Rozgrzewka pod kupolem
Mały Franek niósł dwa kubeczki z wodą, trzymając je oburącz jak skarby. Miał sześć lat i wielki uśmiech, a jego stópki skakały po kinetycznej ściółce za kulisami cyrku. Wokół migotały lampki, balony i wielkie kolorowe poduszki. Zapach waty cukrowej mieszał się z zapachem rozgrzanego drewna.
— O, mój mały posłaniec! — zawołała pani klaunka, parząc się w wielkim lustrze z czerwonym nosem. — Przyjdzie mi od razu ochłonąć po skoku na trampolinie.
Franek podał wodę, patrząc na artystów. Był tam też wielki miś w kapeluszu, akrobaci w błyszczących strojach i pani z latającymi parasolkami. Największym przyjacielem pod dachem był jednak gitarzysta — wesoły pan Leo z długimi palcami, który zawsze nucił melodie z głębi kieszeni.
— Dzięki, mały, idź teraz na próbę do środka ringu — zaśmiał się pan Leo, klepiąc struny, tak że dźwięk bąbelkował jak lemoniada. — Posłuchaj, jak tam brzmi echo.
Franek spojrzał przez kurtynę. Pusta arena wyglądała jak ogromna talia kart. Postanowił zrobić próbny spacer — jak prawdziwy artysta. Włożył czerwone kapcie na palce, które od dawna nosił tylko podczas występów zabawnych skarpetek, i wszedł na środek.
Mały marsz próbny
Gdy zrobił pierwszy krok, publiczność z tylnej sali — same puste krzesła — odpowiedziała ciszą, która brzmiała jak miękkie poduszki. Franek postanowił, że ciszę trzeba rozśmieszyć. Zaczął maszerować rytmem: lewa noga, prawa noga, i tup! Tup! Tup!
Nagle zza kurtyny wyjrzał pan Leo z gitarą. Zagrał prosty rytm: bam, bam, bum. Franek podszedł bliżej i zaczął klaskać. Jego ciche klapnięcia zamieniły się w mały koncert — klaunka z piórkiem zawtórowała gwizdaniem, a miś w kapeluszu stuknął łyżką o garnek. Wszystkie dźwięki skoczyły razem jak kawalkada piórek.
— Maszerujesz jak mały generał radości! — zawołał gitarzysta, uśmiechając się szeroko. — Spróbuj zrobić piruet!
Franek spróbował. Zakręcił się raz i prawie upuścił kubeczki z wodą. Kapiąca kropla zrobiła piruet samą w sobie, spadając na środek ringa. Zamiast kłopotów, woda odbiła się i stworzyła małą kałużę, w której odbiło się światło jak w bajkowym zwierciadle. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. To był śmiech, który ciepło wpłynął na serce Franka.
Przygoda przy wielkim lustrem
Po próbie Franek pobiegł do wielkiego lustra, gdzie malownicza pani klaunka układała sobie włosy z balonów. Zamiast zwykłego odbicia, lustro pokazało mu sześć małych Franeczków, każdy w innym kapeluszu: jeden w cylindrze, drugi w pirackim kapeluszu, trzeci z rybim ogonem. Franek zaczął naśladować każdy kapelusz, zmieniając miny.
— O! — zaśmiał się pan Leo, dotykając struny tak, że powstała melodia skacząca jak żabka. — Twoje kapelusze robią muzykę!
Franek wziął kapelusz od klaunki (to był tak naprawdę balon nadmuchany do kształtu muchomora) i postanowił zrobić jeszcze jedną rundkę po ringu, tym razem z kapeluszem na głowie. Gdy przeszedł obok sekcji świateł, reflektory zrobiły mu mały pokaz — czerwone i złote plamki tańczyły po jego koszulce. Wyglądał jak chodzący światełko, a śmieszny miś postanowił naśladować jego kroki.
W pewnym momencie usłyszeliśmy krzyk... zaledwie mały, zaskoczony pisk. Był to malutki szczur-akrobata, który schował się pod skrzynią z rekwizytami i teraz wykonał salto, by nie wyjść na światło dzienne. Franek pomógł mu wyjść, podając kubeczek z wodą. Szczurek napił się i zrobił podziękowanie: małe owacje ogonem.
Wielki finał i cichy sekret
Wszyscy zebrali się w kole. Pan Leo zagrał melodię, która przypominała skakanie bąbelków. Akrobaci wykonali figury, klaunka robiła śmieszne miny, miś z kapeluszem zatańczył walca, a Franek — z kapeluszem balonowym — przeszedł po środku ringu jak bohater. Woda w jego kubeczkach została już tylko odrobiną, która migotała jak małe gwiazdki.
Kiedy muzyka ucichła, pan Leo skinął głową i podał Frankowi gitarę — małą, zabawkową. — Zagraj dla nas, mały muzyk — powiedział miękko. Franek przeczesał struny palcem i wyszedł dźwięk, który brzmiał trochę jak śmiech i trochę jak pluskanie wody. Wszyscy zamknęli oczy i bujali się w rytm.
Na koniec wszyscy podeszli do Franka i ułożyli z rąk koronę z kolorowych wstążek. Czuł się ważny. Pani klaunka zrobiła śmieszną minę i przykucnęła blisko jego ucha.
— Chcesz znać sekret cyrku? — wyszeptała szeptem, żeby tylko on usłyszał.
Franek przytulił się i pochylił. Pani klaunka nachyliła się jeszcze bliżej i szeptnęła: „W cyrku każdy ma w sobie małe czary. Wystarczy uwierzyć i podać kubeczek wody, a magia zacznie tańczyć.”
Franek zamrugał oczami i poczuł, że w jego wnętrzu coś iskrzy. Uśmiechnął się szeroko, przytulił wszystkich i poszedł z pustymi kubeczkami, ale z pełnym sercem. Za kurtyną czekały nowe próby, a on już wiedział, że wszędzie może znaleźć odrobinę magii — nawet w kropli wody.