Trwa ładowanie...
Opowieść piracka 11-12 lat Czytanie 19 min.

Kapitan Mira i zapomniany trop morza

Kapitan Mira i jej załoga wyruszają w poszukiwaniu zapomnianego tropu, pokonując sztormy, pułapki i pirackie przeszkody oraz rozwiązując zagadki ukryte na tajemniczych wyspach.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Mira, kapitanka, zdeterminowana i z przymrużeniem oka, rude potargane włosy, brązowa skórzana kurtka i brudne buty, trzyma ciężki metalowy krąg z wygrawerowaną spiralą przy piersi i idzie w stronę plaży; Roza, nastolatka (~16), ciekawa kartografka z plamami atramentu na nosie i jasnym kokiem, trzyma małą zapaloną latarenkę i zwój mapy, stoi nieco za i po prawej od Miry, patrząc na morze; Kret, około 40 lat, krępy bosman z grubymi wąsami, trzyma linę po lewej, czujny i gotowy bronić załogi; Edek, chłopiec (~12), nieśmiały majtek z mokrymi włosami przy czole, lekko przysiadły przy wyrytej kamiennej płycie, patrzy na falę zacierającą odcisk stopy; plaża Zatoka Ciszy: jasny drobny piasek, częściowo odsłonięte płaskie płyty kamienne, ciemne klify tworzące zatoczkę, turkusowa woda z białą pianą, zmierzchowe niebo z purpurowymi chmurami; scena: wielka fala wygładza piasek i ściera odcisk stopy na płycie ze spiralą, postacie reagują—Mira zdeterminowana, Roza zaskoczona, Kret czujny, Edek smutny i zafascynowany; nastrój: nasycone morskie barwy (błękity, turkusy, ochry), wyraźne kontury i miękkie rysy w stylu kreskówki lat 90., widoczne tekstury (ziarno piasku, mokre drewno, zardzewiały metal), złote światło zmierzchu kontra chłodne cienie klifów; drobne szczegóły: sylwetka fregaty na horyzoncie, kilka mew i migoczące krople wody wokół fali. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Kapitan Mira i ślad, którego nikt nie pamiętał

Morze tego dnia miało kolor stalowego nieba, a wiatr pachniał solą i mokrym drewnem. Na pokładzie „Zadziornej Mewy” skrzypiały liny, a żagle trzepotały jak ogromne białe skrzydła. Kapitan Mira Rdzawa stała przy relingu z lunetą przy oku. Była dorosła, twarda jak stary dąb, ale w oczach miała błysk, który zdradzał, że przygoda wciąż potrafi ją rozbawić.

— Jeśli to znowu będzie wyspa pełna kości i zardzewiałych łańcuchów, to ja wysiadam — mruknął Bosman Kret, niski, szeroki jak beczka, z wąsami tak bujnymi, że mogłyby zamiatać pokład.

— Wysiądziesz? Na morzu? — Mira uniosła brew. — Świetnie. Przywiążemy cię do boi i będziesz straszył mewy.

Załoga parsknęła śmiechem. Najgłośniej Roza, młoda kartografka, która wiecznie miała za uchem ołówek i plamę atramentu na nosie.

Mira sięgnęła do kieszeni skórzanej kurtki i wyciągnęła coś, co wyglądało jak kawałek starej skóry. To była mapka — nie cała, tylko fragment, poszarpany na brzegach jak po kłótni z rekiniem. Na środku widniał znak: spirala, a obok kilka liter, tak wyblakłych, że trzeba było je zgadywać.

— To nasza misja — powiedziała Mira ciszej. — Znaleźć zapomniany trop. Ktoś kiedyś ukrył coś tak dobrze, że nawet pamięć o tym zniknęła. A ja… ja lubię rzeczy, które się wymykają.

— Zapomniany trop? — Roza aż podskoczyła. — Jak… jak ślad na piasku, który zaraz zmyje fala?

Mira uśmiechnęła się krzywo.

— Właśnie. Tylko ten ślad jeszcze nie zniknął. Jest gdzieś przed nami.

Z dołu pokładu wysunęła się głowa kucharza, Wuja Pstrąga, z łyżką jak berło.

— Kapitanie, zupa rybna gotowa! I ostrzegam: kto powie, że jest za słona, ten sam będzie następnym składnikiem!

— Zupa jest zawsze idealna — odparł szybko Kret. — Nawet jeśli czasem… gryzie.

