Trwa ładowanie...
Absurdalne i zwariowane opowieści 11-12 lat Czytanie 19 min.

Niewidzialny most i obręcz uporu Basi

Basia podąża za toczącą się nakrętką i odkrywa niewidzialny most, mówiące tabliczki i latarnię, a także pomaga rybce trafić do Akademii Plusku, ucząc się, że obietnice i drobne przygody mają swoje znaczenie.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

12‑letnia dziewczynka, pełna entuzjazmu, jasnobrązowe włosy w kucyku, zużyta niebieska kurtka i czerwone trampki, trzyma małą świecącą metalową obręcz i rysuje jasną smugę nad niewidzialnym mostem; jej wyraz twarzy jest radosny i skupiony, oczy szeroko otwarte, lekki uśmiech. Metalowa zakrętka od słoika, wypolerowana i srebrna, z namalowanymi oczkami, toczy się u jej stóp po brukowanej ścieżce, figlarna. Mała rybka w okrągłych okularach ślizga się śmiejąc wzdłuż świetlnej wstęgi, jakby powietrze było wodą, z stylizowanymi pluskami. Około 50‑letni mężczyzna w czapce i beżowym płaszczu trzyma smycz; pies siedzi spokojnie przy fontannie w tle i z rozbawieniem obserwuje scenę. Miejsce: miejski park pod wieczór — brukowane aleje, duża żeliwna latarnia z starym naklejką „Nie dotykać”, stylizowane zielone drzewa, połyskująca okrągła fontanna po prawej i mały rów zmieniony w basen pod mostem. Główna sytuacja: dziewczynka rysuje świetlną trasę obręczą, by przenieść rybkę z rowu do fontanny; żywe kolory, łagodne kontrasty, magiczne rozbłyski i małe doodle (gwiazdki, fale, strzałki) jako nakładka podkreślające ruch i absurd. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Okrągły początek

W sobotnie popołudnie, kiedy chodnik pachniał ciepłym kurzem, a słońce udawało, że jest reflektorem, Basia znalazła coś idealnie okrągłego.

To była… nakrętka od słoika. Niby nic. Tylko że ta nakrętka toczyła się sama.

— Hej! — Basia przykucnęła. — To ja mam się za tobą uganiać, czy ty za mną?

Nakrętka stuknęła o krawężnik, zawahała się, po czym z godnością królewskiej monety potoczyła w stronę parku.

Basia miała jedenaście lat, upór jak rzep i talent do pakowania się w przygody bez instrukcji obsługi. Poprawiła plecak, w którym była woda, kanapka i gumka do mazania, która już dawno przestała cokolwiek wymazywać, za to świetnie służyła jako talizman.

— No dobra, Okrąglaku — mruknęła do nakrętki. — Prowadź.

Nakrętka turlała się w rytmie „stuk-stuk, stuk-stuk”, jakby grała na niewidzialnym bębenku. Basia szła za nią, a kiedy ktoś przechodził obok, udawała, że wcale nie goni przedmiotu kuchennego.

W parku, przy alejce, stała latarnia. Zwykła, wysoka, trochę krzywa, z nalepką „Nie dotykać. Dotykanie grozi… no właśnie czym?”. Obok latarni był stary mostek nad suchym rowem. Mostek wyglądał normalnie, ale Basia zauważyła coś dziwnego: wiatr świszczał tak, jakby przechodził przez coś, czego nie widać.

Nakrętka zatrzymała się tuż przed mostkiem.

— Aha — powiedziała Basia. — Most. Bardzo śmieszne. Tylko gdzie on jest?

Zrobiła krok i… poczuła pod stopą twarde deski. Deski były niewidzialne, ale podeszwa mówiła prawdę.

Basia gwizdnęła.

— To jest… niewidzialny most. Super. Czy jest też niewidzialny znak „Wstęp mile widziany”?

Jak na odpowiedź, latarnia mrugnęła światłem, choć był dzień. Mrug— i zgasła. Mrug— i zgasła.

Basia przełknęła śmiech, bo to było jednocześnie trochę absurdalne i bardzo zachęcające.

— Dobra. Wchodzę. Ale jak spadnę, to składam reklamację do… kogo? Do latarni? — spojrzała na słup. — Ty masz dział obsługi klienta?

