Trwa ładowanie...
Opowieść o wakacjach letnich 11-12 lat Czytanie 16 min.

Kuba i Olek uczą się cierpliwości w górskich kolejkach

Dwaj przyjaciele spędzają wakacje w górskiej miejscowości, ucząc się cierpliwości i lokalnych zwyczajów poprzez kolejki, spotkania z mieszkańcami i drobne przygody.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Na starym drewnianym moście nad wartkim strumieniem po deszczu stoją dwaj jedenastolatkowie: Kuba — krótkie brązowe włosy, jasnoniebieski lekko pognieciony t-shirt, khaki szorty, oparty na lewej poręczy, trzyma rożek lodów malinowych z kroplą na palcu — i Olek — blond włosy w nieładzie, czerwona czapka na odwrót, szary sweter przewiązany w pasie, po prawej, lekko zwrócony ku Kubie, uśmiechnięty i zrelaksowany, trzyma dłoń na poręczy; mokre deski, przejrzysta woda wirująca wokół gładkich kamieni i mchu, brzegi z paprociami i świerkami, w tle drewniane domy z pelargoniami i pastelowe niebo o zmierzchu; cicha, uspokajająca atmosfera, chłodna paleta akwarelowych błękitów i zieleni z różowymi i brązowymi akcentami. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Zapach żywicy i plan na lato

Kuba przykleił nos do szyby pociągu, aż zrobiła się na niej mała mgiełka. Za oknem góry rosły z każdą minutą, jakby ktoś je dmuchał od środka. Zieleniały się gęsto, a słońce kładło na stokach jasne plamy.

— Widzisz tam? — Olek szturchnął go łokciem. — Ten szczyt wygląda jak wielki rogal.

— A tamten jak… naleśnik, który spadł na bok — odpowiedział Kuba i obaj parsknęli śmiechem.

Mieli po jedenaście lat, plecaki wypchane lekkimi rzeczami i głowy pełne wakacyjnych planów. Ich rodzice rozmawiali cicho o trasach, biletach i pogodzie, ale Kuba słyszał głównie szum kół i wyobrażał sobie, jak będzie chodził po ścieżkach, gdzie pachnie żywicą i ciepłym kamieniem.

Wysiedli w małej górskiej miejscowości, gdzie powietrze było jak chłodna woda na twarzy. Na rynku stała fontanna, a wokół kręcili się ludzie w krótkich spodenkach i z kijkami trekkingowymi. Z głośnika przy przystanku ktoś ogłaszał godziny odjazdów, a w oddali dzwonił kościół.

— Ale tu jest inaczej niż w mieście — powiedział Kuba.

— Bo tu nawet cisza ma echo — dodał Olek i obaj na chwilę zamilkli, słuchając.

Pensjonat był drewniany, z balkonami pełnymi pelargonii. Pani recepcjonistka miała opaloną twarz i mówiła tak, jakby się uśmiechała nawet w środku zdania.

— Pokój numer sześć. Tylko proszę, chłopcy, schody to nie tor wyścigowy — mrugnęła.

Kuba spojrzał na Olka, jakby chciał powiedzieć: „No to mamy wyzwanie”. Ale tylko kiwnął głową.

Po rozpakowaniu wyszli na spacer. Wzdłuż drogi ciągnęły się stragany z jagodami, oscypkami i miodem. Kuba zobaczył kolejkę do małej budki z lodami.

— Chodź! — wyrwało mu się.

Olek już też zrobił krok do przodu, ale zatrzymali się, bo przed nimi stało kilka osób. Mama Kuby uniosła brwi.

— Lody będą też za pięć minut. Kolejka to kolejka.

Kuba przełknął ślinę. Pachniało wanilią i czymś owocowym. W brzuchu czuł lekkie wiercenie.

— Dobra — mruknął. — Poczekamy.

I stanęli grzecznie, licząc ludzi przed sobą jak stopnie do góry. Jeden, dwa, trzy… Da się.

Rozdział 2: Kolejka do kolejki

Następnego dnia słońce obudziło ich wcześnie. W pokoju było jasno, a z zewnątrz wpadał dźwięk ptaków i zapach świeżych bułek z jadalni.

