Trwa ładowanie...
Absurdalne i zwariowane opowieści 11-12 lat Czytanie 15 min.

Latarka Lila i autobus zaskoczenia

Mała latarka Lila wyrusza na niezwykłą podróż pociągiem i autobusem w miniaturowym świecie, gdzie spotyka mówiące przedmioty i pomaga pokonać dziwne przeszkody dzięki złotemu pyłkowi w swoim wnętrzu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Lila, mała metalowa latarka z okrągłym szkłem, emituje ciepłe złote światło i z figlarnym, skupionym wyrazem tworzy pod sobą unoszące się kostki świetlne jako most; akcenty złotych brokatów w obudowie. Autobus‑akordeon o kolorowej karoserii i widocznych sprężynach „boing” prowadzi Szczotysław, stara elegancka szczotka do butów z czarną muszką, pewnie kierując pojazdem, który powoli odbija się na świetlnym moście. Pasiasta skarpetka z wyszywanym naiwnym pyszczkiem siedzi z tyłu, kurczowo trzymając się krawędzi i patrząc na latarkę z zdumieniem. Mały metalowy dziurkacz‑konduktor w maleńskiej czapeczce stoi na stopniu autobusu i uśmiecha się, stukając powietrze jak przy kontrolowaniu biletów. Miejsce to podłoga pokoju przemieniona w miniaturowy krajobraz: półkowe klify z książek o kolorowych grzbietach, wielka błyszcząca plama tuszu odbijająca światła, stopnie z pudełek i przedmiotów domowych oraz długie wstęgowate cienie. Scena: autobus przejeżdża przez rozległą kałużę tuszu po moście z kostek złotego światła; dynamiczna kompozycja, mocny kontrast między czernią tuszu a ciepłymi żółciami światła, szczegółowe faktury metalu, dzianiny i lakierowanego drewna, zabawna i lekko absurdalna atmosfera. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Iskra, która robi „pyk!”

Latarka Lila mieszkała w szufladzie nocnego stolika, obok gumki do mazania, która zawsze pachniała truskawką, chociaż nikt jej o to nie prosił. Lila była porządną latarką: świeciła wtedy, kiedy trzeba, i nie świeciła wtedy, kiedy nie trzeba. To była jej duma. Jej światło potrafiło być cienkie jak nitka albo szerokie jak naleśnik.

Tego wieczoru stało się coś dziwnego, ale dziwnie miłego.

Najpierw w jej brzuszku—tam, gdzie siedzą baterie—coś zamrugało. Nie zwykłe światło. Raczej… złoty pyłek. Jakby ktoś wsypał do środka kieszeń pełną gwiazdek.

—Ej! — mruknęła Lila do siebie. — Ja nie zamawiałam brokatu.

Pyłek zakręcił się jak mały wir, zrobił „pyk!” i wystrzelił cienką smugę blasku prosto na blat. Smuga nie zgasła. Zamiast tego ułożyła się w świecącą strzałkę.

Strzałka drgnęła, jakby chciała powiedzieć: „No, ruszaj się, nie jestem tu na dekorację!”

Lila westchnęła, ale w tym westchnieniu było więcej ciekawości niż marudzenia.

—Dobra. Tylko spokojnie. Najpierw plan, potem panika. A właściwie… bez paniki. Ja jestem latarką. Ja rozświetlam panikę.

Zeskoczyła z szuflady, miękko lądując na dywaniku. Strzałka sunęła przed nią, śmiejąc się prawie bezgłośnie, tak jak śmieje się świetlik, gdy wie, że ma przewagę.

—Gdzie mnie prowadzisz? — zapytała Lila.

Strzałka nie odpowiedziała. Bo strzałki zwykle nie gadają. One po prostu mają rację.

Światło poprowadziło ją do drzwi, potem do korytarza, a potem… do miejsca, którego Lila była pewna, że nie ma w tym mieszkaniu.

Na podłodze leżał miniaturowy peron. Taki naprawdę malutki, jak dla mrówek z dyplomem kolejarskim. A przy peronie stał pociąg. Równie miniaturowy. Lokomotywka miała twarz zrobioną z mosiężnych śrubek i wąsy z drutu.

—Wsiadać! — zawołał pociąg cienkim głosem, jakby mówił przez rurkę od napoju. — Kurs do Stacji Niewiarygodnie-Normalnej! Proszę nie wnosić wielkich trosk, bo się nie mieszczą.

