1. Chmury w kształcie jajek
Na parapecie stał Kubek w groszki i patrzył w niebo tak uparcie, jakby mógł je zamieszać łyżeczką. Nad dachami płynęły chmury: jedna była okrągła i gładka jak jajko na miękko, druga miała małą „czapeczkę” jakby ktoś ją lekko stuknął, a trzecia… trzecia wyglądała jak całe gniazdo jajek, ułożonych jedno przy drugim.
— No proszę — mruknął Kubek. — Nawet niebo szykuje się na Wielkanoc.
Z kuchennego blatu odpowiedziała mu Łyżeczka, srebrzysta i zawsze ciekawska:
— Jeśli chmury są jajkami, to gdzie jest koszyk?
— Może wiatr go niesie — odparł Kubek i aż zadźwięczał z podekscytowania.
W całym domu pachniało barwnikami, wanilią i czymś jeszcze — radosnym zamieszaniem, które budzi się tylko raz w roku. Na stole leżały farbki, wstążki i miękkie piórka. Zegar tykał uroczyście, jakby też miał na sobie świąteczną kokardkę.
Kubek w groszki uwielbiał takie dni. Zwłaszcza to, że wszystko stawało się bardziej kolorowe, nawet cisza.
2. Plan na polowanie
W południe na kuchennej ściereczce zebrali się: Kubek, Łyżeczka, Miseczka w paski i Serwetka, która potrafiła układać się w zajączki, łódki i czasem w bardzo poważne żurawie.
— Słuchajcie — zaczął Kubek. — Skoro dziś jest wielkanocna krzątanina, to musi być też… polowanie na jajka.
Miseczka aż się przechyliła z wrażenia:
— Polowanie? Ja jestem stworzona do noszenia jajek! W środku mam idealne echo na „stuk-stuk”.
— A ja mogę być detektorem — zaproponowała Łyżeczka. — Jak coś brzęknie, to znaczy, że jest blisko.
Serwetka trzepnęła rogiem jak uchem:
— Mogę robić znaki. Węzły, strzałki, tajne wiadomości. Tylko nie każcie mi wchodzić do szuflady na okruszki. Tam zawsze jest… dramat.
— Postanowione — powiedział Kubek. — Szukamy pisanek. Ale nie byle jak. Zrobimy prawdziwą wyprawę.
Wtem z parapetu dobiegł cichy szmer. Na szybie, jakby narysowany parą, pojawił się drobny, jasny ślad: kształt jajka, a obok mała strzałka w stronę korytarza.
— Widzieliście?! — szepnęła Łyżeczka.
— To… magiczna mapa? — Miseczka niemal wyskoczyła ze swojego miejsca.
Kubek poczuł, że jego groszki jakby jaśniej zabłysły.
— Wielkanoc lubi takie niespodzianki. Ruszamy.
3. Korytarz pełen wskazówek
Korytarz był długi i cichy. Dywan miał wzór przypominający wiosenne ścieżki: zygzaki, kropki, listki. Kubek sunął ostrożnie, a Łyżeczka ślizgała się obok jak mała srebrna rybka.
Na ścianie wisiało lustro. Serwetka podbiegła pierwsza i wywinęła się w eleganckiego zająca, jakby chciała dodać odwagi.
— Jeśli lustro pokaże nam coś dziwnego, to pamiętajcie: udajemy, że wszystko jest normalne.
W lustrze odbiły się… nie oni, tylko chmury-jajka. Przepływały powoli, a jedna z nich mrugnęła, zupełnie jakby miała powiekę.
— Okej — powiedział Kubek, starając się brzmieć odważnie. — To jest ten moment, kiedy „normalne” robi sobie przerwę.
Pod lustrem leżał mały papierowy listek z zagiętym rogiem. Serwetka rozwinęła go z nabożeństwem.
— „Idźcie za zapachem cytryny” — przeczytała. — Podpisano: „Ktoś z piórkiem”.
— Piórko? — Miseczka rozejrzała się z przejęciem. — Może to Zajączek?
— Albo Kurza Wróżka — zażartowała Łyżeczka. — Taka, co przepowiada przyszłość po skorupkach.
— Ciii, bo się spełni — syknęła Serwetka, choć sama chichotała.
Zapach cytryny naprawdę unosił się w powietrzu, lekki jak obłoczek. Prowadził ich do salonu, gdzie stała ogromna doniczka z zieloną rośliną, a obok… koszyk.
Koszyk był pusty, ale w jego dnie leżał kolejny ślad: piórko w kolorze mięty i mała naklejka z jajkiem.
— To już prawie pewne — powiedział Kubek. — Ktoś urządził nam świąteczną grę.
