Maja, Zosia i Nina bawiły się w swoim małym pokoju z miękkimi klockami i kolorowymi chustkami. Były wesołe i trochę rozczochrane. Nagle Maja postawiła obok drzwi małą tabliczkę.
"Zamykamy drzwi!" — ogłosiła poważnie. — "Drzwi... do naśmiewania się."
Zosia i Nina spojrzały po sobie i roześmiały się cicho. "Naśmiewanie się? Co to robi?" — zapytała Nina.
"Zamykamy i klucz wrzucamy do skarbonki!" — powiedziała Maja, już biegając po skarbonkę. Wszystkie trzy zrobiły wielkie „aj!” i wrzuciły niewidzialny klucz do środka. Zakluczyły drzwi palcem wskazującym. I odtąd w ich pokoju nie mogło być drwin, chichotów, złośliwych komentarzy. Tylko śmiech przyjazny.
Pierwsze zadanie: przebieranki. Zosia założyła kapelusz, który wyglądał jak kwiat. Nina wzięła duże okulary jak talerze. Maja skręciła się w szal, jakby była parasolem. Potem… okazało się, że kapelusz Zosi pasował na głowę misia. "To nie kapelusz! To dom dla misia!" — zawołała Zosia. "To nie okulary! To dwa talerze do zupy!" — dodała Nina. "To nie szal! To długi wąż!" — śmiała się Maja.
Był tam moment, kiedy Zosia zrobiła śmieszną minę i chciała powiedzieć: "Wyglądasz jak..." — ale przypomniała sobie o zamkniętych drzwiach. Zamiast tego powiedziała: "Wyglądasz radośnie!" I wszystkie trzy zaśmiały się razem. Śmiech był miękki i przyjacielski. Nikt nikogo nie skrzywdził.
Potem przyszła pora na ciastka. Maja przyniosła talerz pełen okrągłych, brązowych… błotnych kul. "To ciasteczka!" — zawołała. Zosia podeszła, powąchała i zrobila wielką minę. "Mmm? To pachnie... deszczem." Nina złapała jedną i powiedziała: "To ciasteczko błotko!" Wszyscy krzyknęły: "Eee!" i rzuciły się do śmiechu. Ale nikt nie powiedział: "Jesteś brudna!" Zamiast tego Maja zaproponowała: "Może to są ciasteczka dla żabek? Zróbmy piknik dla żabek!"
Ułożyły poduszki na trawie, położyły obok misia i zaniosły błotne "ciastka" do małego oczka wodnego. Żaba rzeczywiście skoczyła i zrobiła "kum". Dzieci śmiały się, bo jedna błotna kulka niespodziewanie spadła prosto na głowę Niny i została tam jak kapelusz. "Kapelusz błotny!" — zawołała Nina, i wszyscy pękli ze śmiechu. Ale po chwili Maja podała jej ręcznik i pomogła zmyć błoto. W pokoju drzwi nadal były zamknięte. Nikt nie mówił przykrych słów. Było dużo pomocy i dużo dzielenia się.
W czasie zabawy doszło do małego nieporozumienia. Zosia wzięła ulubioną różową kokardkę Niny i przypięła ją do misia. Nina pomyślała, że kokardka zaginęła. Łzy zaglądnęły do jej oczu. Zosia natychmiast zauważyła, że Nina jest smutna. "O, przepraszam!" — powiedziała cicho. "Myślałam, że to leży na podłodze." Zamiast śmiać się, wszystkie trzy przytuliły się. Maja powiedziała: "Oddajemy i dzielimy się." Zosia podała kokardkę z powrotem i przy okazji przypięła drugą, mniejszą do misia. Dwie kokardki, dwa uśmiechy.
Później wymyśliły zawody: kto zrobi najzabawniejszy taniec? Nina kręciła się jak wirujący liść. Zosia podskakiwała jak żabka. Maja tańczyła jak parasol w wietrze. Razem tańczyły i naśmiewały się... ale bez obrażania. Śmianie się z siebie nawzajem było dozwolone, o ile wszyscy się zgadzali i wszyscy się czuli dobrze. Dlatego czasem powtarzały: "Razem śmiejemy się, razem pomagamy."
Wieczorem mama wezwała je na herbatkę. Dziewczynki umyły ręce, obcięły błoto z włosów, podzieliły ciasteczka — te prawdziwe, słodkie. Przy stole Maja powiedziała: "Dzisiaj zamknęłyśmy drzwi. Nie omówka, nie złośliwe słowa." Zosia dodała: "Tylko śmiech miły i pomoc." Nina szepnęła: "I dużo przytulasków."
Na końcu dnia, przed snem, dziewczynki podeszły do drzwi ich pokoju. Zdejmowały tabliczkę, ale zamiast wyrzucić ją, zawiesiły na drzwiach mały domek-zasłonkę. Na nim namalowały uśmiech. Potem Maja szepnęła: "Drzwi są otwarte... ale tylko dla dobrych uśmiechów." Zosia i Nina skinęły główkami. Poszły do łóżek, przytuliły misia i zasnęły przy cichym śmiechu, który powoli zmieniał się w szept.
W pokoju, gdzie drzwi były zamknięte dla naśmiewania się, panował spokój. Był tam śmiech, było współdzielenie i był szacunek. I to wszystko sprawiło, że dziewczynki zasnęły z uśmiechem na buzi.