Rozdział 1: Sztorm i niespodziewany gość
Morze szumiało jakby chciało połknąć niebo, a niebo grzmiało, jakby chciało zetrzeć morze z powierzchni ziemi. Kapitanka Mara, drobna, lecz zwinna piratka o włosach jak ciemny len, stała na pokładzie „Srebrnej Sardynki” i śmiała się w twarz wichurze.
— Trzymajcie się, szczury lądowe! — zawołała, rzucając spojrzenie przez ramię na załogę. — To tylko trochę wody i wiatru, co wam może zrobić?
Załoga była mieszanką najdziwniejszych postaci: chudy jak tyczka Tim, zawsze zaskoczony, że jeszcze żyje; rudowłosa Iga, która śmiała się nawet, gdy burza przewracała ją na deku; i stary, brodaty Olaf, który twierdził, że zna wszystkie tajemnice morza, choć połowy z nich pewnie sam wymyślił.
Wtem pośród piany i wrzasku wiatru coś rozbłysło w ciemności. Mara zmrużyła oczy. Na wodzie, pomiędzy falami, unosił się mały koszyk, a w nim... dziecko! Piskliwy płacz przebił się przez huk burzy.
— Do lin! — krzyknęła Mara. — Ratujemy młodego rozbitka!
Iga i Tim rzucili się do działania. Zręcznie, mimo śliskiego pokładu, wyłowili koszyk. Mara pochyliła się nad nim: w środku leżał chłopiec, może siedmioletni, z czarnymi jak węgiel oczyma i włosami splątanymi od morskiej bryzy.
— No, młody, masz szczęście, że trafiłeś na Sardynkę, a nie na rekiny — mruknęła Mara, z czułością poprawiając mokry kocyk.
— Jak się nazywasz? — zapytała cicho. Dziecko spojrzało na nią nieufnie, ale po chwili wyszeptało:
— Niko.
Rozdział 2: Tajemnica chłopca
Sztorm ucichł, a „Srebrna Sardynka” płynęła spokojniej pod łagodniejszym niebem. Mara opatuliła Niko suchym płaszczem i zaprowadziła go do swojej kajuty, gdzie czekała miska ciepłej zupy.
— Dlaczego byłeś sam na morzu? — spytała, patrząc na chłopca uważnie.
Niko spuścił wzrok, dłubiąc w misce.
— Ktoś mnie zostawił... bo jestem inny — wyszeptał.
— Inny? Wszyscy na tym statku są inni! — zaśmiała się Iga, wchodząc z kubkiem herbaty. — Tim boi się własnego cienia, Olaf rozmawia z mewami, a Mara... cóż, ona potrafi pokonać sztorm śmiechem.
Chłopiec uśmiechnął się nieśmiało.
— Ale ja... czasem widzę rzeczy, zanim się wydarzą — powiedział cicho. — I czasem... rozumiem, co mówią zwierzęta.
Mara spojrzała na niego z powagą. W jej oczach pojawił się błysk.
— W takim razie, młody Niko, jesteś wśród swoich. Na Sardynce każdy ma swoją dziwność, a razem jesteśmy nie do pokonania.
Załoga zaakceptowała Niko bez pytań. Olaf nauczył go wiązać węzły, Tim pokazał, jak unikać kłopotów, a Iga śmiała się z nim do łez. Mara czuwała nad nim, jakby był jej własnym bratem.
Jednak w nocy Mara słyszała, jak Niko płacze przez sen.
Rozdział 3: Złowieszczy cień
Kilka dni później, gdy morze błyszczało pod słońcem jak rozlana rtęć, na horyzoncie pojawił się inny statek. Jego żagle były czarne jak smoła, a na dziobie widniała czaszka z czerwonymi oczami.
— To „Krwawe Oko”! — szepnął Tim. — Kapitan Czernik!
Mara zmarszczyła brwi.
— Czernik poluje na wszystko, co cenne... albo niezwykłe — mruknęła, patrząc na Niko.
Chłopiec zbladł.
— On mnie szuka — wyszeptał.
Mara uklękła przy nim.
— Niko, jesteś pod moją opieką. Nikt cię nie skrzywdzi, póki ja tu jestem. Ale musimy być sprytni.
Załoga natychmiast ruszyła do przygotowań. Iga i Tim ukryli Niko w schowku pod pokładem, a Olaf rozstawił fałszywe flagi, by zmylić śledzących.
Czernik zbliżał się coraz bardziej. Jego głos niósł się po wodzie jak krakanie kruka.
— Oddajcie chłopca, a może daruję wam życie!
Mara stanęła dumnie na dziobie.
— Nie oddamy nikogo! — krzyknęła. — Sami wybierzemy swój los!
Czernik się roześmiał, a jego armaty załadowano.
Rozdział 4: Ucieczka pod osłoną nocy
Zapadł zmierzch, a „Krwawe Oko” nie odstępowało ich na krok. Mara zebrała załogę na naradę.
