetlik. Potem drugi. Maleńkie punkty, prawie nic, a jednak widoczne.

Lena oparła brodę na kolanach. Pomyślała o słoiku z muralu i o tym, co powiedziała Nadia: że nie powinno się zamykać rzeczy, które mają latać. Dziś nie zobaczyła muralu. Jej dłonie na rysunku nie były idealne. Kuba pewnie jutro znów będzie „owocem”. A jednak dzień był pełny.

Wzięła spokojny oddech. Wakacje nie musiały być wielką przygodą co minutę. Mogły być proste: basen, rozmowa, trochę farby na palcach, świetlik w krzakach.

I z tym cichym blaskiem w głowie Lena wróciła do pokoju, z sercem uspokojonym mimo drobnych rozczarowań dnia.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Uchylone okno
Okno otwarte trochę, tylko na krótko, aby wpadło powietrze.
Przeciągnęła się
Rozprostowała ciało, zwykle rano, żeby rozluźnić mięśnie.
Regulaminu
Zbiór zasad, które mówią, jak należy zachowywać się w miejscu.
Mienił się
Zmieniał wygląd pod wpływem światła, błyszczał i odbijał kolory.
Chloru
Chemiczny zapach w basenie, który zabija zarazki i oczyszcza wodę.
Brodzika
Płytka część basenu dla małych dzieci do zabawy w wodzie.
Zanurkowała
Wskoczyła pod wodę, schowała głowę i pływała pod powierzchnią.
Gęsią skórkę
Małe grudki na skórze, które pojawiają się przy zimnie lub strachu.
Muralu
Duży obraz malowany bezpośrednio na ścianie budynku.
Warsztaty
Zajęcia praktyczne, na których uczysz się robić coś rękami.
Galerię
Miejsce, gdzie pokazuje się obrazy i prace artystyczne.
Poplamioną
Zabrudzoną plamami, na przykład farbą lub jedzeniem.
Gest
Ruch ręki lub ciała, który wyraża myśl albo emocję.
Falująca
Poruszająca się w lekkich, regularnych falach, jak powierzchnia wody.
Uspokojonym
Zrelaksowany i wolny od niepokoju lub silnych emocji.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o wakacjach letnich dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.