Zaśmiali się znowu, ale Mira czuła pod skórą lekkie napięcie. Na horyzoncie wisiała ciemna smuga chmur. Morze potrafi żartować, ale jego żarty bywają zębowe.

— Kurs na Wyspy Błękitnego Łuku — rozkazała. — Tam zaczniemy szukać.

Rozdział 2: Sztorm, który próbował ich przechytrzyć

Wieczorem niebo zamknęło się jak pokrywa skrzyni. Pierwszy grzmot zabrzmiał, jakby ktoś upuścił ogromną kotwicę prosto na chmury. Wiatr szarpnął żaglami, a „Zadziorna Mewa” przechyliła się, jakby chciała zajrzeć do wody.

Refować! — krzyknęła Mira. — Szybko, zanim wiatr nas ośmieszy!

Kret pobiegł do lin, Roza przytrzymała mapy w kajucie, żeby nie uciekły przez drzwi, a reszta załogi tańczyła po pokładzie w rytm fal, które wcale nie były do tańca.

Fala uderzyła w burtę i rozprysła się jak zimne szkło. Mira poczuła sól na wargach i metaliczny smak strachu — nie takiego, co paraliżuje, tylko takiego, co ostrzy zmysły.

— Kapitan! — zawołał młody majtek, Edek, cały przemoczony, z włosami przyklejonymi do czoła. — Kompas wariuje!

Mira spojrzała. Igła kręciła się jak pijany bąk.

— To nie kompas — powiedziała. — To burza. W środku jest magnetyczny wir albo… coś innego.

„Coś innego” to zwykle znaczy kłopoty — jęknął Kret, walcząc z liną, która próbowała go udusić.

Mira zmrużyła oczy. Na prawo, wśród deszczu, mignęło światło — nie błyskawica, tylko zielonkawy blask, jakby ktoś latarnią machał pod wodą.

— Tam! — wskazała. — Trzymajcie kurs na to światło.

— Na światło w burzy? — Roza wybiegła z kajuty z mokrą mapą przyciśniętą do piersi. — To brzmi jak rada z poradnika „Jak szybciej zginąć”.

— Nie zginąć. Znaleźć przejście — odparła Mira. — Burza chce nas kręcić w kółko. A ja nie lubię kręcić się bez sensu.

Woda waliła w pokład, wiatr ryczał, ale Mira stała pewnie, jakby miała stopy przybite do desek. Zauważyła, że zielony blask pojawia się regularnie, jak mrugnięcie.

— To latarnia… ale nie na lądzie — szepnęła. — To znak.

Kret splunął na bok.

— Jak to znak, to mam nadzieję, że znaczy „tu jest ciepła herbata”.

Mira roześmiała się krótko, po czym wrzasnęła:

— Trzymajcie się! Wchodzimy!

Statek wpadł w wąski pas spokojniejszej wody, jakby burza miała tam dziurę. Deszcz wciąż siekł, ale fale nagle zmalały. Zielony blask zniknął.

— Udało się… — wymamrotała Roza, z szeroko otwartymi oczami.

Mira otarła twarz rękawem.

— Burza próbowała nas przechytrzyć. My byliśmy sprytniejsi.

Tylko gdzieś w głębi, pod tym spokojniejszym pasem wody, coś jakby mruknęło. I Mira poczuła, że ich trop właśnie się obudził.

Rozdział 3: Wyspa, która nie chciała być znaleziona

Rankiem burza była już wspomnieniem, ale morze wciąż oddychało ciężko. Na horyzoncie pojawiły się Wyspy Błękitnego Łuku — kilka zielonych plam, otoczonych jasnymi rafami, które z daleka wyglądały jak uśmiech.

— Pięknie — westchnął Edek. — Jak z pocztówki. Tylko pewnie ktoś zaraz wyskoczy z krzaków i nas zje.

— Spokojnie — mruknął Kret. — Jak ktoś cię zje, to przynajmniej przestaniesz gadać.

Mira przestudiowała fragment mapy. Spiralny znak pasował do kształtu jednej z wysp, ale coś się nie zgadzało — na mapie obok spirali była kreska, jakby ścieżka, a na wyspie widać było tylko gęsty las i skały.

— Wyspa nie chce, żeby ją znaleziono — powiedziała Mira. — Dlatego trzeba szukać mądrzej niż oczami.

