Rozdział 1: Problemy z eliksirem na śniadanie
Alicja Kociołek miała jedenaście lat, rude włosy, okulary przekrzywione zawsze na lewą stronę i niepokojącą skłonność do tworzenia bałaganu nawet z rzeczy, które nie powinny się bałaganić. Mieszkała w Dolinie Kapuścianych Smoków, gdzie smoki, gobliny i magiczne kury były codziennością, a czarodzieje nosili różowe kapcie. Alicja była córką znanej czarodziejki i wziętego alchemika, ale nikt nie miał żadnych wątpliwości, że jej talenty magiczne są, cóż… trochę bardziej kreatywne niż korzystne.
Pewnego poranka, tuż po przebudzeniu, Alicja postanowiła przygotować sobie eliksir śniadaniowy – taki, który miał sprawiać, że woda smakuje jak czekolada. Niestety, zamiast tego stworzyła płyn, który zamieniał wszystko, czego dotknął, w... kiszone ogórki. Po trzech minutach kuchnia tonęła w ogórczanym zapachu, a nawet jej kot, Pan Szczypior, wyglądał, jakby zaraz miał uciec do sąsiadów.
— Mamo! Mam problem! — zawołała Alicja, trzymając w rękach swoje ogórkowe kapcie.
— Znowu kiszonki? — westchnęła mama, pojawiając się w drzwiach w pelerynie w kaczki. — Odkąd wczoraj zamieniłaś mi włosy w sałatkę jarzynową, mam alergię na warzywa!
— Przepraszam — powiedziała Alicja. — Ale mogę poćwiczyć zaklęcie odwracające! Chyba już wiem, co zrobiłam nie tak.
— Twój tata powiedział, że na dziś wystarczy eksperymentów. Ale... muszę przyznać, te ogórkowe kapcie są dość wygodne — stwierdziła mama i uśmiechnęła się szeroko.
Alicja też się uśmiechnęła. Może i jej magia była nieprzewidywalna, ale przynajmniej nigdy nie było nudno.
Rozdział 2: Kto podjada eliksiry w szkole?
W Szkole Niezbyt Uzdolnionych Magów, do której chodziła Alicja, nadzwyczajne wydarzenia były tak częste, że chyba tylko dyrektorka wiedziała, jak naprawdę wygląda czysty dzwonek na przerwę (pozostałe dzwonki zamieniono w żaby przez ucznia z sąsiedniej klasy). Właśnie trwała lekcja praktycznego czarowania, a nauczycielka – Pani Gnomala — demonstrowała, jak zapalić świeczkę za pomocą magicznej śliwki.
— Proszę bardzo, śliwka, dwa obroty, puf! — wyrecytowała, a śliwka eksplodowała chmurą konfetti, zamiast płomienia.
— Ktoś podjada mi eliksiry! — nagle wybuchł Chrumek, pół gobliński kolega Alicji. — Miałem fiolkę niewidzialności, a teraz mam tylko butelkę z herbatą miętową!
— Uważaj — mruknęła Alicja. — Ostatnio moja herbata zaczęła mówić do mnie po elficku.
Nauczycielka spojrzała na nich podejrzliwie. — Uczniowie, mamy rzeczywiście w szkole kłopot! Eliksiry znikają, a magiczne składniki się kończą. Ktoś tu coś kombinuje...
Alicja poczuła, jak jej serce zabiło szybciej. Może nie była najlepsza w czarach, ale była świetnym tropicielem! A przede wszystkim, z takim talentem do bałaganu, mogła przypadkiem odkryć sprawcę.
— Chrumek, pomożesz mi? — zapytała.
— Jeżeli nie zamienisz mnie w ogórka! — odpowiedział ostrożnie.
Alicja pokiwała głową. — Obiecuję. No... prawie.
Rozdział 3: Śledztwo w bibliotece i bibliognomy
Biblioteka szkolna była pełna książek, które nie tylko same się przewracały, ale potrafiły też ugryźć za palec, jeśli nie podobał im się czytelnik. Alicja i Chrumek weszli do środka na paluszkach. Próbując nie narobić hałasu, podeszli do półki z przepisami na eliksiry.
— Ciii, słyszałeś coś? — szepnęła Alicja.
— Tylko twoje burczenie w brzuchu — odparł Chrumek.
Nagle zza regału wyskoczył mały, pękaty stworek – bibliognom. W jednej ręce trzymał książkę, w drugiej mikrofon.
— Kto tu śledzi moje półki? — zawołał. — Słyszałem, że niektórzy zamieniają książki w kiszone ogórki!
Alicja zarumieniła się. — To był wypadek!
— Jak zawsze — zauważył Chrumek, trącając ją łokciem.
Bibliognom spojrzał podejrzliwie. — Jeśli szukacie przepisów na eliksiry, to tylko pod moim nadzorem! Ostatnio znikają mi tu fiolki i coś podejrzanie pachnie kiszoną kapustą.
Alicja postanowiła zaryzykować. — Czy wiesz, kto tu kręci się po nocach?
Bibliognom zadumał się. — Ostatnio widziałem cień między półkami i... zostawił po sobie coś lepkiego i zielonego.
— Ogórek? — spytał szeptem Chrumek.
— Albo... glonowy wilkołak! — zasugerował bibliognom z powagą.
Alicja poczuła dreszcz ekscytacji. To mógł być trop! Zamiast czytać kolejne książki, postanowili śledzić nocnych gości biblioteki.
Rozdział 4: Nocna akcja i wilkołak w bamboszach
Noc w szkole magii była jeszcze bardziej zwariowana niż dzień. Chodniki tańczyły salsę, a obrazy na ścianach opowiadały kawały. Alicja i Chrumek, uzbrojeni w latarkę (która co chwilę zamieniała się w marchewkę), ukryli się za regałem.
