Trwa ładowanie...
Absurdalne i zwariowane opowieści 11-12 lat Czytanie 19 min.

Pociąg specjalny do Butiku sekretów

Kuba odkrywa tajemniczy Butik Sekretów i wsiada do Pociągu Specjalnego, gdzie spotyka mówiące myśli, psotne żarty i uczy się, jak traktować swoje sekrety z troską.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

12‑letni chłopiec o rozczochranych kasztanowych włosach i wielkich ciekawskich oczach, w jasnoniebieskiej bluzie i khaki spodniach, trzyma w prawej ręce białą pluszową alpakę i z zaciekawieniem patrzy na drzwi pojawiające się między kioskiem z gazetami a budką z lodami; obok uśmiechnięta kobieta około 35 lat w grubym swetrze z żółtymi kaczuszkami stoi za małym ladą i wyciąga błyszczący słoik ku chłopcu, a mężczyzna około 50 lat w czapce konduktora siedzi na ławce za ciężką zasłoną w kropki, trzyma precel i wskazuje zapraszająco na mały kolorowy pociąg; sceneria to zmierzchowa uliczka przemieniona w magiczną scenę z detalicznym kioskiem, pastelową budką z lodami, wąskimi drzwiami z napisem „Butik Sekretów”, ukrytym peronem za zasłoną, okrągłymi latarniami dającymi ciepłe światło oraz unoszącymi się lekkimi obłoczkami herbaty malinowej; główny moment to zabawne i zaskakujące odkrycie: chlopiec dotyka pluszaka, między sklepami pojawiają się magiczne drzwi, miniaturowy pociąg zaraz ruszy, wszyscy mają radosne i zdumione wyrazy twarzy; żywa, kontrastowa paleta barw, miękkie tekstury i ciepła, absurdalna atmosfera. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Puchata iskra

Kuba miał jedenaście lat i talent do zauważania rzeczy, których inni nie zauważali. Na przykład: że pani w sklepie osiedlowym zawsze liczy resztę, mrucząc pod nosem jak kot, albo że chmury nad boiskiem układają się w miny nauczycieli, gdy ktoś spóźnia się na lekcje.

Tego dnia Kuba wracał ze szkoły i niósł w kieszeni skarb: puchaty breloczek w kształcie alpaki, wygrany w szkolnej loterii. Był tak miękki, że gdyby dało się z niego zrobić poduszkę, człowiek zasypiałby w pół zdania.

Kuba ściskał alpaki-breloczek, żeby poprawić sobie humor po kartkówce z matematyki, która miała więcej pułapek niż gra w „podłoga to lawa”.

— Puchu, ratuj — mruknął do breloczka. — Jeśli jutro pani zapyta o ułamki, to ja się rozpadnę na ćwiartki.

Wtedy alpaka… kichnęła.

Kuba zatrzymał się jak wryty.

— Ty… właśnie… — spojrzał na breloczek. Alpaka miała maleńki nosek z guzika i spojrzenie „nie moja wina”. — Kichnęłaś?

Breloczek zatrząsł się i z kieszeni wysunął się skrawek materiału jak języczek. Na tym języczku było coś napisane, drobnymi literami, jak instrukcja do składania mebli, tylko bardziej podejrzanie:

„GŁASKAJ MNIE TRZY RAZY, A ZNAJDZIESZ TO, CZEGO NIE SZUKASZ.”

— To brzmi jak plan na kłopoty — powiedział Kuba, a potem, oczywiście, pogłaskał alpakę trzy razy.

Świat nie wybuchł. Nie otworzyła się dziura w chodniku. Za to obok kiosku z gazetami pojawiły się drzwi. Tak po prostu. Drzwi wciśnięte między stojak na lody a słup ogłoszeniowy. Na drzwiach wisiała tabliczka: „BUTIK SEKRETÓW — WEJDŹ CICHUTKO (ALBO ŚMIESZNIE)”.

Kuba rozejrzał się. Nikt nie widział. Nawet pan od lodów był zajęty rozmową z gofrem.

— Dobra… — szepnął Kuba. — Tylko zajrzę. Obserwacyjnie.

I wszedł.