Latarnia, oczywiście, nic nie powiedziała. Za to nakrętka potoczyła się na niewidzialne deski.

Basia postawiła drugi krok. Most trzymał. Potem trzeci. Też trzymał.

— No to idziemy, Okrąglaku. Ale jeśli to pułapka, to chcę przynajmniej w nagrodę darmową czekoladę.

Rozdział 2: Most, który udaje, że go nie ma

Na niewidzialnym moście świat brzmiał inaczej. Jakby ktoś przyciszył park i podkręcił „stuk-stuk” nakrętki. Basia czuła, że stąpa po deskach, lecz oczy widziały tylko powietrze, jak czysty szkic bez ołówka.

— Czuję się jak w grze, w której zapomnieli wczytać grafiki — wymamrotała.

— To nie gra — odezwał się nagle głos.

Basia zatrzymała się tak gwałtownie, że aż wiatr się zdziwił.

— Kto mówi?

Z boku mostu, tam gdzie powinien być poręcz, unosiła się… tabliczka. Zwykła, drewniana, ale zawieszona na niczym, jakby powietrze było gwoździem.

Na tabliczce widniał napis:

„MOST NIEWIDZIALNY. PROSZĘ STĄPAĆ Z PRZEKONANIEM”.

— Tabliczka? — Basia parsknęła. — Serio? Ty mówisz?

— Oczywiście — burknęła tabliczka. — A ty stoisz w miejscu. Most lubi ruch. Jak się stoi, to zaczyna się zastanawiać.

— Nad czym?

— Nad sensem istnienia — odpowiedziała tabliczka. — A jak most zaczyna filozofować, to robi się miękki. Ruszaj.

Basia, choć miała ochotę zadawać milion pytań, uznała, że miękki most to nie jest dobry pomysł. Ruszyła więc, a nakrętka potoczyła się dalej, spokojna jak nauczyciel od matematyki w dzień bez klasówki.

W połowie mostu stało coś jeszcze: mały, okrągły dywanik, taki jak pod doniczkę. Tylko że leżał na powietrzu i wyglądał, jakby czekał.

Basia przystanęła.

— To jest punkt kontrolny?

— To jest Punkt Obietnic — odchrząknęła tabliczka, przesuwając się razem z nią, choć Basia nie była pewna, czy tabliczki potrafią chodzić. — Każdy, kto przechodzi przez most, składa obietnicę. Bez obietnicy nie ma przejścia.

— Jaką obietnicę?

— Najlepiej śmieszną, ale szczerą — odpowiedziała tabliczka. — Most ma poczucie humoru. Lubi, jak ludzie robią coś trochę bez sensu, ale konsekwentnie.

Basia spojrzała na nakrętkę, która zatrzymała się na dywaniku, jakby mówiła: „No dawaj, człowieku”.

Basia podrapała się po głowie.

— Dobra. Obiecuję… — spojrzała na latarnię w oddali. — Obiecuję, że… obejdę dookoła tamtej latarni.

Nakrętka zadrżała jak zadowolona.

Tabliczka zapiszczała z zachwytu, choć tabliczki raczej nie piszczą, więc było to dość imponujące.

— Ooo! Klasyka! Okrążenie latarni! Świetnie! Obietnica zatwierdzona.

— To już? Mogę iść?

— Możesz — powiedziała tabliczka. — Ale pamiętaj: obietnice są jak gumy do żucia. Jak się je wyrzuci gdzie popadnie, to potem wszyscy w to wdepną. Ty nie chcesz, żeby ktoś wdepnął w twoją obietnicę.

— Nie chcę — przyznała Basia poważnie. — Dobra. Obiecałam. Zrobię.

Most, jakby usłyszał, że Basia mówi serio, nagle wydał z siebie przyjemne „chrup”, jak świeży tost. To było dziwne, ale miłe.

Basia przeszła dalej. Po drugiej stronie mostu nie było żadnych fanfar. Za to powietrze zrobiło się jakby bardziej… lekkie, a drzewa wyglądały, jakby ktoś je dopiero co wyprał i powiesił do wyschnięcia.

— Park po praniu — szepnęła Basia.

Nakrętka potoczyła się w stronę latarni.

— No tak — westchnęła Basia. — Teraz muszę kręcić kółka wokół słupa. Jak satelita, tylko bez kosmosu.