4. Pisanka, która śpiewa
W salonie wszystko wyglądało zwyczajnie, a jednocześnie jakby przygotowane do tajnej zabawy. Pod poduszką leżał kawałek wstążki, na półce połyskiwały farbki, a na parapecie… chmury-jajka przesuwały się jak powolna karuzela.
Łyżeczka wślizgnęła się pod zasłonę.
— Słyszycie? Tam coś… nuci!
Rzeczywiście: cienki dźwięk, jak gwizdanie przez trawę. Kubek zbliżył się i zobaczył w doniczce, między ziemią a listkami, małe jajko w pastelowe plamki. Nie było zwyczajne, bo delikatnie drżało, a z jego skorupki wydobywała się melodia.
— To pisanka śpiewająca — wyszeptała Miseczka. — To już wyższy poziom Wielkanocy.
Pisanka zamrugała… a przynajmniej tak to wyglądało, bo jedna plamka nagle zmieniła kształt jak oczko.
— Halo? — odezwał się Kubek. — My… my jesteśmy drużyną poszukiwaczy.
Melodia ucichła, a pisanka „kaszlnęła” wesoło:
— W końcu! Myślałam, że znajdą mnie tylko paprocie. One są miłe, ale nie umieją się śmiać.
— Umieją — upierała się Serwetka. — Tylko po cichu.
Pisanka zachichotała i potoczyła się odrobinę, jakby chciała wyjść z ziemi, ale nie mogła.
— Nie mogę opuścić doniczki, bo jestem zaklęciem wskazówki. Macie misję: odnaleźć pięć pisanek, zanim chmury-jajka dopłyną do komina. Wtedy… puf! Wskazówki znikną.
Kubek spojrzał w okno. Chmury rzeczywiście sunęły w jednym kierunku, jakby miały spotkanie.
— A gdzie są pozostałe?
Pisanka zaśpiewała krótki dżingiel, po czym powiedziała:
— Jedna jest w miejscu, gdzie światło robi plamy. Druga tam, gdzie chowają się zapachy. Trzecia lubi wysokości. Czwarta… czwarta jest nieśmiała.
— A piąta? — zapytała Łyżeczka.
— Piąta… to niespodzianka dla was — odparła pisanka i znów zaczęła nucić, jakby to była najważniejsza część świata.
— No to lecimy — zdecydował Kubek. — Drużyno, do akcji!
5. Cztery jajka i jedno mrugnięcie
„Miejsce, gdzie światło robi plamy” okazało się proste: pod stojącą lampą na stoliku leżała pisanka w złote kropki. Światło tańczyło po niej jak po małym księżycu.
— Jedna! — ucieszyła się Miseczka i delikatnie ją przyjęła, jakby to była mała planeta.
„Tam, gdzie chowają się zapachy” zaprowadziło ich do szafki z przyprawami. Serwetka aż się cofnęła.
— O nie. Tu mieszka cynamon. On zawsze udaje, że jest słodki, a potem… bam! Wchodzi do nosa.
Łyżeczka była dzielna. Zajrzała między słoiczki i wyciągnęła pisankę w czerwone spirale, pachnącą lekko goździkami.
— Dwie. I mam teraz ochotę na coś, czego nie potrafię nazwać.
„Trzecia lubi wysokości” oznaczała półkę nad książkami. Była tam pisanka niebieska jak poranny cień, z namalowaną małą drabiną.
— Jak my tam…? — zaczęła Miseczka, ale Kubek zauważył coś ważnego: obok stał stołek, a na nim… sprężynująca gąbka do mycia naczyń, która wyglądała na gotową do skoku.
— Psst — powiedział Kubek do gąbki. — Pomożesz?
Gąbka wydała dumny „plup” i odbiła Łyżeczkę lekko w górę. Łyżeczka zahaczyła o brzeg półki i zgrabnie zsunęła niebieską pisankę wprost do Miseczki.
— Trzy! — Serwetka machnęła rogiem jak chorągiewką.
Została czwarta, „nieśmiała”. W całym domu nagle zrobiło się ciszej, jakby powietrze wstrzymało oddech. Kubek znów spojrzał na okno: chmury-jajka zbliżały się do komina, już prawie dotykały go brzuchami.
— Szybko — szepnął.
Nieśmiała pisanka okazała się być tam, gdzie nikt nie zagląda z radością: pod dywanem, przy samym brzegu. Leżała skulona, szara w delikatne kropeczki.
— Hej — powiedział Kubek najłagodniej, jak umiał. — Nie musisz się chować. Tu jest bezpiecznie.
Pisanka drgnęła.
— A jeśli się potłukę? — spytała cichutko.
— To będziemy cię nosić jak najcenniejszą rzecz — obiecała Miseczka. — Bo jesteś ważna. Bez ciebie gra się nie domknie.
