Rozdział 1: Znikające Marchewki i Kapelusz Wróżki
W pewien wyjątkowo zwariowany poranek królik o imieniu Tofi obudził się w swojej norce pod starym dębem z dziwnym uczuciem, że dziś wydarzy się coś niezwykłego. Tofi był szary jak popiół, z uszami tak długimi, że czasami potykał się o nie na schodach. Jednak tego ranka nie usłyszał typowego burczenia w brzuszku, które zawsze oznaczało czas na śniadanie.
Przeciągnął się i podreptał do swojej spiżarni. Ku swojemu przerażeniu odkrył, że wszystkie marchewki… zniknęły! Nie było ani jednej, nawet najmniejszego ogonka. Na podłodze leżał tylko kolorowy kapelusz z wielkim napisem „DZIŚ WSZYSTKO JEST MOŻLIWE”.
– Co to za głupota? – mruknął Tofi, podnosząc kapelusz. Włożył go na głowę i wtedy wydarzyło się coś jeszcze dziwniejszego: zakręciło mu się w głowie i nagle znalazł się… w kuchni pełnej latających naleśników.
W powietrzu unosiły się naleśniki z malinami, z serem, z czekoladą i nawet z groszkiem (te Tofi omijał szerokim łukiem). Przy kuchennym stole siedziała wróżka Wąsata, która miała na sobie fartuch w marchewkowe wzory.
– Witaj, Tofi! – zawołała radośnie. – Przyszedłeś na śniadanie? U nas obowiązuje zasada: kto złapie naleśnika, ten go zjada!
Tofi nie był pewien, czy śni, czy zwariował, ale na widok naleśników jego żołądek przemówił donośnym burczeniem. Królik rzucił się w pogoń za latającym naleśnikiem, ślizgając się po podłodze i wykonując salta nie gorsze niż najlepszy akrobata. W końcu złapał naleśnika z czekoladą i zjadł go w trzech kęsach.
– Doskonale! – klasnęła wróżka. – Ale jeśli chcesz odzyskać swoje marchewki, musisz wykonać dla mnie jedno zadanie.
Rozdział 2: Zadanie z Głową do Góry Nogami
– Jakie zadanie? – zapytał Tofi, trochę zaniepokojony.
– Musisz odnaleźć Złotą Skarpetę Kapelusznika – powiedziała wróżka, patrząc na niego spod krzaczastych brwi. – Ale uwaga! Droga do skarpety prowadzi przez Las Kręciołków, gdzie wszystko jest na opak. To świat, w którym marchewki rosną na drzewach, a jeże latają, śpiewając opery.
Tofi nie miał wyjścia – bez marchewek nie przeżyje tygodnia! Ruszył więc w drogę, żegnany przez wróżkę i jej chór latających naleśników.
Przez chwilę szedł ścieżką wyłożoną czekoladowymi kamieniami, aż dotarł do bramy Lasu Kręciołków. Brama była zrobiona z pierników, a na niej widniał napis: „Wejdź tylko na jednej nodze!”. Tofi spróbował, ale od razu się przewrócił. Z krzaków wyskoczył żółty jeż z brodą splecioną w warkocze.
– Witaj, króliku! – zawołał jeż. – Jestem Jeżymir. Jeśli chcesz przejść, musisz rozwiązać zagadkę: Co to jest – rano zielone, w południe pomarańczowe, a wieczorem fioletowe?
Tofi zamyślił się. W Lesie Kręciołków wszystko było możliwe. Po chwili olśniło go:
– To marchewka w okularach przeciwsłonecznych!
Jeżymir roześmiał się tak, że aż spadł z pnia.
– Zgadza się! Przechodź, ale pamiętaj: tu wszystko może cię zaskoczyć!
Rozdział 3: Wielka Gonitwa z Balonowym Koniem
W lesie panował istny chaos. Tu i ówdzie rosły drzewa z pierogami zamiast liści, a na gałęziach siedziały sowy, które wykrzykiwały przepisy kulinarne. Nagle zza krzaka wybiegł balonowy koń, który sapał parą z uszu i tupał kopytami jakby miał zaraz wystartować do biegu.
– Oho! – pomyślał Tofi. – Może mnie podwiezie?
Zanim jednak zdążył zadać pytanie, koń przemówił:
– Przepraszam, króliku! Mam wyścig z żabą i muszę wygrać, inaczej zamienię się w dmuchaną kaczkę!
Tofi nie bardzo wiedział, jak mu pomóc, ale wtedy zauważył, że żaba – w błyszczących sportowych butach – już czeka na linii startu.
– Pomogę ci! – zawołał do konia. – A może wystartuję z tobą i będę cię dopingował?
Koń uśmiechnął się szeroko, a jego balonowy ogon lekko się uniósł.
Wyścig był szalony. Żaba skakała jak sprężynka, a balonowy koń sunął nad ziemią, zostawiając za sobą obłoczki konfetti. Tofi biegł obok, wykrzykując zachęty:
– Do przodu, koniku! Dasz radę! Pomyśl o pierogach na mecie!
W końcu balonowy koń wygrał o długość ucha Tofiego, a żaba w sportowych butach przybiła mu piątkę.