— Dzisiaj kolejka na górę! — Olek aż podskoczył, wkładając czapkę.

Stacja kolejki linowej była jak mrowisko. Ludzie przesuwali się powoli, każdy z biletem, z plecakiem, z butelką wody. Kuba od razu wypatrzył tabliczkę: „Prosimy ustawiać się w kolejce”.

— To będzie długo — jęknął, gdy zobaczył zakręt kolejki.

— Ej, patrz. Ten pan ma psa w plecaku — szepnął Olek.

Rzeczywiście, z plecaka wystawała puchata głowa małego psa, który wyglądał, jakby był bardzo poważnym kontrolerem biletów. Kuba zachichotał, a napięcie trochę mu puściło.

Przed nimi stała starsza pani w kapeluszu z szerokim rondem. Wachlowała się mapą.

— Pierwszy raz w górach? — zapytała, odwracając się do chłopców.

— Nie, ale pierwszy raz tutaj — odpowiedział Kuba.

— To dobrze. Tutaj ludzie mają swój rytm. Nigdzie się nie goni. W górach pośpiech lubi robić psikusy — powiedziała i uśmiechnęła się tak, jakby znała mnóstwo takich psikusów.

Kuba przesuwał się krok po kroku. Raz chciał przeskoczyć o dwa miejsca, bo akurat ktoś poprawiał plecak i zrobiła się luka.

— Kuba — odezwał się Olek cicho. — Nie.

Kuba poczuł, jak policzki robią mu się ciepłe. Wziął oddech.

— No wiem… — mruknął. — Po prostu… nogi same.

— Moje też by chciały, ale głowa mówi: „Stój” — Olek wzruszył ramionami.

To było dziwne i trochę zabawne, że głowa Olka brzmiała jak dorosły. Kuba spróbował wyobrazić sobie swoją głowę mówiącą: „Stój”, ale wychodziło mu bardziej: „Lodyyyy”.

W końcu weszli do wagonika. Drzwi zamknęły się miękko, jak w lodówce, tylko zamiast zimna była przestrzeń. Wagonik ruszył i nagle świat zrobił się niższy. Drzewa wyglądały jak miękkie pędzle, a ludzie na dole jak kolorowe kropki.

— Warto było poczekać — powiedział Kuba, patrząc, jak wiatr porusza trawą na zboczu.

— No. Jakbyśmy się wcisnęli, to byśmy mieli wyrzuty sumienia większe niż ten rogalowy szczyt — odparł Olek.

Kuba roześmiał się i poczuł, że ta kolejka nauczyła go czegoś prostego: czasem czekanie jest ceną za spokój.

Rozdział 3: Jagody, stragany i miejscowe zwyczaje

Po zejściu z kolejki szli szeroką ścieżką, która pachniała rozgrzaną ziemią. Słońce prześwitywało przez świerki, a w cieniu było przyjemnie chłodno. Z daleka słychać było dzwonki krów, jakby ktoś grał na małych metalowych instrumentach.

W południe wrócili do miasteczka. Na placu obok rynku rozstawiono kilka stoisk. Ktoś sprzedawał ręcznie robione drewniane łyżki, ktoś inny sok z malin. Największa kolejka była przy stoisku z jagodziankami. Bułki wyglądały tak, jakby pękały ze szczęścia, a jagody aż się błyszczały.

— Biorę dwie — oznajmił Olek.

— Ja też! — Kuba już ruszył, ale zatrzymał się przy końcu kolejki. Tym razem zrobił to sam, bez przypominania.

Stali i obserwowali. Miejscowi ludzie mówili spokojnie, czasem żartowali z panią sprzedającą. Nikt nie przepychał się łokciami. Nawet dzieci czekały, podskakując, ale jednak czekały.

Za ladą stała dziewczyna trochę starsza od nich, może trzynaście lat, w fartuchu w białe kropki. Podawała bułki szybko i uważnie.

— Widzisz? — szepnął Kuba. — Ona w ogóle się nie denerwuje.

— Bo ma kolejkę w rękach — Olek udawał poważnego. — To ważna umiejętność: zarządzanie kolejką.

— Ty to potrafisz wymyślać — Kuba uśmiechnął się pod nosem.