Rozdział 3: Latarniowe negocjacje

Latarnia stała spokojnie, jakby wcale przed chwilą nie mrugała. Naklejka „Nie dotykać” łypała groźnie, choć nie miała oczu.

Basia podeszła i stanęła przed latarnią jak przed sędzią.

— Słuchaj, latarnio. Ja złożyłam obietnicę. Mam obejść cię dookoła. Tylko… ile razy? Raz? Sto? Do emerytury?

Latarnia milczała.

Wtedy naklejka… odchrząknęła.

— Wystarczy raz — powiedziała naklejka tonem kogoś, kto wie wszystko najlepiej. — Ale porządnie. Pełne kółko. Bez skrótów. Bez udawania.

Basia zrobiła wielkie oczy.

— Naklejka mówi?!

— Nie przesadzaj — prychnęła naklejka. — Ja tylko informuję. Jestem informacyjna. Informuję, więc mówię. Logiczne.

— No dobra, Pani Informacyjna — Basia ukłoniła się przesadnie. — To ja wykonuję obietnicę. Patrz uważnie, bo jak nie uznasz, to będę tu krążyć jak bączek.

Nakrętka potoczyła się przy samej podstawie latarni, jak mały pilot wycieczki. Basia ruszyła za nią, zataczając krąg. Jeden krok, drugi, trzeci… Latarnia stała nieruchomo, ale Basia miała wrażenie, że robi się coraz bardziej… rozbawiona. Tak, latarnia mogła wyglądać na rozbawioną, jeśli człowiek miał wyobraźnię i lekko przekrzywioną logikę.

— Idzie ci całkiem równo — mruknęła naklejka. — Niektórzy robią „jajko” zamiast kółka. A potem udają, że to „artystyczne”.

— Ja robię kółko — zapewniła Basia. — Kółko jak nakrętka. Kółko jak pizza. Kółko jak planeta, tylko mniejsza i bez grawitacji… znaczy jest grawitacja, bo inaczej bym odleciała.

Dokończyła okrążenie i stanęła w punkcie startu. Zatrzymała się, jakby czekała na oklaski.

Przez sekundę nic się nie działo.

Potem latarnia mrugnęła jeszcze raz, tym razem radośnie, jak ktoś, kto właśnie usłyszał dobry dowcip. Z górnej części słupa spadło… coś okrągłego.

Basia złapała to w locie. To była mała, metalowa obręcz, jak miniaturowe hula-hop.

— Co to jest? — spytała.

Obręcz Uporu — oznajmiła naklejka z dumą, jakby to ona ją wyprodukowała. — Dla tych, co dotrzymują obietnic, nawet jeśli obietnica jest trochę… no wiesz… latarniowa.

Basia podniosła obręcz. Była chłodna i zadziwiająco lekka.

— Do czego służy?

— Do przechodzenia po tym, czego nie widać — odpowiedziała naklejka. — Niewidzialne rzeczy lubią, gdy się je zaznacza. Obręcz robi z powietrza „tu jest coś”. Taki marker.

Basia spojrzała na most.

— Czyli mogę nim zaznaczyć most?

— Możesz — powiedziała naklejka. — Ale nie przesadzaj. Jak zaznaczysz za dużo, to niewidzialne rzeczy obrażą się, że już nie są niewidzialne. To jak zdradzić sekret.

— Rozumiem — Basia przytaknęła. — Sekrety trzeba szanować. Nawet te z desek.

Nakrętka potoczyła się z powrotem w stronę mostu, jakby mówiła: „No, misja zaliczona, wracamy”.

Basia spojrzała na obręcz, potem na latarnię.

— Dzięki — powiedziała do słupa.

Latarnia zamrugała miękko, jakby odpowiadała: „Nie ma sprawy. Lubię kółka”.

Rozdział 4: Obręcz, która rysuje powietrze

Basia stanęła przed niewidzialnym mostem i uniosła obręcz. Wyglądała teraz jak ktoś, kto zaraz zacznie czarować, chociaż miała na sobie zwykłą bluzę i trampki.

— Dobra, obręczy… działaj.