Rozdział 2: Butik, który chichocze

W środku pachniało herbatą malinową i świeżo wyprasowanym snem. Sklep nie był duży, ale wyglądał, jakby miał dodatkowe metry schowane w kieszeniach. Półki uginały się od słoików z etykietami: „Sekret o tym, kto zjadł ostatni naleśnik”, „Sekret skarpetek znikających w praniu”, „Sekret, dlaczego nauczyciele mają oczy dookoła głowy”.

Za ladą stała kobieta w swetrze w kaczki. Kaczki na swetrze wyglądały, jakby właśnie wymyśliły dowcip.

— Dzień dobry! — powiedziała kobieta. — A może: „dzień dyskretny”? Witaj w Butiku Sekretów. Jestem pani Lila, doradczyni do spraw szeptów.

Kuba poczuł, że jego ciekawość robi fikołka.

— Ja tylko… patrzę — odpowiedział uczciwie. — Lubię obserwować.

— Ooo, obserwator! — pani Lila aż klasnęła. — To rzadki gatunek. Większość klientów to „pytatorzy” albo „wygadywacze”. A ty masz spojrzenie człowieka, który zauważy, że kanapka jest smutna, jeśli nie ma ogórka.

— Kanapki naprawdę bywają smutne — mruknął Kuba.

Pani Lila pochyliła się konspiracyjnie.

— Masz coś puchatego? Butik otwiera się na puch. Takie mamy zasady. Puch jest jak bilet.

Kuba wyciągnął alpakę.

— O, alpaka! — pani Lila uśmiechnęła się szeroko. — To znaczy, że drzwi cię lubią. A skoro już jesteś, proponuję ofertę dnia: „Sekret w promocji: kup jeden, dostaniesz dwa w gratisie, trzeci się obrazi”.

— Ja nic nie kupuję — powiedział Kuba szybko. — Ja nie mam… no wie pani.

— Spokojnie — pani Lila machnęła ręką, a kaczki na swetrze też jakby machnęły. — U nas płaci się inaczej. Masz jakiś sekret?

Kuba zmieszał się.

— Każdy ma.

— Właśnie! — pani Lila wyciągnęła spod lady małe pudełko z napisem: „WRZUĆ SEKRET, WYJMIESZ PRZYGODĘ”. — Tylko bez strasznych rzeczy. My tu trzymamy sekrety lekkie, śmieszne, czasem trochę wstydliwe. Takie, co nie gryzą, co najwyżej łaskoczą.

Kuba zawahał się. Potem szepnął do pudełka:

— Czasem… udaję, że czytam książkę, a tak naprawdę obserwuję ludzi w autobusie i wymyślam im dialogi.

Pudełko cichutko zachichotało.

— Doskonały sekret! — pani Lila wsunęła pudełko na półkę, jakby odkładała jajko na miękką poduszkę. — W zamian dostajesz… — sięgnęła po słoik z zieloną etykietą — „Bilet na pociąg specjalny. Kierunek: Tam, Gdzie Sekrety Jadą na Wakacje”.

— Pociąg specjalny? — Kuba poczuł, że jego serce robi „tu-tu”.

— O tak. Odjeżdża z peronu za zasłoną — pani Lila wskazała na wielką kotarę w groszki. — Tylko ostrzegam: w tym pociągu konduktor żartuje, nawet gdy sprawdza bilety. A wagony… cóż, mają własne zdanie.

— Ja lubię, jak rzeczy mają zdanie — powiedział Kuba, bo naprawdę lubił. Nawet jego plecak czasem wyglądał, jakby coś komentował.

— To chodź — pani Lila podała mu słoik. W środku coś połyskiwało: mały bilet zrobiony jakby z cukru pudru i papieru jednocześnie.

Kuba wziął słoik. Alpaka w kieszeni znowu kichnęła, jakby mówiła: „No to jedziemy”.

Rozdział 3: Peron za zasłoną

Kotara w groszki była ciężka jak zasłona w teatrze, tylko pachniała praniem. Kuba odsunął ją i… znalazł peron. Prawdziwy, z lampami, ławką i tablicą odjazdów. Tylko że tablica miała rubrykę „Nastrój pociągu” i w tej rubryce migało: „WESOŁY, ALE NIE PRZESADZAJ”.

Na ławce siedział pan w czapce konduktora i jadł precelka. Precelek wyglądał jak zakręcona litera „S”, czyli pewnie „Sekret”.