Lila popatrzyła na swoje własne odbicie w błyszczącym metalu lokomotywki. Strzałka na blacie mrugnęła.

—No dobra — powiedziała. — Ale jeśli to żart, to ma być śmieszny. I logiczny. Lubię, jak rzeczy są śmieszne i logiczne.

Lokomotywka ukłoniła się tak głęboko, że aż jej komin zrobił „dzyń”.

—Śmiesznie i logicznie to moje drugie imię. Pierwsze to „Ekspresik”.

Rozdział 2: Pociąg w rozmiarze kieszonkowym

Wagoniki wyglądały jak pudełka od zapałek, tylko wygodniejsze. W środku były siedzenia z miękkiego filcu, a na oknach wisiały zasłonki z papieru, na których ktoś narysował chmurki. Chmurki były krzywe, ale wesołe, jakby ćwiczyły taniec.

Lila wsunęła się do środka. Musiała się trochę zwinąć, co latarkom nie zdarza się często, ale dała radę. Usadowiła się na siedzeniu, a jej światło z grzeczności przyciemniło się do poziomu „przytulnej lampki”.

W wagonie siedziało już kilka rzeczy: gwizdek, który wyglądał na nadąsanego, skarpetka w paski (bez pary, ale z charakterem), oraz parasolka, która miała na czubku mały dzwoneczek.

—Bileciki! — zaśpiewał konduktor. Był to dziurkacz do papieru z czapką. Dziurkacz! I to z taką miną, jakby całe życie marzył o pracy w kolei.

—Ja… nie mam kieszeni — przyznała Lila.

—To świetnie — odparł dziurkacz-konduktor. — Biletów też nie mamy. U nas się płaci opowieścią. Masz jakąś krótką?

—Krótką? — Lila zastanowiła się. — Kiedyś oświetliłam pudełko z guzikami i okazało się, że jeden guzik był… herbatnikiem.

Wagon zadrżał od chichotu. Nawet gwizdek wydał z siebie coś, co brzmiało jak śmiech, chociaż bardzo starał się, żeby to brzmiało jak poważne „fiu”.

—Wystarczy — powiedział konduktor i kliknął dziurkaczem w powietrze. — Opowieść skasowana.

Pociąg ruszył. Tylko że… ruszył nie po torach, a po listwie przypodłogowej. Potem po krawędzi półki. Potem po cieniu. Tak, po cieniu. Cień ugiął się jak miękki dywanik i pociąg pojechał po nim, jak po czarnej wstążce.

—To jest… bardzo nielogiczne — szepnęła skarpetka.

—Nie — poprawiła ją parasolka. — To jest logiczne, tylko w inną stronę.

Lila patrzyła przez okno. Za szybą przelatywały znajome rzeczy: kubek, książka, a nawet roślina w doniczce, która udawała, że nie patrzy, chociaż jej liście drżały z ciekawości.

Nagle pojawił się tunel. Tunel był zrobiony z dwóch złączonych łyżek. Pociąg wjechał do środka, a dźwięk stał się srebrny, jakby ktoś potrząsał pudełkiem z monetami.

—Następny przystanek: Stacja Mini-Mini! — zawołał Ekspresik. — Proszę wysiadać tylko tym, którzy chcą wsiąść… do autobusu.

—Do autobusu? — Lila uniosła się na siedzeniu. — Autobus w pociągu?

—W świecie kieszonkowych podróży — odezwał się konduktor-dziurkacz — wszystko jest możliwe, byle się nie rozpychało łokciami.

Rozdział 3: Stacja, gdzie wszystko jest „trochę”

Stacja Mini-Mini wyglądała jak zrobiona z klocków, ale klocki były z marcepanu. Pachniało słodko i poważnie jednocześnie, co było nowym doświadczeniem. Peron miał tabliczkę: „Uwaga! Krawędź peronu jest naprawdę mała”.

Lila zeskoczyła ostrożnie. Jej światło omiotło stację, a pyłek w brzuszku znów zamigotał, jakby cieszył się z wycieczki.

Po drugiej stronie peronu stał autobus. Tylko że nie był normalny. Miał kształt akordeonu, jakby ktoś go rozciągnął, a potem zapomniał złożyć. Zamiast kół miał dwie sprężyny, które robiły „boing, boing” nawet wtedy, gdy stał.

Na przodzie miał napis: „AUTOBUS ZASKOCZENIA — wsiadaj z rozsądkiem”.

—Wsiadaj z rozsądkiem? — powtórzyła Lila. — To brzmi jak instrukcja do kanapki.