Przeciągnęła obręczą w powietrzu, tuż nad miejscem, gdzie zaczynały się niewidzialne deski. I stało się coś śmiesznego: w powietrzu pojawił się cienki, błyszczący ślad, jakby ktoś namalował kredą linię, tylko że kreda była z księżycowego światła.

— Ooooo — Basia uśmiechnęła się szeroko. — Teraz to wygląda jak ścieżka dla duchów na rolkach.

— To nie duchy, tylko porządni użytkownicy mostu — mruknęła tabliczka, która znów unosiła się obok. — I nie rysuj za grubo. Most ma swoje ego.

Basia narysowała tylko tyle, ile trzeba: dwa delikatne pasy, żeby widzieć, gdzie stawiać stopy. Nakrętka ruszyła pierwsza, tocząc się dumnie między liniami jak kulka w kręglach, która postanowiła nie przewracać kręgli, tylko je pozdrawiać.

W połowie mostu Basia usłyszała ciche „plum”.

Spojrzała w dół. W suchym rowie, który powinien być suchy, pojawiła się kałuża. Tylko że ta kałuża była okrągła jak talerz i… bulgotała, jakby gotowała zupę.

— Ej… — Basia nachyliła się ostrożnie. — Skąd tu woda?

Z kałuży wynurzyła się mała rybka. Rybka miała okulary. Okulary miały malutkie kropki, jak modne oprawki.

— Przepraszam — powiedziała rybka uprzejmie. — Czy to jest most do szkoły?

Basia zakryła usta dłonią, żeby się nie roześmiać prosto w rybce.

— Raczej do parku — odpowiedziała. — A ty… jesteś rybką. W kałuży. W suchym rowie.

— Tak, ale to jest kałuża tymczasowa — odparła rybka, jakby to wszystko wyjaśniało. — Ja mam zajęcia dodatkowe. Pływanie w abstrakcji.

— Co proszę?

— Abstrakcja to taka woda, która pojawia się, kiedy ktoś robi coś konsekwentnie głupkowatego — wyjaśniła rybka i poprawiła okulary płetwą. — Na przykład obchodzi latarnię. Mosty niewidzialne to uwielbiają. Wtedy rosną im… możliwości.

Basia parsknęła.

— Czyli przez moje kółko powstała kałuża z rybką?

— W skrócie: tak — rybka kiwnęła głową z dumą. — Gratuluję. Nie każdy potrafi wywołać wodę w suchym miejscu. To wymaga charakteru i lekkiego braku rozsądku.

— Mam jedno i drugie — przyznała Basia. — A ty dokąd chcesz?

— Do szkoły — powiedziała rybka. — Ale takiej… wodnej. U nas nazywa się: Akademia Plusku.

Basia spojrzała na obręcz, potem na linie na moście.

— Może mogę ci pomóc? — zapytała, bo upór miała nie tylko do obietnic, ale i do ratowania dziwnych sytuacji.

Rybka zamrugała.

— Czy masz przy sobie… miskę?

— Mam plecak — odparła Basia. — I bidon. I kanapkę.

— Kanapka odpada — rybka skrzywiła się. — Chyba że jest z glonami.

— Nie jest — Basia westchnęła. — Dobra. Wymyślimy coś.

Nakrętka zatrzymała się na końcu mostu i jakby czekała, stukając nerwowo.

— Daj mi minutę, Okrąglaku — powiedziała Basia. — Zajmuję się edukacją ryb.

Rozdział 5: Transport rybki i wielka pomyłka

Basia wpadła na pomysł tak prosty, że aż podejrzany: użyje obręczy, żeby „narysować” rybce drogę z kałuży do… najbliższej fontanny w parku. Fontanna była niedaleko. Woda była prawdziwa. I nikt nie pytał rybek o legitymację.

— Słuchaj, rybko w okularach — Basia przykucnęła. — Zrobimy tak: ja narysuję obręczą ścieżkę z powietrza, a ty po niej… przepłyniesz?

Rybka zmarszczyła pyszczek.

— Pływanie po powietrzu jest trudne. To jak czytanie podręcznika bez liter.

— Ale to nie będzie zwykłe powietrze — Basia uniosła obręcz. — To będzie powietrze z zaznaczeniem. Z linią. Linia to prawie woda, tylko bardziej uparta.

— Uparta woda… — rybka zamyśliła się. — Brzmi jak moja ciocia. Dobrze. Spróbujemy.

