Rozdział 1: Kapeluszowa Tajemnica
Dawno, dawno temu, a właściwie wczoraj, w bardzo zwyczajnym miasteczku, mieszkała sobie dziewczynka o imieniu Lula. Lula miała pięć lat, rude loki, piegi na nosie i mnóstwo pomysłów w głowie. Lula uwielbiała śmiać się z własnych żartów, biegać po kałużach i wymyślać przygody tam, gdzie inni widzieli tylko nudne dni.
Pewnego poranka Lula obudziła się z wielkim postanowieniem. Chciała nauczyć się czegoś wyjątkowego. Ale nie chciała uczyć się zwykłych rzeczy, takich jak wiązanie sznurowadeł czy liczenie do dziesięciu. Lula wymyśliła, że nauczy się… kłaniać kapeluszom!
Dlaczego właśnie kapeluszom? Bo kapelusze były magiczne. Tak przynajmniej uważała Lula. Były śmieszne, kolorowe, miały piórka, kokardki albo czasem nawet dzwoneczki. Kłanianie się kapeluszom wydało się Luli bardzo ważne, zwłaszcza, że nikt inny tego nie robił. A co, jeśli kapelusze czekają na uprzejme ukłony?
Zjadła więc szybciutko śniadanie, ubrała zieloną sukienkę i wybiegła na podwórko. Po drodze zabrała żółte kalosze, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zacznie padać magiczny deszcz.
Rozdział 2: Poszukiwanie Kapeluszy
Lula ruszyła w świat. Najpierw zajrzała do ogrodu, gdzie na płocie wisiał stary kapelusz dziadka. Był brązowy, trochę przekrzywiony i bardzo poważny. Lula stanęła przed kapeluszem, zgięła kolana, pochyliła się nisko i… zaplątała się w ogrodowe grabki. Kapelusz nie zareagował. Lula zachichotała.
— Chyba muszę poćwiczyć — mruknęła do siebie.
Wędrowała dalej. Na drzewie siedziała wrona z malutkim, czerwonym kapelusikiem. Lula postanowiła spróbować jeszcze raz. Stanęła na jednej nodze, wyciągnęła ręce do góry i ukłoniła się tak nisko, że prawie dotknęła ziemi czołem. Wrona popatrzyła na Lulę jednym okiem i zakrakała śmiesznie.
— Czy to znaczy, że się udało? — spytała Lula, ale wrona tylko odleciała, zostawiając po sobie kilka czarnych piórek.
Lula poczuła, że jej misja jest trudniejsza, niż myślała. Ale przecież nie można się poddawać! Ruszyła na plac zabaw. Tam zobaczyła grupę dzieci, które budowały z piasku zamek. Na szczycie zamku stał kapelusz zrobiony z wiaderka po lodach. Lula już chciała się ukłonić, gdy nagle zamek się rozpadł, a kapelusz stoczył się wprost pod jej nogi.
Dzieci wybuchły śmiechem. Lula też się zaśmiała. — Chyba kapelusz sam się ukłonił — powiedziała. I wszyscy uznali, że to bardzo zabawne.
Rozdział 3: Magia Codzienności
Kiedy Lula wracała do domu, poczuła się trochę rozczarowana. Przecież nie nauczyła się jeszcze kłaniać kapeluszom tak, jak chciała. Słońce świeciło, a Lula postanowiła zrobić przerwę na ławce pod wielkim kasztanowcem. Wtedy usłyszała ciche chichoty.
Spojrzała w górę. Na gałęzi wisiał stary, dziurawy melonik. Lula nie wiedziała, skąd się tam wziął, ale wyglądał bardzo tajemniczo. Postanowiła spróbować jeszcze raz.
Tym razem nie robiła nic specjalnego. Stanęła prosto, uśmiechnęła się szeroko i ukłoniła się zwyczajnie, tak jakby witała się z przyjacielem. Wtedy stało się coś zabawnego: melonik zadrżał, zsunął się z gałęzi i wylądował Luli na głowie!
