Część 1: Ojej, to już dziś!
Lisek Felek podskoczył na łóżku jak piłeczka.
„Dzień Taty!” zawołał i aż mu ogon zrobił fikołka.
Spojrzał na kalendarz. Spojrzał na zegar. Spojrzał na swoje łapki.
„Ja nic nie przygotowałem…” szepnął.
W brzuchu zrobiło mu się małe „brrr”, ale tylko na chwilkę. Felek wziął głęboki oddech.
„Spokojnie. Dam radę. Tata lubi niespodzianki. Nawet takie na ostatnią chwilę.”
Tata Felka, duży, rudy lis o miłych oczach, krzątał się w kuchni.
„Dzień dobry, Felku” powiedział ciepło. „Chcesz płatki?”
Felek uśmiechnął się szeroko.
„Tak! I… tatku… dziś jest twój dzień!”
Tata mrugnął.
„Oj, naprawdę? To ja muszę wyglądać bardzo odświętnie.” Założył na głowę sitko jak koronę.
Felek zachichotał. „Pasuje idealnie!”
Lisek pobiegł do swojego pokoju. Rozejrzał się.
„Co mogę zrobić szybko, a żeby było od serca?” mruknął.
Na biurku leżał tablet. A obok mała kupka zdjęć wydrukowanych: wspólne spacery, naleśniki w kształcie serca, tata w kaloszach, tata z klockową wieżą na głowie.
Felek klasnął w łapki.
„Zrobię pokaz zdjęć! Diaporamę! To będzie jak mała bajka o tacie.”
Część 2: Diaporama na trzy łapki
Felek włączył tablet. Ekran zaświecił jak okienko w nocy.
Klik. Klik. Klik.
„Zdjęcie numer jeden: tata i ja w kałuży” powiedział do siebie.
Klik.
„Zdjęcie numer dwa: tata uczy mnie gwizdać. Ja robię ‘fiu', a wyszło ‘fjuu-bu!'” Felek parsknął śmiechem.
Klik.
„Zdjęcie numer trzy: tata robi kanapkę. Kanapka jest większa niż ja.”
Nagle tablet zapiszczał cichutko.
„O nie. Muzyka!” Felek nie miał muzyki.
Pobiegł do salonu, gdzie mama lisica podlewała kwiaty.
„Mamo, potrzebuję pomocy. Bardzo szybkiej. Takiej… turbo!”
Mama uśmiechnęła się spokojnie.
„Jasne, Felku. Co robisz?”
„Pokaz zdjęć dla taty. Ale bez muzyki to jak naleśnik bez dżemu.”
Mama przyłożyła palec do nosa, jakby miała tajemnicę.
„A może ty będziesz muzyką?”
Felek zamrugał.
„Ja?”
„Ty. Możesz nucić. Możesz klaskać. Możesz robić ‘tum-tum' ogonem o podłogę. Tata to pokocha.”
Felek wrócił do tabletu. Dodał na końcu wielkie serce i napis: „Tato, lubię cię do końca lasu i jeszcze dalej!”
Potem przećwiczył: „la-la-la”, „tum-tum”, „klap-klap”.
Brzmiało trochę jak wesoła żabka w kaloszach. Idealnie.
Część 3: Najlepsze zdjęcia, najcieplejszy tata
Gdy tata usiadł po obiedzie w fotelu, Felek stanął przed nim jak mały prowadzący.
„Tato, mam dla ciebie prezent. Taki… świetlny!”
Tata zdjął sitko z głowy i udawał bardzo poważnego.
„Jestem gotowy. Moje uszy są nastawione na niespodzianki.”
Felek włączył diaporamę. Zdjęcia płynęły jedno po drugim.
A Felek robił muzykę: cichutkie nucenie, klaskanie, czasem śmieszne „bup!”
Tata śmiał się miękko.
„O, moje kalosze! O, moja kanapka-gigant!” mówił.
Przy zdjęciu z kałużą tata westchnął.
„Pamiętasz, jak chlupnęliśmy? A potem suszyliśmy ogony na słońcu.”
Felek przytulił się do taty.
„Pamiętam. I lubię, jak robisz rzeczy ze mną. Nawet gdy są mokre.”
Na końcu pojawiło się serce. Felek zrobił najcichsze „la-la-la”, jakie umiał.
Tata wziął go na kolana.
„Felku, to jest najpiękniejszy prezent. Bo w nim jesteśmy my.”
Felek uśmiechnął się tak szeroko, że aż policzki go łaskotały.
„To dobrze. Bo ja ciebie bardzo, bardzo lubię.”
Tata pogłaskał go po głowie.
„A ja ciebie. Do końca lasu i jeszcze dalej.”
Wieczorem zjedli razem naleśniki. Tata zrobił jednego w kształcie serca, a Felek jednego w kształcie… ogona.
Obaj stwierdzili, że wyszło trochę krzywo.
I właśnie dlatego było idealnie.