Był sobie raz książę Fryderyk, który mieszkał w bajkowym królestwie o nazwie Śmiechowiec. To było miejsce, gdzie elfy miały skrzydła w kształcie liści sałaty, a trolle nosiły kapcie z puchatych chmurek. Wszystko tu było trochę śmieszne, trochę magiczne i bardzo wesołe. Fryderyk był księciem dość samotnym, bo większość książąt miała poważne miny, a Fryderyk zawsze się uśmiechał i żartował, nawet do własnego odbicia w lustrze.
Rozdział 1: Książę i śmiechowa niespodzianka
Pewnego dnia Fryderyk postanowił, że nie chce już dłużej siedzieć sam w zamku i liczyć krople deszczu na parapecie. Założył swoje najśmieszniejsze spodnie w żółte grochy i ruszył na spacer po królestwie. Gdy mijał Staw Gadających Żab, usłyszał znajomy rechot:
– „Kum, kum, książę Fryderyku, dokąd tak pędzisz?” – zapytała żaba Tadeusz.
– „Idę tam, gdzie mnie nogi poniosą! Chciałbym dziś przeżyć coś śmiesznego i magicznego. Może znajdę nowego przyjaciela?” – odpowiedział Fryderyk z uśmiechem szerokim jak most nad rzeczką.
Żaby zaczęły rechotać jak na komendę, aż woda zadrżała.
– „Idź do Alchemika Poplątka! On zawsze ma coś śmiesznego w swoim gabinecie!” – doradziła żaba Matylda.
Fryderyk pomachał żabom, które w podzięce wyskoczyły z wody, by zatańczyć dla niego kankana (żabiego, rzecz jasna).
Rozdział 2: Magiczny gabinet Alchemika Poplątka
Gabinet Alchemika Poplątka znajdował się tuż za zakrętem, za domkiem, którego dach był cały z piernika. Drzwi otworzyły się same, a z wnętrza wyfrunęły bańki mydlane śpiewające piosenkę o lodach truskawkowych.
– „Wchodź, książę Fryderyku!” – zawołał Alchemik Poplątek, który miał brodę tak zaplątaną, że czasem sam się o nią potykał.
Fryderyk rozejrzał się z ciekawością. Na półkach stały słoiczki z etykietkami: „Eliksir na czkawkę śmiechu”, „Krem do smarowania uszu elfom” i „Proszek na odrastające skarpetki”.
– „Po co ci proszek na odrastające skarpetki?” – dopytywał Fryderyk.
– „To dla trolli! Oni zawsze gubią jedną skarpetkę. A teraz patrz!” – Poplątek wyciągnął różdżkę, która była cała w groszki, jak spodnie Fryderyka.
– „Mam dzisiaj nowy wynalazek: magiczne baloniki śmiechu!” – ogłosił alchemik.
W mig po gabinecie zaczęły fruwać baloniki, które, gdy pękały, rozśmieszały każdego w okolicy. Fryderyk śmiał się tak, że aż mu kapelusz spadł z głowy.
Rozdział 3: Kłopot z balonikami
Nagle jeden balonik śmiechu przykleił się Fryderykowi do nosa. Książę próbował go odczepić, ale balonik piszczał:
– „Zostaw mnie! Lubię twojego nosa!”
Alchemik Poplątek roześmiał się:
– „Baloniki są trochę uparte, ale bardzo grzeczne. Spróbuj poprosić go ładnie.”
Fryderyk popatrzył na balonik i powiedział:
– „Baloniku, bardzo proszę, czy mógłbyś już zejść z mojego nosa? Muszę jeszcze dziś zjeść lody malinowe!”
Balonik zamrugał oczkami (tak, miał oczka!) i odpowiedział:
– „No dobrze, ale pod warunkiem, że się ze mną zaprzyjaźnisz.”
– „Zgoda! Przyjaźń jest lepsza niż malinowe lody!” – odparł książę.
Balonik zsunął się z nosa Fryderyka i zatańczył wokół niego, bąbelkując radośnie.
Rozdział 4: Lekcja szacunku i wspólna zabawa
Alchemik Poplątek spojrzał na Fryderyka i balonik z uśmiechem.
– „Widzisz, książę, w naszym królestwie nawet baloniki lubią, gdy traktuje się je z szacunkiem!” – powiedział.
Fryderyk pokiwał głową.
– „To prawda! Lepiej być miłym i słuchać innych, nawet jeśli są balonikami śmiechu!” – roześmiał się książę.
Wtedy do gabinetu weszły żaby, trolle i kilka elfów w sałatowych skrzydełkach. Wszyscy razem zaczęli grać w „Balonikowy Berek”. Każdy, kogo balonik dotknął, musiał opowiedzieć najzabawniejszy żart, jaki znał. Śmiechu było tyle, że okna się zaparowały, a wiszące na ścianie portrety mrugały do siebie wesoło.
W trakcie zabawy Fryderyk zauważył, że nawet najbardziej nieśmiałe elfy śmieją się razem z trollami, a żaby przestały się spierać o najlepszy liść na stawie. Wszyscy poczuli się częścią wesołej, szanującej się gromady.
Rozdział 5: Magiczne zakończenie i różdżka na miejsce
Gdy zmierzchało, Alchemik Poplątek klasnął w dłonie:
– „Czas na ostatni numer! Kto pomoże mi odłożyć różdżkę na półkę?”
Książę Fryderyk zgłosił się pierwszy.
– „Ja! Ale tylko, jeśli balonik mi pomoże!”
Balonik podskoczył ochoczo i razem, ostrożnie jak mrówki niosące okruszek, odłożyli różdżkę na miejsce.
– „Dziękuję wam, moi przyjaciele!” – uśmiechnął się Alchemik Poplątek. – „Pamiętajcie, że magia śmiechu działa najlepiej, gdy się szanujemy i bawimy razem.”
Fryderyk pomachał nowym przyjaciołom i wracał do zamku, nucąc pod nosem piosenkę o malinowych lodach. Wiedział, że już nigdy nie będzie czuł się samotny, bo w Śmiechowcu każdy, kto jest miły i szanuje innych, znajdzie przyjaciela – nawet jeśli jest to balonik śmiechu z oczkami.
A różdżka grzecznie błyszczała na półce, gotowa do kolejnych wesołych przygód, kiedy tylko ktoś poprosi ją o pomoc… ale to już zupełnie inna historia.