Trwa ładowanie...
Fantastyczny humorystyczny 11-12 lat Czytanie 12 min.

Przygoda zaginionej skarpetki i magicznego lizaka

W Zwariwalinie Wielkim, trójka przyjaciół – Lucjan, Dżesika i Wojtek – wyrusza na niezwykłą przygodę, aby odnaleźć tajemniczego Skarpetnika, który zjada skarpetki świata. Ich podróż prowadzi ich przez absurdalne miejsca i spotkania, które zmieniają ich życie na zawsze.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: - Lucjan: chłopiec w wieku około 10 lat, z potarganymi włosami i zrobionymi w domu okularami. Siedzi na ziemi, otoczony kolorowymi skarpetkami, trzyma w ręku papierową kartę, która wydaje się poruszać. - Dżesika: dziewczynka w wieku 9 lat, z brązowymi warkoczami i figlarnym uśmiechem. Stoi obok Lucjana, z założonymi rękami, z rozbawionym wyrazem twarzy, gotowa do żartu. - Wojtek: chłopiec w wieku 11 lat, z krótkimi włosami i czapką na odwrót. Jest na swoim wózku "Turbo-Glizda", kolorowym i futurystycznym pojeździe, z ciekawością rozglądając się dookoła. Miejsce akcji to Smocza Jaskinia, tajemnicza grota z błyszczącymi ścianami, ozdobiona świecącymi stalaktytami i kolorowymi lianami. Kolorowe skarpetki latają wokół nich, tworząc magiczną i wesołą atmosferę, podczas gdy w tle przyjazny smok obserwuje ich z uśmiechem. Główna sytuacja pokazuje troje przyjaciół w trakcie poszukiwań Skarpetnika, małego zabawnego potworka, który chowa się wśród skarpetek. Otoczeni śmiechem i kolorami, są gotowi na przygodę pełną niespodzianek i humoru. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Najnudniejszy poniedziałek świata

Czy kiedykolwiek ktoś z was słyszał o miasteczku Zwariwalin Wielki? Nie? Nic dziwnego. Miasteczko to znajdowało się na samym krańcu mapy, pomiędzy lasem, w którym drzewa śpiewały disco polo, a rzeką, która płynęła do tyłu. Zasadniczo nic ciekawego się tu nie działo, chyba że ktoś uznaje za fascynujące to, że burmistrz Kieliszak codziennie obchodził urodziny swojego kota.

W tym właśnie miejscu mieszkała trójka dzieci: Lucjan, Dżesika i Wojtek. Przyjaciele nie mogli się bardziej różnić – Lucjan miał wiecznie potargane włosy i pomysłowe okulary domowej roboty, Dżesika była mistrzynią złośliwych żartów, a Wojtek, który poruszał się na superszybkim wózku "Turbo-Glizda", był najbardziej opanowanym człowiekiem, jakiego możecie sobie wyobrazić. Cała trójka była jednak zgodna co do jednego: w Zwariwalinie Wielkim NIGDY nic się nie działo. A przynajmniej tak im się wydawało.

Pewnego wyjątkowo nudnego poniedziałku Lucjan siedział u siebie na podłodze i robił kopię klucza do lodówki (na wypadek, gdyby znowu zgubił oryginał podczas polowania na ogórki kiszone). Za oknem mgła była tak gęsta, że nie widać było nawet własnego nosa. W pewnej chwili przez otwarte okno wpadła do pokoju kartka papieru, zwinęła się w precel i zatrzymała prosto na jego bucie.

– E, co to? – mruknął Lucjan, rozplątując papierowy precel.

Na kartce widniał napis, wielkimi, niechlujnymi literami: "PILNE! Szukamy Bohatera! Nagroda: magiczny lizak z truskawką. Zgłoszenia w Smoczej Jaskini do zachodu słońca."

Lucjan wytrzeszczył oczy. Magiczny lizak? To przecież musiał być jakiś żart! Ale z drugiej strony – czy mógł sobie odmówić okazji zdobycia lizaka, który nigdy się nie kończy?

Po chwili zadzwonił do Dżesiki i Wojtka – bo od czego są przyjaciele, jeśli nie do wspólnego popadania w tarapaty?