— Bileciki do kontroli? — zapytał pan, zanim Kuba zdążył podejść. Mówił głosem, jakby opowiadał dowcip, który dopiero się rozkręca.

— Ja… mam w słoiku — Kuba pokazał słoik.

— W słoiku! — konduktor aż się ucieszył. — Uwielbiam bilety w słoikach. Są konserwowane, nie uciekają.

Kuba odkręcił wieczko. Bilet wyskoczył sam, jak tost z opiekacza, i wylądował w dłoni Kuby. Był ciepły i miał pieczątkę w kształcie uśmiechu.

— Proszę, proszę… — konduktor przyjrzał się. — Bilet obserwatora. To znaczy, że nie musisz nic robić na siłę. Wystarczy, że będziesz patrzeć i… nie panikować, kiedy coś zrobi „bip”.

— Co może zrobić „bip”? — zapytał Kuba.

W odpowiedzi tablica odjazdów zrobiła „bip”.

— Ona — wyjaśnił konduktor z powagą, która była aż podejrzanie wesoła.

Z tunelu wjechał pociąg. Nie był długi. Był raczej… sprytny. Lokomotywa miała na boku namalowane wąsy, jakby udawała poważnego pana. Wagony były w różnych kolorach i każdy miał na drzwiach napis: „WAGON PÓŁPRAWD”, „WAGON NIEDOPowiedzeń”, „WAGON ZGUBIONYCH MYŚLI”, „WAGON GŁUPICH POMYSŁÓW (UWAGA: ŚLISKO)”.

— Który wagon? — spytał Kuba.

Konduktor oblizał palec i podniósł go do góry, jakby sprawdzał wiatr.

— Dla ciebie… — wskazał na wagon z napisem „ZGUBIONE MYŚLI”. — Tam jest spokojnie, tylko myśli czasem śpiewają.

— Myśli śpiewają? — Kuba poczuł, że to może być najdziwniejsze zdanie jego tygodnia.

— Cicho, bo się obrażą — szepnął konduktor. — One są wrażliwe. Jak kanapki bez ogórka.

Kuba wszedł do wagonu.

W środku siedziały… karteczki samoprzylepne. Setki. Na każdej była zapisana jakaś myśl: „Kupić mleko”, „Nie zapomnieć oddychać”, „Czy pingwin ma kolana?”, „Powiedzieć mamie, że… ojej, zapomniałem”.

Karteczki podfruwały jak ptaki i przyklejały się do sufitu, a potem odklejały i krążyły, nucąc cichutko melodię, jakby ktoś grał na grzebieniu.

— Witaj — odezwała się największa karteczka, która miała głos jak starsza siostra. — Jesteś nowy? Nie zgub nas, dobrze? My lubimy być zgubione, ale nie lubimy być… zapomniane.

— Postaram się — powiedział Kuba, bo czuł, że to ważne.

Pociąg ruszył miękko, jakby jechał po dywanie.

Rozdział 4: Wagon głupich pomysłów i dramat z bananem

Po chwili karteczki zaczęły szeptać:

— Idź do sąsiedniego wagonu… tam jest śmieszniej…

— Tam się dzieją rzeczy „plask”

— Uważaj na banana…

— Banana? — Kuba zmrużył oczy. — Skąd tu banan?

Z ciekawości wyszedł na korytarz. Drzwi do kolejnego wagonu były uchylone, a na nich napis: „GŁUPIE POMYSŁY (UWAGA: ŚLISKO)”. Kuba poczuł się wywołany do tablicy przez los.

Wszedł.

Wagon wyglądał jak szkolna sala po lekcji, na której ktoś powiedział: „Dobra, teraz kreatywność na pełnej głośności!” Na podłodze leżały rolki taśmy klejącej, kapelusze z gazety, sprężyny, gumki recepturki i… oczywiście skórka od banana, która wyglądała niewinnie, jakby była zwykłą skórką, a nie bohaterką komedii.

Na środku stał mały stolik, a na nim siedział… sekret. Tak, sekret. Wyglądał jak kulka z waty cukrowej z oczami.

— Cześć — powiedział sekret. — Jestem Sekret Numer 17 i mam problem.

