Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o rodzeństwie 5-6 lat Czytanie 9 min.

Puchar chichotu: jak kredki nauczyły się śmiać razem

Nika, Zula, Roki i Żółty Żżu postanawiają stworzyć Puchar Chichotu, który ma być symbolem ich przyjaźni i umiejętności godzenia się po sprzeczkach. W trakcie zabawy wymyślają różne próby, które mają je połączyć i przynieść śmiech.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

W centrum, dziewczynka o imieniu Nika z kręconymi brązowymi włosami i szerokim, promiennym uśmiechem trzyma jaskrawożółty ołówek niczym magiczne berło. Po jej prawej stronie Zula, dziewczynka z blond włosami związanymi w dwa kucyki, śmieje się serdecznie, jej oczy iskrzą się figlarnością. Po lewej stronie Niki, Roki, chłopiec z rudymi, rozczochranymi włosami, gra na wyimaginowanej gitarze niebieskim ołówkiem, jego policzki czerwone od radości. W tle mały żółty ptaszek o imieniu Żółty Żżu, z lekko rozczochranymi skrzydłami, radośnie wiruje nad kolorowym dywanem. Scena rozgrywa się w jasnym pokoju z pastelowymi ścianami, pełnym dziecięcych rysunków i porozrzucanych zabawek. Dzieci tworzą Puchar Chichotu z codziennych przedmiotów, otoczone atmosferą zabawy i przyjaźni. zgłoś problem z tym obrazem

Rozgrzewka chichotu

Nika tupnęła nogą i pokręciła kredką w palcach. Zula zawołała: „To moja żabka!”, a Roki już miał schować pudełko z kredkami do plecaka. Żółty Żżu, najmniejszy z nich, pogwizdał cichutko: „Ćwir, ćwir.”

— Nie bijcie się! — powiedziała Nika łagodnie, choć miała czerwoną buzię od emocji. — Zróbmy coś śmiesznego zamiast się kłócić.

Zula pogroziła palcem i przestała, bo w oczach Niki pojawił się pomysł. — Stworzymy Puchar Chichotu oświadczyła nagle. — Będzie symbolem naszej przyjaźni. Tylko ten, kto nauczy innych śmiać się, dostanie puchar na tydzień!

Roki od razu klasnął w dłonie. — A jakie będą próby? — zapytał z błyskiem w oku.

Żółty Żżu zamrugał i zaczął kręcić się wokół własnej osi, jakby myślał. — Bęc, bęc! — zakwilił wesoło.

I tak rozpoczęła się zabawa. Dzieci ustaliły, że będą potrzebować zasad: żadnych płaczących oczu, żadnego obrażania się i dużo śmiechu. Uścisnęły dłonie, a kredki zaświeciły barwami gotowymi do przygody.

Próby śmiechowe

Pierwsza próba nazywała się „Tańczące kredki”. Roki poukładał kredki na podłodze i powiedział: — Każdy zatańczy z jedną kredką. Kto zatańczy najlepiej, ten dostanie punkt chichotu!

Zula wzięła różową kredkę i zaczęła wirować z nią jak baletnica. — Hop! — krzyczała, robiąc piruet. Kredki miały swoje oczka i śmieszne buźki, które rysowali wcześniej. Nika tańczyła powoli, udając starego słonia — „tup, tup” — i wszyscy wybuchnęli śmiechem. Żółty Żżu wskoczył na stolik i zaczął machać skrzydełkami jak mały ptaszek. — Ciur-ciur! — zaśpiewał.

Na koniec Roki udawał, że kredka to mikrofon i śpiewał piosenkę o marchewce. Jego fałszywe nuty były takie zabawne, że Zula güłał na podłodze: „Ha ha ha!” Punkt chichotu powędrował do całej trójki — tym razem nikt nie wygrał sam, bo wszyscy byli zbyt zabawni razem.

Druga próba nazywała się „Śmiechobitwa na miny”. Nika rozstawiła małe kartoniki z buźkami. — Na kartoniku z buźką wąsów trzeba zatańczyć, a na kartoniku z językiem — zrobić śmieszną minę! — tłumaczyła.

Roki podszedł pierwszy i zrobił minę kota, ale jego wąsy zaczęły drgać jak pędzelki. Zula spróbowała zrobić taką samą minę, ale jej język zawinął się w kokardkę i wszyscy parsknęli śmiechem. Żółty Żżu próbował wspiąć się na stos kartoników i zamiast miny zrobił „Buuu!” — kto usłyszał, ten się przestraszył, a potem śmiał, bo Żżu wyglądał jak mały duch w żółtej pelerynce.

