Trwa ładowanie...
Fantastyczny humorystyczny 11-12 lat Czytanie 17 min.

Kłódka na porywistość wiatru

Troje przyjaciół próbuje złapać i „zakłódkować” kapryśny wiatr, konstruując zabawne pułapki i ucząc się od mądrej babci, że czasem lepsza jest uprzejmość niż walka.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: Kuba, chłopiec około 12 lat, jasnobrązowe rozczochrane włosy, niebieska rozciągnięta bluza z kapturem, stoi w środku trzymając jednym ręką stary latawiec ze starych gazet, w drugiej dumnie pokazuje małą metalową kłódkę zawieszoną na sznurku; Bartek, chłopiec około 12 lat, krótkie ciemne włosy, koszula w kratę z widoczną linijką w kieszeni, kuca po lewej przy improwizowanej „drzwiach” zrobionej z dwóch patyków i sznura, obserwuje kłódkę z powagą i ciekawością; Olek, chłopiec około 12 lat, czarne włosy i szeroki uśmiech, zielony T‑shirt, stoi po prawej, śmieje się trzymając otwarte pudełko cukru waniliowego i dzwoneczek na nitce. Miejsce: słoneczny park z zieloną trawą i żółtymi kwiatami, stylizowane drzewa, ławka w tle, latające liście i papierki, niebo jasnoniebieskie. Sytuacja: chłopcy właśnie wypuścili latawiec, ustawili małą „bramkę” z patyków i sznura z kłódką w środku; kłódka się zatrzasnęła (słychać klik), pyłki cukru waniliowego unoszą się jak magiczna mgiełka wokół bramki, latawiec lekko naciąga sznurek, liście wirują; ogólne wrażenie — radosne zdumienie i zmącona, fantastyczna atmosfera z wyraźnym ruchem wiatru. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Porywisty plan Kuby

Kuba miał dwanaście lat i nie ufał wiatrowi. Nie dlatego, że wiatr był zły. Po prostu miał bardzo lekkie poczucie humoru i zawsze wybierał najgorszy moment, żeby komuś podnieść czapkę, przewrócić kartkę w zeszycie albo wdmuchać chipsy w nos.

Tego popołudnia wiatr zrobił Kubie coś szczególnie bezczelnego: zamknął mu drzwi do piwnicy… od środka. Drzwi trzasnęły z taką pewnością siebie, jakby były zaczarowane i właśnie wygrały dyskusję.

— Widzieliście?! — Kuba aż podskoczył. — To była bourrasque. Poryw. Taki… francuski wiatr. I ja go złapię.

Obok stali jego dwaj najlepsi koledzy. Bartek, który zawsze miał w kieszeni linijkę, jakby świat mógł się rozpaść bez mierzenia. I Olek, który miał śmiech gotowy do startu jak rakieta.

— Kuba — Bartek zmrużył oczy — wiatr się nie łapie. Wiatr się co najwyżej… notuje w dzienniku pogodowym.

— Albo obraża — dodał Olek. — Mój tata mówi, że jak się kłócisz z wiatrem, to przegrywasz, bo on i tak ma ostatnie słowo. W sensie: „fiuuu”.

Kuba wciągnął powietrze, jakby właśnie połknął pomysł.

— Nie. Ja go nie złapię. Ja go… zakłódkuję.

— Co zrobisz? — Olek prawie usiadł ze śmiechu.

— Cadenasser — Kuba wypowiedział to z dumą, jakby nosił pelerynę. — Zamknę na kłódkę. Poryw wiatru. Na amen.

Bartek uniósł linijkę jak miecz.

— Technicznie… jeśli zbudujesz pojemnik i dasz kłódkę, to jest szansa, że coś zamkniesz.

— Coś? — Kuba spojrzał na niego podejrzliwie.

— Na przykład własne palce — mruknął Bartek.

Wiatr w tym momencie poruszył liście na jabłoni i zaszeleścił, jakby chichotał. Kuba uznał to za prowokację.

