Trwa ładowanie...
Opowieść o Wielkanocy 11-12 lat Czytanie 13 min.

Siedem drewnianych jajek i tajemnica Zająca

Kacper znajduje drewniane pisanki z kolejnymi cyframi i razem z przyjaciółką Mają wyrusza na wiosenną przygodę, podążając za tajemniczym królikiem i ukrytymi wskazówkami w mieście.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletni Kacper o okrągłej twarzy i lekkich piegach, z rozczochranymi jasnobrązowymi włosami i wyrazem zdumienia i skupienia, trzyma przed sobą siedem ponumerowanych, kolorowych drewnianych jajek; obok po prawej stoi około 12‑letnia Maja z brązowymi włosami w kucyku, z figlarnym uśmiechem, wskazująca na koszyk na trawie; w tle przy krzewie siedzi biały królik z długimi, miękkimi uszami i lekko potarganym futerkiem, trzymający małą marchewkę z wstążką i patrzący na dzieci jakby się uśmiechał; miejsce to jasny podmiejski ogród z zielonym trawnikiem, żółtymi żonkilami, starą drewnianą huśtawką, przystrzyżym żywopłotem i lekko sfatygowaną ławką, w złotej świetle późnego popołudnia; główna scena pokazuje jajka ponumerowane od 1 do 7 ułożone w rzędzie na trawie, z kolorowymi nutkami unoszącymi się wokół nich, radosna atmosfera, nasycone kolory, wyraźne kontrasty i pop‑artowe, geometryczne wzory. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Jajko z liczbą, które nie powinno tu być

W sobotni poranek Kacper obudził się szybciej niż jego budzik. To było podejrzane, bo budzik zwykle wygrywał każdą bitwę, a on — cóż — był raczej typem „jeszcze pięć minut”. Z kuchni dochodził zapach cynamonu i czegoś, co brzmiało jak śmiech miksera.

— Kacper! — zawołała mama. — Wstawaj, bo babka stygnie!

„Babka stygnie” to w ich domu alarm najwyższego stopnia. Kacper wyskoczył z łóżka, wciągnął bluzę na lewą stronę (nie zauważył), i pobiegł do kuchni. Na stole stały farbki, pędzle, koszyczek i góra pisanek, które wyglądały jak miniaturowe planety.

— W tym roku robimy też ozdoby z drewna — powiedział tata, trzymając coś, co wyglądało jak jajko, ale było twarde i gładkie. — Zobacz.

Kacper wyciągnął rękę… i w tej samej chwili jego wzrok zahaczył o coś pod krzesłem. Leżało tam drewniane jajko, ale inne niż to taty: miało ciemniejsze słoje, jakby narysowane falami, i małą, wyraźną cyfrę wyrytą na boku.

„1”.

— Hej, kto zgubił…? — zaczął, podnosząc je ostrożnie, jakby mogło kichnąć.

Jajko było ciepłe. Naprawdę ciepłe, jak kubek kakao.

— To nie moje — mruknął tata.

— I nie moje — dodała mama, marszcząc brwi. — Skąd to się wzięło?

Kacper przekręcił jajko w palcach. Cyfra „1” błysnęła, jakby była zrobiona z czegoś jaśniejszego niż drewno. Przez sekundę wydawało mu się, że w środku coś… cichutko dzwoni. Jak malutki dzwoneczek, który udaje, że go nie ma.

— Może to od Zająca? — zapytał półżartem, ale serce mu podskoczyło.

Mama uśmiechnęła się tak, jak uśmiechają się dorośli, kiedy nie chcą psuć magii, ale też nie chcą obiecywać, że lodówka potrafi śpiewać.

— Jeśli to od Zająca, to chyba ma plan. A ty chyba masz dzisiaj nos do przygód.

Kacper wsunął drewniane jajko do kieszeni. Wtedy poczuł delikatne… mrowienie. Jakby jajko mówiło: „No, no. Ruszaj.”

Rozdział 2: Trop z marchewki i podejrzany dywanik

Po śniadaniu (babka zniknęła w tempie, które zaniepokoiłoby nawet fizyków) Kacper wyszedł na podwórko. Wiosna była jak rozkręcony konfetti: żółte żonkile, zielone trawniki i słońce, które mrugało bez przerwy, jakby miało sekret.

Za furtką spotkał Maję z sąsiedztwa, która zawsze wiedziała rzeczy wcześniej niż internet.

— Czemu masz bluzę na lewą stronę? — zapytała bez „cześć”.

Kacper spojrzał w dół.

