Trwa ładowanie...
Opowieść o Wielkanocy 11-12 lat Czytanie 14 min.

Zajączkowa gra tropów i pisanka, która nie umiała stać w miejscu

Maja, Kuba i Lena biorą udział w Wielkanocnej Grze Tropów, podążając za zagadkowymi wskazówkami, które prowadzą ich przez radosne spotkania, malowanie pisanek i odkrywanie sensu świątecznych zwyczajów.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: Maja (10 lat) — brązowe włosy w kucyk, niebiesko-biała koszula w kratę, trzyma notes i kolorową pisankę, stoi na środku z nieśmiałym uśmiechem; Kuba (9 lat) — krótkie kasztanowe włosy, czerwona kurtka, trzyma dwoma rękami "kosmiczną" pisankę, po lewej, w dynamicznej pozie; Lena (11 lat) — blond warkocze, zielona kurtka, siedzi w małym stylizowanym foteliku-rolku, trzyma zrolowaną kartkę, po prawej z figlarnym spojrzeniem. Obok dzieci stoi duży zajączek w kostiumie, beżowy, w okrągłych okularach, w niebieskich butach sportowych i z pomarańczowym gwizdkiem, pochylony jak życzliwy trener, trzyma koszyk z papierowymi kwiatami. Miejsce: wiosenny park na rynku — jasna brukowana nawierzchnia, zielona trawa, kolorowe wstążki na gałęziach, niska fontanna z dzwoneczkami, rozmyte stragany w tle z pastelowymi girlandami, złota poranna światłość. Sytuacja: dzieci pokazują pisanki i częstują się czekoladowymi jajkami przed zajączkiem-przewodnikiem; centralna kompozycja, widoczne gesty wymiany, radosna, kolorowa atmosfera w żywych pastelach, proste formy i wyraźne kontury. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Plan w kratkę i pisanka w kropki

Maja miała zeszyt w kratkę, w którym wszystko było ustawione jak żołnierze na apelu: lekcje, trening, porządek na biurku, a nawet liczba rodzynek w serniku (dokładnie zero, bo rodzynki to chaos w czystej postaci). W sobotni poranek przed Wielkanocą stała w kuchni z ołówkiem za uchem i sprawdzała listę.

— Barwniki? Są. Wstążki? Są. Serwetki? Równo złożone jak origami? Są — mamrotała.

Wtedy do kuchni wpadł Kuba, jak zwykle szybciej niż jego własne myśli. Za nim spokojnie wjechała Lena na wózku, zatrzymując się tak precyzyjnie, jakby parkowała prom kosmiczny.

— Maju, słyszałaś? — Kuba prawie potknął się o dywanik. — Na rynku ma być „Wielkanocna Gra Tropów”! Z nagrodami! Podobno czekoladowymi. Prawdziwymi. Nie tymi, co smakują jak karton.

— Gra tropów? — Maja uniosła brew. — To nie ma w moim planie.

— To dopisz — Lena uśmiechnęła się i stuknęła palcem w zeszyt Mai. — Plan też może mieć przygody. Inaczej się nudzi.

Maja westchnęła, ale ciekawość już pukała jej do głowy jak dzięcioł do drzewa.

— Dobrze. Jedna gra. Ale po niej wracamy. I nie brudzimy się. I nie… — urwała, bo Kuba już wyciągał z kieszeni kolorową ulotkę.

Na ulotce był narysowany królik w okularach, który trzymał lupę i wyglądał podejrzanie mądrze.

„Znajdź zajączkowe wskazówki, odkryj tradycję!” — przeczytał Kuba z namaszczeniem. — Brzmi jak misja dla nas.

Maja jeszcze raz spojrzała na swoje idealne serwetki. Potem na ulotkę. A potem, ku własnemu zdziwieniu, dopisała w zeszycie: „11:00 — przygoda (kontrolowana)”.

Rozdział 2: Rynek, który pachniał czekoladą

Rynek mienił się jak pudełko z kredkami rozsypanymi na słońcu. Stoiska uginały się od pisanek, wiosennych wianków i zajączków z filcu, które wyglądały, jakby za chwilę miały poprosić o selfie.

— Uwaga, dzieciaki! — zawołała pani w żółtym płaszczu, rozdając mapki. — Pierwsza wskazówka jest tam, gdzie dzwonki śmieją się najgłośniej!

— Dzwonki się śmieją? — Kuba zmrużył oczy. — Może to takie… dźwięczne chichoty.

Lena spojrzała na fontannę ozdobioną wstążkami.

— Tam są dzwonki. I… rzeczywiście, brzmią jakby ktoś miał dobry humor.

