Rozdział 1: Kłopotliwe Królestwo Klejka
W niedzielny poranek czterech chłopców siedziało pod wielkim dębem. Leon miał czuprynę, która zawsze stała na baczność. Franek nosił okulary, które często zsuwają się z nosa. Tymek nigdy nie rozstawał się ze swoim śmiesznym kapeluszem, a Olek zawsze miał kieszenie pełne dziwnych skarbów. Ich dzień miał być zwyczajny, gdyby nie jedno małe, klejące się królestwo.
Pod drzewem leżała mapa. Kolorowa, miejscami pobazgrana, pachniała truskawkowym dżemem i pokazywała drogę do Królestwa Klejka. Franek podniósł mapę i nagle… jego ręka przykleiła się do papieru.
— Ej! — zawołał, próbując uwolnić palce. — Coś się dzieje!
Chłopcy spojrzeli na siebie i już wiedzieli — to nie jest zwykła mapa. To początek przygody! Razem ruszyli w stronę Królestwa Klejka, lasem pachnącym miodem, przez łąkę pełną latających motyli i dołem, gdzie rosły najdziwniejsze grzyby.
Rozdział 2: Magia, która się klei
Gdy dotarli do bramy królestwa, wszystko wyglądało… lepkie. Drzewa miały długie, ciągnące się nitki zamiast liści, kwiaty były jak żelki, a trawa przyklejała się do butów. Królestwo było w kłopocie. Każdy ptak zostawiał za sobą ślady na niebie, a żaby przyklejały się do kamieni i skakały tylko w kółko.
Nagle zza rogu wybiegł mały skrzat z ogromnym nosem i krzyknął:
— O nie! Wy też się zaraz przykleicie! Uciekajcie!
Ale chłopcy nie chcieli uciekać. Byli ciekawi. Olek wyjął z kieszeni stary grzebień i próbował nim wyczesać trawę z butów. Tymek próbował zawiązać sznurówki, ale każda pętla była coraz bardziej sklejona.
Wtedy pojawiła się czarodziejska pani Kropelka. Miała różową suknię i śmieszną różdżkę, która… kichała. Tak, za każdym razem, gdy machnęła różdżką, ta robiła „Aaa-psik!” i z nosa różdżki wylatywał pyłek o zapachu waty cukrowej.
Kropelka westchnęła:
— Och, chłopcy, Królestwo Klejka jest pokryte najbardziej lepkim zaklęciem świata! Różdżka się przeziębiła i zamiast czarować, tylko kicha. Tylko ktoś z czystym sercem może odczarować tę krainę.
Chłopcy spojrzeli po sobie i wiedzieli, co muszą zrobić.
Rozdział 3: Cztery głowy, jeden pomysł
Leon stanął na środku klejącej się polany i wymyślił plan — spróbują rozśmieszyć różdżkę na tyle, by kichnęła tak mocno, że zaklęcie się złamie! Każdy z chłopców miał inny pomysł na rozśmieszanie.
Franek zrobił minę jak żaba i powiedział: — Kwa-kwa! Jestem klejąca żaba, pływam tylko w kisielu!
Tymek zatańczył taniec śmiesznych sznurówek, które plątały się jeszcze bardziej.
Olek zrobił z szyszek okulary i udawał sowę, która nie potrafi latać, bo przylepiła się do liścia.
Leon przyniósł kijek i udawał, że to mikrofon, śpiewając piosenkę o pierogu, co przykleił się do patelni.
Różdżka najpierw fuknęła delikatnie, potem kichnęła trochę bardziej, a gdy chłopcy wszyscy razem zatańczyli śmieszny, sklejony taniec, różdżka wybuchła prawdziwym „Aaa-psik!” Pyłek poleciał wysoko i rozlał się po królestwie.
Rozdział 4: Pojedynek na śmiech
Nagle z klejącej się kałuży wyskoczył Zły Mistrz Kleju. Był tak poklejony, że ledwo widział spod warstw mazi.
— Nikt mnie nie pokona! — zawołał, machając kleistymi rękami.
Ale chłopcy już wiedzieli, co robić. Zamiast walczyć, zaproponowali pojedynek na śmiech. Kto przegra, ten musi posprzątać całe królestwo! Zły Mistrz Kleju zaczął rechotać, oglądając ich śmieszne miny i tańce. Szybko przegrał, bo nie mógł przestać się śmiać. Sam przykleił się do drzewa i zawołał:
— Dobrze, poddaję się! To naprawdę najzabawniejsza drużyna, jaką widziałem!
Wszystko zaczęło się odklejać. Drzewa znów szumiały, kwiaty pachniały, a żaby w końcu mogły skakać prosto.
Chłopcy dostali od pani Kropelki magiczne lizaki, które nigdy się nie kleją, nawet w największym upale. A różdżka? Zakaszlała po raz ostatni i zamieniła się w balon, który poleciał prosto na niebo.
Gdy wrócili do domu, byli zmęczeni, ale szczęśliwi. Wiedzieli już, że nawet największe kłopoty można rozwiązać śmiechem — zwłaszcza, jeśli robi się to razem.