— Jaki? — Kuba zapytał, bo miał w sobie ten rodzaj ciekawości, który nie potrafi przejść obok „mam problem”.

Sekret skrzywił się.

— Ktoś tu zostawił głupi pomysł: „Zrobić żart, który sam się rozkręca”. I teraz żart się rozkręca tak bardzo, że nie mogę wysiąść na swoim przystanku. Ciągle ktoś się ślizga na tej skórce, wybucha śmiechem, a śmiech przykleja mi się do pleców. Jestem już cały obśmiany.

Kuba spojrzał na skórkę. Rzeczywiście, ktoś właśnie wszedł — chłopak w czapce z daszkiem, chyba z innego wagonu — i natychmiast zrobił „łup!”, „ślizg!”, „wiuu!” oraz „ha-ha-ha!”, po czym wstał, ukłonił się jak aktor i wyszedł, jakby to było zaplanowane.

— To wygląda… zabawnie — przyznał Kuba.

— Jest zabawnie! — pisnął sekret. — Ale ile można? Ja chcę spokojnie być sekretem, a nie kabaretem.

Kuba, jako obserwator, zrobił to, co obserwatorzy robią najlepiej: popatrzył dokładnie. Zauważył, że skórka od banana nie jest zwykła. Miała małą etykietkę: „NIE WYRZUCAĆ. WŁASNOŚĆ ŻARTU.”

— To żart jest właścicielem skórki? — mruknął.

W rogu wagonu stała walizka z naklejką „ŻARTY — OSTROŻNIE, ŁASKOCZĄ”. Walizka była lekko uchylona i słychać było z niej ciche chichoty, jak z pudełka z piegami.

Kuba podszedł i zapukał.

— Halo? — powiedział. — Kto tu zarządza skórkami?

Z walizki wysunął się nos klauna. Potem dwa oczy. Potem cały… Żart. Wyglądał jak człowiek zrobiony z konfetti, ale mówił bardzo rzeczowo.

— Zarządzam ja — oznajmił Żart. — Witam w moim małym królestwie „heheszek”.

— Twój żart męczy Sekret Numer 17 — powiedział Kuba. — On jest cały obśmiany i nie może wysiąść.

Żart zmarszczył konfettiowe brwi.

— Ale ja tylko chciałem, żeby było wesoło.

— Wesoło jest najlepiej, kiedy nie jest na siłę — zauważył Kuba. — Jak łaskotki. Raz śmiesznie, pięć razy człowiek już negocjuje pokój.

Sekret zaklaskał cicho, bo ktoś w końcu mówił jego językiem.

Żart westchnął, a kilka kawałków konfetti opadło na podłogę jak kolorowy śnieg.

— No dobrze. Tylko jak zatrzymać żart, który sam się rozkręca?

Kuba spojrzał na skórkę, na walizkę, na taśmę klejącą, na gumki recepturki. I nagle wpadł na pomysł, który był głupi, ale w bezpieczny sposób.

— A może… — powiedział — zamiast skórki od banana dasz skórkę od… ziemniaka?

— Ziemniaka? — Żart uniósł brwi.

— Nikt się nie ślizga na ziemniaku — wyjaśnił Kuba. — Co najwyżej pomyśli: „Kto tu obierał kartofle?” I tyle. Żart się uspokoi, sekret wysiądzie, a ty nadal będziesz zabawny, tylko mniej… śliski.

Żart zastanowił się. Konfetti w nim zaszurało.

— To absurdalne — powiedział w końcu. — Czyli idealne.

Wyciągnął z walizki skórkę od banana i zamienił ją w skórkę od ziemniaka, jakby miał w palcach pilot do rzeczywistości.

W tej samej chwili wagon przestał robić „wiuu!”, a zaczął robić „hm…”.

Sekret Numer 17 odetchnął.

— O, jak przyjemnie — mruknął. — Ciszej. Normalniej. Nadal śmiesznie, ale bez poślizgu.

— Widzisz? — Kuba uśmiechnął się. — Humor też może mieć hamulec.

Żart podał Kubie małą pieczątkę w kształcie uśmiechu.

— Za pomoc — powiedział. — Jeśli kiedyś będziesz chciał uspokoić sytuację, przybij tę pieczątkę na problemie. Problem zrobi się bardziej rozmowny.