Podeszli bliżej. Wiatr poruszał małymi dzwoneczkami zawieszonymi na gałęziach, a one brzęczały wesoło, jakby opowiadały sobie żarty o marchewkach.

Pod fontanną znaleźli pierwszą kopertę. Maja od razu chciała ją otworzyć równo i ostrożnie, ale Kuba wyrwał ją z takim entuzjazmem, że koperta zapiszczała papierem.

— Spokojnie! — syknęła Maja. — Papier też ma uczucia.

Lena parsknęła.

— Czytamy — powiedziała i rozłożyła kartkę. — „Tradycja nie zawsze jest w książce. Czasem skacze w trawie. Idź tam, gdzie zielone dywany rosną bez odkurzacza.”

— Park! — Kuba triumfalnie wskazał palcem.

— Bez odkurzacza, czyli na pewno nie u mnie w domu — dodała Maja, ale już ruszyła.

W parku trawa była świeża, a na niej leżały kolorowe wstążki jak ślady po tęczowym ślimaku. Dzieci szły za nimi, a w powietrzu unosił się zapach czekolady z pobliskiej cukierni, tak intensywny, że Kuba prawie próbował go złapać językiem.

Rozdział 3: Zajączek, który nie lubił nudy

W środku parku stał ogromny kosz z papierowymi kwiatami. Obok siedział… ktoś w futrzanym kostiumie zająca. Ale ten zając miał na sobie sportowe buty i gwizdek. I patrzył na nich jak trener, który właśnie zobaczył drużynę nieco podejrzanych zawodników.

— O, są! — zając podskoczył. — Trójka idealna: szybki, dokładna i ta, która widzi wszystko.

— Skąd pan wie? — Maja zmarszczyła czoło.

— Bo obserwuję — zając przyłożył łapę do okularów. — A poza tym w tej grze chodzi o tradycję. A tradycja lubi ludzi, którzy pytają „dlaczego?”.

Kuba nachylił się do Mai.

— On mówi jak nauczyciel od historii, tylko ma lepsze uszy.

Zając podał im drugą kopertę, ale zanim Maja zdążyła ją wziąć, zając gwizdnął, a z kosza wyskoczyły… czekoladowe jajka. Dosłownie wyskoczyły. Jakby miały sprężyny.

— Ej! — Kuba złapał jedno w locie. — To jest… żywe?

Jajko lekko drgnęło, jakby było łaskotane.

Lena przyjrzała się uważnie.

— To chyba magia z tych małych. Takich, co nie robią dziur w ścianach.

Maja, choć lubiła, gdy rzeczy zachowują się przewidywalnie, poczuła dziwną radość. Jakby ktoś otworzył okno w jej planie i wpuścił świeże powietrze.

Otworzyli kopertę. W środku był rysunek koszyczka i napis: „Znajdź miejsce, gdzie ludzie dzielą się jajkiem i uśmiechem. Tam poznasz, co znaczy ‘święcone'.”

— Święcone… — powtórzyła Maja. — Wiem, że to koszyk w kościele, ale… ja nigdy nie byłam. Zawsze… no… plan, wyjazdy, różne sprawy.

Kuba wzruszył ramionami.

— To może czas? Ciekawość też powinna mieć swoje święto.

Lena skinęła głową.

— Chodźmy. I sprawdźmy, czy zając jest prawdziwy, czy to tylko człowiek z talentem do dziwnych jajek.

Zając puścił do nich oko.

— Prawda bywa różnie futrzasta — powiedział tajemniczo. — Do zobaczenia na końcu tropu!

Rozdział 4: Koszyk, który opowiadał historie

Przed kościołem stały rodziny z koszyczkami. W środku były jajka, chleb, sól, baranek z cukru i małe gałązki bukszpanu. Wszystko pachniało tak, jakby wiosna postanowiła upiec ciasto.

Maja patrzyła z zainteresowaniem. Zauważyła, że koszyczki są różne: jedne skromne, inne kolorowe, niektóre ozdobione wstążkami jak prezenty.

— To jest święcone? — szepnęła.

Obok stała starsza pani z koszykiem przykrytym serwetką w kurki.

— Tak, kochanie — odpowiedziała łagodnie. — To taki symbol. Dzielimy się tym, co ważne: jedzeniem, życzeniami, nadzieją. I trochę też dumą, bo każdy chce, żeby jego baranek wyglądał najładniej.

Kuba parsknął.

— Baranek konkurs piękności.

— Wcale nie śmieszne — oburzyła się pani, po czym sama się uśmiechnęła. — No dobrze, trochę śmieszne.

