Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o zaczarowanym królestwie 7-8 lat Czytanie 11 min.

Guzik-żołądź i zielony płaszcz księżniczki Lili

Księżniczka Lila i wróżek Skrzypkołek wyruszają na zabawną przygodę, by odnaleźć uciekinierkę — guzik-żołędź, ucząc się przy tym szacunku i delikatności wobec rzeczy i istot.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Księżniczka Lila stoi na środku, z łagodnym uśmiechem i miękkim spojrzeniem, w jasnej sukni i teksturowanym bladozielonym płaszczu, kuca i wyciąga rękę do psotnego guzika; Skrzypkołek, chłopiec-wróżek około 12 lat, z długimi cienkimi uszami, potarganymi włosami i lekką peleryną, trzyma płaszcz za księżniczką z lewej, blisko podłogi, z wdzięcznym wyrazem twarzy; Pan Trzask, krępy dorosły mężczyzna o krasnoludzkim wyglądzie około 60 lat, z gęstą brodą i okrągłymi okularami, stoi za drewnianym stołem po prawej, trzymając błyszczącą igłę; guzik-żołądź, mały, okrągły, kasztanowy z psotną buźką, leży na drewnianej półce między błyszczącymi śrubkami i sprężynami, patrzy na księżniczkę i cicho się śmieje; wnętrze składu z postarzałymi drewnianymi półkami, miedzianymi narzędziami, ciepłym światłem przez okno, kolorowymi plakatami i dużą sprężyną gotową do wyskoczenia, z widocznymi papierowymi fakturami i ostrymi cieniami; główna scena: spokojna księżniczka przekonuje psotny guzik, by wrócił na płaszcz — scena czuła i zabawna, z uprzejmymi gestami, wyrazistymi minami i żywymi kolorami, kompozycja skoncentrowana i czytelna dla dziecka. zgłoś problem z tym obrazem

Il był sobie raz zaczarowany kraj o nazwie Pofalinka, gdzie chmury miały kształt bułek, a wiatr pachniał jak kompot malinowy. W tym kraju magia nie straszyła, tylko łaskotała — czasem w nos, czasem w uszy, a najczęściej w brzuch, aż człowiek musiał się śmiać, choćby nie chciał.

Rozdział 1

Księżniczka Lila mieszkała w pałacu zbudowanym z jasnego kamienia, który w słońcu migał jak rozsypany cukier. Lila była ostrożna. Nie taka ostrożna, że chowała się pod łóżkiem, tylko taka, co dwa razy sprawdza, czy sznurowadło jest zawiązane, a trzy razy, czy na herbacie jest przykrywka.

— Ojej, ostrożność to mój ulubiony kapelusz! — mówiła czasem i poprawiała swój warkocz.

Pewnego popołudnia do pałacowej bramy zapukał gość. Był to Skrzypkołek — wróżek z długimi uszami, które drżały, kiedy się cieszył, i składały jak wachlarz, kiedy się wstydził. Na plecach nosił małe skrzypce, ale zamiast smyczka miał piórko.

— Witam, księżniczko Lilo! — ukłonił się tak nisko, że prawie dotknął brodą swoich butów. — Jestem gościem w Pofalince, ale… brr! Jestem z krainy Ciepłogłosu, a tu wieje mi po łokciach.

Rzeczywiście, wiatr tego dnia był figlarny. Podwiewał zasłony, podkradał guziki z kieszeni i raz nawet próbował założyć sobie na głowę rondel z kuchni.

Lila spojrzała na Skrzypkołka, potem na jego chude ramiona i na jego ręce, które same siebie obejmowały.

— Gość powinien czuć się u nas dobrze — powiedziała spokojnie. — Mam płaszcz. Pożyczę ci mój zielony płaszcz z kapturkiem.

— Twój? Księżniczki płaszcze są zwykle… hm… bardzo księżniczkowe! — zdziwił się Skrzypkołek.

— Ten jest praktyczny — odparła Lila i przyniosła płaszcz. Był zielony jak groszek i miękki jak kocyk. — Ale proszę, uważaj na guzik w kształcie żołędzia. To guzik z poczuciem humoru.