Basia przeciągnęła obręcz od kałuży do brzegu rowu. Pojawiła się błyszcząca wstęga, cienka jak nitka, ale wyraźna. Rybka podskoczyła i… faktycznie, sunęła po niej, jakby była w wodnej rurce. Jej okulary nie spadły ani razu, co było małym cudem techniki.

— Działa! — Basia klasnęła. — Jedziemy dalej!

Rysowała kolejne odcinki wstęgi, jakby tworzyła powietrzny aquapark. Rybka płynęła, zostawiając za sobą drobne „plip-plip”.

Przechodził obok pan z psem. Pies spojrzał na rybkę w powietrzu, po czym usiadł i westchnął tak głęboko, jakby widział już wszystko w życiu.

— Co pani robi? — zapytał pan.

Basia, nie przerywając rysowania, odpowiedziała z pełną powagą:

— Transport publiczny dla ryb.

Pan pokiwał głową, jakby to była najbardziej normalna rzecz na świecie.

— A, rozumiem. Miłego dnia.

I poszedł dalej. Pies nawet się nie obejrzał.

Basia doprowadziła rybkę do fontanny. Woda pluskała w rytmie „chlap-chlap”, jakby cieszyła się na gościa.

— Proszę — powiedziała Basia, wskazując. — Twoja nowa… tymczasowa szkoła?

Rybka zanurzyła się, wynurzyła i poprawiła okulary.

— To nie Akademia Plusku — stwierdziła stanowczo. — Tu uczą tylko chlapania na ławki. To poziom przedszkolny.

— Przepraszam — Basia skrzywiła się. — Nie znam wszystkich szkół dla ryb. Gdzie jest twoja?

Rybka wskazała płetwą na… niewidzialny most.

— Tam. Pod mostem jest wejście. Tylko trzeba mieć przepustkę.

Basia jęknęła teatralnie.

— Czyli wracamy. Super. Ja już lubię ten dzień. Krążę, rysuję, wożę ryby i rozmawiam z naklejkami. Jeszcze brakuje, żebym dostała ocenę z wychowania fizycznego.

— Masz już ocenę — odezwała się nagle tabliczka, która pojawiła się obok fontanny, jakby miała własny rozkład jazdy. — Celujący. Za okrążenie latarni. Dyscyplina: „Obietnicobieg”.

Basia roześmiała się, aż fontanna jakby chlapnęła głośniej.

— Dobra, wracam. Tylko najpierw… — spojrzała na nakrętkę, która nagle wyskoczyła jej z kieszeni (kiedy tam wpadła? nikt nie wie) i potoczyła się w stronę mostu. — Okrąglak już zdecydował.

Basia westchnęła, ale w jej oczach było więcej radości niż narzekania.

— No to chodź, rybko. Załatwimy ci tę przepustkę.

Rozdział 6: Akademia Plusku i spokojne kółko na koniec

Wróciły pod most. Basia użyła obręczy, żeby zaznaczyć miejsce, gdzie — według rybki — było „wejście pod mostem”. W powietrzu pojawił się okrągły znak, jak świetlista obręcz w obręczy.

I nagle „suchy” rów przestał być suchy. Nie zalało go jak powódź, raczej jakby ktoś nalał do niego wody z dzbanka: równo, spokojnie, akurat tyle, ile trzeba. Woda była przejrzysta, a na jej powierzchni kołysały się drobne bąbelki, jak śmiejące się groszki.

Z wody wynurzył się portier. Portier był… żabą w kamizelce.

— Dzień dobry — powiedziała żaba, poprawiając muszkę. — Akademia Plusku. W czym mogę pomóc?

Basia zamrugała.

— Ja… przyprowadziłam uczennicę. Albo ucznia. Rybkę w okularach.

Rybka wypłynęła dumnie.

— Jestem na zajęcia z abstrakcji — oznajmiła.

Żaba-portier spojrzał na listę, której nie miał w rękach, ale zachowywał się, jakby trzymał ją idealnie równo.

— Owszem. Jest pani… — zawahał się i spojrzał na Basię. — A pani jest?

— Basia. Człowiek.

— Człowiek… — żaba zmarszczyła nos. — Czy człowiek ma przepustkę wodną?

