Było słońce i ciepły wiatr. Zosia, Hania i Maja siedziały na dywanie. Miały karton, kolorowe kredki i klej. Chciały zrobić medal. Nie zwykły medal. Najlepszy medal świata.
„Ja narysuję słońce!” — powiedziała Zosia i zaczęła rysować wielkie żółte koło. „Ja narysuję kwiatki!” — dodała Hania i robiła małe kolorowe kropki. „A ja zrobię wstążkę!” — zawołała Maja i odwinęła kawałek papieru jak długą tasiemkę.
Karton chrupał pod paluszkami. Kredki piszczały. Klej chlupotał w pudełku. Wszystko pachniało zabawą. Dziewczynki śmiały się głośno. Śmiech brzmiał jak dzwoneczki.
Najpierw Zosia wycięła koło. „Ostrożnie, ostrożnie” — powiedziała Hania, bo nożyczki były trochę duże. „Trzy osoby, jedna nożyczka!” — przypomniała Maja. I wszyscy patrzyli, jak Zosia tnęła. Wycięła koło. Trochę krzywe. Krzywe koło było śmieszne. „To jest medal dla królowej krzywych kół!” — zaśmiała się Hania.
Potem Maja przykleiła wstążkę. Ale klej przyklejał też palec Maji do kartonu. „Ojej!” — krzyknęła Maja i podrapała się po nosie. Palec przylgnął do papieru jak mały żabek. Zosia dmuchnęła. Hania poruszyła kartonem. Palec odłączył się z „fuu” i wszyscy klasnęły. „Ratunek!” — zaśmiała się Zosia. „Ratunek dla palca!” — zaśpiewały razem.
Hania chciała napisać na medal „PRZYJACIÓŁKI”. Ale litery były duże i bardzo skakały po kartonie. Najpierw napisała „PRZY” i litera „R” wylądowała na krawędzi. „Ruszyło się!” — powiedziała Hania. Dziewczynki przytulały literę „R”, oglądały ją, śmiały się, aż postanowiły narysować dodatkowe oczka na literach. „Teraz literki są wesołe!” — powiedziała Maja.
Nagle Zosia powiedziała: „A może medal ma zadania?” „Jakie zadania?” — zapytały jednocześnie Hania i Maja. „Trzeba się podzielić!” — odpowiedziała Zosia. „Ja zrobię zadanie śmiechu!” — olała Hania i zaczęła robić głupie miny. „Ja zrobię zadanie tańca!” — zawołała Maja i podskoczyła. „A ja zadanie przytulania!” — powiedziała Zosia i przytuliła pluszaka, a potem przytuliła koleżanki.
Zadania przykleili do tylnej strony medalu. Były trzy karteczki: ŚMIECH, TANIEC, PRZYTULAŚ. Każde zadanie miało mały rysunek. Śmiech miał usta zębami, taniec miał nóżki, przytulanie miało dwie małe ręce. Karteczki czasami odskakiwały, bo klej lubił zaskakiwać.
W pewnym momencie Maja pomyślała, że medal powinien być bardzo ciężki, żeby wyglądał ważnie. „Dodajmy kamyczek!” — zasugerowała. Ale kamyczek był za ciężki. Medal zrobił brum i przewrócił się na bok. Dziewczynki parsknęły śmiechem. „Medal lubi leżeć!” — powiedziała Hania.
Potem nadeszła chwila wyboru: kto otrzyma medal? „Dla tej, kto dziś najwięcej się śmieje!” — zaproponowała Zosia. „Nie, dla tej, co najlepiej tańczy!” — mówiła Maja. „A może medal będzie dla wszystkich?” — zaproponowała Hania cicho. Dziewczynki spojrzały na siebie. Spojrzały na krzywe koło, na wstążkę, na palec, który kiedyś przylgnął do kartonu. Zaczerwieniły się i uśmiechnęły.
„Razem!” — powiedziały jak echo. Przytuliły się mocno. Medal powędrował na trzy małe szyjki, zawiązali wstążkę razem, troszeczkę krzywo, ale bardzo bezpiecznie. Potem zrobiły wspólny taniec. Potem zrobiły wspólny śmiech. Potem wielkie, ciepłe przytulenie. Sala była pełna ciepła.
Gdy zrobiło się później, dziewczynki położyły medal obok pluszaka. „Jutro znowu pobawimy się medalem” — szepnęła Maja. „I znów będziemy robić zadania” — dodała Hania. „I znów będziemy się śmiać” — powiedziała Zosia.
Zgasili światło, przytulili kołderki, pamiętając o śmiechu, o tańcu i o przytulaniu. Medal leżał spokojnie. Wszystko było dobrze.