— Dobra. Spotkanie w starej altanie. Za piętnaście minut. Weźcie, co macie najbardziej… magicznego.

— Ja mam gumę do żucia o smaku „tajemnicze owoce” — powiedział Olek.

— To wystarczy — stwierdził Kuba. — Magia codzienności. Zaczynamy.

Rozdział 2: Altana, kłódka i bardzo podejrzany słoik

Altana stała w ogródku babci Bartka i wyglądała, jakby pamiętała czasy, kiedy ludzie jeszcze rozmawiali z grabiami. Pachniało w niej drewnem, kurzem i przygodą, która udaje, że jest przypadkowa.

Chłopaki rozłożyli skarby na stole.

Kuba przyniósł kłódkę. Solidną. Z kluczykiem na czerwonej tasiemce.

— Dostałem ją od wujka. Mówił, że to „na wszystko”. Nawet na sekret w sercu. Ale ja wolę na wiatr.

Bartek przyniósł sznurek, taśmę klejącą i pudełko po butach.

— Pudełko jest ważne — oznajmił. — Każda poważna operacja zaczyna się od pudełka.

Olek przyniósł słoik po ogórkach, gumę do żucia i… mały dzwoneczek.

— To od kota sąsiadki — wyjaśnił. — Kot go zgubił, więc dzwoneczek jest wolny. Jak wiatr będzie w słoiku, to niech dzwoni, że jest.

Kuba stuknął palcem w słoik.

— Słoik to dobry pomysł. Wiatr jest… płynny w zachowaniu.

— Wiatr nie jest płynny — zaprotestował Bartek.

— Jest płynny w sensie emocjonalnym — uciął Kuba. — Bartek, nie psuj poezji.

Plan powstał szybko, bo Kuba miał w oczach błysk człowieka, który właśnie postanowił zrobić coś kompletnie nielogicznego, ale z pełnym przekonaniem.

— Zrobimy Pułapkę Porywu. Słoik w pudełku, pudełko w sieci ze sznurka, sieć do altany. Kłódka na wieczku słoika. Jak wiatr wpadnie, trzask, kłódka, klucz i po sprawie.

Olek przysunął gumę do żucia.

— A to?

— To będzie przynęta — powiedział Kuba bez mrugnięcia. — Wiatr lubi rzeczy, które się lepią do twarzy. Więc… lubi gumę.

Bartek zaczął mierzyć słoik linijką.

— Słoik ma średnicę dziewięć centymetrów. Wiatr nie ma średnicy.

— Jeszcze — mruknął Kuba. — Jak go zamknę, to będzie miał.

Kiedy skończyli, pułapka wyglądała jak dzieło sztuki nowoczesnej, które przypadkiem powstało z taśmy klejącej i uporu. Dzwoneczek zawisł na sznurku, a guma do żucia została przyklejona do wieczka.

— Teraz potrzebujemy porywu — powiedział Kuba.

Jak na zawołanie wiatr wpadł do altany, zakręcił pajęczyną w rogu, podniósł kartkę z notatkami Bartka i wypuścił ją przez szparę tak, jakby altana właśnie kichnęła.

— O! — krzyknął Olek. — On tu jest! Działamy!

Kuba uniósł słoik jak rycerz tarczę.

— Bourrasque! Poddaj się! W imieniu porządku i czapek, które nie chcą latać!

Wiatr odpowiedział tylko: „fiuuu”, co w tłumaczeniu mogło znaczyć wszystko, a najpewniej: „spróbuj”.

Rozdział 3: Wpadka numer jeden, czyli jak zamknąć… echo

Kuba ustawił pułapkę na progu altany, bo wiatr lubił wbiegać bez pytania. Bartek trzymał sznurek jak wędkarz, który poluje na bardzo lekkomyślną rybę. Olek stał z boku, gotów do śmiechu w trybie awaryjnym.

— Na mój znak — syknął Kuba. — Trzy… dwa… jeden… TERAZ!

Bartek pociągnął. Pudełko trzasnęło, słoik zadrżał, wieczko się zamknęło. Kuba w sekundę założył kłódkę, ręce mu się trzęsły z emocji. Klucz przekręcił z takim triumfem, jakby odblokował tajemne przejście do krainy lodów.

