W przyszłości miasto było ciche i jasne. Po niebie płynęły autobusy na poduszce powietrznej. Lampy same przygasały, gdy ktoś zasypiał. W domach mieszkały małe roboty, które podawały herbatę i sprzątały klocki. Na dachu wielkiego budynku stał port kosmiczny: gładkie rampy, świecące linie na podłodze i okrągłe drzwi, które szeptały: „Witamy”.
Kapitan Mila miała kombinezon w kolorze granatowego nieba. Na rękawie mrugał zegarek, co mówił prostymi słowami. Obok niej toczył się robot Piko, mały jak czajniczek, z oczami jak dwie lampki.
„Gotowa?” zapytał Piko.
„Gotowa. Lecimy mapować nieznany kawałek gwiazd” powiedziała Mila. Uśmiechnęła się i pogładziła statek po burcie, jakby to był kot.
Statek nazywał się Iskra. Miał okna jak bańki mydlane i miękkie światło w środku. Mila usiadła przy panelu. Były tam duże przyciski: START, MAPA, DOM.
„Start” powiedziała Mila.
„Start” powtórzył Piko i nacisnął przycisk swoją małą łapką.
Iskra uniosła się łagodnie. Nie było trzęsienia. Tylko ciche „mmm”, jak mruczenie.
Za oknem Ziemia zrobiła się kulą. Potem pojawiła się ciemność pełna kropek. Mila patrzyła uważnie.
„Zaczynamy rysować mapę” powiedziała. „Tu jest znane. A tam… o, tam jest nowe.”
Włączyła MAPĘ. Z sufitu wysunął się niebieski promień i narysował w powietrzu świecącą linię.
Nagle linia zadrżała. Na ekranie mignęła plamka.
„Co to?” zapytał Piko.
„Spokojnie” powiedziała Mila. „To może być chmurka pyłu. Sprawdzimy.”
Iskra zwolniła. Mila włączyła „miękkie oczy” statku, czyli kamerę, co widzi delikatne światło. W ciemności pojawił się mały obłok, a w nim coś błyszczącego jak srebrny listek.
„To satelita?” Piko przechylił głowę.
„Nie. To czyjś… zagubiony żagiel słoneczny” powiedziała Mila. „Ktoś go zostawił. Może potrzebuje pomocy.”
Piko włączył chwytak, taki jak długa ręka. „Ja złapię. Ty patrz na mapę.”
„Dobra. Razem” powiedziała Mila.
Chwytak dotknął żagla delikatnie, jakby dotykał piórka. Żagiel złożył się posłusznie. A wtedy, spod obłoku, wysunęła się mała kapsuła. Na niej świecił napis: „Cześć”.
„Kto tam?” zapytała Mila w głośnik.
Z kapsuły odezwał się cichy głos: „Jestem Luma. Jestem mała sondka. Zgubiłam drogę.”
„Nie martw się” powiedziała Mila. „Jesteśmy tu. Pomożemy.”
Piko zaśmiał się cichutko. „Iskra ma przycisk DOM. To najlepszy przycisk.”
Mila podała kapsule ciepłe światło z lampki serwisowej. „Luma, pokaż nam, skąd jesteś. Zrobimy mapę i odprowadzimy cię.”
Luma wysłała obrazek: kilka zielonych kropek i jedna żółta. Mila narysowała je na mapie. Linia już nie drżała. Była prosta i spokojna.
„Widzisz?” powiedziała Mila. „Kiedy pracujemy razem, kosmos robi się prostszy.”
Iskra poleciała powoli, jak łódka po nocnym jeziorze. Mila trzymała kurs, Piko liczył gwiazdy, a Luma mrugała w rytmie, jakby nuciła kołysankę.
Gdy dotarli, na ekranie pojawiła się stacja, jasna jak latarnia. Drzwi otworzyły się szeroko.
„Dziękuję” powiedziała Luma. „Podacie mi rękę… to znaczy, chwytak?”
„Zawsze” odpowiedziała Mila.
Piko wysunął chwytak i lekko popchnął kapsułę do środka. Na pożegnanie Luma zamrugała: raz, dwa, trzy.
Mila spojrzała na mapę. Nowy kawałek kosmosu był już narysowany. „Wracamy spokojnie” powiedziała.
„Spokojnie i razem” dodał Piko.
Iskra zawróciła. A w oknie gwiazdy świeciły cicho, jak małe lampki nad łóżkiem.