Rozdział 1 – Wielka Misja Drzemki
Słonko świeciło jasno, a na niebie płynęły puszyste chmurki jak watki cukrowe. Ania, sześciolatka z burzą rudych włosów, biegała po podwórku jak mały lisek. Za nią, z szeleszczącymi krótkimi spodniami, dreptał Staś – jej młodszy, psotny braciszek. Ania była starsza i zawsze czuła się bardzo odpowiedzialna, zwłaszcza gdy rodzice mówili: „Popilnuj Stasia, proszę!”.
Tego dnia wymyśliła coś wyjątkowego. Postanowiła, że zrobią sobie drzemkę pod wielkim, rozłożystym drzewem na ławce, która stała trochę z boku ogrodu. To nie miała być zwyczajna drzemka, tylko taka... koncertowa! Ania wiedziała, że Staś rzadko chce spać, ale może, jeśli wymyśli coś śmiesznego, uda się go przekonać.
Ania weszła na ławkę i zaczęła śpiewać cicho: „Śpi, śpi, kotek pod drzewem, śni o mleku i o niebie...”. Staś patrzył na siostrę z szeroko otwartymi oczami. Najpierw wyglądał na zaciekawionego, potem zaczął się wiercić i udawać, że ziewa. Nagle zrobił minę, jakby zaraz miał zasnąć. Ania zmrużyła oczy podejrzliwie – znała te sztuczki.
Staś chichotał pod nosem, udając, że śpi, ale co chwilę zerkał przez rzęsy. Ania postanowiła, że nie da się nabrać i też udawała, że już zapadła w głęboki sen. Obok nich, na ławce, usiadł szary kotek, który najwyraźniej chciał dołączyć do drzemkowego koncertu. Ania szepnęła cichutko: „Ciii, Staś, kotek już śpi, nie przeszkadzajmy mu”.
Staś skręcił się w kłębek, ale nie wytrzymał długo. W pewnym momencie wyciągnął rękę i pstryknął Anię w nos. – Pstryk! – rozległo się w ciszy. Ania udawała, że nic nie poczuła, ale po chwili sama pstryknęła Stasia w ucho – pstryk! Oboje zaczęli chichotać, najpierw po cichutku, a potem już na całego. Kotek spojrzał na nich z wyrzutem i przeniósł się kawałek dalej, mrucząc niezadowolony.
Rozdział 2 – Chichot pod Drzewem
Drzemka zamieniła się w zawody na najśmieszniejszy dźwięk. Ania zrobiła minę jeża i powiedziała: „Chrząszcz brzmi w trzcinie! Bzzz-bzzz!”. Staś odpowiedział donośnym „Kwa, kwa!” i podskoczył na ławce jak żabka. Ania spróbowała „Muuuu!” jak krowa, ale Staś był szybszy i wydał z siebie długi „Iiihaaaa!” jak koń.
Ławka aż się zatrzęsła od tych wygłupów. Nad ich głowami zaczęły fruwać motyle – jeden żółty, drugi niebieski. Staś próbował je złapać, ale motyle były sprytne i uciekały w górę. Wtedy Ania wstała i rozpostarła ręce jak skrzydła: „Teraz ja jestem motylem!” – zawołała, biegając wokół ławki. Staś dołączył do niej i razem machali ramionami, śmiejąc się tak głośno, że aż ptaki na drzewie spojrzały na nich z ciekawością.
Po chwili Ania zauważyła, że Staś staje się coraz bardziej zmęczony. Jego ruchy zrobiły się powolne, a oczy zaczęły się zamykać. „Staś, wracamy do ławki na drzemkę?” – zapytała szeptem. Braciszek kiwnął głową i wtulił się w jej ramię. Teraz już oboje leżeli na ławce pod wielkim drzewem, a nad nimi szumiały liście.
Rozdział 3 – Zachód Słońca i Kwiatowy Deszcz
Nie wiadomo kiedy, słońce zaczęło zachodzić. Zrobiło się spokojniej, a wszystkie kolory wokół stały się miękkie i ciepłe. Ania patrzyła na Stasia, który prawie już spał. Wtedy poczuła, jak na jej policzek spada coś mięciutkiego. Spojrzała w górę – nad ich głowami rozchylały się płatki kwiatów, które wiatr delikatnie strącał z gałęzi.
Najpierw na ławkę spadł jeden, potem drugi, a wkrótce cały deszczyk płatków zasypał ich jak różowy obłoczek. Staś otworzył jedno oko i zobaczył, jak płatki lądują mu na nosie. Zrobił śmieszną minę i próbował dmuchnąć je z powrotem w górę, ale płatki tylko zatańczyły w powietrzu.
Ania zaśmiała się cichutko i powiedziała szeptem: „To chyba prezent na dobranoc od drzewa”. Staś przytulił się mocniej do siostry. Przez chwilę leżeli tak, wsłuchując się w szelest liści i miękkie pluskanie płatków o trawę.
Słońce znikało za horyzontem coraz szybciej, a cienie robiły się dłuższe. Ania spojrzała na brata i poczuła się bardzo szczęśliwa, że są razem. Nagle Staś wyszeptał tak cicho, że prawie nie było go słychać: „Lubię, kiedy się razem wygłupiamy...”.
Ania pogładziła go po głowie. Wiedziała, że nawet jeśli trochę się czasem nabzdyczą, to zawsze, zawsze mogą się razem śmiać. Nawet drzemka pod drzewem może być przygodą, jeśli się robi wszystko we dwoje.
Kiedy wracali do domu, Ania szła powoli, trzymając Stasia za rękę. Jeszcze długo potem patrzyli przez okno na ławkę pod drzewem, gdzie wciąż leżały płatki kwiatów. I każdy z nich myślał, że najbardziej lubi takie chwile – gdy nawet zwykły dzień zmienia się w coś śmiesznego i pięknego, jeśli jest się z kimś, kogo się kocha.
A na poduszce Ani został jeden różowy płatek. Przypominał jej o śmiechu, łaskotaniu, o kocie i o tym, że najprzyjemniej zasypia się wtedy, kiedy czuje się obok siebie kogoś bliskiego.