Maja poczuła, że coś w niej mięknie. Lubiła, gdy rzeczy mają sens i miejsce. A tu tradycja była jak mapa, tylko bardziej pachnąca.

Lena zauważyła małą tabliczkę obok schodów: „Podziel się jajkiem — podziel się życzliwością”.

— To jest ta część z uśmiechem — powiedziała.

Wtedy w kieszeni Mai coś zaszeleszczało. To było czekoladowe jajko z parku. Zadrżało i… wytoczyło się na jej dłoń, jakby chciało coś pokazać. Na jego folii pojawił się mały nadruk, którego wcześniej nie było: strzałka i napis „Za dzwonnicę”.

Maja spojrzała na Kubę i Lenę.

— Chyba właśnie dostaliśmy kolejną wskazówkę… od jajka.

— Jajko przewodnik — Kuba pokiwał głową z powagą. — W mojej rodzinie to mama jest przewodnikiem, ale okej.

Poszli za dzwonnicę, gdzie było ciszej. Tam, między krzewami, stała drewniana skrzynka z wyciętym sercem. Na wieczku leżała kartka: „Weź jedno. Zostaw jedno. Wielkanocna wymiana radości.”

W środku były małe czekoladowe jajka i karteczki z życzeniami. Dzieci włożyły po jednej swojej: Kuba napisał „Niech ci się uda złapać wszystkie dobre chwile!”, Lena: „Niech wiosna pamięta o tobie”, a Maja długo myślała, po czym napisała: „Bądź ciekawy, nawet jeśli plan się krzywi”.

Maja zostawiła też coś jeszcze: swoją idealnie złożoną serwetkę, bo nagle uznała, że komuś może się przydać, choć nie jest w kratkę.

Rozdział 5: Pogoń za pisanką, która uciekła

Gdy tylko zamknęli skrzynkę, usłyszeli ciche: pyk!

Na ziemię spadła następna koperta. Jakby wiatr ją zrzucił z niewidzialnej półki.

Lena podniosła ją sprawnie.

„Tradycja lubi ruch. Znajdź pisankę, która nie umie stać w miejscu. Kiedy ją złapiesz, poznasz sekret kolorów.”

— Pisanka, która nie umie stać w miejscu? — Maja rozejrzała się podejrzliwie. — To brzmi jak ja na widok bałaganu.

Nagle spod krzaka wyskoczyła… pisanka. Prawdziwa, pomalowana w zygzaki, i toczyła się po chodniku, jakby miała własne plany na sobotę.

— O nie, uciekające jajko! — krzyknął Kuba i ruszył w pogoń.

Pisanka skręciła w alejkę, ominęła ławkę, przetoczyła się pod rowerem i… prawie wpadła do kałuży. Maja rzuciła się w bok, żeby ją zatrzymać, ale zamiast złapać jajko, złapała tylko powietrze i własną godność, która próbowała uciec razem z nim.

— Z lewej! — zawołała Lena, obserwując tor toczenia jak komentatorka sportowa.

Kuba próbował zrobić „bohaterski skok”, lecz skończyło się na tym, że jego but zatrzymał się, a reszta Kuby potrzebowała chwili, żeby się zorientować. Maja w ostatniej sekundzie podstawiła swój notes — tak, ten w kratkę — i pisanka stuknęła w okładkę, zatrzymując się z godnością, jakby od początku chciała być złapana właśnie w ten sposób.

— Ha! — Maja złapała oddech. — Złapana. I ani jednej plamy!

Pisanka błysnęła w słońcu. A potem… jej wzorki lekko się poruszyły, jakby farba była żywa.

Z pisanki wysunął się zwinięty pasek papieru. Kuba odczytał:

„Kolory Wielkanocy nie są tylko do patrzenia. Są do dzielenia się. Znajdź miejsce, gdzie miesza się farby i śmiech — tam czeka ostatni trop.”

Lena wskazała na namiot na rynku, przy którym dzieci malowały jajka.

— Tam.

Maja spojrzała na swój notes. Na okładce została malutka smuga farby z pisanki, jak podpis przygody.

— No trudno — powiedziała, udając obrażoną, ale jej oczy się śmiały. — Mój plan właśnie dostał pieg.

Rozdział 6: Kolory, które potrafią mówić

W namiocie panował kontrolowany chaos. Stoły były pełne kubeczków z barwnikami: żółty jak słońce, zielony jak młode liście, czerwony jak policzki po biegu. Dzieci malowały, chlapały, śmiały się, a dorosły prowadzący zajęcia udawał, że wszystko jest pod kontrolą.

— Pamiętajcie, farba idzie na jajko, nie na brata! — wołał, choć było już za późno dla czyjejś rękawa.

