Trwa ładowanie...
Opowieść o wakacjach letnich 11-12 lat Czytanie 12 min.

Chatka na końcu ogrodu i zasada bazy

Olek spędza wakacje u babci, znajduje starą chatkę i razem z Mają tworzy bazę, ucząc się współpracy, prostych radości i nowych sposobów na letnie przygody.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są dwójka dzieci: Olek, ok. 11 lat, rozczochrane brązowe włosy, jasnozielony T-shirt i beżowe spodenki, klęczy po lewej, wiąże mokry sznurek, skoncentrowany i lekko pokropiony deszczem; Maja, ok. 11 lat, kasztanowe włosy w kucyku, okrągłe okulary, żółty T-shirt i krótkie dżinsy, stoi po prawej, napięta trzyma dużą srebrną folię jak plandekę, pochylona przeciw wiatrowi, zdeterminowany uśmiech. Miejsce: mały wiejski ogród po gradzie, mokra wysoka trawa, zgniecione kwiaty, pochylona stara jabłoń po lewej, żywopłot z tyłu i po prawej mała drewniana chatka z pękniętymi deskami, częściowo otwartymi drzwiami i niskim oknem z ciepłym żółtym światłem; przed drzwiami drewniany stół z widocznym słoikiem pełnym „skarbów” (pióra, kamyk w kształcie serca, mała karteczka). Sytuacja: ulewny deszcz, duże krople i rozbryzgi, dalekie błyskawice; Olek i Maja wspólnie mocują plandekę do dachu jako prowizoryczne schronienie, napięte liny, ściśle zawiązane węzły, kawałki drewna i klamerki widoczne; atmosfera dynamiczna i lekko dramatyczna, ale przytulna dzięki żółtemu blaskowi z chatki. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Walizka i cisza po szkole

Olek zsunął buty w przedpokoju i poczuł, że zaczęły się wakacje. Nie było dzwonka, nie było plecaka, tylko ciepłe powietrze wpadające przez uchylone okno i zapach kurzu nagrzanego na parapecie.

— No i co będziesz robił? — zapytała mama, opierając się o framugę kuchni.

Olek wzruszył ramionami. Miał plan… a właściwie nie miał. Koledzy jechali nad morze, ktoś chwalił się obozem sportowym. On jechał do babci na działkę. Brzmiało trochę jak „nic”, choć babcia miała ogród, wiśnie i drewnianą altankę, którą wszyscy nazywali „chatką”.

— Będzie dobrze — dodała mama, jakby czytała mu w myślach. — W sam raz, żebyś znalazł swój sposób na wakacje.

Olek nie odpowiedział od razu. „Swój sposób” brzmiał jak zadanie domowe.

Wieczorem spakował krótkie spodenki, latarkę i notatnik. Do notatnika włożył ołówek, bo długopisy w upale zawsze mu przestawały pisać. Na końcu dorzucił mały, zielony gwizdek. Nie wiedział po co, ale lubił, jak brzęczy w dłoni.

Rozdział 2: Chatka na końcu ogrodu

U babci pachniało koperkiem, skoszoną trawą i czymś słodkim, co pewnie przed chwilą wyjęła z piekarnika.

— Olek, tylko nie chodź po grządkach! — zawołała na powitanie, choć jeszcze nawet nie zdążył wejść do ogrodu.

W ogrodzie było jak w innym świecie: bzyczące pszczoły, cienie liści na ścieżce i słońce, które grzało w kark. Na samym końcu, za porzeczkami, stała drewniana chatka. Niska, trochę przekrzywiona, ale dzielna. Miała drzwi z zasuwą i okienko tak małe, że trzeba było się schylić.

Olek pociągnął zasuwę. Zawiasy zaskrzypiały, jakby chatka mówiła: „No wreszcie”.

W środku było chłodniej. Pachniało żywicą, starą deską i słoikiem po ogórkach, który stał w kącie i udawał ważny przedmiot.

Na półce leżały dwa stare kije, sznurek, pudełko z gwoździami i… planszówka bez kilku pionków.

— Tu można by… — mruknął Olek do siebie.

— Hej! — usłyszał głos zza płotu. — Ty jesteś Olek?

Po drugiej stronie stała dziewczynka w żółtej koszulce. Miała włosy związane w kitkę i okulary, które lśniły w słońcu.

— Tak. A ty?

— Maja. Dziadek mówił, że przyjechałeś. Masz fajną chatkę.