Rozdział 2: Smocza Jaskinia i bardzo nieudane powitanie

Droga do Smoczej Jaskini biegła przez niekończący się labirynt starych parasolek tuż za domem Dżesiki. Kiedy już prawie się zgubili, Wojtek uratował sytuację swoim Turbo-Glizdą, który miał wbudowaną funkcję „szukaj przygód”. Po kilku minutach (i po potrąceniu trzech parasolek oraz jednego bardzo obrażonego krecika) dotarli na miejsce.

Smocza Jaskinia była miejscem, do którego normalni ludzie nie chodzili. Podobno mieszkał tam smok, ale jak mówili starzy mieszkańcy Zwariwalina – „smok jest na tyle zajęty swoimi sprawami, że już nawet nie zieje ogniem, bo mu się nie chce sprzątać potem sadzy”.

Przy wejściu do jaskini siedziała niewielka postać w błyszczącym meloniku i okularach przeciwsłonecznych.

– Witajcie, Bohaterowie z Przypadku! – zawołała, choć nikt jeszcze nie oświadczył, że chce być bohaterem.

– Eeee... My tylko przyszliśmy po magicznego lizaka – powiedziała Dżesika.

Postać wyprostowała się i zamachała rękami niczym dyrygent.

– To wspaniale! – zawołała. – Bo właśnie brakuje nam bohatera do najważniejszej Misji Odzyskania Zaginionego Skarpetnika!

– Skarpetnika? – zdziwił się Lucjan. – Co to za stworzenie?

– Skarpetnik! Stwór, który zjada wszystkie pojedyncze skarpetki świata! Niektórzy uważają, że jest mitem, ale ja wiem lepiej. Wasza misja to odnaleźć Skarpetnika, przekonać go, żeby oddał wszystkie skarpetki, a potem… zjeść z nim lody waniliowe.

– Czy to nie powinno być bardziej niebezpieczne? – spytał sceptycznie Wojtek.

– O nie, w Zwariwalinie nie lubimy ryzyka. Ale dużo śmiechu, to już inna sprawa! – odpowiedziała postać, która teraz przedstawiła się jako Pan Gienek, samozwańczy Mistrz Przygód.

I tak, zupełnie niechcący, nasi bohaterowie zostali wybrani do Misji Odzyskania Zaginionego Skarpetnika.

Rozdział 3: Mapy, które się obrażają

Pan Gienek wręczył im mapę. Niestety, mapa była bardzo nietypowa. Po pierwsze, nie prowadziła do skarbu, tylko do... pralki marki "Przechytrzak". Po drugie, miała osobowość – i była wyjątkowo obrażalska.

Gdy Lucjan próbował rozprostować zakamarki mapy, ta syknęła:

– Nie szarp mnie tak, młody człowieku! Mam swoje lata!

– Przepraszam – mruknął Lucjan pod nosem, próbując nie kląć na głos.

Zgodnie z mapą, pierwszy przystanek prowadził ich przez Las Wiecznie Zaspanych Wiatraków. Każdy wiatrak, mijany przez ich grupę, mruczał coś sennie, a jeden nawet chrapał tak głośno, że Wojtek zatkał uszy kawałkami waty cukrowej, którą zawsze nosił na wszelki wypadek.

W pewnym momencie z gęstwiny wyskoczył troll. Był niewysoki i bardzo nieporadnie ubrany – zamiast spodni miał na sobie dwie poszewki na poduszki.

– Kim jesteście i dokąd zmierzacie, zanim się rozmyślę? – zapytał.

Dżesika uniosła brwi.

– My? Eeee... ekipa ratunkowa? Szukamy Skarpetnika.

Troll zrobił minę, jakby miał za chwilę kichnąć.

– Toście się wpakowali! Skarpetnik ostatnio się nudził, więc wymyślił nową zabawę: chowanie się w najtrudniejszych miejscach świata.

– A gdzie są te najtrudniejsze miejsca świata? – dopytywał Wojtek.

– W musicie iść szlakiem przez Górę Płaczących Serników, potem przez Dolinę Zapomnianych Sztućców, a na końcu dotrzecie do Wielkiej Pralki!