— Guzik z poczuciem humoru? — Skrzypkołek zamrugał.

Guzik jakby to usłyszał i… cichutko chichotnął: „hi-hi”.

Skrzypkołek założył płaszcz, a kaptur od razu ułożył mu się na głowie jak grzeczny kot.

— Oooo! Ciepło! — westchnął wróżek. — Dziękuję! Obiecuję oddać płaszcz szybciej niż… niż ślimak robi „pstryk”!

— Ślimak nie robi „pstryk” — zauważyła Lila.

— Właśnie dlatego szybciej! — ucieszył się Skrzypkołek.

W tym momencie guzik-żołądź kichnął.

— Apsik! — i odskoczył z płaszcza, turla-turla, prosto po marmurowej posadzce.

— Ojej! — Lila podniosła ręce. — Bez guzika płaszcz może się rozchylać. A wiatr w Pofalince to spryciarz.

Skrzypkołek przytrzymał brzegi płaszcza, ale guzik już potoczył się dalej, jakby gonił własny dowcip.

— To ja za nim! — zawołał i ruszył.

Lila, ostrożna jak zawsze, wzięła małą torebkę z nitką, zapasowym sznurkiem i… drugim zapasowym sznurkiem, bo zapas też powinien mieć zapas.

— Idę z tobą — powiedziała. — Pożyczanie płaszcza to odpowiedzialna sprawa.

I tak zaczęła się ich komiczna przygoda.

Rozdział 2

Guzik-żołądź toczył się przez dziedziniec, przez ogród, aż dotarł do miasteczka Błyskotków, gdzie bruk był tak gładki, że nawet kamienie wyglądały na wypolerowane. Po drodze wiatr robił psikusy: raz dmuchnął tak, że Skrzypkołkowi kaptur zasłonił oczy.

— Nic nie widzę! — jęknął.

— To dobrze — pocieszyła go Lila. — Jak nic nie widzisz, to nie wpadniesz na to, czego nie widzisz… choć możesz wpaść na coś innego.

— To nie brzmi pocieszająco! — Skrzypkołek zachichotał mimo wszystko.

Wreszcie guzik zatrzymał się przy drzwiach sklepu. Nad drzwiami wisiał szyld: „QUINCZARKA U PANA TRZASKU — wszystko, co brzęczy, trzyma i się przydaje”. W oknie stały młotki, śrubki, klucze, a obok nich… ogromna sprężyna, która wyglądała, jakby miała ochotę skoczyć.

— To… quinca… — Skrzypkołek zmarszczył nos.

— To quincaillerie — powiedziała Lila. — Po polsku mówimy „sklep z narzędziami” albo „żelazny sklep”. W Pofalince mówimy „quinczarka”, bo tak śmieszniej.

Weszli do środka. W powietrzu pachniało drewnem, metalem i czymś, co przypominało zapach naleśników, choć to na pewno nie były naleśniki.

Za ladą stał Pan Trzask — krasnolud o brodzie jak miotła i okularach jak dwa spodki. Kiedy mówił, jego wąsy podskakiwały.

— Trzask-bęc! Dzień dobry! Czego szukacie? — zapytał.

Guzik-żołądź siedział na półce i udawał, że jest zwykłym żołędziem. Ale jego „hi-hi” zdradziło go od razu.

— O, to ten gagatek! — Lila wskazała palcem. — Potrzebujemy go z powrotem. To guzik od płaszcza, który pożyczyłam gościowi.

Pan Trzask przyjrzał się guzikowi, a potem pokiwał głową tak mocno, że okulary mu zjechały na czubek nosa.

— Guzik psotnik! Takie guziki mają w środku… żart. — Uśmiechnął się. — Możemy go przyszyć, ale najpierw trzeba go przekonać, żeby przestał uciekać.

— Jak się przekonuje guzik? — spytał Skrzypkołek i ścisnął płaszcz, jakby bał się, że ten zaraz zacznie tańczyć.

— Z szacunkiem — odpowiedziała Lila poważnie, ale w oczach miała iskierkę. — Nawet guzik zasługuje na szacunek.