Pisanka westchnęła i pozwoliła się podnieść. W tej samej chwili w lustrze na korytarzu coś błysnęło — krótkie mrugnięcie chmur-jajek, jak sygnał: „Dobra robota”.
— Mamy cztery — podsumowała Łyżeczka. — A piąta to niespodzianka. Czyli… najgorsze.
— Najlepsze — poprawił Kubek, choć w środku też czuł lekkie łaskotanie niepewności.
6. Koszyk, który świeci od środka
Wrócili do salonu, gdzie stał pusty koszyk. Teraz już nie był pusty: jego dno jarzyło się miękkim światłem, jakby ktoś wsypał do środka odrobinę zachodu słońca.
Kubek pochylił się i zobaczył, że światło układa się w słowa, jak napis rysowany świetlikiem:
„Piąta jest tam, gdzie patrzysz najczęściej”.
— Najczęściej patrzę… w niebo — powiedział Kubek odruchowo.
— A ty patrzysz w niebo przez okno — dodała Serwetka.
Wszyscy podtoczyli się do parapetu. Chmury-jajka płynęły wolno, ale już minęły komin. I wtedy zdarzyło się coś, co wcale nie wyglądało strasznie, tylko… śmiesznie.
Największa chmura-jajko zatrzymała się na moment, napęczniała jak poduszka i „upuściła” mały, biały kłębek prosto na szybę. Kłębek nie spadł. Przykleił się i zaczął zsuwać, zostawiając smugę jak mleczna kreda.
— To… jajko z chmury? — wysapała Miseczka.
Kłębek na szybie przybrał wyraźny kształt pisanki: biały owal z delikatnymi, srebrnymi liniami. Wyglądał jak rysunek z mgły. A potem, zupełnie bez pośpiechu, „przeszedł” na parapet, jakby szkło było tylko cienką zasłoną.
— Dzień dobry — odezwała się piąta pisanka. Jej głos brzmiał jak dzwoneczek w kieszeni. — Jestem Niespodzianka.
Łyżeczka aż zadzwoniła ze zdumienia:
— Jak ty…?
— Chmury czasem zostawiają prezenty — powiedziała Niespodzianka. — Zwłaszcza tym, którzy umieją patrzeć.
Kubek poczuł, że w jego środku robi się ciepło, choć był przecież tylko kubkiem i zwykle wypełniała go herbata albo kakao.
— Patrzenie to moja specjalność.
Niespodzianka potoczyła się do koszyka. Gdy wpadła do środka, wszystkie pięć pisanek rozbłysło kolorami naraz. Złoto, mięta, błękit, szarość w kropki i srebrna mgła zatańczyły w koszyku jak miniaturowe fajerwerki, które nie robią hałasu, tylko zachwycają.
Pisanka śpiewająca w doniczce podjęła melodię, jakby kończyła utwór. A koszyk rozświetlił cały salon miękkim, wiosennym blaskiem.
— Misja wykonana — oznajmiła Serwetka, robiąc ukłon, który wyglądał jak zając skaczący przez kałużę.
7. Cicha wdzięczność
Wieczór przyszedł spokojnie. Światło w koszyku przygasło i zamieniło się w zwyczajne, przytulne cienie. Pisanki leżały obok siebie jak drużyna po udanym meczu.
Kubek znów spojrzał w okno. Chmury-jajka rozpłynęły się w bardziej zwykłe kształty, ale on nadal widział w nich świąteczny żart nieba: tu owal, tam skorupka, tam kropka.
— Wiesz — powiedziała Łyżeczka, opierając się o jego bok — to było… naprawdę radosne.
— Bo Wielkanoc taka jest — odparł Kubek. — I bo mieliśmy siebie.
Miseczka przytuliła koszyk, ile mogła, nie rozlewając niczego, bo niczego nie miała w środku oprócz dumy.
— Najbardziej podobało mi się, że ta nieśmiała pisanka wyszła spod dywanu.
— Mnie, że chmury potrafią dawać prezenty — dodała Serwetka. — Chociaż dalej uważam, że cynamon jest podejrzany.
Niespodzianka cichutko zadźwięczała:
— Prezenty nie zawsze są rzeczami. Czasem są chwilą, w której robi się jaśniej.
Kubek przez moment milczał, jakby słuchał, czy w jego groszkach nie ukryła się jeszcze jakaś melodia. Potem powiedział prosto, miękko:
— Dziękuję.
Nie wiadomo było do kogo dokładnie: do pisanek, do chmur, do wiosny, do całego tego kolorowego zamieszania. Ale to nie miało znaczenia, bo wdzięczność i tak trafiła tam, gdzie powinna — jak ciepły promień na parapet.