– Ale przecież pralka jest w piwnicy mojej babci… – zauważył Lucjan, ale mapa już prowadziła ich dalej, narzekając pod nosem.

– Te dzieci dziś, zero szacunku do map…

Rozdział 4: Góra Płaczących Serników i inne katastrofy

Wejście na Górę Płaczących Serników było ryzykownym przedsięwzięciem – serniki rozmoczyły się od własnych łez i ślizgały pod nogami. Każdy krok kończył się poślizgiem, a Dżesika śmiała się tak, że aż bolał ją brzuch.

Wojtek z kolei wymyślił sport: zjazd na Turbo-Glizdzie po śliskiej sernikowej skórce. Lucjan, mniej szczęśliwy, dwa razy wpadł głową do przesłodzonego kremu, a potem chodził z białą czupryną do końca wyprawy.

Na szczycie góry czekała na nich Kobieta z Miska – istota, która twierdziła, że posiada najlepszą recepturę na sernik świata, ale za nic nie chciała jej zdradzić. Gdy poprosili o możliwość przejścia, Kobieta postawiła im warunek:

– Odpowiecie na trzy pytania, a jeśli nie, zamienię was w bezy!

Trzy pytania okazały się trudne, ale nie bez powodu – były bardzo, bardzo głupie.

– Jakiego koloru był różowy smok, który nie istniał?

– Eeee… różowego? – odpowiedziała Dżesika.

– Dobrze! Drugie pytanie: ile serków homogenizowanych mieści się w jednym wiaderku dżemu?

– Dzieląc przez zero, wychodzi nieskończoność! – wykrzyknął Wojtek, zgadując.

– Doskonale! Trzecie pytanie: czy ktoś widział mapę mojego kota?

Tu cała trójka zamilkła.

– A może pokażesz nam, jak wygląda ta mapa? – zaproponował Lucjan.

Kobieta z Miska wybuchła śmiechem, zatrzęsły się serniki, a potem pozwoliła im przejść.

Rozdział 5: Dolina Zapomnianych Sztućców

Dolina wyglądała jak pole bitwy po gigantycznym obiedzie. Tysiące widelców, łyżek i noży (niegroźnych, bo tępych) leżały tu i tam, a każde dotknięcie wywoływało dziwne dźwięki, coś pomiędzy metalicznym śmiechem a brzdękaniem cymbałów.

Wojtek był zachwycony – jeździł Turbo-Glizdą między sztućcami, a każdy widelec robił mu miejsce, jakby był królem doliny. Lucjan wykorzystał okazję i zabrał kilka ciekawszych sztućców do swojej kolekcji, chociaż Dżesika śmiała się, że zaraz przyjdzie Widłożerca.

Nagle z mroku wyłoniła się postać – Potwór Odwrotny, czyli ktoś, kto na wszystko odpowiadał odwrotnie.

– Czy szukacie tu skarpetnika? – zapytał.

– Tak – odparli zgodnie.

– Więc musicie iść… wcale nie tam, gdzie myślicie, że nie idziecie. I nie pytać mnie o drogę, bo nie powiem wam, którędy iść, bo nie pójdziecie tam, gdzie nie macie pójść.

Po pięciu minutach tego typu rozmowy cała trójka miała zawroty głowy. Mapa westchnęła ciężko.

– Idioci. – rzuciła pod nosem, choć wyraźnie było jej żal dzieci.

Kiedy zaczęli iść na opak, na jednej nodze i z zamkniętymi oczami, okazało się, że Potwór faktycznie ich nie oszukał – tak dotarli do tajemniczego wejścia do Wielkiej Pralki.

Rozdział 6: Wielka Pralka, czyli szczyt absurdu

Wejście do pralki nie było takie proste. Drzwi pilnował Pralkowy Smok – przesadnie czysta istota w fartuszku w kwiatki.

– Żeby wejść, musicie rozwiązać mój matematyczno-praniowy quiz! – oznajmił Smok.

Zadania były absurdalne.

– Jeśli włożysz trzy skarpetki do pralki, ile wyciągniesz po praniu?

– Jedną i pół! – strzelił Lucjan.

Smok był zachwycony. Potem kazał im zaśpiewać hymn pralki, który brzmiał: „Bum, bum, szuru buru, czysta skarpetka to mój guru!”