Guzik-żołądź uniósł się dumnie, jakby był królem półki.

Pan Trzask podał Lili mały kluczyk.

— To Kluczyk Do Rozmów. Otwiera… ucho — powiedział tajemniczo.

Lila wzięła kluczyk, przykucnęła przy guziku i powiedziała łagodnie:

— Guziku-Żołędziu, pożyczyłam płaszcz Skrzypkołkowi, żeby było mu ciepło. Bez ciebie płaszcz nie domyka się i wiatr robi z niego latawiec. Proszę, wróć na swoje miejsce. Twoje żarty są zabawne, ale niech będą bez uciekania.

Guzik-żołądź milczał chwilę. Potem zrobił: „hm-hm”.

— A czy ktoś mnie zapytał, czy chcę być przyszyty? — burknął cienkim głosikiem.

— Masz rację — przyznała Lila. — Powinnam zapytać. Czy chcesz wrócić na płaszcz, jeśli obiecamy, że będziemy cię traktować uprzejmie i nie będziemy cię ciągnąć, kiedy się zahaczysz?

Skrzypkołek pochylił się.

— I ja obiecuję, że nie będę na tobie grał na skrzypcach. Raz próbowałem… i guzik zaczął stepować.

— To ja stepowałem! — obruszył się guzik, ale widać było, że mu się podoba.

Pan Trzask chrząknął.

— Możemy też dać guziczkowi małą poduszeczkę do spania… w kieszeni — mrugnął.

Guzik-żołądź westchnął teatralnie.

— No dobrze. Ale chcę też… małe „hi-hi” raz dziennie.

— Zgoda — powiedziała Lila. — Raz dziennie, najlepiej po obiedzie, bo wtedy każdy i tak jest w dobrym humorze.

I guzik sam wskoczył na miejsce, jakby był kropelką deszczu trafiającą do kałuży.

Rozdział 3

Pan Trzask wyjął igłę, ale nie była to zwykła igła. Świeciła jak gwiazdka i brzęczała cichutko, jak pszczółka, która uczy się śpiewać.

Igła-Śpiewu — oznajmił. — Z nią szyje się równo, bo jak zrobisz krzywo, igła zaczyna fałszować.

— O nie, fałszująca igła! — Skrzypkołek aż przykrył uszy.

— Spokojnie — uspokoiła go Lila. — To tylko trochę „łiii-łaaa”, nie „aaaaa!” — i zaśmiała się, a śmiech zabrzmiał jak dzwoneczki.

Pan Trzask przyszył guzik mocnym ściegiem. Igła nuciła: „tra-la-la, tra-la-la”, a nitka układała się jak równiutka dróżka z mrówek.

Gdy skończył, guzik-żołądź poruszył się dumnie.

— Jestem na miejscu! Jestem na miejscu! — powtórzył dwa razy, bo lubił powtórki.

Lila sprawdziła płaszcz: zapięty, domknięty, grzeczny.

— Skrzypkołku, teraz nic ci nie zawieje w łokcie — powiedziała.

Skrzypkołek spróbował rozłożyć ręce. Płaszcz trzymał się dzielnie. Wiatr, który wślizgnął się do sklepu przez uchylone okno, zrobił zawiedzioną minę i zamiast psocić, zaczął dmuchać delikatnie w dzwoneczek na drzwiach: „ding-dong, ding-dong”, jakby grał na instrumencie.

— Wiesz, Lilo — powiedział Skrzypkołek ciszej — myślałem, że jak coś ucieknie, to trzeba je złapać mocno. A ty… ty z nim rozmawiałaś.

— Bo szacunek działa lepiej niż łapanie — odpowiedziała Lila. — I jest mniej męczący dla rąk.

Pan Trzask klasnął.

— Trzask-bęc! Mądrze! A teraz, skoro już jesteście w quinczarce… może chcecie coś śmiesznego? Mam śrubki, które opowiadają dowcipy, i młotek, który stuka tylko w rytmie polki.

— Nie, dziękujemy — uśmiechnęła się Lila. — Dziś wystarczy nam jeden dowcipny guzik.