Przez moment wszyscy wstrzymali oddech.

Słoik stał spokojnie. Dzwoneczek… zadzwonił.

— Słyszycie?! — Kuba szeptał. — On tam jest! Bourrasque siedzi w słoiku i jest wściekły!

— Albo kot sąsiadki wrócił po dzwoneczek — stwierdził Olek.

Wtedy z wnętrza słoika dobiegło… „Halo? Halo?”.

Chłopcy zamarli.

— To… to wiatr mówi? — Olek zrobił minę, jakby właśnie zobaczył śledzia w szkolnym plecaku.

Bartek przyłożył ucho do szkła.

— To jest… echo. Nasze własne „halo” odbija się w słoiku.

Kuba zaczerwienił się.

— Czyli zamknęliśmy echo?

— Gratulacje — Olek ukłonił się teatralnie. — Pierwsze na świecie więzienie dla słów. Za co skazaliście „halo”? Za zbyt głośne witanie?

Kuba nie poddał się. W ogóle wyglądał na osobę, która nawet gdyby wpadła do kałuży, uznałaby to za test odwagi.

— Dobra. Pułapka działa, tylko wiatr jest sprytniejszy. Musimy go zaskoczyć.

— Wiatr nie daje się zaskoczyć — powiedział Bartek. — On zaskakuje ciebie. Tak działa.

Kuba już jednak grzebał w pudełku po butach.

— Potrzebujemy prawdziwej magii codzienności. Czegoś, co działa na wszystko. Babcia Bartka ma takie rzeczy.

— Babcia ma głównie kapcie i spojrzenie, które potrafi zatrzymać piłkę w locie — mruknął Bartek.

— To brzmi jak magia — ucieszył się Kuba. — Idziemy.

Rozdział 4: Babcia, która wie, gdzie chowa się wiatr

W kuchni babci Bartka było ciepło, pachniało drożdżami i czymś, co zawsze poprawia humor, nawet jeśli jeszcze nie wiesz co. Na stole stała miska z ciastem, a obok leżał wałek, wyglądający jak drewniany nauczyciel dyscypliny.

Babcia spojrzała na chłopaków znad okularów.

— No proszę. Trzech rycerzy bez zbroi. Czego szukacie, moje łobuziaki?

Kuba stanął prosto.

— Babciu… potrzebujemy sposobu, żeby zamknąć poryw wiatru na kłódkę.

W kuchni zapadła cisza. Nawet zegar jakby przestał tykać, żeby posłuchać.

Olek czekał na śmiech. Bartek czekał na wykład o fizyce. Kuba czekał na błogosławieństwo.

Babcia tylko westchnęła z tym spokojem, który mają ludzie, co widzieli już wszystko, łącznie z kurą w koszu na zakupy.

— Wiatr to taki gość, co nie lubi, jak mu się mówi „nie wolno”. Im bardziej mu zabraniasz, tym bardziej dmucha.

— Czyli… nie da się? — Kuba zmarniał na sekundę.

— Da się — odpowiedziała babcia i uśmiechnęła się figlarnie. — Ale nie tak, jak myślisz.

Wyjęła z szuflady małą, zużytą łyżeczkę, starą klamerkę do bielizny i… woreczek z cukrem wanilinowym.

— Co to ma zrobić? — Bartek nie wytrzymał.

— To jest zestaw do oswajania codzienności — oznajmiła babcia. — Łyżeczką mieszasz, klamerką chwytasz, a cukrem… przekupujesz. Każdego. Nawet wiatr.

Olek parsknął.

— Wiatr lubi słodycze?

— A kto nie lubi? — Babcia uniosła brwi. — Poza wujkiem Stefanem, ale on jest wyjątkiem od wszystkiego. Nawet od fryzury.

Kuba wziął woreczek jak relikwię.

— Czyli… mamy przekupić poryw?