Wysłała łódź z sobą, Rozą, Kretem i Edkiem. Wiosła zanurzały się w wodzie miękko, a pod powierzchnią migały ryby jak srebrne monety.

Kiedy dotknęli piasku, Mira poczuła ciepło pod stopami. Plaża była gładka i pusta, tylko w oddali stały palmy, które szeptały liśćmi.

— Dobra — Mira schowała mapę. — Szukamy spirali. Może w skałach, może w drzewach. I żadnego dotykania dziwnych muszli, dopóki nie zapytacie Rozy, czy to na pewno muszla.

— A skąd mam wiedzieć, czy muszla jest dziwna? — zapytał Edek.

Roza spojrzała na niego poważnie.

— Jeśli patrzy na ciebie.

Szli w głąb wyspy. Las pachniał wilgocią i żywicą. Owady brzęczały jak małe silniczki. Nagle Kret zatrzymał się i wskazał kijem ziemię.

— Tu. Zobaczcie.

W piasku, tuż przy granicy lasu, był rysunek: spiralny ślad, jakby ktoś kręcił patykiem. Tylko że nie wyglądał świeżo. Był częściowo zasypany, jak wspomnienie.

— Kto to zrobił? — wyszeptał Edek.

Mira uklękła i dotknęła spirali. Piasek był chłodniejszy, jakby pod spodem kryła się kamienna płyta.

— To wejście — powiedziała. — Albo wskazówka.

Roza wyjęła z kieszeni mały kompas… który znów zaczął drgać.

— Igła ciągnie w dół — zauważyła.

— Pod ziemię? — Kret przełknął ślinę. — Ja wolę, jak skarby są na powierzchni. Tak… bardziej przyjaźnie.

Mira wstała.

— Odwaga to nie brak strachu, Kret. Odwaga to wejść mimo strachu. Chodźcie. Szukamy sposobu, żeby to otworzyć.

Wokół spirali znalazła trzy płaskie kamienie. Na każdym był wyryty prosty znak: fala, oko i pióro.

Roza zmarszczyła brwi.

— To zagadka. Fala, oko, pióro… może kolejność?

— Fala to morze — powiedział Edek. — Oko to patrzenie. Pióro to… pisanie?

Kret prychnął.

— Pióro to kurczak. Zgadzam się, kolejność: morze, patrzenie, kurczak.

Mira spojrzała na niego surowo, ale w kąciku ust czaił się uśmiech.

— Pióro może znaczyć wiatr — powiedziała. — Zobaczcie, jak palmy się ruszają. Morze, patrzenie, wiatr. Może trzeba to „zagrać”.

Mira podniosła kamień z falą i położyła go na środku spirali. Nic.

Potem położyła kamień z okiem. Piasek zadrżał lekko, jakby wyspa westchnęła.

Na końcu dołożyła pióro. Ziemia zaszumiała. Spirala rozsunęła się, odsłaniając okrągły otwór, z którego dmuchnął chłodny powiew.

— No pięknie — jęknął Kret. — Wyspa ma piwnicę.

Rozdział 4: Podziemny korytarz i piracka przysięga

Schodzili ostrożnie po kamiennych stopniach. Światło z góry malało, a powietrze pachniało mokrym kamieniem i czymś starym, jak zapomniana księga.

Roza zapaliła latarenkę. Płomień zatańczył i rzucił cienie na ściany. Widać było wyryte symbole: statki, fale, gwiazdy, a wśród nich — ta sama spirala.

— Ktoś tu był przed nami dawno temu — szepnął Edek z mieszaniną zachwytu i strachu.

— Piraci też zostawiają pamiętniki — powiedziała Mira. — Tylko w kamieniu, bo papier nasiąka.

Korytarz prowadził do sali, w której stał kamienny stół. Na nim leżała metalowa obręcz, zardzewiała, ale wciąż mocna, jakby czekała. Obok był przytwierdzony łańcuch, a na ścianie — napis po polsku, choć krzywy i stary:

„Kto szuka zapomnianego śladu, niech pamięta: trop to nie tylko miejsce. Trop to decyzja.”

— To brzmi jak coś, co kapitan by powiedziała, gdyby była poetką — mruknął Kret.

Mira dotknęła napisu palcem. Czuła wgłębienia liter, jak blizny.

— To zostawiła Kapitan Sola — powiedziała cicho. — Słyszałam o niej. Podobno zniknęła, zanim ktoś zdążył ją zdradzić.