Guzik-żołądź zachichotał: „hi-hi”. Dokładnie raz.

Skrzypkołek popatrzył na Lile z wdzięcznością.

— Oddam płaszcz jeszcze dziś, obiecuję. I… dziękuję, że go pożyczyłaś. Czułem się tu mile widziany.

— To ważne — powiedziała Lila. — Gość to gość.

Wyszli ze sklepu. Droga do pałacu była już spokojniejsza. Nawet chmury-bułki wyglądały, jakby się uśmiechały od spodu. Po drodze spotkali kota-króliczka (w Pofalince takie też były), który powiedział „miau” i od razu dodał „hop!”, bo nie mógł się zdecydować, kim jest.

Skrzypkołek po drodze próbował raz jeszcze przyspieszyć.

— Już prawie, już prawie, już prawie! — powtarzał.

— Spokojnie — powtarzała Lila. — Spokojnie.

I tak, z powtórką i spokojem, dotarli do pałacu.

Rozdział 4

Wieczorem w pałacu zapalono lampki, które świeciły jak świetliki w słoikach, tylko że nikt ich nie zamykał. Skrzypkołek stanął w sali wejściowej, poprawił kaptur i ostrożnie odpiął guzik-żołądź.

— Guziku, pozwolisz? — zapytał grzecznie.

— Pozwolę — odparł guzik z dumą. — Ale delikatnie. Jestem ważny.

— Oczywiście — powiedział Skrzypkołek i oddał płaszcz Lili, jakby przekazywał skarb.

Lila przyjęła go i pogładziła materiał.

— Dziękuję, że dbałeś o niego — powiedziała.

— Dziękuję, że mi zaufałaś — odpowiedział Skrzypkołek. — I że okazałaś szacunek… nawet guziczkowi.

Guzik-żołądź odchrząknął.

— I że pozwoliliście mi na jedno „hi-hi” dziennie — dodał.

— Tak — zaśmiała się Lila. — Ale pamiętaj: „hi-hi” bez uciekania.

„Hi-hi” bez uciekania! — powtórzył guzik, bo lubił zasady, które brzmią jak rym.

Skrzypkołek wyciągnął rękę.

— Księżniczko Lilo, w mojej krainie Ciepłogłosu, gdy ktoś okazuje szacunek, kończy się to… tak.

Lila wyciągnęła swoją dłoń. Ich uścisk był pewny, ciepły i prosty, jak dobra obietnica. W tej chwili wiatr, który znów kręcił się pod sufitem, zamiast zrobić psikus, tylko cichutko klasnął w zasłony: „fiu-fiu”, jakby mówił: „ładnie, ładnie”.

— Do zobaczenia, Skrzypkołku — powiedziała Lila.

— Do zobaczenia! — odparł wróżek. — I pozdrów guzik.

„Hi-hi” — szepnął guzik-żołądź, dokładnie raz, jak trzeba.

A potem w Pofalince zrobiło się spokojnie, miękko i wesoło, jakby cały zaczarowany kraj owinął się w zielony płaszcz i zasnął z uśmiechem.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Zaczarowany
Coś, co ma magię i robi niezwykłe rzeczy, jakby miało tajemną siłę.
Poczuciem humoru
Umiejętność zauważyć coś śmiesznego i chęć do żartów albo śmiechu.
Quinczarka
Specjalna nazwa w tej historii na sklep z narzędziami i rzeczami metalowymi.
Quincaillerie
Francuskie słowo oznaczające sklep z narzędziami i metalowymi przedmiotami.
Igła-Śpiewu
Wyjątkowa igła, która cicho wydaje dźwięki podczas szycia, jakby śpiewała.
Fałszować
Śpiewać albo grać nieczysto, nie w dobrym tonie; źle wydawać dźwięk.
Przyszyć
Przymocować coś do materiału nitką i igłą, na przykład guzik do płaszcza.
Psotnik
Ktoś lub coś, co robi psikusy i figle, lubi drobne żarty i wygłupy.
Kluczyk Do Rozmów
Mały kluczyk z historii, który pomaga rozmawiać i być lepiej zrozumianym.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zabawne z zaczarowanego królestwa dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.