Kiedy byli już blisko, przed nimi stanął mały chłopiec, może siedmioletni, z rozczochranymi włosami. Wbiegł z boku i chciał wcisnąć się przed Kubę.

— Hej! — Kuba odruchowo zrobił krok do przodu, serce mu przyspieszyło.

Chłopiec spojrzał na niego z miną: „Przecież nic się nie stało”.

Kuba poczuł w sobie dwa głosy. Jeden krzyczał: „To niesprawiedliwe!”. Drugi mówił: „Spokojnie. Co zrobisz?”.

Olek pochylił się do chłopca.

— Kolejka jest tam — wskazał koniec. — Zobacz, wszyscy czekają.

Chłopiec zawahał się. Wtedy starszy pan z boku, w koszulce z napisem „Góry uczą”, powiedział łagodnie:

— Młody, w kolejce jest jak na szlaku. Każdy idzie swoim tempem, ale nikt nie przeskakuje innych. Inaczej ktoś się potknie.

Chłopiec spuścił wzrok, mruknął „dobra” i pobiegł na koniec. Kuba poczuł, jak złość mu odpływa, zostawiając po sobie dziwną ulgę.

— Dzięki — powiedział do Olka.

— Spoko. W sumie to ja też bym się wkurzył — Olek wzruszył ramionami. — Ale lepiej powiedzieć normalnie niż ryknąć jak niedźwiedź.

Dostali jagodzianki. Ciepłe, lepkie od lukru. Jagody barwiły im języki na fioletowo.

— Wyglądasz jakbyś zjadł atrament — zaśmiał się Olek.

— A ty jak fioletowy wampir na wakacjach — odbił Kuba.

I jedli, siedząc na ławce, obserwując ludzi i ucząc się ich spokojnego rytmu.

Rozdział 4: Schronisko i zupa, która nie ucieknie

Trzeciego dnia wybrali się na dłuższą wycieczkę. Szlak prowadził do schroniska wysoko na polanie. Kamienie pod butami były ciepłe, a kiedy weszli w las, powietrze zrobiło się chłodniejsze i pachniało mokrą korą.

— Czuję się jak w grze — powiedział Kuba, omijając korzeń jak przeszkodę.

— Tylko tu nie ma przycisku „pauza” — Olek otarł czoło. — Jak się zmęczysz, to trzeba… się zmęczyć.

Dotarli do schroniska w porze obiadu. Drewniany budynek skrzypiał przy drzwiach, a w środku było gwarno i przytulnie. Na tablicy kredą wypisano: „Zupa pomidorowa, naleśniki, herbata z malinami”.

Kolejka do okienka zawijała się aż do ławy. Kuba aż przestąpił z nogi na nogę.

— Ja już umieram z głodu — jęknął.

— Nie umierasz. Jesteś dramatyczny — Olek spojrzał na niego spod czapki.

Przed nimi stała rodzina z dwójką małych dzieci. Jedno dziecko co chwilę pytało: „Kiedy?”, a drugie próbowało liczyć deski w podłodze. Mama tych dzieci mówiła spokojnie:

— Jeszcze trzy osoby i zamawiamy. Widzisz? To jak odliczanie do startu.

Kuba słuchał i nagle pomyślał, że to działa. Zaczął liczyć: jedna osoba, dwie, trzy… Każdy krok do przodu był małym zwycięstwem.

W tym momencie ktoś z tyłu szturchnął Kubę plecakiem. Kuba odwrócił się i zobaczył chłopaka w ich wieku, z piegami, który wyglądał na bardzo zniecierpliwionego.

— Przesuń się, bo tu jest miejsce — burknął.

Kuba już miał odpowiedzieć ostro, ale przypomniał sobie słowa starszej pani: „W górach pośpiech lubi robić psikusy”. Wziął oddech i przesunął się o pół kroku, tak żeby nikogo nie wyprzedzać.

— Jest miejsce, ale kolejka ta sama — powiedział spokojnie. — Też czekamy.

Chłopak prychnął, ale przestał napierać. Olek spojrzał na Kubę z uznaniem.

— Ty, to było… dorosłe — szepnął.