Roza spojrzała na metalową obręcz.

— Co to jest?

Mira podniosła ją. Była ciężka i miała wyrytą spiralę.

— To wygląda jak część steru… albo jak klucz do czegoś większego.

Wtem z korytarza dobiegł odgłos — skrzypnięcie, jakby kamień ocierał się o kamień.

— Nie jesteśmy sami — wyszeptał Edek.

Mira zgasiła latarenkę ruchem dłoni. Zostali w półmroku, tylko z cienką smużką światła z góry. Kroki. Ktoś schodził.

Mira przycisnęła obręcz do piersi i skinęła na resztę. Cofnęli się za filar.

Do sali weszli trzej ludzie w mokrych płaszczach. Na czapkach mieli znaki czarnej ośmiornicy.

— Banda Szponu Morskiego — syknął Kret. — Zawsze pojawiają się tam, gdzie nie trzeba.

— Szukać! — warknął jeden z nich. — Kapitan Kałamarz chce to, co ukryła Sola. Podobno prowadzi do skarbu, którego nikt nie umiał nawet nazwać.

Roza ścisnęła rękę Miry.

— Co robimy?

Mira poczuła, jak serce wali jej w żebra jak zbyt gorliwy bęben. Mogła uciec i zostawić obręcz… ale wtedy trop przepadnie. A ona obiecała sobie, że nie będzie piratem, który rezygnuje, gdy robi się ciemno.

Mira wyszła zza filara, pewnym krokiem, jakby to ona tu rządziła.

— Szukacie czegoś? — zapytała głośno.

Trzej piraci odwrócili się gwałtownie. Jeden aż podskoczył.

— Ty… Mira Rdzawa?

— Ta sama. A wy wyglądacie jak ludzie, którzy zgubili drogę do własnego rozumu.

— Oddaj obręcz! — wrzasnął drugi, wyciągając szablę.

Mira uniosła ręce.

— Oczywiście. Zaraz. Tylko najpierw… odpowiedzcie mi na jedno pytanie. Kto z was umie czytać?

Zapadła sekunda ciszy. Kret, schowany, ugryzł się w wąs, żeby nie parsknąć.

— Ja umiem! — burknął pierwszy.

Mira wskazała napis na ścianie.

— To przeczytajcie. Na głos.

Piraci spojrzeli. Ten, co „umiał”, zmrużył oczy i zaczął sylabizować. W tej samej chwili Roza, szybka jak myśl, zapaliła latarenkę i rzuciła ją w bok. Płomień zamigotał, a cienie zatańczyły dziko po ścianach.

Edek gwizdnął tak głośno, że aż echo zabolało uszy. Piraci odruchowo odwrócili głowy.

Mira skoczyła, uderzyła najbliższego obręczą w rękę — szabla zadźwięczała i poleciała na ziemię. Kret wyskoczył z drugiej strony i podciął nogi kolejnemu, mrucząc:

— Pamiętajcie, chłopcy, piwnica jest śliska!

Wszyscy ruszyli do schodów. Mira biegła ostatnia, trzymając obręcz, a z tyłu słyszała wściekłe przekleństwa i tupot.

— Szybko! — zawołała Roza, gdy wypadli na plażę. — Do łodzi!

Biegli przez piasek, potykając się o korzenie. Za nimi, z lasu, wyskoczyli ludzie o czapkach z ośmiornicą.

Mira wskoczyła do łodzi, chwyciła wiosło i odpychała się od brzegu.

— Nie oddamy tropu! — krzyknęła, bardziej do siebie niż do nich. — Nie dziś!

Rozdział 5: Pościg pośród raf i mądrość wiatru

„Zadziorna Mewa” czekała na nich dalej, kołysząc się leniwie, jakby nie wiedziała, że za chwilę będzie miała kłopoty. Gdy tylko weszli na pokład, Mira wrzasnęła:

— Żagle w górę! Kurs na zachodnią zatokę! I nie pytajcie, czemu, bo sama jeszcze układam plan!

Załoga zareagowała błyskawicznie. Roza rozłożyła mapy, Kret przejął ster, a Wuj Pstrąg wychylił się z kuchni z chochlą jak bronią.

— Jeśli oni wejdą na mój pokład, to dostaną zupą prosto w oczy! — zagroził.