Drzwi autobusu otworzyły się same. A w środku… siedział kierowca. Była to stara, elegancka szczotka do butów z muszką.

—Dzień dobry, pasażerko! — powiedziała szczotka i lekko się ukłoniła. — Jestem Szczotysław. Prowadzę miękko, hamuję delikatnie, a zakręty robię z gracją. O ile sprężyny nie mają własnego zdania.

Sprężyny natychmiast zrobiły głośne „BOING!”, jakby chciały powiedzieć: „Mamy zdanie, i to dwa!”

Lila obejrzała autobus: siedzenia były z gumek recepturek, które delikatnie przytrzymywały podróżnych, żeby nie wypadli przy skokach. Na suficie wisiały małe lampki, które wyglądały jak ziarenka maku. W kącie stała skrzynka z napisem: „Zgubione i zaskoczone”.

—Po co ten autobus? — zapytała Lila. — Pociąg był szybki i… no… śmieszny.

—Autobus jest od rzeczy, których pociąg nie potrafi — odparł Szczotysław. — Pociąg jedzie po śladach. Autobus jedzie po pomysłach.

Konduktor-dziurkacz stanął obok Lil i szepnął:

—Tylko pamiętaj: w autobusie Zaskoczenia trzeba czasem wybrać, czy chcesz niespodziankę „małą” czy „trochę większą”.

—A jak się wybiera? — Lila zmrużyła reflektor.

Szczotysław wskazał dwie dźwignie przy wejściu. Jedna miała napis „HOP”, druga „HOOP!”.

—Proste — powiedział. — „HOP” to lekka niespodzianka. „HOOP!” to taka, po której fryzury… to znaczy, wypolerowane powierzchnie… są odrobinę bardziej odważne.

Lila była latarką. Lubiła jasność. Ale też lubiła przygodę, o ile nie robiła z niej bałaganu.

—Wybieram „HOOP!” — powiedziała. — Bo jeśli już mam w brzuszku złoty pyłek, to nie po to, żeby udawać, że go nie ma.

Sprężyny zapiszczały z radości. Autobus zrobił „boing” tak mocne, że peron aż się uśmiechnął. Tak, peron. W tym miejscu nawet perony miały poczucie humoru.

Rozdział 4: Przystanki, które nie umieją stać spokojnie

Autobus ruszył. Właściwie nie ruszył, tylko podskoczył. Raz. Drugi. Trzeci. Każdy skok był jak kropka w zdaniu, które mówiło: „Jedziemy, jedziemy, jedziemy!”

Za oknami nie było ulicy. Była półka z książkami, a na niej długa ścieżka z zakładek. Zakładki układały się w pasy jak drogowe linie. Co jakiś czas pojawiał się znak: „Uwaga, ostry rozdział”.

—Trzymaj się gumki! — zawołała skarpetka w paski, która też wsiadła do autobusu. — Ja raz spadłam z komody i do dziś mam traumę… znaczy… rozciągnięcie.

—Spokojnie — odparła Lila. — Oświetlę nam drogę. Światło zawsze wie, gdzie jest przód.

I wtedy jej promień zrobił coś niecodziennego: zamiast świecić prosto, zaczął rysować w powietrzu świecące linie. Jakby światło miało ołówek. Linie układały się w strzałki, mostki i małe napisy: „Tędy bezpiecznie”, „Tam śmieszniej”.

—O! — zdziwił się Szczotysław. — Masz wbudowany nawigator!

—Ja? — Lila zamrugała. — Ja mam tylko… no… ja.

Złoty pyłek w brzuszku zatańczył. Lila poczuła, że to on pomaga jej światłu robić figle.

Dojechali do pierwszego przystanku. Tabliczka głosiła: „Przystanek: Nigdzie, ale ładnie”.

Autobus zatrzymał się, a drzwi otworzyły. Na zewnątrz stała skrzynka pocztowa na krótkich nóżkach. Podskakiwała z niecierpliwości.

—Wsiadam! — zawołała skrzynka. — Mam list do dostarczenia! Tylko… nie wiem do kogo, bo adres jest napisany żelką i się rozmazał.

—W autobusie Zaskoczenia takie rzeczy się zdarzają — powiedział Szczotysław. — Siadaj obok skarpetki, ona jest dobra w sprawach bez pary.

Skarpetka prychnęła:

—Bardzo śmieszne. Jestem kompletna emocjonalnie.