– Dziękuję ci, króliku! – powiedział koń. – W nagrodę podwiozę cię do Kapelusznika!
Tofi wskoczył na koński grzbiet i razem polecieli przez las, mijając śpiewające jeże, tańczące wiewiórki i drzewo, które próbowało nauczyć się gwizdać.
Rozdział 4: Kapelusznik i Jego Niezwykłe Skarpety
W końcu dotarli do polany, na której znajdował się dom zrobiony z gigantycznego kapelusza. Przed domem Kapelusznik – królik o fioletowych wąsach i w kapeluszu pełnym dziur – grał w kółko-krzyżyk z dwoma muchomorami.
– Witajcie w moim kapeluszowym królestwie! – zawołał Kapelusznik, machając łapką. – Przyszliście po Złotą Skarpetę?
Tofi skinął głową.
– Ależ tak, tylko najpierw musisz zdać egzamin z magii! – oświadczył Kapelusznik i podsunął mu trzy kapelusze: jeden w grochy, drugi w paski, trzeci cały w marchewki.
– Który z nich ukrywa Złotą Skarpetę?
Tofi zamknął oczy i pomyślał o swoim brzuchu. Wyobraził sobie, gdzie schowałby coś bardzo cennego, gdyby był Kapelusznikiem. Po chwili pewnie wskazał kapelusz w marchewki.
Kapelusznik uniósł brwi, uśmiechnął się i przewrócił oczami.
– Oczywiście, że tak! Ale musisz jeszcze przejść przez Pokój Śmiesznych Luster.
Tofi wszedł do środka. Tam wszystko było odbite w kształcie marchewek, a każdy ruch powodował salwę śmiechu z głośnika. W końcu odnalazł lśniącą Złotą Skarpetę na końcu pokoju.
– Hurra! – zawołał, wybiegając na podwórko. – Mam ją!
Kapelusznik uściskał Tofiego, a balonowy koń zatańczył walca z żabą.
Rozdział 5: Powrót przez Kręciołkowy Zawirowanie
Złota Skarpeta była miękka jak chmurka i świeciła w słońcu, jakby była zrobiona z najprawdziwszego złota. Wróżka Wąsata pojawiła się nagle na balonie z waty cukrowej.
– Świetna robota, króliku! – pochwaliła Tofiego. – Teraz musisz przejść przez Zawirowanie, czyli obracając się pięćdziesiąt razy na jednej nodze.
Tofi spojrzał na swoje łapy z niepokojem, ale podjął wyzwanie. Zaczął się obracać: raz, dwa, trzy… czterdzieści dziewięć, pięćdziesiąt! Po ostatnim obrocie upadł na miękką trawę, widząc przez chwilę trzy wróżki, dwa Kapeluszniki i cztery balonowe konie.
– Gratulacje! – wróżka klasnęła. – Oto twoje marchewki!
Obok Tofiego wyrosło drzewo, na którym zamiast liści wisiały… marchewki! Tofi nie mógł uwierzyć własnym oczom.
– Ale jak mam je zjeść? – zapytał.
– W naszym świecie wszystko się da! – wróżka mrugnęła okiem. – Musisz tylko powiedzieć magiczne słowo: „Marchewkowy zawrót głowy!”
Tofi wypowiedział te słowa i… marchewki same spadły mu do łapek. Były soczyste, słodkie i najlepsze, jakie kiedykolwiek jadł.
Rozdział 6: Szalona Uczta i Zaskakujące Zakończenie
Kiedy Tofi delektował się marchewkami, na polanie pojawiła się cała banda mieszkańców lasu. Były tam balonowe konie, żaby w sportowych butach, śpiewające jeże, nawet Kapelusznik przyszedł z koszem muchomorów.
– Uczta! – krzyknął ktoś, i nagle wszyscy zaczęli tańczyć, śpiewać i żonglować marchewkami. Tofi śmiał się, aż rozbolał go brzuch. Nawet wróżka zaczęła kręcić hula-hop z waty cukrowej.
Nagle z nieba spadł deszcz… naleśników! Każdy, kto złapał naleśnika, mógł wypowiedzieć jedno życzenie. Tofi złapał aż trzy.
– Chciałbym, żeby w mojej norce nigdy nie brakowało marchewek! – zawołał.
– Chciałbym, żeby wszyscy byli zawsze tak weseli jak dziś!
– I jeszcze… chciałbym, żeby balonowy koń nauczył się latać!
Wszystkie życzenia spełniły się w sekundę – w norce Tofiego pojawiła się spiżarnia pełna marchewek, wszyscy tańczyli radośnie, a balonowy koń uniósł się w powietrze, robiąc akrobacje nad lasem.
Tofi usiadł pod drzewem, uśmiechając się szeroko. Zrozumiał, że czasem nawet najbardziej absurdalne przygody mogą być początkiem czegoś fantastycznego.
A kapelusz z napisem „DZIŚ WSZYSTKO JEST MOŻLIWE” został z nim na zawsze – na wszelki wypadek, gdyby kiedyś znowu zniknęły marchewki albo zachciało mu się wyścigu z balonowym koniem.
I od tego dnia życie Tofiego było pełne śmiechu, marchewek i najbardziej zwariowanych przygód, jakie tylko można sobie wymarzyć.