Olek spojrzał na chatkę, jakby dopiero teraz zauważył, że faktycznie jest fajna.

— Chcesz zobaczyć?

Maja weszła ostrożnie, jak do muzeum. Dotknęła deski.

— To jest idealne miejsce na bazę. Albo… laboratorium przyrodnicze.

— Laboratorium? — Olek aż się uśmiechnął. — Ja raczej… nie wiem.

— To nawet lepiej — stwierdziła Maja. — Jak nie wiesz, to możesz wybrać.

Rozdział 3: Plan, który nie chciał się ułożyć

Następnego dnia słońce wstało wcześnie i nie zamierzało odpuścić. Olek i Maja przynieśli do chatki koc, butelkę wody i miskę z czereśniami, które babcia pozwoliła zjeść „tylko nie wszystkie naraz”.

— Zrobimy bazę! — Olek powiedział pewniej, niż się czuł.

— Zrobimy — zgodziła się Maja. — Ale bazę wspólną. Z zasadami.

Olek skrzywił się lekko.

— Zasady są nudne.

— Nuda to też zasada — odparła Maja i parsknęła śmiechem. — Spokojnie. Chodzi o to, żeby było fair.

Zaczęli od sprzątania. Olek chciał wszystko wyrzucić, Maja chciała wszystko zostawić „bo może się przyda”.

— Ten słoik jest bez sensu — powiedział Olek.

— Bez sensu? — Maja uniosła brwi. — To jest… pojemnik na znaleziska!

— Jakie znaleziska?

Maja wyciągnęła z kieszeni trzy piórka: szare, białe i jedno w paski.

— Takie.

Olek przez chwilę milczał, a potem przyznał:

— Dobra, słoik zostaje.

Gorzej poszło z planszówką. Olek znalazł brakujące pionki w pudełku po gwoździach, ale były różne. Jeden przypominał kapsel, drugi guzik, trzeci był małym kamykiem.

— To nie pasuje — jęknął.

— Pasuje, bo działa — odpowiedziała Maja. — W wakacje nie wszystko musi wyglądać idealnie.

Olek chciał, żeby wyglądało. Chciał, żeby baza była „jak prawdziwa”. Żeby była jego. A jednocześnie czuł, że bez Mai chatka byłaby tylko pustym pudełkiem.

— Okej — powiedział w końcu. — Ty wybierasz połowę rzeczy do zostawienia. Ja wybieram połowę. I nie marudzimy.

— Umowa — Maja podała mu dłoń.

Jej dłoń była ciepła i trochę lepka od czereśni. Olek uśmiechnął się. To była pierwsza wakacyjna umowa, jaką podpisał.

Rozdział 4: Trop w trawie i śmiech w cieniu

Gdy chatka wyglądała już bardziej jak baza, Maja wyjęła z plecaka lupę.

— Będziemy badać lato — oznajmiła.

— Lato się bada? — zdziwił się Olek.

— Wszystko się bada. Patrz.

Wyszli na trawę. Wysoka, miękka, łaskotała w łydki. Pod jabłonią ziemia była chłodna i ciemniejsza. Na liściach błyszczały kropelki po porannym podlewaniu.

Maja przykucnęła.

— Widzisz to?

Na ziemi biegła cienka ścieżka, jak narysowana ołówkiem. Mrówki maszerowały, każda z czymś: okruszkiem, igłą sosny, maleńkim listkiem.

Olek pochylił się tak nisko, że prawie dotknął nosem trawy.

— One się nie zderzają — zauważył.

— Bo współpracują — powiedziała Maja. — I mają swoje zasady. Jak my.

Olek parsknął.

— To ja jestem mrówką z kapslem.

— A ja mrówką z lupą — Maja zrobiła poważną minę. — Uwaga, ważna misja!

Znajdowali ślady: puste skorupki ślimaków, odciśnięte łapki kota w ziemi, piórko utknięte w żywopłocie. Wrzucali „skarby” do słoika: kamyk o kształcie serca, szyszkę wielkości kciuka, kawałek kory, który wyglądał jak mapa wyspy.

— To jest nasza wyspa — powiedział Olek, obracając korę w dłoniach.

— I nasza baza na wyspie — dodała Maja.

Wrócili do chatki spoceni i szczęśliwi. W środku było przyjemnie chłodno. Olek usiadł na kocu.