Za nimi, z wyspy, wypłynęła mniejsza łódź z czarną ośmiornicą na żaglu. Płynęła szybko, bezczelnie, jak komar, który myśli, że jest orłem.

— Doganiają nas — powiedział Edek, blady.

Mira przyłożyła obręcz do drewnianej kolumny przy sterze. Na jej wewnętrznej stronie zauważyła coś, czego wcześniej nie widziała: maleńkie nacięcia, jak znaki na zegarze.

— To nie tylko klucz — mruknęła. — To wskazówka. Roza, daj mi swoją mapę Wysp.

Roza podała pergamin. Mira położyła obręcz na mapie i przesunęła ją nad wyspami. Spirala obręczy idealnie pasowała do zatoki po zachodniej stronie — takiej, której na zwykłych mapach prawie nie było, bo zasłaniały ją rafy.

— Tam jest przejście — powiedziała Mira. — Wąskie, ale istnieje. A oni tego nie wiedzą.

Kret zmarszczył czoło.

— Rafy nas rozprują jak stary worek.

— Jeśli popłyniemy prosto — tak — odparła Mira. — Ale nie popłyniemy prosto. Popłyniemy jak wiatr.

— Wiatr nie ma kości, ale zawsze znajdzie drogę — mruknęła Roza, jakby przypomniała sobie coś z napisu.

Mira spojrzała na żagle. Wiatr wiał z północy, nierówno, szarpiąc.

— Ustawcie żagle tak, żeby łapały podmuchy na zmianę. Zrobimy zygzak. Kret, słuchaj mnie co do stopnia.

— Ja zawsze słucham… czasem z opóźnieniem — burknął, ale w oczach miał skupienie.

Weszli między rafy. Woda zmieniła kolor na turkusowy, a pod powierzchnią widać było koralowe zęby. Statek sunął powoli, a każdy skręt był jak przechodzenie po linie nad przepaścią.

Z tyłu słychać było świst — pościg wciąż trwał.

— Oni też wchodzą! — krzyknął Edek.

— Bo myślą, że ich wystraszymy rafami — powiedziała Mira. — A ja mam dla nich inną lekcję.

Mira wypatrzyła płyciznę, gdzie fale łamały się inaczej. Kazała Kreta skręcić tuż przed nią. „Zadziorna Mewa” minęła miejsce o włos. Ścigający statek próbował powtórzyć manewr… ale był zbyt pewny siebie.

Rozległ się trzask, jak złamana kość. Czarna łódź osiadła na rafie, a jej żagiel z ośmiornicą zafalował rozpaczliwie.

Z pokładu „Mewy” ktoś zaklaskał. Wuj Pstrąg nawet ukłonił się w stronę wroga, trzymając chochlę.

— Dziękujemy za występ! — zawołał.

Mira odetchnęła, ale tylko na chwilę. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec. Banda Szponu Morskiego nie odpuszcza łatwo.

— Dobrze — powiedziała. — Teraz trop prowadzi dalej. Obręcz mówi, że mamy szukać… czegoś na piasku. Tylko że to musi być miejsce, gdzie piasek pamięta dłużej niż zwykle.

Roza przełknęła ślinę.

— Jak zatoka bez fal. Albo plaża w cieniu klifów.

Mira skinęła głową.

— Właśnie tam płyniemy.

Rozdział 6: Zatoka Ciszy i ślad, który zniknął

Dotarli o zmierzchu. Zatoka była schowana między wysokimi skałami, które wyglądały jak dwie dłonie osłaniające tajemnicę. Woda była gładka, prawie nieruchoma. Nawet mewy krzyczały tu ciszej, jakby nie chciały przeszkadzać.

— To miejsce jest… dziwnie spokojne — szepnął Edek.

— To dlatego, że cisza czasem też jest pułapką — odparła Mira, ale jej głos zmiękł. W takich chwilach morze wydawało się starsze od wszystkich opowieści.

Wysiedli na plażę. Piasek był jasny i drobny jak mąka. Mira trzymała obręcz w dłoniach, jakby to była latarnia.

Roza klęknęła i zaczęła rysować patykiem spiralę, porównując ją z mapą.

— Jeśli dobrze rozumiem… trop powinien być tu. Dokładnie tu, gdzie cień skały przecina linię wody w najdłuższym miejscu.

Kret rozejrzał się nerwowo.

— A jeśli trop to… pułapka, a nie wskazówka?

