W pokoju było cicho i ciepło. Cztery maluchy szykowały się do snu. Ada miała różową piżamę. Olek trzymał misia. Zosia poprawiała kocyk. A Kuba siedział w swoim wózku i śmiał się cicho, bo poduszka wyglądała jak chmurka.
Na stoliku świeciła mała lampka nocna. Miękkie światło robiło żółtą plamę na ścianie.
Ada spojrzała na lampkę i ścisnęła palce. „A jak zgaśnie?” zapytała szeptem.
Mama usiadła obok. „Widzę, że się martwisz” powiedziała łagodnie. „Ciemność czasem wydaje się duża.”
„Ja nie lubię, jak jest ciemno” powiedziała Ada. „Wtedy wszystko wygląda inaczej.”
Olek kiwnął głową. „Mój miś też nie lubi ciemno” szepnął, a potem przytulił go mocno.
Zosia uśmiechnęła się spokojnie. „Ja mam sposób” powiedziała. „Oddycham wolno. Tak: wdech… wydech…”
Kuba dodał: „A ja liczę poduszki. Jedna… dwie… trzy. I już jest łatwiej.”
Mama pogłaskała Adę po włosach. „Zrobimy małą próbę. Na chwilę przygasimy lampkę. A potem znów ją włączymy. Ty mi powiesz, co czujesz.”
Tata przyniósł szklankę wody i postawił obok. „I powiemy dziś ‘dziękuję' za miłe rzeczy” zaproponował. „To pomaga sercu być spokojnym.”
Dzieci spojrzały na siebie.
„Dziękuję za misia” powiedział Olek.
„Dziękuję za kocyk, bo jest miękki” powiedziała Zosia.
„Dziękuję za moje koła, bo mogę jechać do łazienki szybko” powiedział Kuba i wszyscy się uśmiechnęli.
Ada pomyślała chwilę. „Dziękuję za mamę i tatę” powiedziała cichutko. „I za lampkę.”
Mama przygasiła światło. Pokój zrobił się ciemniejszy, ale nie czarny. W oknie było widać mały kawałek nieba. Na zasłonie pojawiła się srebrna plamka od księżyca.
„To księżyc mówi ‘dobranoc'” szepnęła Zosia.
Ada poczuła, że serce bije szybciej. „Boję się troszkę” przyznała.
„Troszkę to w sam raz, żeby ćwiczyć” powiedział tata. „Zróbmy razem: wdech… wydech…”
Wszyscy oddychali wolno. Olek przytulał misia. Kuba liczył cicho: „jeden… dwa… trzy…”
„Co widzisz?” zapytała mama.
Ada rozejrzała się. „Widzę twoją twarz. I słyszę wasze głosy. I czuję mój kocyk.”
„To są twoje pewne rzeczy” powiedziała mama. „One są też w ciemności.”
Lampka znów zaświeciła. Ada westchnęła z ulgą. „Umiem” powiedziała i uśmiechnęła się nieśmiało.
Wieczorem, gdy wszyscy leżeli już w łóżkach, mama zostawiła lampkę, ale trochę słabszą. „Jutro spróbujemy jeszcze odrobinkę mniej” szepnęła.
W nocy Ada obudziła się na chwilę. Pokój był spokojny. Lampka świeciła bardzo delikatnie, a księżyc robił jasną plamkę na ścianie.
Ada przytuliła kocyk. Pomyślała: „Dziękuję za mój oddech. Dziękuję za ciszę.” Zrobiła wdech… wydech… jak Zosia. Policzyła do trzech jak Kuba. Dotknęła misia Olka, bo leżał obok na półce.
„Ciemność jest tylko jak miękki koc na pokoju” pomyślała.
I Ada znów zasnęła. Spokojnie. Z nową odwagą w środku.