Lula roześmiała się na głos. Kapelusz był trochę za duży i zasłaniał jej oczy, ale czuła się bardzo dumna.
— Chyba się udało! — powiedziała do siebie.
W tej samej chwili zza krzaka wyskoczył jej najlepszy przyjaciel, Staś. Staś trzymał w ręce niebieski cylinder z papieru.
— Lula, co robisz? — spytał zaciekawiony.
— Uczę się kłaniać kapeluszom! — odparła Lula z powagą.
Staś założył cylinder na głowę i powiedział: — To pokaż!
Lula i Staś zaczęli się prześcigać w najdziwniejszych ukłonach. Ukłon na jednej nodze, ukłon z obrotem, ukłon z podskokiem. Kapelusze śmiały się razem z nimi, a może to tylko wiatr tańczył wśród liści?
Rozdział 4: Przygoda w Sklepie z Kapeluszami
Nazajutrz Lula postanowiła zabrać Stasia do sklepu z kapeluszami Pani Mirabelki. Sklep był pełen kapeluszy: żółtych jak słońce, zielonych jak trawa, błyszczących jak gwiazdy i miękkich jak pianka.
Pani Mirabelka była bardzo elegancka. Miała na głowie kapelusz z wielkim, różowym kwiatem. Spojrzała na dzieci spod ronda i uśmiechnęła się tajemniczo.
— Czy wiecie, że każdy kapelusz ma swoje marzenie? — spytała cicho, jakby mówiła o wielkiej tajemnicy.
Lula i Staś otworzyli szeroko oczy.
— A jakie są marzenia kapeluszy? — zapytał Staś.
— Żeby ktoś się im pięknie ukłonił! — odparła Pani Mirabelka i puściła oko.
Lula poczuła, że to jej wielka chwila. Stanęła na środku sklepu, pochyliła się lekko i ukłoniła wszystkim kapeluszom. Staś zrobił to samo, a Pani Mirabelka zaśmiała się dźwięcznie.
Wtedy stało się coś niesamowitego. Wszystkie kapelusze zaczęły się obracać, podskakiwać i wirować nad ich głowami. Jeden z nich, fioletowy z pomponem, zsunął się i usiadł na głowie Luli.
— Oto twoja nagroda! — zawołała Pani Mirabelka. — Kapelusz szczęścia!
Staś też dostał kapelusz — malinowy z czarną wstążką.
Dzieci wyszły ze sklepu, a kapelusze podskakiwały na ich głowach, jakby same były bardzo zadowolone.
Rozdział 5: Szczęście w Drużynie
Lula i Staś wrócili do domu, śmiejąc się i podskakując. Po drodze spotkali inne dzieci. Każde chciało spróbować się ukłonić kapeluszowi. Zaczęło się wielkie kapeluszowe przedstawienie! Były ukłony z przysiadem, z obrotem, z podskokiem, a nawet ukłon na czworakach.
Wszyscy się śmiali, a kapelusze, które Lula i Staś dostali, podskakiwały radośnie, aż w końcu zaczęły rozdawać szczęście innym dzieciom. Kto dotknął kapelusza szczęścia, ten natychmiast znajdował coś, co sprawiało mu radość: cukierka w kieszeni, ulubiony patyk albo nowego przyjaciela.
Lula poczuła, że jej misja się udała. Nie tylko nauczyła się kłaniać kapeluszom, ale też podzieliła się szczęściem ze wszystkimi.
Wieczorem, przed snem, Lula położyła kapelusz szczęścia na krześle obok łóżka. Szepnęła mu: — Dziękuję za wszystko! — i zasnęła z uśmiechem.
Kapelusz pomachał jej rondem, a potem zasnął razem z nią, śniąc o nowych przygodach.
I tak właśnie zwykły dzień stał się magiczny, a Lula odkryła, że szczęście najlepiej smakuje wtedy, gdy dzieli się je z przyjaciółmi.