Po przejściu wszystkich etapów (a Dżesika musiała jeszcze zrobić pokaz taneczny z ręcznikiem na głowie), Pralkowy Smok wpuścił ich do środka.

W środku było... niesamowicie. Po ścianach biegały setki pojedynczych skarpetek, śpiewając „Sto lat!” w siedemdziesięciu językach, a w samym środku siedział Skarpetnik – niepozorny stworek z zębami jak nożyczki i kufrem pełnym skarpetek.

Rozdział 7: Spotkanie ze Skarpetnikiem

Skarpetnik spojrzał na dzieci zaskoczony.

– Co?! Przyszliście po moje skarpetki? A może przyszliście na lody?

– Tak! To znaczy… i po skarpetki, i na lody – odpowiedziała Dżesika.

Lucjan dodał:

– Chcieliśmy cię poprosić, żebyś oddał wszystkim zagubione skarpetki, bo nasze stopy marzną zimą. A poza tym, podobno masz najlepsze lody waniliowe w Zwariwalinie!

Skarpetnik zaczął się śmiać tak głośno, że aż wyrosły mu na głowie dodatkowe rzęsy.

– Od lat nikt nie chciał się ze mną bawić, tylko wszyscy krzyczeli: „Oddaj skarpetkę!” Albo „Przestań zjadać!” Nikt nie zapytał, czy sam potrzebuję towarzystwa… – westchnął.

Wojtek podjechał do Skarpetnika i poklepał go po ramieniu.

– Wiesz co, Skarpetniku? Możemy pójść razem na lody, a potem urządzimy konkurs na najbardziej szaloną skarpetkę świata.

Skarpetnik rozpromienił się.

– Zgoda! Ale tylko jeśli zaśpiewacie ze mną hymn pralki, jeszcze raz!

I tak, śpiewając „Bum, bum, szuru buru…”, wszyscy ruszyli przez magiczną pralkę, zgarniając po drodze setki skarpetek, które same chciały wrócić do swoich właścicieli. Nawet mapa się rozpromieniła.

Rozdział 8: Wielki Finał i magiczny lizak

Po powrocie do Smoczej Jaskini czekał na nich Pan Gienek, triumfalnie machając magicznym lizakiem.

– Wspaniale, moi bohaterowie z przypadku! Skarpetnik nie tylko oddał wszystkie skarpetki, ale i został waszym przyjacielem. To zasługuje na nagrodę!

Dżesika chwyciła magiczny lizak i… natychmiast pojawiło się dziesięć nowych lizaków, każdy o innym smaku. Lucjan ze śmiechem podziękował, a Wojtek zaproponował, żeby zrobić z tego magicznego lizaka turniej lizakowego żonglowania.

Skarpetnik natomiast postanowił zostać oficjalnym dostawcą śmiechu dla całego Zwariwalina. Od tego dnia, codziennie z okien jego pralki można było usłyszeć śmiech i śpiew skarpetkowych chórów.

A nasi bohaterowie? Odkryli, że nawet najnudniejsze poniedziałki mogą przerodzić się w najdziksze przygody, jeśli tylko ktoś podrzuci ci przez okno dziwną kartkę.

I chociaż po tej wyprawie wciąż gubili skarpetki, już nigdy nie byli na nie źli – bo teraz wiedzieli, że każda z nich może przeżyć własną, szaloną przygodę.

Koniec.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Zwariwalin
Nazwa fikcyjnego miasteczka, w którym toczy się akcja historii.
Skarpetnik
Stworzenie, które zjada pojedyncze skarpetki i chowa je w swoim cudownym kufrze.
Wielka Pralka
Magiczne miejsce, gdzie odbywa się pranie, a także miejsce, w którym znajduje się Skarpetnik.
Pralkowy Smok
Stworzenie, które pilnuje wejścia do Wielkiej Pralki i zadaje zagadki.
Dolina Zapomnianych Sztućców
Miejsce, w którym leżą porzucone sztućce, takie jak widelce i noże.
Góra Płaczących Serników
Góra, na której serniki płaczą, tworząc śliską powierzchnię.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Fantazyjna komedia (light fantasy) dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.