1. Pierwsza kłótnia dnia
Maks miał sześć lat i był najmłodszy w rodzinie. Mieszkał z mamą, tatą i starszą siostrą Zosią. Choć czasem się z nią kłócili, to tak naprawdę bardzo ją lubił. Tego ranka Zosia usiadła z nim na dywanie w salonie i zaczęła układać puzzle. Maks też chciał się bawić, ale wybrał dla siebie niebieskie kawałki, które były ulubionymi Zosi.
– Ej, to moje! – krzyknęła Zosia i pociągnęła niebieski kawałek do siebie.
– Nieprawda, moje! – odpowiedział Maks i oboje zaczęli ściskać puzzla, aż im palce zbielały.
Wtem do pokoju zajrzał tata. Przez chwilę patrzył na nich, potem się uśmiechnął i zapytał:
– Zamiast się kłócić, może zrobicie z tego grę? Kto szybciej ułoży niebieskiego smoka?
Maks pomyślał: „To nawet lepsze niż zwykłe układanie!” I od razu poczuł, że kłótnia zamienia się w wyścig, a wyścig – w dużo śmiechu, bo Zosia przypadkiem przyczepiła smokowi ogon do głowy. Zaczęli się śmiać tak głośno, że słychać było przez całe mieszkanie.
2. Tajemnica na strychu
Tego popołudnia za ścianą rozległo się: łup-łup, skrzyp! To sąsiad Tomek znosił coś do swojego strychu.
– Chcecie mi pomóc? – zapytał sąsiad, zaglądając do nich przez otwarte okno.
Maks i Zosia aż podskoczyli z radości. Mama pozwoliła im pójść, ale tylko pod warunkiem, że będą ostrożni i nie rozrzucą za dużo kurzu.
Strych sąsiada pachniał starością i pysznymi ciastkami, które Tomek zawsze chował na czarną godzinę. Były tam kartony, kapelusze, pudła pełne zabawek i… jedna ogromna lornetka!
Maks od razu pobiegł do pudła z czapkami i przymierzył kapelusz, który spadał mu na oczy. Zosia znalazła starą parasolkę i zaczęła udawać, że jest elegancką damą. Maks zaś wymyślił nową grę:
– Gramy w detektywów! Szukamy zaginionych skarpetek!
Zosia zgodziła się pod warunkiem, że ona też będzie mogła coś wymyślić. – A kto pierwszy znajdzie co najmniej pięć skarpetek, ten wygrywa!
I zaczęli szukać: pod skrzypiącą walizką, za puchatym kocem, nawet w starych butach i pod poduszkami. Każda skarpetka wywoływała wybuchy śmiechu, bo niektóre były w kropki, inne w gwiazdki, a jedna była bardzo dziwna – z pluszowym dinozaurem na palcu!
3. Wielka powódź wśród książek
Nagle Zosia, w podskoku, potrąciła szklankę z wodą, którą Tomek postawił na skrzynce pełnej starych książek.
– Plask! – rozległo się, gdy woda rozlała się po całym wieczku skrzynki.
Maks spojrzał na Zosię, a Zosia na Maksa. Przez sekundę wydawało się, że zaraz się popłaczą. Ale Maks, który był bardzo logiczny, zrobił poważną minę i powiedział:
– Musimy działać jak prawdziwa ekipa ratunkowa!
Wzięli papierowe ręczniki, stare gazety i zaczęli wycierać, ile sił w małych rączkach. Przy okazji odkryli pod skrzynką kolejną skarpetkę, tym razem w samochodziki. Tomek stanął w drzwiach i zobaczył ich mokre ręce, wygięte twarze i wybuchnął śmiechem, aż aż mu się okulary zaparowały.
– Takiej powodzi na strychu jeszcze nie widziałem! – powiedział rozbawiony.
Maks poczuł się dumny, bo zamiast kłócić się o rozlaną wodę, wszyscy pracowali razem, a nawet stworzyli z tego małą przygodę. Po chwili książki były już suche, a cała trójka usiadła na podłodze, żeby odpocząć.
4. Spokojne zakończenie dnia
Gdy wrócili do domu, mama zapytała:
– Co się dzisiaj działo?
Maks spojrzał na Zosię, a ona na niego i powiedzieli jednocześnie:
– Byliśmy detektywami na strychu! I była powódź!
Mama zaśmiała się i przytuliła ich mocno.
Wieczorem, gdy już leżeli w łóżkach, Maks pomyślał o tym, jak łatwo można zamienić zwykły dzień w wielką przygodę. Zosia przez ścianę wyszeptała:
– Fajnie się z tobą bawić, braciszku.
Maks uśmiechnął się szeroko. Czuł się szczęśliwy, bo wiedział, że nawet kiedy się kłócą, zawsze potrafią się pogodzić i razem wymyślić coś ciekawego.
A potem zasnęli spokojnie, śniąc o nowych, wesołych przygodach.