Mira spojrzała na niego uważnie.

— Wtedy wyjdziemy z niej mądrzejsi. Albo szybsi. Najlepiej jedno i drugie.

Wcisnęła obręcz w piasek. Zaskrzypiała, jakby nie lubiła być brudzona. Mira obróciła ją zgodnie z ruchem spirali. Piasek pod nią lekko się zapadł, odsłaniając coś ciemniejszego: płaską płytę, a na niej — wyryty znak stopy.

— Ślad! — Roza aż sapnęła z radości. — Ktoś tu naprawdę był!

Mira poczuła ukłucie emocji, niespodziewane i ciepłe. To było jak dotknięcie dłoni kogoś z przeszłości. Zapomniana kapitan Sola zostawiła im znak: nie skarb w skrzyni, tylko dowód, że odwaga potrafi przejść przez czas.

— To nie jest złoto — powiedziała Mira cicho. — To droga. Dowód, że szukać warto.

Edek nachylił się.

— A dokąd prowadzi?

Mira dostrzegła obok stopy wyryte drobne litery, ledwie widoczne: „Dalej niż mapa. Dalej niż strach.”

Chciała to przeczytać na głos, ale wtedy usłyszała dźwięk — szum, który nie należał do wiatru. Fala. Jedna, większa, jakby morze nagle sobie o nich przypomniało.

— Do tyłu! — krzyknęła Mira.

Wszyscy odskoczyli. Fala wlała się na plażę, gładka i szybka. Przykryła płytę, zalała znak stopy, a gdy cofnęła się, zostawiła po sobie tylko równo wygładzony piasek.

Roza stała z otwartymi ustami.

— Nie… zniknęło.

Mira uklękła i przesunęła dłonią po mokrym piasku. Był idealnie gładki. Żadnego znaku. Żadnej stopy. Tylko chłód wody i ciche syczenie, jakby morze mówiło: „Widziałeś? A teraz pamiętaj sam.”

Kret podrapał się po głowie.

— To… to miał być finał? Przebyliśmy burzę, podziemia i wariatów z ośmiornicą, żeby zobaczyć ślad przez… trzy oddechy?

Mira zaśmiała się cicho, a potem spojrzała na swoją załogę. Na mokre włosy Edka, na atramentowy nos Rozy, na wąsy Kreta, które wyglądały, jakby też przeżyły przygodę.

— Tak — powiedziała. — Bo tropy nie zawsze są po to, żeby je posiadać. Czasem są po to, żeby cię popchnąć.

Roza wytarła oczy rękawem.

— Trochę szkoda.

— Szkoda znaczy, że ci zależało — odparła Mira. — A to znaczy, że jesteś prawdziwą piratką. Nie taką od rabowania, tylko od szukania.

Edek uśmiechnął się niepewnie.

— A co teraz?

Mira wstała, wzięła obręcz i spojrzała na horyzont, gdzie noc zaczynała rozlewać granat.

— Teraz? — Jej głos znów nabrał zadziorności. — Teraz płyniemy dalej niż mapa. I dalej niż strach. A jeśli ktoś zapyta, co znaleźliśmy, powiemy prawdę: zapomniany trop… i ślad, który morze starannie wytarło z piasku.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Lunetą
Długi teleskop używany do patrzenia na dalekie rzeczy, jak statek na morzu
Relingu
Niskie ogrodzenie lub poręcz po brzegach statku, przy którym można się trzymać
Refować!
Rozkaz zmniejszyć powierzchnię żagli, żeby statek był bezpieczniejszy
Magnetyczny
Związany z magnesami; coś, co przyciąga lub wpływa na kompas
Spirala
Kręcący się znak lub kształt, który stopniowo się rozrasta jak ślimak
Zardzewiała
Pokryta rdzą, czyli pomarańczowoczerwonym nalotem na stali lub metalu
Korytarz
Długi, wąski przejście wewnątrz budowli lub w jaskini
Obręcz
Okrągły, metalowy pierścień, czasem używany jako część większej maszyny
Płyciznę
Miejsce w wodzie, gdzie jest płytko i dno jest blisko powierzchni
Zatoka
Wcięcie na wybrzeżu, gdzie woda wchodzi w ląd i tworzy mały akwen
Płytę
Płaska, twarda część z kamienia lub metalu, leżąca na ziemi lub w podłodze

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o piratach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.