— Macie go potraktować jak kogoś, kto tylko udaje groźnego — powiedziała babcia łagodnie. — Zamiast walczyć, zaproście go do zabawy. Jak się śmiejesz, to wiatr też mięknie.

Bartek drapał się po głowie.

— A kłódka?

— Kłódka też może być — przyznała babcia. — Ale nie do więzienia. Do… szkatułki na żarty.

Kuba aż zaiskrzył.

— Szkatułka na żarty dla wiatru! To brzmi… genialnie.

Babcia podała im jeszcze mały notes.

— Tu macie listę rzeczy, które wiatr lubi: szeleszczący papier, zapach pieczonych bułek, śmiech i… porządek tylko po to, żeby go zepsuć. Uważajcie na ostatnie.

— Dziękujemy, babciu! — zawołali chórem.

— I nie róbcie mi z altany tornada — krzyknęła za nimi. — Bo wtedy to ja was zakłódkuję w piwnicy!

Rozdział 5: Szkatułka na żarty i poryw, który się obraził

Wrócili do altany z nowym planem i cukrem wanilinowym, który pachniał tak intensywnie, że nawet pajęczyna wydawała się słodsza.

Kuba ogłosił naradę.

— Zmieniamy strategię. Nie łapiemy wiatru jak ryby. Zapraszamy go jak gościa. A potem… klik. Kłódka. Ale na żart, nie na niego.

— To jak to ma działać? — Olek otworzył szeroko oczy. — Zamkniesz żart, a wiatr zostanie?

— Wiatr przyjdzie po żart — wyjaśnił Kuba. — Bo wiatr uwielbia psikusy. I jak już przyjdzie, to… będzie musiał zostać chwilę. Na herbatę. W sensie: na cukier.

Bartek zmierzył klamerkę.

— Klamerka ma siłę ścisku… umiarkowaną.

— To wystarczy na poryw o umiarkowanej bezczelności — stwierdził Olek.

Zrobili szkatułkę z pudełka po butach. W środku położyli karteczkę: „Uwaga! W środku jest żart, który ucieka!”. Do karteczki przyczepili dzwoneczek, żeby żart „dzwonił”, gdy będzie próbował wyjść. Na wierzchu pudełka posypali odrobinę cukru wanilinowego, jakby to była tajemna posypka na czary.

Kuba zawiesił kłódkę na cienkim druciku, tak żeby można było ją szybko zatrzasnąć.

— Teraz potrzebujemy prawdziwego porywu — powiedział.

Jak na zawołanie z zewnątrz przyszedł wiatr, tym razem z większą energią. Szarpnął liśćmi, zakręcił kurzem i zrobił „fiuu-FIU!”, jakby śpiewał refren.

Pudełko po butach zadrżało.

— Działa! — szepnął Kuba. — Czuje żart!

Olek pochylił się nad pudełkiem i powiedział dramatycznym szeptem:

— Hej, wietrze! W środku jest żart o twojej fryzurze!

To był błąd. Wiatr zamarł na ułamek sekundy, a potem uderzył w altanę tak, że deski jęknęły.

— Oho — Bartek przełknął ślinę. — On ma jednak ego.

Kuba szybko poprawił:

— To nie o fryzurze! O… o twojej szybkości! Że jesteś tak szybki, że sam siebie nie doganiasz!

Wiatr zawahał się. Kurz zatańczył. Pudełko drgnęło jeszcze raz.

Nagle dzwoneczek zadzwonił jak oszalały, wieczko pudełka podskoczyło, a cukier wanilinowy uniósł się w powietrze jak śnieg w lipcu.

— TERAZ! — krzyknął Kuba.

Zatrzasnął kłódkę… na druciku. Kłódka kliknęła, ale pudełko… nadal było otwarte. Drucik pękł i kłódka wylądowała w słoiku po ogórkach z głośnym „klonk”.

Olek popatrzył na słoik.

— Uwięziliśmy kłódkę.

Bartek dodał sucho:

— I żart prawdopodobnie uciekł.