— Musimy być szybsi, sprytniejsi i... trochę szaleni — powiedziała z błyskiem w oku.
Iga podsunęła plan:
— Rozpalmy fałszywe ognie na tratwie, niech myślą, że uciekamy w drugą stronę!
Olaf dodał:
— A ja poprowadzę Sardynkę przez przesmyk pełen skał. Czernik nie zna tych wód jak ja.
Tim się skrzywił.
— Skały? To śmierć pewna!
— Jeśli chcesz, możesz zostać z Czernikiem — odpowiedziała Mara z uśmiechem. — Ale ja wolę zaryzykować z przyjaciółmi.
W nocy, przy ledwo widocznym świetle księżyca, załoga uruchomiła plan. Tratwa z ogniskami odpłynęła na południe, a „Srebrna Sardynka” ruszyła cicho przez zdradliwe skały.
Niko, ukryty pod pokładem, czuł bicie serca w gardle. Słyszał, jak Mara szepcze do steru, a Olaf do wiatru.
— Teraz! — szepnęła Mara.
Statek przemknął przez przesmyk, a za nimi rozległ się huk: „Krwawe Oko” wpadło na skały!
Załoga wybuchła śmiechem. Nawet Tim odetchnął z ulgą.
Rozdział 5: Tajemnicza wyspa
Po ucieczce przed Czernikiem, „Srebrna Sardynka” skierowała się ku nieznanej wyspie, o której słyszał tylko Olaf.
— Mówią, że tam rosną drzewa, które śpiewają, a ptaki znają języki ludzi — mruknął z uśmiechem.
Niko poczuł dziwne drżenie w piersi. Gdy zeszli na brzeg, wyspa przywitała ich zapachem egzotycznych kwiatów i śpiewem nieznanych ptaków.
— To miejsce... — szepnął chłopiec. — Ono mnie woła.
Załoga ruszyła w głąb wyspy. Z każdym krokiem odgłosy stawały się dziwniejsze, a drzewa pochylały się, jakby chciały ich dotknąć. Nagle przed nimi stanął wielki, biały ptak.
— Witaj, Niko — powiedział ludzkim głosem.
Załoga zamarła.
— Przyszedłeś tu, by poznać prawdę o sobie — ciągnął ptak. — Jesteś dzieckiem morza i nieba. Twoja odmienność jest darem, nie przekleństwem.
Mara położyła rękę na ramieniu chłopca.
— Każdy z nas jest inny, Niko. Ważne, by być sobą i pomagać innym.
Ptak ukłonił się i zniknął wśród drzew.
Rozdział 6: Ostatnia próba
Nagle powietrze przeszył krzyk. Z krzaków wypadli piraci Czernika — kilku przetrwało rozbicie statku! Byli wściekli i uzbrojeni.
— Oddajcie chłopca, a zostawimy was w spokoju! — ryknął ich przywódca.
Mara stanęła przed Niko.
— Najpierw musicie przejść przez mnie! — zawołała.
Iga i Tim ustawili się obok niej, a Olaf uniósł ciężką gałąź.
Piraci napierali, ale wtedy Niko wystąpił przed Marę.
— Nie chcę, żeby ktoś cierpiał przeze mnie. Przestańcie walczyć! — zawołał, a jego głos rozbrzmiał dziwną mocą.
Na chwilę wszyscy zamarli. Wtedy z lasu wybiegły zwierzęta: ptaki, małpy i dzikie koty, otaczając piratów Czernika. Przywódca próbował walczyć, ale zwierzęta zablokowały im drogę.
— To koniec! — krzyknęła Mara.
Piraci uciekli w popłochu, zostawiając broń i buty.
Załoga wybuchła śmiechem, a Niko spojrzał na Marę z wdzięcznością.
Rozdział 7: Nowy początek
„Srebrna Sardynka” opuściła wyspę, żegnana śpiewem ptaków. Niko siedział na dziobie, a Mara obok niego.
— Czujesz się już bezpieczny? — zapytała.
Chłopiec uśmiechnął się szeroko.
— Tak. Dzięki tobie i załodze wiem, że bycie innym to żaden wstyd. Każdy z nas ma w sobie coś niezwykłego.
Iga podskoczyła obok nich.
— A teraz czas na nową przygodę! Może odnajdziemy Wyspę Zaginionych Skarpet?
Tim jęknął:
— Byle tylko nie sztorm...
Olaf uśmiechnął się tajemniczo.
— Sztormy już nam nie straszne, gdy jesteśmy razem.
Słońce chowało się za horyzontem, malując niebo na złoto. Mara spojrzała w dal, czując, że gdziekolwiek popłyną, dadzą radę — razem.
Niko wtulił się w płaszcz kapitan. Czuł, że znalazł rodzinę — na morzu, wśród piratów, którzy uczyli, że tolerancja i odwaga są ważniejsze niż jakikolwiek skarb.
A gdzieś daleko, na końcu złotego horyzontu, czekała ich następna przygoda.