Maja usiadła ostrożnie, jakby krzesło mogło eksplodować konfetti. Kuba od razu zanurzył pędzel w niebieskim.

— Zrobię pisankę kosmiczną — oznajmił. — Z czarną dziurą, która wciąga broku… to znaczy, wciąga złe oceny.

Lena wybrała delikatne wzory. Jej pisanka wyglądała jak mała mapa wiosny: gałązki, kropeczki, ścieżki.

Maja wahała się.

— Nie wiem, co zrobić — przyznała cicho. — Zawsze wolę instrukcje.

Obok nich pojawił się chłopak z plamą farby na nosie.

— Zrób coś, czego jeszcze nie planowałaś — poradził. — To działa na nudę jak sól na frytki.

Kuba popatrzył na Maję.

— Zrób pisankę… w kratkę.

Maja prychnęła.

— To byłoby zbyt oczywiste.

I wtedy ją olśniło. Zanurzyła pędzel w żółtym, potem w zielonym, a potem w czerwonym. Zamiast wzoru zrobiła wirujące pasy, jakby wiatr tańczył na jajku.

— O! — Lena pochyliła się. — Wygląda jak wiosenny huragan, tylko miły.

Maja poczuła dumę, taką inną niż zwykle. Nie z porządku, tylko z odwagi.

W tym momencie wiatr dmuchnął w namiot, poruszył wstążkami i dzwoneczkami. A na stole, między kubeczkami, pojawiła się mała karteczka, której wcześniej nie było: „Koniec tropu: wróć do zająca. Przynieś swój kolor.”

Rozdział 7: Dziękuję, miękki wietrze

Wrócili do parku, gdzie zając w sportowych butach czekał obok kosza z papierowymi kwiatami. Tym razem wyglądał mniej jak trener, a bardziej jak ktoś, kto właśnie zjadł tajemnicę na deser.

— No i? — zapytał, a jego wąsy drgnęły. — Co odkryliście?

Kuba podniósł swoją kosmiczną pisankę.

— Że brokat jest wszędzie. Nawet w moich skarpetkach. I że tradycja to nie tylko „trzeba”, ale „fajnie”.

Lena pokazała swoją mapę wiosny.

— Że można się dzielić życzeniami, nawet z obcymi. I że święcone pachnie jak dom, nawet jeśli nie jest twoim domem.

Maja spojrzała na swoją wirującą pisankę. Potem na notes w kratkę z małą smugą farby.

— Ja odkryłam, że… — zaczęła powoli — tradycja może być jak plan, tylko narysowany kredkami. I że ciekawość nie rozwala porządku. Ona go… przewietrza.

Zając klasnął w łapy.

— Właśnie o to chodzi! Wielkanoc to nie test z definicji. To śmiech, kolory, dzielenie się i małe cuda, które pojawiają się, gdy człowiek idzie za pytaniem „a co jeśli?”.

Wyjął z kosza trzy czekoladowe jajka i podał im uroczyście.

— Nagroda. Ale uwaga: te jajka mają specjalną moc.

Kuba uniósł brwi.

— Jaką?

— Znikają, jeśli się nimi nie podzielisz — powiedział zając z absolutnie poważną miną.

— To straszne! — Kuba od razu przełamał swoje jajko na pół. — Bierzcie, zanim zniknie!

Maja roześmiała się, a śmiech był lekki jak piórko. Wiatr znów dmuchnął, tym razem delikatnie, ciepło, jakby głaskał ich po policzkach. Wstążki na gałęziach zatańczyły, dzwoneczki zaśmiały się cichutko, a papierowe kwiaty zaszumiały jak morze zrobione z kolorów.

Maja podniosła twarz do powietrza.

— Dziękuję, miękki wietrze — powiedziała, a Kuba i Lena powtórzyli, trochę niezdarnie, ale szczerze:

— Dziękujemy, miękki wietrze.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Origami
Sztuka składania papieru tak, by powstały zwierzątka lub kształty.
Ulotka
Krótka kartka z informacją o wydarzeniu lub reklamie.
Dzwonnicę
Część kościoła, gdzie znajdują się dzwony i wieża.
Bukszpanu
Rodzaj zielonego krzewu, którego gałązki czasem wkłada się do koszyczka.
Pisanka
Jajko pomalowane na świąteczne wzory, często na Wielkanoc.
Brokat
Błyszczący, drobny pyłek dodawany do ozdób i farb.
Koszyczek
Mały kosz, w którym nosi się jedzenie lub ozdoby.
Serwetką
Tkanina lub papier do zakrywania jedzenia lub wycierania rąk.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.