Kuba spojrzał na rozsypany cukier, na otwarte pudełko i na wiatr, który w tej chwili zdmuchnął mu włosy na czubek głowy w kształt palmy.

Wiatr wydał dźwięk, który brzmiał jak śmiech w trąbce.

Kuba zacisnął pięści, ale po chwili… też się uśmiechnął.

— Dobra. Wiatr wygrał rundę. Ale ja nie kończę. Ja go… przechytrzę dobrocią.

— Dobrocią? — Olek uniósł brwi. — To brzmi podejrzanie jak plan babci.

— Bo babcia jest mądrzejsza od wiatru — odparł Kuba. — I od nas. Ale cicho, nie mówcie jej tego, bo zacznie nosić koronę.

Rozdział 6: Bourrasque na smyczy, czyli finał w parku

Nazajutrz spotkali się w parku, gdzie wiatr miał dużo miejsca do popisywania się. Drzewa szumiały jak widownia, trawa falowała jak zielone morze, a kosz na śmieci wyglądał, jakby już raz przegrał bój z podmuchem.

Kuba przyniósł nową rzecz: stary latawiec z ogonem z gazet.

— Latawiec to legalny sposób na rozmowę z wiatrem — wyjaśnił. — Nie łapiesz go. Dajesz mu zadanie.

Bartek niósł sznurek i… klamerkę.

— Klamerka została. Ma potencjał.

Olek miał gumę do żucia i paczkę chusteczek.

— Na wypadek, gdyby wiatr znowu robił chipsy w nosie świata.

Kuba rozwinął latawiec. Na środku przyczepił małą karteczkę: „Drogi Wietrze, proszę o chwilę współpracy. W zamian: cukier wanilinowy i żart bez obrażania fryzury.”

Bartek spojrzał z uznaniem.

— To brzmi… dyplomatycznie.

— Jestem człowiekiem pokoju — oznajmił Kuba. — Tylko z kłódką.

Wypuścili latawiec. Wiatr, jakby zaciekawiony, podchwycił go od razu. Latawiec wzbił się wysoko, ogon z gazet zaszeleścił, a słowa z drukowanych stron zaczęły tańczyć: „PROMOCJA”, „OGŁOSZENIE”, „UWAGA NA KOTA”.

— Patrzcie! — Olek wskazał. — Wiatr czyta!

— Wiatr wszystko czyta, tylko nigdy nie oddaje — mruknął Bartek, bo ktoś mu kiedyś wyrwał kartkę z pracy domowej.

Kuba uśmiechnął się i wyjął kłódkę, którą wreszcie udało się wydostać ze słoika (z pomocą łyżeczki babci i słów, których nie wolno powtarzać w szkole).

— Teraz najważniejsze — powiedział. — Nie zamykamy wiatru. Zamykamy… porywistość.

— Co? — Olek mrugnął.

— Porywistość. Ten moment, kiedy wiatr robi coś nagle i złośliwie. Jakby mu się nudziło. Zamkniemy ten moment w kłódce. Taki symbol.

Bartek zastanowił się.

— Symbolicznie można zamknąć prawie wszystko. Nawet strach.

Kuba kiwnął głową.

— Właśnie.

Zrobili prostą „bramkę” z dwóch patyków i sznurka. Na środku zawiesili kłódkę. Pod nią przyczepili dzwoneczek. Obok położyli chusteczkę z cukrem wanilinowym.

— To jest umowa — powiedział Kuba na głos, bo z wiatrem lepiej mówić jasno. — Wietrze. Możesz dmuchać. Możesz szumieć. Możesz nawet przewracać kartki, jeśli ktoś i tak nie robi notatek. Ale porywistość, taka złośliwa, ma przejść przez tę bramkę i zostać zamknięta. Dla świętego spokoju czapek.

Wiatr zawiał mocniej. Latawiec zatańczył, jakby klaskał. Liście zakręciły się w mały wir.

I nagle… coś się stało.

Powietrze przy bramce zgęstniało, jakby ktoś je zagęścił łyżeczką. Dzwoneczek zadzwonił. Kłódka podskoczyła sama z siebie i… kliknęła.