— Nie przesadzaj — Kuba poczuł dumę, ale też rozbawienie. — Po prostu nie chcę, żeby mi zupa ostygła od kłótni.

Kiedy w końcu zamówili, dostali dwie miski pomidorowej. Para unosiła się jak mała chmurka. Usiedli przy oknie. Za szybą widać było polanę i niebo tak niebieskie, że aż wyglądało na świeżo pomalowane.

— Wiesz co? — powiedział Kuba, mieszając łyżką. — Czekanie jest trochę jak ta zupa. Jak za szybko chlapniesz, to się poparzysz. A jak poczekasz chwilę, jest idealna.

— Mądrość pomidorowa — Olek uniósł łyżkę jak toast.

Zjedli do dna.

Rozdział 5: Deszcz, biblioteka i turyści w kapciach

Następnego dnia obudził ich deszcz. Nie taki groźny, tylko równy, miękki, jakby ktoś przesypywał wodę przez sitko. Góry zniknęły w szarej mgle.

— No i co teraz? — Olek przewrócił się na plecy.

— Teraz odkryjemy, co robią ludzie tutaj, jak pada — Kuba wstał i podszedł do okna.

Na ulicy miejscowi szli spokojnie z parasolami. Nikt nie biegł, nikt nie narzekał głośno. Ktoś stał pod daszkiem sklepu i rozmawiał, jakby deszcz był tylko tłem.

Poszli do małej biblioteki przy rynku, bo mama Kuby powiedziała, że tam jest „kawałek ciszy”. W środku pachniało papierem i drewnem. Na wejściu wisiała kartka: „Prosimy czekać na swoją kolej przy ladzie”.

— Wszędzie kolejki — mruknął Olek, ale bez złości.

Przy ladzie stała pani bibliotekarka w okularach. Obok niej była skrzynka: „Zwroty”. Przed Kubą czekała dziewczynka, która oddawała książki i opowiadała coś z przejęciem.

Kuba i Olek słuchali pół ucha. Dziewczynka mówiła o tym, jak znalazła w książce zasuszonego liścia i zrobiła z niego zakładkę. Bibliotekarka słuchała cierpliwie, jakby miała całe popołudnie tylko dla niej.

Kuba poczuł lekkie ukłucie niecierpliwości. Chciał już wybrać komiks o górach. Ale po chwili zauważył coś: ta dziewczynka była po prostu szczęśliwa, że ktoś jej nie przerywa.

— To miłe — szepnął do Olka. — Że nikt jej nie pogania.

— Mhm. Może tu kolejka to nie kara, tylko… sposób, żeby każdy miał swoją chwilę — Olek powiedział to wolno, jakby sam sprawdzał, czy to pasuje.

Kuba kiwnął głową. Nagle deszcz za oknem brzmiał jak spokojne bębnienie.

Gdy przyszła ich kolej, bibliotekarka zapytała:

— Co lubicie?

— Góry i śmieszne historie — odpowiedział Olek.

— I takie, gdzie ktoś się czegoś uczy, ale bez nudzenia — dodał Kuba.

Bibliotekarka uśmiechnęła się i podała im dwie książki. Jedna była o wędrówkach, druga o dwóch chłopcach, którzy zakładali klub obserwatorów ptaków.

— A jak przestanie padać, polecam mostek nad potokiem. Miejscowi wieczorem siadają tam i słuchają wody — powiedziała.

W drodze powrotnej minęli turystę, który wyszedł z pensjonatu w kapciach i z parasolem tak małym, że wyglądał jak grzybek.

— On chyba myśli, że deszcz się go przestraszy — Olek zachichotał.

— Albo że góry są jak łazienka — Kuba roześmiał się i poczuł, że nawet deszcz ma tu swój humor.

Rozdział 6: Mostek, lody i nowa cierpliwość

Wieczorem deszcz ustał. Ulice parowały, a powietrze było świeże, jak po przewietrzeniu pokoju. Potok szumiał głośniej niż zwykle, niosąc ze sobą gałązki i małe bąbelki.

Na mostku rzeczywiście siedziało kilka osób. Starszy pan z psem, nastolatka z słuchawkami, kobieta z kubkiem herbaty. Nikt nie mówił głośno. Wszyscy patrzyli w wodę, jakby oglądali film, który nigdy się nie kończy.