Autobus podskoczył dalej. Drugi przystanek: „Tu coś zgubiłeś, ale jeszcze nie wiesz co”. Trzeci: „Uwaga, zakręt w lewo, a potem w logiczne wytłumaczenie”.

Lila świeciła, rysowała drogę i coraz bardziej czuła, że złoty pyłek to nie problem, tylko… zaproszenie.

Nagle autobus stanął przed wielką przeszkodą: kałużą. Tylko że to nie była zwykła kałuża. Była z atramentu. Czarnego, błyszczącego, jak świeżo polakierowany nocny stolik.

Sprężyny zrobiły ostrożne „boing…?”.

—Atrament — mruknął Szczotysław. — Jak w to wpadniemy, będę wyglądał jak szczotka do butów po spotkaniu z kałamarnicą.

—A jeśli ja oświetlę dno? — zaproponowała Lila.

—To atrament, on ma dno z tajemnic — powiedziała parasolka, która nagle pojawiła się w autobusie, chociaż nikt nie widział, żeby wsiadała. — A tajemnice lubią się przyklejać.

Skarpetka przechyliła głowę.

—To co robimy?

Lila popatrzyła na swoje światło. Potem na złoty pyłek. A potem na dźwignię „HOOP!”, która wciąż błyszczała przy wejściu, jakby mówiła: „No, teraz się przydam”.

—Skoro autobus jedzie po pomysłach… — powiedziała Lila — to wymyślmy most.

Rozdział 5: Most zrobiony z „dlaczego nie?”

Lila skupiła się. Jej promień światła stał się grubszy, jak szal z wełny, a złoty pyłek zaczął układać się w świecące cegiełki. Cegiełki spadały na atrament i… nie tonęły. Pływały, jakby atrament był galaretką, która udaje jezioro.

—Oho! — zawołała skrzynka pocztowa. — To jest listonoszowe! Most z powodu braku adresu!

—Nie przesadzajmy — mruknął gwizdek, który pojawił się nie wiadomo skąd, bo w tej podróży „nie wiadomo skąd” było stałym przystankiem.

Lila układała cegiełki światła jedna za drugą, aż powstała ścieżka. Nie idealna, trochę krzywa, ale stabilna. Taka, jaką robi się w pośpiechu, kiedy ma się odwagę, a nie ma się miarki.

—Jedziemy — powiedział Szczotysław i delikatnie nacisnął… coś, co wyglądało jak guzik od płaszcza. Autobus podskoczył na most i zaczął „boing-boing” przez atramentową kałużę.

Atrament próbował chlapnąć, ale światło Lil go uspokajało, jakby mówiło: „Ciii, zaraz wyschniesz”.

W połowie mostu wydarzyło się coś jeszcze dziwniejszego: z atramentu wynurzyła się literka „K”. Potem „A”. Potem „Ł”. A potem „U”. Ułożyły się w słowo „KAŁU”, jakby brakowało im końcówki.

—Przepraszam — powiedziała literka „U” cienkim głosem. — Zgubiłyśmy „ŻĘ”. Bez „ŻY” i „Ę” czujemy się… niedokończone.

Skrzynka pocztowa podskoczyła.

—O! Mam list! Może to dla was! — Otworzyła klapkę i wyciągnęła kopertę, z której kapała… żelka. — Adres rozmazany, ale w środku jest coś słodkiego.

Lila podświetliła kopertę. W środku były dwie literki: „Ż” i „Ę”, lepkie od żelki, ale szczęśliwe.

—To dla nas! — krzyknęło „Ż” i zrobiło piruet, chlapiąc odrobiną słodyczy. — Wreszcie będziemy „KAŁUŻĘ”!

Literki wskoczyły do atramentu, dołączyły do reszty i nagle cała kałuża… ułożyła się w napis: „KAŁUŻĘ PROSZĘ OMIJAĆ, CHYBA ŻE Z MOSTEM”.

—No proszę — powiedziała parasolka, dzwoneczek na jej czubku zadźwięczał cicho. — Nawet przeszkody lubią mieć instrukcje.

Autobus dotarł na drugi brzeg. Most z cegiełek światła rozpuścił się w powietrzu jak cukier w herbacie, zostawiając tylko delikatny połysk.

Szczotysław odchrząknął.

—To była jedna z najbardziej eleganckich kałuż, jakie ominąłem, jadąc po pomysłach.

Lila poczuła dumę. Nie taką wielką, co się panoszy, tylko małą, co świeci ciepło.