W połowie próby usłyszeli szept zza zasłony. To była mama, która przyszła zobaczyć, co się dzieje. — Co to za hałas? — zapytała. — Uczymy kredki śmiać się — odpowiedziała Nika z powagą. Mama uśmiechnęła się szeroko, a jej oczy zrobiły się mokre od śmiechu. — Mogę dołączyć? — spytała. Dzieci przytaknęły. Mama zrobiła tak śmieszną minę z nosem jak marchewka, że wszyscy padli na kanapę i śmiali się długo, aż zabrakło im powietrza. Punkt chichotu został oddany rodzinie.

Trzecia próba była najtrudniejsza: „Most pogodzenia”. Dzieci miały za zadanie przejść po cienkim kocu ułożonym jak most, niosąc misia przyklejonego taśmą do dłoni. Kto upuści misia, ten musi powiedzieć coś miłego o innym.

Roki zaczął zbyt szybko i misio spadł. — Przepraszam, Niko — powiedział cicho. — Jesteś najlepsza w rysowaniu żabek.

Nika uśmiechnęła się i podała mu rękę. Zula prawie się rozpłakała ze wzruszenia, bo Roki nigdy nie mówił takich słów. Potem przyszła kolej Zuli. Jej misio też poleciał prosto pod kanapę. — Przepraszam, Roki. Twoje historyjki są najzabawniejsze — wyszeptała. Roki zaczął się czerwienić, a Żółty Żżu zapiał triumfalnie.

W chwili, gdy wszyscy przeszli most, puchar jeszcze nie istniał, ale serca dzieci wypełnił ciepły śmiech. Zrozumiały, że przyjaźń to więcej niż zwycięstwo.

Puchar chichotu i wielkie porozumienie

Gdy zapadł wieczór, dzieci usiadły przy świetle lampki i postanowiły zbudować prawdziwy Puchar Chichotu. Użyły plastikowej miseczki, brokatu, kolorowej taśmy i kilku nakrętek. Nika przykleiła serduszka, Zula namalowała uśmiech, Roki dodał gitarową naklejkę, a Żółty Żżu przyniósł listę „zasad chichotu”.

— Zasady są proste — przeczytał Roki. — 1. Jeśli się pokłócimy, musimy zrobić próbę pogodzenia. 2. Każde z nas ma tydzień na trzymanie pucharu. 3. Puchar przechodzi dalej tylko po śmiechu.

— Ha! — zaśmiała się Zula. — To będzie najweselszy puchar pod słońcem!

Mama przygotowała kakao z piankami i przyniosła miskę pop-cornii. W kuchni pachniało cynamonem i ciepłym chlebem. Dzieci postawiły Puchar Chichotu na środku dywanu i obwieściły, że oto rozpoczynają pierwsze oficjalne rozdanie.

— Kto zaczyna? — zapytała mama.

— Ja, ja! — krzyknął Żółty Żżu i wskoczył do pucharku, bo przecież był najmniejszy. Wszyscy śmiali się, widząc, jak żółty ptaszek ledwo mieści się w miseczce.

Pierwszy tydzień z pucharem był pełen drobnych prób. Rano Nika narysowała Zuli portret z trzema nosami i napisała: „Dla księżniczki, która czasem krzyczy, ale ma serce jak tęcza.” Zula rozkręciła się i oddała Rokiemu własnoręcznie napisaną komiksową historię, gdzie główny bohater nosił jego imię. Roki w zamian napisał piosenkę o kredkach, a Żółty Żżu nauczył wszystkich nowego tańca — „żżu-ża”.

Pewnego popołudnia Zula przypadkowo złamała żółtą kredkę. Jej oczy zaszkliły się natychmiast. — Ojej, przepraszam — wyszeptała.

Nika przytuliła ją i powiedziała: — To tylko kredka. Zrobimy z niej nową zabawkę!

Roki zaraz znalazł pomysł. — Zrobimy z niej flagę Pucharu Chichotu! — zawołał. Przykleili skrawek żółtej kredki do patyczka i powiewała teraz dumnie z pucharu. Zula wyszeptała: — Dziękuję, że mnie rozumiecie. I wszyscy zaczęli się śmiać, bo ta flagą wyglądała jak mała żółta antenka uśmiechu.

Dni mijały, a puchar przechodził z rąk do rąk. Każdy tydzień kończył się małym przedstawieniem — piosenką, tańcem, rysunkiem lub miną śmieszną. Jednego ranka mama obudziła ich śmiechem: niebo było w kropki! Okazało się, że to chmury oblały się farbami z ich ostatniego rysunku. Dzieci wybiegły na podwórko i śmiały się, bo krople deszczu brzmiały jak „plum, plum”.