Kuba i Olek oparli się o poręcz. Drewno było chłodne pod dłońmi.

— Wiesz, co jest dziwne? — Kuba odezwał się po chwili. — Że ja naprawdę czuję, jak mi w środku jest… spokojniej.

— Bo przestałeś się ścigać z czasem — Olek spojrzał na potok. — Czas i tak wygrywa.

— Dzięki za pocieszenie — Kuba szturchnął go lekko.

W drodze do pensjonatu zobaczyli znów budkę z lodami. Tym razem kolejka była krótka, ale i tak była. Przed nimi stała ta sama starsza pani w kapeluszu.

— O, moi młodzi turyści — powiedziała. — Jak wakacje?

— Uczymy się… czekania — odpowiedział Kuba i sam się zdziwił, jak naturalnie to zabrzmiało.

— To bardzo przydatna umiejętność. Nie tylko w kolejce — pani skinęła głową. — Czasem trzeba poczekać, aż ktoś skończy mówić. Albo aż przyjaciel będzie gotowy.

Kuba spojrzał na Olka. Pomyślał o tym, jak Olek zatrzymał go przy kolejce do kolejki, jak spokojnie odezwał się do chłopca przy jagodziankach. Olek też miał swoje tempo, czasem wolniejsze, czasem szybsze, ale zawsze jakoś równe.

— Wie pani, tu ludzie są inni — powiedział Olek. — Tacy… spokojniejsi.

— Bo się znają — odpowiedziała pani. — Jak się zna ludzi, łatwiej jest im ustąpić. Wiesz, że nikt nie chce cię oszukać, tylko wszyscy chcą dojść do tego samego okienka.

Przyszła ich kolej. Kuba zamówił lody malinowe, Olek czekoladowe. Usiedli na ławce, słońce dotykało jeszcze czubków drzew, a z oddali dochodził śmiech dzieci.

Kuba oblizał rożek i poczuł, że ta chwila jest dokładnie tam, gdzie powinna być.

— Powiem ci coś — powiedział cicho. — Ja chyba zacząłem bardziej zauważać ludzi. Nie tylko to, co ja chcę.

Olek przytaknął.

— Też. I jakoś… łatwiej mi oddychać.

Siedzieli jeszcze chwilę, patrząc jak miejscowi przechodzą przez rynek: ktoś kiwał głową znajomemu, ktoś zatrzymywał się na krótkie „cześć”, ktoś cierpliwie przepuszczał drugą osobę w drzwiach sklepu. Kuba miał wrażenie, że zna ich trochę lepiej, choć nie znał ich imion.

A kiedy wracali do pensjonatu, Kuba nie miał już w sobie tego wiercenia. Wiedział, że jutro też będzie słońce, szlak, może kolejka. I że potrafi czekać, aż przyjdzie jego moment.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

żywicy
Lepkie, aromatyczne soki drzew, które pachną i twardnieją po wyschnięciu.
Mgiełka
Bardzo cienka, lekka chmurka przy ziemi, prawie przezroczysta.
Trekkingowymi
Dotyczy długich wędrówek po górach z cięższym plecakiem.
Pelargonii
Rodzaj ozdobnych roślin z kolorowymi kwiatami w donicach.
Recepcjonistka
Osoba pracująca przy wejściu, która zameldowuje gości i pomaga.
Oscypkami
Tradycyjny, wędzony ser owczy z gór, o wyrazistym smaku.
Jagodziankami
Słodkie bułki nadziewane jagodami, często jedzone jako przekąska.
Schronisko
Prosty dom w górach, gdzie podróżni mogą odpocząć i zjeść.
Polanie
Otwarta, trawiasta przestrzeń w lesie, zwykle słoneczna i płaska.
Kredą
Miękki kolorowy lub biały patyk do pisania po tablicy.
Zakładką
Cienki przedmiot wsunięty między strony książki, by pamiętać miejsce.
Poręcz
Drewniany lub metalowy pasek przy schodach, za który można się trzymać.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

podróż szacunek deszcz schronisko

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o wakacjach letnich dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.