—Dokąd teraz? — zapytała skarpetka.

Konduktor-dziurkacz, który nagle znów był obok (bo czemu nie), wskazał na znak:

„Koniec trasy: Stacja Niewiarygodnie-Normalna. Przesiadka na powrót do domu.”

—Brzmi… spokojnie — powiedziała Lila.

—Spokojnie, ale z uśmiechem — poprawił Szczotysław.

Rozdział 6: Stacja Niewiarygodnie-Normalna i miękkie lądowanie

Stacja Niewiarygodnie-Normalna była zaskakująco zwyczajna. Miała proste ławki, czyste tablice, nawet zegar, który nie robił fikołków. Tylko wskazówki zegara wyglądały, jakby czasem mrugały porozumiewawczo.

Pociąg Ekspresik czekał przy peronie, malutki i dumny. Lokomotywka poprawiła druciane wąsy.

—No i jak? — zapytał Ekspresik. — Autobus był wystarczająco „HOOP!”?

—Był „HOOP!” z „boingiem” i z literkami — odpowiedziała Lila. — I z mostem z „dlaczego nie”.

—To moja ulubiona marka mostów — powiedział Ekspresik. — Zapraszam na kurs powrotny. Bez wnoszenia wielkich trosk, pamiętasz?

Lila weszła do wagoniku. Jej towarzysze machali jej na pożegnanie: skarpetka zrobiła elegancki ukłon, skrzynka pocztowa zasalutowała klapką, parasolka zadzwoniła cichutko, jak kołysanka.

Pociąg ruszył łagodniej niż wcześniej. Cień, po którym jechał, był teraz miękki i szeroki, jak koc.

Lila poczuła, że złoty pyłek w jej brzuszku uspokaja się. Świecił nadal, ale mniej skocznie. Jakby mówił: „Przygoda była, teraz czas na odpoczynek”.

Przez okno mignęły znajome rzeczy: kubek, książka, roślina w doniczce, która tym razem wcale nie udawała, że nie patrzy. Liście falowały powoli, jakby żegnały pociąg.

Gdy pociąg wjechał w tunel z łyżek, dźwięk znów stał się srebrny, ale cichy, jak łyżeczka odkładana ostrożnie na spodek.

W końcu peron-miniaturka pojawił się z powrotem na podłodze korytarza. Strzałka światła, ta sama co na początku, mrugnęła ostatni raz i zwinęła się w kropkę, która wpadła do Lil, jakby wracała do domu.

Lila wróciła do szuflady. Wsunęła się na swoje miejsce obok pachnącej truskawką gumki.

—I jak było? — zapytała gumka, udając, że jej to nie obchodzi, ale pachniała wyraźnie bardziej ciekawie.

—Normalnie — powiedziała Lila i po chwili dodała: — Niewiarygodnie normalnie.

Gumka prychnęła.

—To brzmi jak coś, co mówi ktoś, kto widział autobus na sprężynach.

Lila świeciła jeszcze przez moment. Jej światło było ciepłe, spokojne, jak lampka przy łóżku, która nie ma już żadnych planów na „HOOP!”, tylko na „dobranoc”.

Złoty pyłek w brzuszku zasnął. A Lila też, czuwając po cichu, jak robią to latarki: gotowe, gdy znów pojawi się jakaś mała iskra, która zrobi „pyk!”.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Konduktor-dziurkacz
Osoba lub przedmiot sprawdzający bilety; tutaj to dziurkacz działający jak konduktor.
Dziurkacz
Narzędzie do robienia dziurek w papierze, często używane do segregowania dokumentów.
Marcepanu
Słodka masa z mielonych migdałów i cukru, używana do dekorowania ciast i cukierków.
Lokomotywka
Mała lokomotywa, czyli maszyna ciągnąca pociąg, tutaj w miniaturowej wersji.
Atrament
Czarne lub kolorowe płynne tusze używane do pisania i drukowania.
Sprężyny
Zwijane kawałki metalu, które odbijają i pozwalają na skakanie lub amortyzację.
Przesiadka
Zmiana środka transportu podczas podróży, na przykład przesiadka z autobusu do pociągu.
Piruet
Obrót ciała dookoła własnej osi, często wykonywany jako figura w tańcu lub akrobacji.
Kopertę
Papierowe opakowanie na list, które służy do wysyłania wiadomości pocztą.
Most
Budowla łącząca dwa brzegi, umożliwiająca przejście nad przeszkodą, jak rzeka czy kałuża.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.