— Ona się zamknęła! — krzyknął Olek.

Bartek złapał się za głowę.

— To niemożliwe. Kłódka nie zamyka się sama.

— A jednak! — Kuba aż piszczał z radości. — Widzicie? Porywistość weszła i… trzask!

Wiatr w tej chwili powiał delikatniej. Taki spokojniejszy, bardziej uprzejmy. Jakby nagle przypomniał sobie o manierach.

Latawiec dalej leciał, ale już nie szarpał. Drzewa szumiały ciszej. Nawet kosz na śmieci wyglądał, jakby odetchnął.

Olek roześmiał się.

— Czyli… mamy w parku kłódkę z zamkniętą porywistością?

— Tak — Kuba promieniał. — Zakłódkowałem bourrasque. No… jej najgorszą część.

Bartek podszedł bliżej, obejrzał kłódkę i zauważył coś na niej.

— Patrzcie. Jest rysa. Jakby… podpis.

Kuba nachylił się. Rysa układała się w coś, co bardzo przypominało literki. Może nie idealne, ale wiatr ma charakter pisma jak szumiąca brzoza.

Wyglądało to jak: „FIU”.

Olek wybuchnął śmiechem.

— On zostawił autograf!

Kuba też się zaśmiał, a potem wyjął cukier wanilinowy i posypał odrobinę pod bramką.

— Za współpracę — powiedział.

Wiatr odpowiedział lekkim podmuchem, który… delikatnie podrzucił chłopakom włosy, ale nie w sposób złośliwy. Raczej jak ktoś, kto robi przyjacielski „cześć”.

Wtedy Olek, nie mogąc się powstrzymać, powiedział do kłódki:

— Ej, porywistości! Jak tam w środku? Ciasno?

Kłódka milczała, ale dzwoneczek zadzwonił cichutko, jakby ktoś kichnął ze śmiechu.

Bartek pokręcił głową.

— To najdziwniejsza rzecz, jaką zrobiłem w tym miesiącu. A raz mierzyłem długość kałuży.

Kuba spojrzał na przyjaciół.

— Wiecie co? Może magia to nie czary i smoki. Może magia to… umowa z wiatrem i trochę cukru.

Olek dodał:

— I kłódka z autografem „FIU”.

Wszyscy trzej parsknęli tak mocno, że aż latawiec zatańczył w powietrzu jakby też się śmiał. Wiatr zaszeleścił w koronach drzew, brzmiał jak setki dłoni klaszczących w rytm.

A kiedy chłopaki wracali do domu, śmiech niósł się za nimi jak najlżejszy, najweselszy poryw — taki, którego nikt nie chciał zamykać.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Bourrasque
Francuskie słowo na gwałtowny, silny podmuch wiatru.
Altana
Mały, drewniany pawilon w ogrodzie, gdzie można usiąść i schronić się.
Piwnica
Pomieszczenie pod domem do przechowywania, często chłodne i ciemne.
Poryw
Nagły, silny ruch wiatru albo nagłe, gwałtowne uczucie lub zachowanie.
Kłódka
Metalowy zamek, który przytwierdza się do czegoś, żeby tego nie otwierać.
Pułapkę Porywu
Specjalne urządzenie wymyślone przez dzieci, żeby złapać nagły podmuch wiatru.
Szkatułkę
Małe pudełko na skarby lub żarty, często z wieczkiem.
Cukier wanilinowy
Słodka przyprawa z wanilią, używana do nadania zapachu i smaku.
Dzwoneczek
Mały przedmiot, który dzwoni przy potrząsaniu, daje dźwięk jak dzwonek.
Latawiec
Zabawka z papieru lub tkaniny, którą puszcza się na sznurku na wietrze.
Porywistość
Cecha robienia czegoś nagle i gwałtownie, jak złośliwy podmuch wiatru.
Echo
Odbity dźwięk, który wraca do nas po uderzeniu w ścianę lub góry.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń współpraca magia park kuchnia wiatr

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantazyjna komedia (light fantasy) dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.