— Wiesz co? — zaczął. — Ja zawsze myślałem, że wakacje muszą być… głośne. Dużo atrakcji.

Maja wzruszyła ramionami.

— A ja myślałam, że muszą być zaplanowane co do minuty. A tu proszę. Mrówki zrobiły nam lekcję.

Rozdział 5: Gra, która prawie się rozsypała

Po południu babcia przyniosła lemoniadę w dzbanku. Cytryny pływały jak żółte łódki.

— Tylko mi tej chatki nie roznieście — powiedziała, stawiając dzbanek na stołku przy drzwiach. — To jeszcze po waszych rodzicach zostało.

Gdy babcia odeszła, Olek spojrzał na Maję.

— Zagramy w tę planszówkę?

— Jasne. Ale musimy ustalić, co robi guzik — powiedziała Maja.

— Guzik to pionek. Kapsel też. Kamyk też.

— A jak ktoś oszukuje? — Maja spytała prosto.

Olek poczuł ukłucie w brzuchu. Nie planował oszukiwać, ale lubił wygrywać. Bardzo.

— Nikt nie oszukuje — powiedział szybko. — Po prostu… czasem się myli.

Zaczęli grać. Plansza była trochę podarta, pola wyblakłe. Maja czytała zasady z kartki, która miała plamę po herbacie. Olek rzucał kostką, która była tak starta, że „szóstka” wyglądała jak „jeden” po długiej nocy.

W pewnym momencie Olek przesunął kapsel o jedno pole więcej.

Maja spojrzała.

— Chyba było pięć, nie sześć.

Olek poczuł gorąco na policzkach.

— Nie wiem. Kostka jest zniszczona.

— To policz kropki — Maja podała mu kostkę.

Olek policzył. Było pięć. W chatce nagle zrobiło się cicho, jakby nawet słoik po ogórkach przestał oddychać.

— Przesunę się z powrotem — powiedział Olek i cofnął kapsel.

Maja uśmiechnęła się lekko.

— Dzięki. Wiesz, ja też czasem bym chciała wygrać. Ale bardziej chcę, żebyśmy chcieli grać jutro.

To zdanie zostało w Olku jak mały kamyk w kieszeni. Nie przeszkadzał. Raczej przypominał, że coś jest ważniejsze niż jedno zwycięstwo.

Grali dalej. Raz wygrywał Olek, raz Maja. A kiedy pionki im spadały, śmiali się i udawali, że to „trzęsienie ziemi na wyspie”.

Rozdział 6: Burza i wspólna naprawa

Wieczorem niebo zrobiło się ciężkie. Powietrze przestało się ruszać, jakby ktoś zatrzymał wiatr. Liście na drzewach zamarły.

— Będzie burza — powiedziała babcia, wyglądając przez okno. — Trzeba pozamykać, co się da.

Olek pobiegł do chatki. Maja już tam była, z rękami na biodrach.

— Drzwi się nie domykają — oznajmiła. — Zasuwa jest krzywa.

Pierwszy grzmot zabrzmiał gdzieś daleko, ale wystarczająco groźnie, żeby Olek poczuł w gardle suchość.

— To moja wina? — spytał cicho. Przypomniał sobie, jak rano mocno szarpnął drzwiami.

— Nie wiem — Maja spojrzała na niego, już bez surowości. — Może. Ale to teraz nie jest konkurs winy.

Deszcz uderzył w dach chatki jak garść grochu. Woda zaczęła kapać przy okienku.

— Musimy zabezpieczyć rzeczy — powiedziała Maja. — Słoik, planszę, koc.

Olek chwycił sznurek i kij. Maja znalazła w kącie kawałek folii, która kiedyś była opakowaniem po czymś.

— Zrobimy daszek! — krzyknął Olek, przekrzykując deszcz.

— Ty wiąż, ja przytrzymam! — odpowiedziała Maja.

Pracowali szybko. Sznurek ślizgał się na mokrych dłoniach. Olekowi raz uciekł węzeł i prawie wpadł do słoika z „znaleziskami”.

— O nie, mrówki by się obraziły! — zawołał.

Maja roześmiała się, choć krople deszczu spływały jej po nosie.

— Mrówki mają plan awaryjny!

W końcu folia była naciągnięta jak mały namiot. Woda spływała po niej na bok, zamiast do środka. Chatka przestała płakać.

Burza dudniła jeszcze chwilę, a potem przesunęła się dalej. Po deszczu ogród pachniał jak świeżo rozkrojony ogórek i mokre drewno.