— To… styl wielkanocny. Odwrócona moda, wiesz.

Maja parsknęła.

— Okej, stylu. A co tam chowasz? Kieszeń wygląda, jakby połknęła ziemniaka.

Kacper pokazał jej drewniane jajko z cyfrą „1”. Maja zmrużyła oczy, jak detektyw, który ogląda odcisk łapy.

— To jest… wyryte. I świeci. Trochę. Widzisz?

— Widzę. I jest ciepłe — powiedział Kacper. — Szukam innych. Chyba.

— Chyba?! — Maja uniosła brwi. — Kacper, to jest najlepsze „chyba” w tym tygodniu. Szukamy.

Ruszyli w stronę ogrodu Kacpra. I wtedy Maja zatrzymała się przy wycieraczce przed drzwiami.

— Ta wycieraczka jest… krzywo — stwierdziła.

— Ona zawsze jest krzywo. To jej osobowość.

Maja przykucnęła i podniosła róg wycieraczki. Pod spodem coś błysnęło, jakby ktoś schował mały kawałek poranka.

Drewniane jajko.

Z cyfrą „2”.

— No proszę — powiedziała Maja triumfalnie. — Zając ma gust. I ukrywa rzeczy pod nosem.

Kacper wziął „2” do drugiej kieszeni. Oba jajka przez chwilę zadrżały, jakby przywitały się bez słów.

— Czujesz? — szepnął.

— Jakby telefon wibrował, ale bez telefonu — przyznała Maja. — To co, gdzie trójka?

W tej samej chwili z krzaków wyskoczył prawdziwy królik. Uszy miał jak anteny, a pysk jakby się uśmiechał, choć króliki rzadko podpisują umowy uśmiechem. W pysku trzymał… marchewkę. A na marchewce, nie do wiary, było przywiązane wstążką coś małego i drewnianego.

Królik spojrzał na nich, jakby mówił: „Nie róbcie sceny, to tylko magia”, po czym dał susa i zniknął za żywopłotem. Marchewka spadła na trawę.

Kacper podniósł ją. Wstążka była żółta jak kurczak z reklamy.

Na drewnianym jajku wyryto „3”.

— To było… bardzo bezczelne — stwierdziła Maja.

— Bezczelne, ale skuteczne — odparł Kacper, czując, jak serce mu tańczy polkę.

Rozdział 3: Biblioteka pachnąca pisankami

Maja uznała, że skoro jest seria, to powinna być logika.

— Gdzie ktoś ukryłby czwórkę? — zapytała, machając ręką, jakby mapowała powietrze. — Tam, gdzie nikt nie szuka?

— W lodówce? — zaproponował Kacper.

— Nikt nie szuka w lodówce?! Kacper, ja tam zaglądam co pięć minut. Dla nauki.

Zdecydowali się na miejsce, które naprawdę było „niewidzialne” dla większości dzieci w sobotę: biblioteka. Po drodze mijali domy udekorowane wstążkami i kolorowymi zajączkami w oknach. Kacper czuł, że całe osiedle jest jak wielki koszyk wielkanocny, tylko ludzie udają, że to normalne.

W bibliotece było cicho, ale nie takie „nudne” cicho. Raczej takie, w którym słychać, jak książki mrugają stronami.

Pani bibliotekarka, pani Elżbieta, spojrzała na nich znad okularów.

— Szukacie czegoś konkretnego czy tylko uciekacie przed sprzątaniem?

— To drugie brzmi zbyt prawdziwie — szepnęła Maja.

Kacper wyjął na chwilę jajka „1”, „2” i „3”. Ich cyfry wydawały się jaśniejsze w tym półmroku.

Pani Elżbieta uniosła brwi, ale zamiast krzyczeć „nie biegać” albo „to nie zabawki”, uśmiechnęła się.

— Ach. Widzę, że Zając znów robi porządki w tradycjach — powiedziała. — Dobrze. Tylko nie kładźcie tego na półce z horrorami, bo potem się robi zamieszanie.

— Skąd pani…? — zaczął Kacper.

— Bibliotekarze wiedzą różne rzeczy — odparła, tajemnicza jak zakładka w starej książce. — Spróbujcie przy dziale z legendami i zwyczajami. Tam, gdzie dzieci rzadko zaglądają, bo myślą, że tradycje są jak instrukcja do pralki.

Poszli między regały. W powietrzu unosił się zapach papieru i… coś jak wanilia. Kacper zauważył, że na jednym z regałów stoi mały wiklinowy koszyczek, którego wcześniej tam nie było. W środku leżały papierowe wycinanki: kurki, baranki, kwiaty. A pod nimi — drewniane jajko.