Pewnego dnia do gry dołączył sąsiad, mały Franek. Przyglądał się uważnie i zapytał nieśmiało: — A mogę się śmiać z wami?

— Tak! — odpowiedziały dzieci jednogłośnie. — Puchar chichotu ma miejsce dla każdego.

Franek opowiedział dwie krótkie historyjki: jedna o pomidorze, który myślał, że jest kapeluszem, i druga o kaczuszce, która zapomniała pływać. Były tak zabawne, że Żółty Żżu zademonstrował swój najlepszy taniec i wszyscy zakręcili się jak ślimaki. Punkt chichotu posypał się jak gotowy groszek z magicznej torebki.

Nadszedł dzień, kiedy Roki, Nika i Zula pokłócili się o to, kto ma największy kawałek tortu. Spór zrobił się głośny i groźny. Puchar stał spokojnie w kącie i patrzył jakby smutny. Mama weszła do pokoju i powiedziała cicho: — Pamiętacie zasady?

Dzieci spojrzały na siebie i nagle zaczęły się śmiać, bo ich kłótnia wydawała się teraz taka mała i śmieszna. Nika wzięła łyżeczkę, Zula ułożyła tort jak domino, a Roki zaśpiewał piosenkę „Tort dla trzech przyjaciół”. Wszyscy zgromadzili się przy stole i podzielili tort na równe kawałki. Puchar rozbłysnął brokatem, jakby klepnął je po ramieniu.

Na koniec tygodnia ogłosili wielkie rozdanie Pucharu Chichotu. Każdy miał powiedzieć, dlaczego zasługuje na ten tytuł. Roki zaczął:

— Daję puchar temu, kto potrafi przeprosić najszybciej.

Zula dodała: — Dla tego, kto ma najwięcej pomysłów na zabawę.

Nika uśmiechnęła się i powiedziała: — Dla tego, kto potrafi uśmiechnąć się nawet wtedy, gdy coś się psuje.

Żółty Żżu zapiał raz jeszcze i wskoczył do pucharu. — Ten puchar należy do wszystkich — zawołał radosny głosik.

I tak postanowili, że Puchar Chichotu będzie mieszkać na środku pokoju i przypominać im, że ważniejsze od wygranej jest śmianie się razem i godzenie się po kłótni.

Gdy noc nadeszła, mama pocałowała każde z nich i powiedziała: — Dobranoc, mistrzowie śmiechu.

Dzieci położyły się z uśmiechami i pucharem między sobą. Żółty Żżu zasnął w miseczce, mrucząc „ćwir, ćwir” we śnie. Na zewnątrz księżyc zrobił uśmiech jak banana, a gwiazdy mrugały jak małe kredki. Wszyscy czuli, że jutro znów będą próbować nowych rzeczy, śmiać się i uczyć się, jak być przyjaciółmi.

I tak, w cieple domowego światła, wśród resztek brokatu i okruszków tortu, Puchar Chichotu lśnił spokojnie. A gdy rano ktoś zaczął mówić: „Ja chcę pierwszy!”, wszyscy zareagowali jednym chórem: „Najpierw śmiech!” i zaczęli nowy dzień od najweselszej próby — tańca na dwóch nogach i jednej kredce. Ha! Ha! Ha!

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Rozgrzewka
Krótka zabawa lub ćwiczenie, które robi się na początek, by się rozśmieszyć.
Chichotu
Mały, cichy śmiech, taki chuchający dźwięk radości.
Oświadczyła
Powiedziała ważnie i oficjalnie coś innym osobom.
Symbolem
Coś, co przypomina o jakimś uczuciu lub umowie, jak znak.
Próby
Zadania lub zabawy, które trzeba wykonać, by sprawdzić umiejętność.
Piruet
Obrót ciała w tańcu, jak kółko na jednej nodze lub dwóch.
Wzruszenia
Silne uczucie, które może sprawić, że oczy robią się mokre.
Pogodzenia
Zgodzenie się z kimś po kłótni, naprawienie przyjaźni.
Brokat
Maleńkie, błyszczące kawałeczki, które przykleja się do rzeczy.
Domino
Zabawka z prostokątnych płytek, które można ustawiać tak, że przewracają się jedna po drugiej.
Antenka uśmiechu
Mały, zabawny patyczek lub znak, który przypomina uśmiech.
Próbę pogodzenia
Zadanie, które trzeba zrobić, by przeprosić i pogodzić się z innym.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Zabawne opowieści o rodzeństwie dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.