— Nie — Basia przyznała. — Mam za to obręcz i upór. I dotrzymałam obietnicy okrążenia latarni.

Żaba uniosła brwi, co u żaby wyglądało jak skok dwóch zielonych przecinków.

— Okrążenie latarni? To brzmi poważnie. Proszę chwilę zaczekać.

Zanurkował i po sekundzie wynurzył się z czymś okrągłym. Oczywiście okrągłym. To była pieczątka w kształcie kółka.

— Przybiję pani na dłoni Stempel Gościa — powiedziała żaba. — Ale tylko na pięć minut, bo ludzie szybko wysychają.

— Dziękuję — Basia wyciągnęła dłoń.

Żaba przybiła pieczątkę. Na skórze pojawiło się delikatne kółko, jak narysowane ołówkiem. Basia poczuła lekkie łaskotanie, jakby jej ręka dostała bilet do kina.

— Proszę nie panikować — dodała żaba. — U nas nic nie jest straszne. Najwyżej mokre.

Basia uśmiechnęła się.

— Mokre mnie nie przeraża. Ja mam parasolkę… gdzieś… chyba.

Rybka w okularach machnęła płetwą.

— Dziękuję za transport! — zawołała. — Jak będziesz chciała, możesz wpaść na lekcję „Plusk w rytmie”.

— Może innym razem — powiedziała Basia. — Ja mam jeszcze… życie na lądzie.

Rybka odpłynęła w dół, a woda pod mostem zafalowała cicho, jak zasłona.

Basia stała przez moment w ciszy. Park wrócił do swojego normalnego brzmienia: liście szeleściły, gdzieś ktoś śmiał się na ławce, a latarnia już nie mrugała, tylko udawała, że jest zwykła.

Tabliczka zawisła obok Basi ostatni raz.

— Dotrzymałaś obietnicy — powiedziała z uznaniem. — Most jest zadowolony. Latarni też. Rybka też. Nawet pies tego pana… pewnie też.

— A nakrętka? — Basia rozejrzała się.

Okrąglak leżał spokojnie na chodniku, jakby zmęczony całym turlaniem świata. Basia podniosła go i schowała do kieszeni.

— Ty mnie w to wciągnąłeś — szepnęła. — Okrągły prowodyrze.

Nakrętka była ciepła od słońca.

Basia przeszła palcem po stemplu na dłoni. Kółko było coraz bledsze.

— Wiesz co jest najlepsze? — powiedziała do siebie cicho. — Że to wszystko miało sens… na swój własny, okrągły sposób.

Spojrzała na latarnię i, już bez przymusu, obeszła ją jeszcze raz. Wolniej. Dla żartu. Dla rytmu.

Wiatr przesunął się po parku jak miękki pędzel. Most pozostał niewidzialny, ale Basia wiedziała, gdzie jest. I to wystarczyło.

Kiedy wracała do domu, kroki miała lżejsze, a w kieszeni coś okrągłego cichutko stukało, jakby nuciło: stuk-stuk… stuk-stuk… aż w końcu nawet to ucichło, zostawiając po sobie spokojne, przyjemne wrażenie, jak ostatnia fala w fontannie, zanim wszystko znów stanie się zwyczajnie ciche.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Talizman
Mały przedmiot, który ktoś nosi, aby przynieść szczęście lub ochronę.
Filozofować
Myśleć i rozmawiać o głębszym sensie rzeczy, jak mądrzenie się.
Konsekwentnie
Robić coś w ten sam sposób przez dłuższy czas, bez przerywania.
PROSZĘ STĄPAĆ Z PRZEKONANIEM
Polecenie, by iść pewnie, bez wahania, z przekonaniem o słuszności kroku.
Przepustkę
Pisemne lub pieczątowane pozwolenie, żeby wejść gdzieś lub coś zrobić.
Portier
Osoba, która stoi przy wejściu i sprawdza, kto może wejść.
Abstrakcji
Coś niematerialnego, trudnego do zobaczenia lub wyobrażenia, niekonkretnego.
Stempel Gościa
Pieczątka lub znak, który pokazuje, że ktoś jest gościem i ma dostęp krótkotrwały.
Obręcz Uporu
Specjalna, symboliczna obręcz, która pomaga zaznaczać lub przejść przez coś niewidzialnego.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zwariowane i absurdalne dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.