— Słyszałeś to? — szepnęła Alicja.
Cichutko rozległo się... mlaskanie. Coś głęboko w cieniu ssało fiolkę. Światło-latarka (jeszcze nie zjadliwa) padło na niewielką postać — był to... wilkołak o jasnych włosach, ubrany w pluszowe bambosze z motywem dinozaurów.
— Ajajaj, ale to dobre! — mruczał, sącząc eliksir przez słomkę.
— Panie Wilkołaku! To pan kradnie eliksiry! — wyskoczyła Alicja.
Wilkołak podskoczył, a potem machnął łapą.
— Ja... jestem na diecie! Lekarz zalecił coś z witaminą M... M jak magia!
Chrumek zmarszczył brwi. — Ale przecież to są szkolne zapasy!
— Przepraszam — jęknął wilkołak. — Po prostu... nikt mnie nie zaprasza na posiłki, a eliksiry są takie pyszne... zwłaszcza ogórkowy!
Alicja usiadła obok niego. — Może gotowanie razem rozwiązałoby problem?
Wilkołak spojrzał niepewnie. — Umiesz gotować?
Chrumek parsknął śmiechem. — Alicja? Tylko jeśli masz ochotę na sałatkę z confetti i kawę, która śpiewa folkowe piosenki!
Alicja zrobiła obrażoną minę, a potem się roześmiała. — To co? Sprobujemy razem?
Rozdział 5: Przepis na przyjaźń (i kiszonki)
Następnego dnia, w szkolnej kuchni, Alicja, Chrumek i wilkołak zakasali rękawy. Każdy miał przygotować swoją wersję eliksiru, który mógłby zasmakować nie tylko wilkołakowi, ale i całej szkole.
Chrumek przyniósł żelki gwiazdowe, wilkołak – miętowe chipsy, a Alicja... własne przetwory ogórkowe.
— Zacznijmy od czegoś prostego — powiedziała Alicja. — Eliksir na odwagę, z nutą ogórka!
— Od tego jeszcze nikt nie umarł? — zapytał Chrumek z udaną powagą.
— Tylko parę myszy się uśmiało do łez — odpowiedziała Alicja, mieszając zawartość kociołka.
Gdy do kuchni zaczęli napływać inni uczniowie, zwabieni nietypowymi zapachami, Alicja wykorzystała okazję.
— Zapraszamy! Dzisiaj testujemy nowe eliksiry! — zawołała.
Dla każdego znalazło się coś dziwnego: magiczne babeczki rikszowe, napój bąbelkowy zmieniający kolor włosów, i oczywiście słynny eliksir ogórkowy (teraz z miętą!).
Wilkołak, najedzony i szczęśliwy, uśmiechnął się szeroko.
— Dzięki, Alicjo. Chyba pierwszy raz jestem syty i... nie muszę się chować!
— I nikt nie zamienił cię w ogórka — dodał Chrumek.
— Jeszcze! — parsknęła Alicja.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Rozdział 6: Kapuściane Smoki atakują… na kolację!
Wieczorem, gdy wydawało się, że najbardziej niespodziewane już minęło, rozległ się alarm. Przez okno do kuchni wpadła... kapuściana kula. Za nią ciągnął się ogon zielonego smoka wielkości dużego psa.
— Uwaga! Kapuściane smoki są głodne! — krzyknęła przez okno mama Alicji.
— Proszę! Niech zjedzą moje ogórki! — zawołała Alicja.
Smok spojrzał na ogórki i skrzywił pysk. Zawołał coś w swoim gadzim języku, co można było przetłumaczyć jako: „Chcę coś z serem!”
Alicja podrapała się po głowie. — Chłopaki, chyba czas na eksperyment: serowe ogórki!
Chrumek spojrzał nieufnie na kociołek. — Alicjo, czy to nie wybuchnie?
— Przekonamy się! — rzuciła czarodziejka, wrzucając do środka świeży ser i krojąc ogórki.
Smok, widząc gotujące się danie, niecierpliwie stukał pazurem. Chwilę potem z kociołka buchnęła para... i całą jadalnię wypełnił zapach pizzy. Smok aż zatańczył z radości.
Kapusta, ogórek i ser, połączone magiczną ręką Alicji, stworzyły danie, którego jeszcze świat nie widział.
Rozdział 7: Wielka Uczta oraz Magiczny Finał
Wieczorem cała szkoła świętowała. Kapuściane smoki jadły razem z uczniami, dyrektorka wygłosiła przemowę, a wilkołak grał na ukulele.
— Właśnie tego nam tu brakowało: wspólnej kolacji — powiedziała mama Alicji, obejmując córkę ramieniem.
Chrumek, z całą kieszenią żelków, pogłaskał wilkołaka.
— Wiesz, Alicjo, dzięki tobie nawet najdziwniejsze stworzenia mogą poczuć się u siebie — zauważył.
Alicja się zarumieniła i odparła:
— Może nie zawsze potrafię rzucać dokładne zaklęcia… ale wiem jedno: magia najlepiej działa, gdy jest w niej trochę humoru i dużo przyjaciół.
Dyrektorka pogroziła palcem: — A teraz, dzieciaki, pamiętajcie: nie zamieniać więcej żadnych szkolnych przedmiotów w kiszonki… przynajmniej do następnego poniedziałku!
Alicja wybuchła śmiechem i spojrzała na swoich przyjaciół. Wiedziała, że przed nią jeszcze mnóstwo zwariowanych przygód w Dolinie Kapuścianych Smoków. I wcale jej to nie przestraszyło – przeciwnie, już nie mogła się doczekać, co jeszcze zepsuje… albo naprawi, przypadkiem, po swojemu.