„4”.

Gdy Kacper je podniósł, z koszyczka wysunęła się karteczka. Napis na niej był krótki:

„Nie licz na szczęście. Licz dalej.”

Maja zachichotała.

— Zając ma poczucie humoru. Trochę jak mój wujek, tylko mniej głośny.

Kacper schował „4”. Jajka w kieszeniach zrobiły się cięższe, jakby każda kolejna liczba dodawała nie tylko drewna, ale i odwagi.

Rozdział 4: Dzwonek w parku i ławka, która mruga

Na zewnątrz słońce było tak jasne, że wszystko wyglądało, jakby miało filtr „wielkanocna radość”. W parku dzieci biegały z koszyczkami, a dorośli udawali, że „tylko patrzą”, choć sami wyglądali, jakby mieli ochotę szukać jajek.

Kacper i Maja przeszli obok fontanny. Woda skakała w górę, opadała i szeptała coś, czego nie dało się złapać uchem.

— Słyszysz? — spytał Kacper.

— Jeśli fontanna mówi „zjedz loda”, to słyszę bardzo wyraźnie — odparła Maja.

Wtedy Kacper poczuł w kieszeni delikatne dźwięczenie. Jak mały dzwonek, który przypomina: „Hej, tu jestem, chodź!”

Zatrzymał się. Spojrzał na jajka. Cyfry „1–4” pulsowały ledwo zauważalnie, jak światła na choince, która pomyliła święta.

— One… wskazują — szepnął.

Ruszyli w stronę starej ławki pod kasztanem. Ławka była trochę krzywa, ale stała tam od zawsze, jak dziadek parku. Na oparciu ktoś wyciął kiedyś serce i inicjały, które teraz wyglądały jak znak z innej epoki.

Kacper usiadł. Nic.

Maja usiadła. Też nic.

— Może trzeba… — Kacper podniósł brew. — …powiedzieć coś w stylu „proszę”?

— Ty serio chcesz być grzeczny wobec ławki? — Maja prychnęła, ale po chwili, z udawaną powagą, powiedziała: — Proszę, ławko, jeśli masz jajko, to się nim podziel.

Ławka… skrzypnęła. I to nie było zwykłe skrzypnięcie. Brzmiało jak: „No dobrze, skoro tak ładnie prosisz”.

Z boku, spod deski, wysunęło się drewniane jajko, jak szufladka w tajnym biurku.

„5”.

— Okej — powiedział Kacper, trzymając jajko jak trofeum. — Od dziś mówię „proszę” także do krzeseł. Na wszelki wypadek.

— I „dziękuję” do szafek — dodała Maja. — Nigdy nie wiesz, co planuje komoda.

Kacper schował „5”. W tej samej chwili gdzieś nad nimi rozległo się krótkie „hop!” — jakby ktoś skoczył po chmurach. Kacper spojrzał w górę, ale zobaczył tylko gałęzie i kawałek nieba.

— Widziałeś? — zapytał.

— Jeśli mówisz o chmurze, która wygląda jak zając w kaloszach, to tak — odparła Maja. — I trochę mnie to cieszy, a trochę martwi. Bo co, jeśli zając naprawdę nosi kalosze?

Rozdział 5: Kościółek, koszyczki i tajemnicza szóstka

W niedzielę rano całe miasteczko było w ruchu. Ludzie szli z koszyczkami do święcenia: białe serwetki, bazie, baranki z cukru i kiełbasa, która wyglądała, jakby miała własne plany na dzień.

Kacper szedł z rodzicami, a Maja dołączyła po drodze. Jajka „1–5” miał w plecaku, owinięte w chusteczkę, bo mama powiedziała: „Nie chcę, żeby ci się przygoda porysowała”.

Przed kościółkiem stał stolik z wodą święconą i bukietami. Dzieci zaglądały do cudzych koszyczków z miną: „O, ktoś ma czekoladowego zająca, zdrada stulecia”.

Kacper poczuł z plecaka lekkie szarpnięcie, jakby jajka mówiły: „Tu! Tu!”

Rozejrzał się. Pod ławką przy wejściu stała mała, drewniana skrzynka, jak na listy. Na niej wisiał napis: „ŻYCZENIA”. Ktoś wrzucał karteczki z życzeniami dla innych.

— Może… — Kacper podszedł, a Maja za nim. — Może to tu.

