Rozdział 1. Kolorowe walizki i piskliwe śmiechy
Wielki Namiot Cyrkowy mienił się jak tęcza. Maja, która uwielbiała kolory, właśnie układała ogromne walizki w rządek. Każda z nich była w innym kolorze: żółta jak cytryna, niebieska jak niebo, czerwona jak truskawka i zielona jak wiosenna trawa. Pomagał jej Julek, który znał się na porządkach – przynajmniej tak twierdził, bo czasem układał walizki w… piramidę!
– Julek, ta czerwona powinna być przy zielonej! – śmiała się Maja, gdy chłopiec próbował zrobić z walizek most.
– Ale mosty są fajniejsze niż rządki! – odpowiedział Julek i przewrócił walizkę, z której wysypały się śmieszne skarpetki w gwiazdki.
Zza kotary wyjrzała Nela, najmłodsza artystka cyrku, która już szykowała się do występu z balonami. Jej policzki były różowe jak waty cukrowe, a włosy upięte w dwa wesołe kucyki. Obok niej stanął Filip, bricoleur cerceaux – bricoleur cerceaux, czyli mistrz cerkli! Filip miał zawsze przy sobie kilka kolorowych obręczy, którymi potrafił kręcić nawet na jednym palcu u nogi.
– O rety, co tu się dzieje? – zapytał Filip, gdy zobaczył walizkową piramidę i skarpetkową lawinę.
– Porządkujemy! – odpowiedziała dumnie Maja, choć jej mina była trochę zakłopotana.
– To może zrobimy coś jeszcze fajniejszego? – zaproponowała Nela, wskakując na walizkę jak na trampolinę. – Może… zorganizujemy dziś wielką ceremonię medali? Każdy dostanie medal za coś wyjątkowego!
Wszyscy przyklasnęli. Julek nawet zrobił fikołka. Porządki mogły poczekać, bo cyrkowa zabawa była najważniejsza!
Rozdział 2. Cyrkowe przygotowania i pomysły z kapelusza
Dzieci szybko podzieliły się zadaniami. Maja miała znaleźć kolorowe wstążki, które mogłyby być wstęgami do medali. Julek dostał odpowiedzialne zadanie – miał pilnować, żeby nikt nie pogubił obręczy Filipa (Julek był przekonany, że obręcze same uciekają). Nela natomiast szykowała balonowe dekoracje, a Filip… wyciągnął swój superzestaw do robienia cerkli.
– Zrobimy medale z obręczy! – zakrzyknął Filip i już zaczynał wyginać obręcze w śmieszne kształty: raz jak uszy zająca, raz jak okulary dla słonia.
Maja znalazła wstążki w walizce z napisem „WAŻNE!” i już zawiązywała je na medalach, które Filip i Nela ozdabiali kolorowymi naklejkami. Julek próbował nosić wszystkie obręcze na raz i wyglądał przy tym jak tęczowa gąsienica.
– Ha, ha, zobaczcie! Jestem wąż cyrkowy! – wołał i wił się po podłodze, aż cały namiot rozbrzmiewał śmiechem.
W pewnym momencie jedna z obręczy potoczyła się pod kotarę. Julek pobiegł za nią, a za nim Nela, która przypadkiem potknęła się o balonik i… wystartowała jak rakieta! Przeleciała przez kurtynę prosto na scenę, gdzie akurat siedział dyrektor cyrku, pan Grzmotek, który czytał gazetę do góry nogami.
– Ojej, Nela! – zawołał dyrektor, a jego wąsy zadrżały z rozbawienia. – Czy mamy dzisiaj próbę lotów balonowych?
– Nieeee, przygotowujemy wielką ceremonię medalową! – wykrzyknęła Nela, zbierając się na równe nogi. – Każdy dostanie medal za coś, co umie najlepiej!
Pan Grzmotek pokiwał głową z powagą, ale po chwili rozległ się jego gromki śmiech, który odbił się echem od cyrkowych ławek.
Rozdział 3. Wielka ceremonia i śmiech pod kopułą
Wszystko było gotowe. Na środku areny stanęło cztery krzesła – każde w innym kolorze, oczywiście pasującym do walizek. Medale błyszczały, a balony tańczyły na sznurkach. Maja wzięła głęboki oddech i zawołała przez megafon, który znalazła w zielonej walizce:
– Uwaga, uwaga! Zapraszamy na uroczystą ceremonię medalową! Wstęp tylko dla największych śmiałków cyrku!
Na arenę weszli kolejno: Julek – mistrz piramid walizkowych, Maja – czarodziejka kolorów, Filip – bricoleur cerceaux i Nela – balonowa księżniczka. Każde dziecko dostało medal: Julek za pomysłowość, Maja za porządek (i cierpliwość do Julka!), Filip za wynalazczość, a Nela za wytrwałość w skakaniu przez kurtynę.
Ale to nie był koniec niespodzianek. Nagle Filip podrzucił swoje obręcze wysoko do góry, Julek złapał je na nos, Maja zrobiła z nich tęczowy wiatraczek, a Nela podskoczyła tak wysoko, że prawie dotknęła balonów pod kopułą namiotu.
Rozległ się śmiech – najpierw cichy, potem coraz głośniejszy, aż wszyscy w cyrku zaczęli się śmiać. Śmiali się artyści, pan Grzmotek, a nawet mały piesek od klauna, który szczekał w rytm balonowej melodii.
Rozdział 4. Cyrkowe echo i promyk nadziei
Gdy ceremonia dobiegła końca, dzieci usiadły razem na kolorowych walizkach. Każde trzymało swój medal i patrzyło, jak balony unoszą się pod sufit. Julek cicho zapytał:
– A co będzie jutro?
Maja uśmiechnęła się i powiedziała:
– Jutro znów wymyślimy coś wspaniałego. W cyrku zawsze znajdzie się miejsce na nową zabawę!
Nagle spod areny dobiegło ciche „hihihi”, które rosło i rosło, aż odbiło się echem od ścian namiotu. To echo – radosne, rozbrykane – przypominało wszystkim, że w cyrku nigdy nie kończą się śmiechy i marzenia.
A kolorowe walizki? Te już czekały na nowe przygody, pełne nadziei, że każdy dzień przyniesie coś magicznego i zabawnego, dokładnie takiego, jak lubią mali cyrkowi bohaterowie.