— Brzmi przydatnie — Kuba schował pieczątkę do kieszeni obok alpaki.

Wrócił do swojego wagonu. Karteczki samoprzylepne nuciły teraz melodię trochę spokojniej, jakby pociąg też odetchnął.

Rozdział 5: Stacja „Szeptówka” i lekcja o sekretach

Pociąg zwolnił i zatrzymał się na stacji, która wyglądała jak mały park. Na tablicy było napisane: „SZEPTÓWKA — PROSIMY NIE KRZYCZEĆ, BO DRZEWA SIĘ ZAWSTYDZĄ”.

Kuba wysiadł. W powietrzu unosiły się szeptane słowa, jak bańki mydlane. Jedne były krótkie: „psst!”, inne dłuższe: „ja też czasem się boję, ale udaję, że nie”.

Obok ławki stała pani Lila. Jakby czekała, jakby to było normalne spotkać kogoś z Butiku Sekretów na stacji zrobionej ze szeptów.

— I jak podróż? — zapytała.

— Było… ślisko, ale już nie — odpowiedział Kuba. — Zmieniliśmy banana na ziemniaka.

Pani Lila zaśmiała się tak, że aż jedno drzewo poruszyło liśćmi, jakby klaskało.

— To bardzo dorosłe rozwiązanie — powiedziała. — Dorośli często zamieniają banany na ziemniaki, tylko nie przyznają, że to przez ślizganie.

Kuba rozejrzał się po Szeptówce. Na trawie siedziały sekrety w różnych kształtach: jeden wyglądał jak kłębek włóczki, drugi jak spinacz, trzeci jak mała chmurka w słoiku. Wszystkie rozmawiały cicho, a ich rozmowy brzmiały jak szelest kartek.

— Po co one tu są? — spytał Kuba.

— Tu odpoczywają — wyjaśniła pani Lila. — Sekrety też się męczą, kiedy ludzie je noszą zbyt mocno. Czasem trzeba je przewietrzyć. Nie wygadać wszystkim, tylko… powiedzieć w odpowiednim miejscu, że się je ma.

Kuba poczuł, że jego własny sekret — o obserwowaniu ludzi i wymyślaniu im dialogów — nagle nie jest czymś do ukrywania pod dywanem. Raczej czymś do ułożenia na półce.

— Czy mój sekret… też może odpocząć? — zapytał.

— Oczywiście. — pani Lila wskazała na małą skrzynkę z napisem „ODPOCZYWALNIA”. — Możesz go tu zostawić na chwilę, a potem zabrać z powrotem. Sekrety nie uciekają, jeśli się je traktuje uprzejmie.

Kuba podszedł do skrzynki i szepnął:

— Lubię obserwować. Lubię wymyślać dialogi. I czasem boję się, że to dziwne.

Skrzynka zamruczała, jakby była kotem.

— Nie dziwne — powiedziała pani Lila. — Twórcze. A twórcze rzeczy czasem potrzebują pociągu specjalnego, żeby człowiek się do nich uśmiechnął.

Kuba poczuł w kieszeni pieczątkę. Alpaka jakby się przytuliła do materiału.

— To co teraz? — zapytał.

— Teraz wracasz — odparła pani Lila. — Pociąg odjeżdża za minutę. A kiedy wrócisz do domu, zauważysz jedną rzecz więcej niż zwykle. I to będzie twój mały prezent.

Kuba skinął głową. Podobało mu się, że to wszystko jest trochę absurdalne, ale jednak działa, jak dobrze naoliwiony dowcip.

Wsiadł z powrotem do pociągu.

Rozdział 6: Powrót miękki jak koc

Pociąg jechał teraz ciszej. Karteczki w wagonie „Zgubione myśli” nie śpiewały już na grzebieniu, tylko nuciły jak ktoś, kto zaraz zaśnie, ale jeszcze chce dokończyć refren.

Kuba oparł czoło o szybę. Za oknem przelatywały znajome rzeczy w trochę nieznajomy sposób: latarnie mrugały powoli, billboardy zmieniały napisy na bardziej uprzejme („PAMIĘTAJ O WODZIE” zamiast „KUP TERAZ!”), a chmury układały się w miny, które wyglądały na rozbawione.