Włożył rękę do skrzynki. Oprócz karteczek dotknął czegoś gładkiego i znajomego.

Wyciągnął drewniane jajko.

„6”.

— Sześć! — wyszeptała Maja. — To już prawie jak ocena z matmy, tylko bardziej sympatyczna.

Kacper uśmiechnął się i zauważył, że na skrzynce ktoś dopisał ołówkiem małe zdanie: „Życz radości, a radość wróci.”

Poczuł nagle ciepło w środku, nie od jajek, tylko takie normalne, ludzkie. Jak wtedy, gdy ktoś cię rozumie bez tłumaczenia.

— Dobra — powiedział. — Życzę.

Wziął karteczkę i napisał: „Życzę wszystkim, żeby dziś znaleźli coś miłego. Nawet jeśli to tylko uśmiech.”

Wrzucił ją do skrzynki. I przysięgałby, że w środku coś cichutko zadzwoniło. Jak małe „dziękuję”.

Rozdział 6: Siódme jajko i finał wśród kolorów

Po południu Kacper siedział w swoim pokoju i ułożył jajka na biurku: 1, 2, 3, 4, 5, 6. Tworzyły równy szereg, jak drużyna, która wygrała mecz i teraz udaje skromność.

— Brakuje siódemki — powiedział do Mai przez telefon, bo Maja musiała wrócić do domu, „żeby uratować rodzinę przed nadmiarem sałatki”.

— Siódemka zawsze jest problematyczna — odpowiedziała. — Jak siódma lekcja.

Kacper przyłożył ucho do jajek. Delikatne dzwonienie znów wróciło, tym razem wyraźniejsze, jakby ktoś grał na miniaturowej pozytywce. Dźwięk ciągnął go w stronę… okna.

Na parapecie leżało piórko. Nie ptasie — za duże i zbyt puszyste. Białe jak cukier puder. A obok piórka… malutki ślad błota. Jakby ktoś w kaloszach naprawdę tu był.

Kacper otworzył okno. Na podwórku, przy huśtawce, stał koszyk z kolorową wstążką. A obok koszyka — coś ruszyło się w krzakach. Dwa długie uszy wystawały na sekundę, po czym zniknęły, jak żart, który ucieka, zanim go opowiesz.

Kacper zbiegł na dół. Serce miał jak bębenek na szkolnym apelu: szybkie, ale radosne.

W koszyku były czekoladowe jajeczka, kilka cukrowych kurczaków i… drewniane jajko z wyrytą cyfrą „7”. Pod nim leżała karteczka.

„Kiedy masz ciąg, masz też drogę. A kiedy masz drogę, pamiętaj: idź z radością.”

Kacper podniósł „7”. Wszystkie drewniane jajka nagle zrobiły się ciepłe jednocześnie, jakby ktoś rozpalił w nich małe lampki. Ułożył je w szeregu na trawie: 1–7. Dzwonienie zamieniło się w krótką, wesołą melodyjkę, ledwo słyszalną, ale wyraźną jak promień słońca.

Z krzaków wysunął się królik. Ten sam. Spojrzał na Kacpra, jakby sprawdzał, czy chłopak naprawdę policzył do końca. Potem… kiwnął głową. Tak po prostu, poważnie i z klasą, jak nauczyciel, który mówi: „Dobra robota”.

Kacper roześmiał się cicho.

— Też potrafię — powiedział i odwzajemnił kiwnięcie głową, zadowolony, jakby właśnie odkrył tajne przejście do świata, w którym święta trwają odrobinę dłużej.

Królik zniknął, a wiatr poruszył wstążką na koszyku. Kacper zebrał jajka, wsunął je do kieszeni i jeszcze raz, już spokojniej, kiwnął głową sam do siebie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pisanek
Kolorowe jajka wielkanocne, które się ozdabia farbami i wzorami.
Wiklinowy
Zrobiony z cienkich, zgiętych gałązek, zwykle z koszy lub mebli.
Konfetti
Małe, kolorowe kawałki papieru rozsypywane podczas świętowania.
Półmroku
Stan między światłem a ciemnością, gdy jest trochę ciemno.
Pozytywce
Mały mechaniczny instrument, który gra melodie, gdy go nakręcisz.
Bazie
Miękkie, puszyste kwiatostany wczesnej wiosny na niektórych krzewach i drzewach.
ŻYCZENIA
Napisy lub karteczki z tym, co ktoś komuś życzy, np. szczęścia.
Dzwoneczek
Mały przedmiot, który wydaje dźwięk po potrząśnięciu lub uderzeniu.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.