Olek opadł na stołek i wypuścił powietrze.

— Wiesz… ja chciałem zrobić tę bazę po swojemu. Sam.

Maja usiadła obok.

— A teraz?

Olek spojrzał na ich prowizoryczny daszek.

— Teraz jest… po naszemu. I działa.

— To najlepszy typ „swojego” — powiedziała Maja spokojnie.

Rozdział 7: Ciche lato, które zostało

Następne dni mijały miękko. Rano słońce suszyło trawę. Po południu powietrze falowało nad ścieżką. Wieczorem świerszcze grały, jakby ktoś nie mógł zdecydować się na jedną melodię.

Olek i Maja dopracowali bazę: narysowali mapę ogrodu w notatniku, zaznaczyli „Górę Jabłoniową” (czyli kopczyk ziemi) i „Rzekę Wężową” (czyli wąż ogrodowy). W słoiku trzymali skarby, ale też karteczki z pomysłami na gry.

Wymyślili „Wyścig cieni” — kto szybciej znajdzie w ogrodzie trzy różne kształty cienia. Wymyślili „Szeptany patrol” — przejście od płotu do chatki bez nadepnięcia na suchą gałązkę. A kiedy ktoś się potknął, drugi nie wyśmiewał. Po prostu mówił:

— Następnym razem będzie lepiej. Chodź, spróbujemy razem.

Ostatniego wieczoru przed wyjazdem Olek siedział w chatce sam przez chwilę. Słuchał, jak ogród oddycha: dalekie szczeknięcie psa, szelest liści, ciche „bzz” gdzieś przy lawendzie.

Maja przyszła bez pośpiechu.

— Jutro jedziesz — powiedziała, siadając w progu.

— Tak.

Zapadła krótka cisza. Nie była niezręczna. Była jak ciepły koc.

— Myślałem, że te wakacje będą… puste — przyznał Olek. — A okazało się, że były pełne. Tylko inaczej.

Maja pokiwała głową.

— Bo znalazłeś swój sposób.

Olek spojrzał na słoik ze skarbami, na folię-daszek, na planszę z guzikami i kapslem.

— Chyba tak. I wiesz co jeszcze?

— Co?

— Że jak się gra razem, to nawet jak przegrasz, zostaje coś fajnego.

Maja uśmiechnęła się szeroko.

— To zostawmy tu jedną rzecz na następny raz.

Wyjęli z notatnika kartkę i napisali: „Zasada bazy: gramy tak, żeby chcieć wrócić jutro”. Olek dopisał małym drukiem: „I żeby chatka nie płakała”.

Przyczepili kartkę do deski pinezką. Potem usiedli przed chatką. Słońce zachodziło powoli, rozlewając złoto po mokrej jeszcze trawie. Olek poczuł w środku spokojną, jasną ciszę, jakby ktoś wreszcie poukładał mu myśli równo, bez ścisku.

Wakacje nadal trwały. A on już wiedział, że nie musi ich gonić. Wystarczy je dzielić.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Przedpokoju
Małe pomieszczenie przy wejściu do mieszkania lub domu.
Uchylone okno
Okno lekko otwarte, tak że wpada powietrze.
Parapecie
Płaski kawałek pod oknem, na którym można coś postawić.
Działkę
Mały kawałek ziemi, gdzie ludzie uprawiają ogród i warzywa.
Altankę
Mały, drewniany domek w ogrodzie do odpoczynku.
Zasuwę
Metalny element, którym się zasuwa drzwi, żeby zamknąć je mocniej.
Zawiasy
Metalne części, na których wiszą drzwi i które pozwalają otwierać je.
żywicą
Gęsta, lepka substancja, którą wydzielają drzewa, szczególnie sosny.
Planszówka
Gra planszowa, w którą gra się na rozłożonej planszy.
Pionków
Małe figurki używane w grach planszowych jako znaczniki graczy.
Sznurek
Cienki, mocny materiał zrobiony z wielu splecionych włókien.
Gwoździami
Metalowe pręty używane do przybijania drewna lub innych rzeczy.
Porzeczkami
Małe, kwaśne owoce rosnące na krzewach w ogrodzie.
Daszek
Część z materiału lub drewna, co chroni przed deszczem na wejściu.
Folii
Cienki, przezroczysty materiał, który chroni przed wodą.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o wakacjach letnich dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.