Konduktor przeszedł korytarzem i zajrzał do Kuby.

— Wszystko w porządku? — zapytał.

— Tak — powiedział Kuba. — Tylko… czuję, że jak wrócę, to matematyka nadal będzie istniała.

— O, niestety — konduktor kiwnął głową z powagą, która była prawie dramatyczna. — Matematyka ma bilet sezonowy. Nigdzie nie wysiada. Ale wiesz co? Ułamki też można obserwować. One mają charaktery. Jedna druga jest zawsze w połowie przekonana, jedna czwarta lubi się chować, a trzy piąte udają, że są większe, niż wyglądają.

Kuba parsknął śmiechem.

— Nigdy tak o tym nie myślałem.

— To właśnie robią pociągi specjalne — powiedział konduktor. — Przestawiają półkę w głowie o jeden centymetr. A potem wszystko stoi stabilniej.

Pociąg zwolnił. Kuba zobaczył zasłonę w groszki, potem drzwi Butiku Sekretów, a potem… znowu kioskarza i pana od lodów, jakby nic się nie stało.

Wysiadł. Drzwi do Butiku stały jeszcze chwilę, jakby mrugały, a potem zniknęły, zostawiając tylko słup ogłoszeniowy i zapach malinowej herbaty, który rozpłynął się jak mgiełka.

Kuba wrócił do domu. W przedpokoju stały buty, które wyglądały na zmęczone. W kuchni mama mieszała zupę.

— Jak było w szkole? — zapytała.

Kuba zawahał się. Mógł powiedzieć: „Byłem w Butiku Sekretów i jechałem pociągiem, gdzie żart miał skórkę od banana.” Mógł. Ale postanowił zacząć od czegoś prostszego.

— Było… interesująco — powiedział. — A wiesz co? Ułamki mają charaktery.

Mama uniosła brew.

— Doprawdy?

— Tak. Jedna czwarta się chowa — wyjaśnił Kuba z powagą. — I to wszystko tłumaczy.

Mama roześmiała się ciepło, a Kuba poczuł, że to śmiech, który nie przykleja się do pleców, tylko rozkłada się w pokoju jak miękki koc.

Wieczorem usiadł na łóżku, wyjął alpakę i pogłaskał ją raz. Tylko raz, żeby nie otwierać kolejnych drzwi, bo jutro jednak była szkoła.

— Dzięki, Puchu — szepnął. — Za pociąg. Za ziemniaka. I za to, że sekrety mogą odpoczywać.

Alpaka kichnęła cichutko, jakby mówiła: „Proszę bardzo. Dobranoc.”

Kuba zgasił lampkę. W półmroku zauważył prezent, o którym mówiła pani Lila: na biurku leżała karteczka samoprzylepna, której wcześniej tam nie było. Było na niej napisane:

„NIE ZAPOMNIJ: JUTRO ZAUWAŻ COŚ DOBREGO.”

Kuba uśmiechnął się do ciemności.

— Zauważę — powiedział, i jego głos był już spokojny, wolniejszy, jak pociąg, który dojechał do bezpiecznej stacji.

A potem zasnął, a jego myśli nuciły cicho, cicho, cicho.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Breloczek
Mała ozdoba do zawieszenia na kluczach lub plecaku, często miękka lub kolorowa.
Puchaty
Bardzo miękki i puszysty, jak futerko lub pluszowa zabawka.
Konduktor
Osoba w pociągu, która sprawdza bilety i dba o pasażerów.
Peron
Miejsce na stacji kolejowej, gdzie czekają pasażerowie na pociąg.
Zasłona
Materiał, który przykrywa otwór i można go odsłonić lub zasłonić.
Etykietka
Mały kawałek papieru lub materiału z napisem przyklejony do rzeczy.
Wagon
Część pociągu, w której siedzą pasażerowie lub przewozi się rzeczy.
Półki uginały się
Opis sytuacji, kiedy półki są tak ciężkie, że lekko opadają pod ciężarem.
Nuciły
Cicho śpiewały lub powtarzały melodię, zwykle bez słów.
Konserwowane
Przechowywane w sposób, który pomaga długo zachować dobry stan.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń empatia dom kreatywność szkoła sekret

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zwariowane i absurdalne dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.